Doll

with Brak komentarzy

Mógłbym tak stać do jutra i patrzeć. Zmaga się z szufladą zmieniając papier w kopiarce.
Mini i te nogi...
Mógłbym oczywiście podejść i pomóc jej, ale po co?
Po pierwsze straciłbym piękne widoki, po drugie, nie zauważyłaby nawet kto jej pomógł.
Jaśniej, nie zauważyłaby mnie...
Niestety. Nie jestem typem mięśniaka, na jakich spoglądają kobiety.
Bozia poskąpiła mi wzrostu i... włosów na głowie. Tylko na głowie. Resztę ciała obsypała nimi w nadmiarze.
Jakby to było potrzebne, albo seksowne.
- Te! - To mój kumpel. - Bo se oczy wypaczysz!
Miałem ochotę mu lutnąć! Byłem właśnie oczami wyobraźni pod spódniczką, a ten cham zbolały mi to przerwał.
- Weź się odwal - warknąłem, kierując kroki w stronę swojego gabinetu.
Nie odwalił się, szedł za mną. Za mało mu było, teraz mi będzie przysrywał.
To pewnie przez naszą wieloletnią znajomość jeszcze z czasów szkolnych i mój awans. Nie jego.

Niby to nie przeszkadzało w przyjaźni, ale drzazga zawsze tkwiła.
Olać to!
Jak zwykle pozwolę mu przegiąć i jak zwykle z lekkim uśmieszkiem wróci do swojej pracy.
- Co ty Endrju, nie wiesz jakich ona facetów lubi? - Krzysiek zrobił zdziwioną minę. - Po pierwsze wysokich... - "wyłamał" pierwszy palec.
Trafił, zabolało.
- Po drugie przystojnych... - drugi palec.
Znów trafienie...
- Po trzecie blondasów z tego co wiem. - Uśmiechnął się perfidnie. - A u ciebie raczej koloru włosów nie widać. Ba! Włosów nie widać!
Był strasznie swoimi słowami rozbawiony, a po mnie jak zwykle one spływały. No, prawie...
- Dobra, dobra. - Przerwałem jego błyskotliwie dowcipną przemowę. - Mam inne atuty...
- No tak! Pan wielka pyta! - Klasnął w dłonie. - Tylko co ci po tym atucie, skoro nie możesz go... wyeksponować?
- Ok. - Nie chciało mi się tego przeciągać. - Mam pracę, wybacz i stleń się.
Odwrócił się na pięcie z miną kota, który wypił śmietankę i wrócił do swojego boksu.
Załogę często dziwiły nasze relacje i granica, którą Krzychu lubił naciągać.
Mi to zwisało.

Nie zwisała mi natomiast Magda. A właściwie Magdzine zjawisko. Piękność wyśniona, do wciągnięcia przez słomkę. Nogi, włosy, oczy, biust. I gracja ruchów, jak w spowolnionym teledysku. No i jeszcze zapach, gdy udało mi się zabrnąć wystarczająco blisko w jej rejony.
Magda...
Piękna...
Kurwa mać!
Ile czasu można tak marzyć?!
Przecież to nie realne!

Wróciłem do domu, odpaliłem kompa i skleciłem w kuchni coś z zawartości lodówki.
Dlaczego, gdy pichcisz tylko dla siebie, to ci się nie chce?!
Mnie się nie chciało.
Zjadłem ryż z cebulą i brokułami, plus ser.
Żaden kulinarny odlot, ale byłem syty.
Wieczorem się zbiorę i pobiegam.

"Jak urzeczywistnić swoją kobietę?" - to spontanicznie wpisałem w wyszukiwarkę google i wyskoczyło mi... coś.
KUP JĄ SOBIE.
Tajemniczo brzmiące zdanie zaciekawiło mnie.
Wszedłem na stronę i... oniemiałem.
Zjawiskowe piękności, prawie nagie. Pełne kształty, ogromne oczy i soczyste usta. O co tu chodzi?!
Patrzyłem na potok kobiet skąpo odzianych, niektóre wręcz wyglądające jak zbytnio rozwinięte fizycznie dzieci, aż wreszcie zacząłem się wczytywać w treść strony.
Wynikało z niej, że mogę mieć ideał kobiety u siebie na kanapie. Każdą kobietę, którą chcę mieć, tylko... sztuczną...
Producent reklamował produkt pod nazwą REAL DOLL. Silikonowe odwzorowanie ideału kobiety, powleczone cyberskórą, wyposażone w komputer, dzięki któremu "lalka" reaguje określoną sekwencją zachowań w zależności od sytuacji.
Były tu modele zupełnie nie zautomatyzowane, odpowiedniki gumilali, tyle że w wydaniu exclusive. Były też komputerowo sterowane cacka z mnóstwem czujników, które jęczały dostosowując się do zachowań użytkownika i w końcu był produkt najwyższy.
Miałem ochotę zamknąć stronę, czując że to miejsce dla dewiantów, do momentu, gdy dotarłem do TEJ grupy "produktów".
Reklama mówiła, że muszę tylko wysłać dokładny opis, plus zdjęcia, a najlepiej filmy z kobietą, o której marzę i którą chcę mieć, a zrobią ja dla mnie.
Zrobią mi Magdę!!!

Z impetem zamknąłem laptop i poszedłem nalać sobie wina.
Idę spać!
Wypiłem duszkiem wino, zrezygnowałem z biegania i umywszy zęby, władowałem się do łóżka.
Spać, nie myśleć.
Leżałem tak godzinę sufitując. Na darmo.
Ciekawość wygrała ze snem.
Odrzuciłem wściekle kołdrę i wróciłem do cholernego laptopa.

Siedziałem, patrząc na ofertę producenta.
Mogę mieć swój ideał kobiety, obleczony w cyberskórę, ciepły jak człowiek, jęczący i mruczący do mnie świństewka.
Będzie obok mnie w łóżku codziennie, niezmiennie piękna, gotowa i tylko moja.
Jedyne co muszę zrobić, to dostarczyć materiały na jej temat i pokaźną kwotę.
Musiałbym wziąć pożyczkę.
Poprawka.
Wezmę pożyczkę...

***

Miałam zastępstwo.
Nie byle jakie zastępstwo!
Pracuję w księgowości plus kadry, na czas urlopu macierzyńskiego koleżanki.
Duża firma, lepsze czasowo stanowisko i praktyka, dzięki której mam w przyszłości szanse na awans.
Księgowość, kierunek moich niedawno ukończonych studiów i stanowisko, na które wiele osób ostrzyło sobie ząbki.
Szczęśliwością losu czasowo zajmowałam je ja.
Cha cha...
Do pracy!
Zaczęłam się wgryzać w kuwety z papierami i system komputerowy z danymi pracowników.
Czułam się jak młodziak wpuszczony na porno stronę.
Miałam dostęp. Miałam otwarty strumień informacji. Właśnie poznawałam ludzi z firmy z całą ich urzędową przeszłością, oceny, wyniki.
Chciało mi się jeść, ale szkoda mi było czasu na jedzenie. Chciało mi się pić, ale... w ręce wpadł mi wniosek kredytowy.
Andrzej Pierniak, dochody w wysokości... o kurwa! Pozazdrościć.
Wniosek wypełniony dla firmy CYBER-SKIN-CARE.
Nazwa skojarzyła mi się z jakąś kliniką piękności.
Zaraz, przecież Andrzej to szef, nie mojego co prawda działu, ale szef.
Jest mojego wzrostu, czyli jakieś metr siedemdziesiąt i łysy. Co tu upiększać?
Może przeszczep włosów, bo jest łysy, ale ta kwota!
To by wystarczyło na przeszczep włosów razem z głową!
Praca zaczeka, odpaliłam internet i wyguglowałam nazwę firmy.

Szczęka mi opadła, gdy wyświetliły się wyniki.
Silikonowe sex-lalki.
Ja pierniczę!
Facet kupuje substytut kobiety!
Za taką kasę?!
Przecież miałby za to najlepszy burdel przez co najmniej rok!
Z wypiekami na twarzy oglądałam ofertę, zastanawiając się co skłania mężczyznę do zakupu TAKIEJ "kochanki".
Tak dopadła mnie godzina szesnasta.
Niestety, zaniedbałam obowiązki i musiałam zostać, by je nadgonić i nie pokazać, że błędem było powierzenie mi zastępstwa.

Tydzień w pracy minął szybko, a weekend obiecywał się imprezowo.
- Jak przyjmujesz tą przymusową abstynencję? - dopytywała mnie już nieźle podchmielona Aśka.
Siedziałyśmy w knajpie popijając piwo i obgadując tydzień.
- Trzymam się, choć mam kisiel w majtkach - odparłam ze śmiechem, bo było w tym dużo prawdy.
Od przeszło pół roku nie bzykałam się z nikim i czułam się jak wulkan tuż przed erupcją.
- Głupia jezdeś. - Zaczynał jej się plątać język. - Ja tam biorę szycie garciami.
Uśmiechnęłam się do niej, przemilczając fakt, że te jej "garcie", to jedynie faceci z nadmiarem ładunku w jajach, który ona dobrowolnie przyjmuje (najczęściej) na klatę.
Jej życie, jej klata, jej sprawa.
Właśnie przyplątał się do niej jakiś blondas, bezczelnie pchający łapę w jej nader obfity dekolt. Zamglone oczy Aśki odbijały upojenie alkoholowe i tępe podniecenie, czy raczej instynkt.
Wiedziałam co będzie dalej.
Wyjdą, pojadą, będą się pieprzyć, a jutro Aśka będzie miała kaca. Fizycznego i moralnego.
Zawsze tak samo...
Dla mnie te wytapetowane gogusie z fryzurą wystudiowaną na artystyczny nieład nie robiły już od dawna wrażenia.
Pragnęłam mężczyzny.
Tutaj go nie znajdę.
Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do domu, olewając umizgi taksiarza.
Z kubkiem herbaty usiadłam przed kompućką i wczytałam się w stronę REAL DOLL.

Kobieta marzeń, miękka i całkowicie twoja... Ciepło skóry utrzymują sensory... Komputerowo symulowany oddech, im bardziej użytkownik podniecony, tym jej oddech szybszy... Jęczy i klnie w czasie seksu... (jeśli taką opcję wybierzesz)... Reaguje inteligentnie na twoją obecność... Możesz ją penetrować w najbardziej wyuzdany sposób nie obawiając się oporu z jej strony... Wiecznie młoda... Darmowe aktualizacje oprogramowania.

Byłam trzeźwa jak świnia i zupełnie zszokowana... i cholernie zaciekawiona, wręcz zafascynowana!

W poniedziałek rano, jak zwykle, wszyscy tłoczyliśmy się zaspani wokół ekspresu do kawy.
Stałam w końcu kolejki czekając na dostęp do przycisków. Wybiorę coś mocnego.
Późno poszłam spać, bo "studiowałam" real doll.
W zaspanym amoku nie dostrzegłam, że za mną stał PAN PRZYSZŁY NABYWCA GUMOWEJ DOLL-ki. Dopiero witając się ze spóźnialskim kolegą, stwierdziłam ten fakt... i obudziłam się całkowicie, bez udziału kofeiny zmysły mi się wyostrzyły. Popełniłam błąd, spojrzałam mu w oczy. Czarne jak węgle, w których nie odróżnisz źrenic od tęczówek. Po prostu czarne oczy, łysa głowa i obezwładniający, ciepły zapach. Musiałam wyglądać jak kretynka tamując kolejkę, zamarłszy w pozycji zapatrzonego posągu. W głowie wyświetlał mi się tylko napis: "TO TEN CO BĘDZIE RŻNĄŁ LALKĘ", a ja o tym wiem, a on nie wie, że ja wiem.
- Przepraszam. - Usłyszałam jego melodyjny głos. - Teraz ty.
Odwróciłam się do ekspresidła, wdusiłam pierwszy lepszy przycisk i odebrałam kubek pełny... mleka czekoladowego.
Kurwa mać!
Olać to.

Poszłam do swojego boksu rozmyślając o hipnotyzujących oczach łysego.

***

W poniedziałek rano zacząłem zbierać materiały na temat Magdy.
Uzbrojony w okulary ze szkłami zerówkami i z mikro kamerką w oprawkach, poszedłem do kuchni firmowej, gdzie jak co dzień rano pracownicy tłoczyli się wokół automatu z pseudo kawą.
Nigdy tego dotąd nie robiłem, przez co przepuszczali mnie zdziwieni. Ustawiłem się za Magdą i kliknąłem nagrywanie w telefonie, do którego "szedł" sygnał z kamerki.
Kolejka przesuwała się ospale i każdy "usatysfakcjonowany" kubkiem parującego płynu, odchodził do swoich zajęć zapatrzony w jego zawartość.
Ja podziwiałem i nagrywałem "tył" Magdy. Długie włosy spięte w kucyk, biała bluzka wpuszczona w spódniczkę, moją ulubioną mini opinającą kształtny tyłeczek.
Nóg nie mogłem nagrać, ścisk na to nie pozwalał.
Miałem szczęście, Magda odwróciła się na chwilę pozdrawiając kogoś i spojrzała na mnie.
Spojrzała i tak została patrząc mi w oczy. Po raz pierwszy od zawsze, widziała mnie.
Musieliśmy wyglądać komicznie stojąc naprzeciw siebie.
Ja mógłbym tak stać do jutra, ale ktoś zniecierpliwiony najwyraźniej, chrząknął znacząco za mną, przywołując do rzeczywistości.
- Przepraszam. - Przerwałem tą czarodziejską chwilę. - Teraz ty.
Odwróciła się do ekspresu, a po chwili odeszła do swoich obowiązków, pozostawiając lekką woń perfum i mój głód jej bliskości.
Co to było?!

Musiałem mieć więcej z nią nagrań.
Wziąłem teczki przygotowane do zaniesienia do księgowości. Normalnie robiła to Aga, moja asystentka. Wyczekałem chwili, gdy zrobiła sobie przerwę i chwyciwszy dokumenty, udałem się do Magdy. Po drodze włączyłem nagrywanie.
- Cześć. - Uśmiechnąłem się wchodząc do jej boksu. - Obudziłaś się już? - Co za głupie pytanie.
- Cześć. - Podniosła na mnie wzrok i zaczerwieniła się.
O co chodzi?
- Coś się stało? - Rozpoznałem zdenerwowanie w jej głosie.
Myszką wykonywała jakieś dzikie czynności, zezując przy tym na komputer. Czyżby przeglądała coś nie związanego z pracą?
Muszę o tym pamiętać i zagadnąć gości z IT, żeby to sprawdzili.
- Nie, nic. - Starałem się, by mój głos był spokojny. - Miałem po drodze, to podrzucam to. - Położyłem teczki na biurku.
- Ok. - Nie spojrzała już na mnie, tylko zgarnęła teczki i pochyliła się nad biurkiem i papierami.
Cholera, zakląłem w myślach, czy tyle nagrania im wystarczy?

Wróciłem do siebie.
Co we mnie takiego jest, lub czego brakuje, że nie potrafię jej zagadnąć, nic mądrego mi do głowy nie przychodzi w jej obecności?
Panikuję i się zatykam.
Krzysiek ma rację, to nie laska dla mnie.
Zazwyczaj "leciały" na mnie kobiety szukające awansu przez łóżko. Miałem nosa do takich klimatów i szybko zniechęcałem do kontynuowania planu.
Trzydzieści pięć lat mojego życia zaowocowało jednym, dłuższym związkiem, który zakończył się pokojowym rozstaniem bez darcia szat.
Ot było, minęło.
Wysyłamy sobie życzenia świąteczne, czasem ona wyśle mi zdjęcie swojej szczęśliwej rodziny.

Przesłałem pliki do firmy CYBER-SKIN-CARE z prośbą o informacje, czy taka ilość danych starczy do realizacji zamówienia.
Po około godzinie odpowiedzieli, że owszem, ale im więcej ich doślę, tym lepiej dla odwzorowania obiektu.
Ok. Pochodzę w okularach.
Nikt poza Krzyśkiem okularów nie zauważył.
Oczywiście musiał skwitować to zdaniem: "Starość, nie radość".
Gdyby on wiedział...

***

Tydzień był zwariowany, multum pracy, jak to pod koniec miesiąca.
Po pracy byłam wykamana i marzyłam tylko o kąpieli i łóżku.
Usypiałam w okamgnieniu.
Ignorowałam dobijającego się do mnie natarczywie byłego faceta.
Darek, był ślicznie opakowanym pustakiem. Nic ciekawego w ładnej oprawie.
Nie trwało to długo. Brak tematów do rozmów, wypady do knajp, w których sycił się spojrzeniami panienek wodzących za nim głodnym wzrokiem i popisywał mną u jego boku.
Do Hollywood by się nadał. Fajnie wyglądać, dbać o siebie i tyle.
Mógłby być czyimś utrzymankiem.
To gość nie dla mnie.
Nie szukałam mężczyzny, bo nie da się go szukać.
Odbijałam tylko zaczepki lalusiów, którzy jakimś dziwnym trafem ciągnęli do mnie jak pszczoły do miodu.
Widocznie wyglądam na głupiutką blondynkę "z wielkimi niebieskimi oczami".

W sobotę pojechałam na zakupy.
Przez cały czas w głowie miałam łysego i jego lalkę.
Ciekawe co robi? Czy ma już swoją zabawkę?
Czy się nią bawi?
Przyznałam sama przed sobą, że gdybym miała taki męski odpowiednik, pewnie bym się tym... bawiła.
Zrobiło mi się gorąco na samą myśl. Wiedziałam, że jest real doll również dla kobiet i dla panów preferujących panów.
Nęciła mnie myśl o takim Adonisie w moim łóżku, wiecznie gotowym i do mojej dyspozycji.
Nęciła i kręciła, ale nie aż tak, by stało się to moim marzeniem.
Nie stać by mnie zresztą było.
Ciekawe jak łysy mieszka. Gdzie mieszka, wiedziałam. Znałam adres z danych pracowników.
Dlaczego chce sobie skołować sztuczną kochankę, skoro stać go na pełnoetatową?
Przejadę się w jego okolicy i popatrzę.

Z moich planów niestety nic nie wyszło. Wsiadając do samochodu stwierdziłam, że właśnie dostałam okresu.
Zonk...
Szybko do domu i do łóżka. Jutro będzie ciężki dzień, ból i tablety.
Trudno, taki babski los...

***

Dostałem w piątek maila, że moje zamówienie jest już w końcowej fazie realizacji i dotrze do mnie w połowie przyszłego tygodnia.
Szybcy są!
Na forach wyczytałem, że przy zamówieniach jak moje, dopasowuje się jeden z modeli ciała, zazwyczaj już kompletnie gotowy i kończy się prawie gotową twarz.
Największy popyt przy tego typu "zakupach" był na Angelinę Jolie.

Miałem wolny weekend i żadnych planów.
Spakowałem się w plecak i obrałem trasę w Tatry.
Musiałem sobie dać w dupę. Wysiłek i względna samotność.
Jeśli faktycznie w przyszłym tygodniu będę miał JĄ, to na bank nie będzie mi się chciało nigdzie ruszać z domu.
Sorry, z sypialni.

Pogoda była jak marzenie. Słońce, ale chłodno, dzięki czemu wspaniale szło się pod górę.
Co jakiś czas mijałem idących w dół ze zwyczajowym powitaniem, a tak cisza.
Właściwie gwar lasu i gór, tętniących życiem i buchający kolorami jesieni.
Męczyłem się i uspokajałem. Było mi dobrze, nawet bardzo.

Późnym popołudniem dotarłem do schroniska, gdzie zjadłem najsmaczniejszy na świecie żurek i wypiłem najpyszniejszą herbatę z obskubanego kubka, jaką kiedykolwiek piłem.
Norma w górach, na szczycie wszystko smakuje najlepiej.
Rozłożyłem się na polanie opodal schroniska wystawiając twarz do słońca.
Czy tak ma wyglądać moje życie?
Praca i samotne popołudnia i weekendy, przerywane wypadami?
Noce obok gumowej kobiety?
Dosyć!
Teraz jest dobrze.
Wiatr na twarzy, szmery rozmów, zapach starego tłuszczu dolatujący ze schroniskowej kuchni i słońce.

Po nocy w zalatującym Gierkowskimi klimatami schronisku, ruszyłem na szlak, a nim w kierunku stacji kolejowej i do domu.

Skupiłem się na czekaniu, tylko wokół tego krążyły moje myśli.
Przyznam, że miałem nadzieję, że TEN substytut zastąpi mi Magdę, zaspokoi choćby część głodu.
W środę kurier nie dotarł, w czwartek musiałem się urwać wcześniej z pracy, bo dojechał około trzynastej.

Paczka była wielkości sporej lodówki, tak samo ciężka i podobnie oznaczona.
Dyskretne opakowanie...
Wnieśliśmy pakunek do pokoju, podpisałem papiery i zamknąłem za kurierem drzwi.
Stałem przed przesyłką jak zaczarowany, chcąc i nie chcąc jej rozpakować.
A co jeśli się rozczaruję? Taka kasa wywalona na niewypał?!
Poszedłem po nóż do kuchni.
Nie mogłem wyjść z podziwu nad umiejętnościami i zapalczywością pakowacza.
Wyglądało to tak, jakby przesyłka była przygotowana do zrzutu z samolotu wojskowego!
Po prostu mistrzostwo.
Spocony i wściekły dostałem się wreszcie do ostatniego opakowania.
Wyglądało trochę jak trumna z gustownym logo firmy.
Otworzyłem zamki na wieku i oczom moim ukazała się ideał kobiety.
Nieruchome cudo z otwartymi oczami i seksownie rozchylonymi ustami.
Wyciągnąłem to cacko z pudła i przeniosłem na łóżko, obrałem z bąbli styropianu i oceniałem.
Podobna do Magdy, nawet bardzo!
Ubrana była w srebrny kombinezon, również z logo firmy, zapięty na suwak od szyi po koniec nogawki na smukłej kostce.
Drżącymi rękoma rozpiąłem go, a ten ukazał cudne kształty kobiecych piersi, kołyszących się zupełnie naturalnie.
Cholera! To naprawdę majstersztyk!
Dotknąłem cyberskóry. Była miękka, chłodna i uginała się pod naporem palców jak prawdziwa. Wróciłem do pudła po instrukcję obsługi i zacząłem ją kartkować. Zasady użytkowania bla bla bla... środki ostrożności bla bla bla... O! Pierwszy rozruch! Chłonąłem linijki coraz bardziej podniecony. Nie interesowało mnie teraz mycie i konserwowanie. Chciałem ją ożywić na tyle, na ile ten model był w stanie ożyć.
Włącznik i gniazdo ładowania były na karku.
Włączyłem i cofnąłem się.
Nibymagda przymknęła oczy, wydała z siebie ni to jęk, ni to pomruk i... zaczęła oddychać, unosiła jej się klatka piersiowa.
Miałem przed sobą swoje seksualne Porsche.
Dotknąłem jej piersi, by sprawdzić co się stanie. Jęknęła przeciągle i przymknęła powieki.
Chryste! Co TO jeszcze potrafi?!
Mogłem sprawdzić w instrukcji, ale... wolałem własnoręcznie.
Wyczytałem tylko, że czas nagrzewania skóry to około 10 minut.
Przejechałem palcami między piersiami i po brzuchu sunąc coraz niżej.
Wydała z siebie serię mruków, jęków i innych bardzo podniecających dźwięków.
Dotykałem całego ciała, nie musiałem się hamować, mogłem wszystko z nią robić. Wkładałem jej palce do ust, szczypałem sutki, drażniłem między nogami.
Reagowała ogniście w mowie, fizycznie prawie wcale.
Mimo to podnieciłem się, musiałem sprawdzić JEJ możliwości.
W pudle był lubrykant, który wycisnąłem na kutasa i nie czekając dłużej rozchyliłem uda i wbiłem się w silikonową cipkę.
Nibymagda jęknęła przeciągle, gardłowo.
Zacząłem ją posuwać, tak jak miałem ochotę. Nie musiałem zwracać uwagi na jej potrzeby.
Ona była zaspokojeniem mojej potrzeby, więc się zaspokajałem.
Kilka mocnych pchnięć przy wtórze jej mechanicznie zsynchronizowanych z moim rytmem reakcji i finisz.
Satysfakcjonujący, a jednak... czegoś brakowało.
Ok. Było świetnie.
Położyłem się obejmując już ciepłą Nibymagdę i usnąłem.

W piątek nie poszedłem do pracy, postanowiłem wziąć wolne i pobawić się nową zabawką.
Pieprzyłem lalkę we wszystkie otwory, mogłem rżnąć jej cipkę, za chwilę tyłek, a później spuścić się w usta przy wtórze jej elektronicznego orgazmu.
Smuciła mnie tylko moja nadmierna analiza sytuacji.
Gdybym jechał Porsche, słyszałbym pomruk silnika, czuł miękkość fotela i wciskające mnie w niego przyspieszenie. Byłbym w siódmym niebie. Odpływałbym.
Z lalką tego nie zaznałem.
Zastanawiałem się, czego właściwie chcę...

***

W piątek wieczorem pojechałam do marketu, by nabić lodówkę na cały tydzień.
Nie dostanę okresu, więc mogę sobie coś rozrywkowego na jutro wymyślić.
Dawno nie byłam w kinie.
Aśka jest zajęta, zakochała się. Oby inaczej niż zwykle. Oby na długo, na zawsze...
Ok, zrobię to, co miałam zamiar tydzień temu, nim dosięgły mnie krwawe łzy niespełnionego macierzyństwa.
Zapakowałam siaty do bagażnika i pojechałam obejrzeć dom łysego.
Co mnie to w ogóle obchodzi?!
Jego lalki, jego sprawa!
Ale i tak pojechałam.
Zbliżałam się do domu obserwując okolicę.
Fajnie tu.
Po co ja tu przyjechałam?
No dobra, intrygował mnie ten facet.

Szukałam numerów na budynkach, gdy dojrzałam łysego.
Stał na swoim trawniku i wypatrywał czegoś na dachu.
Cholera! Nie może mnie zauważyć!
Dodałam gazu by szybciej się ulotnić.
Nie zauważyłam natomiast auta cofającego z sąsiedniego podjazdu.
Przywaliłam aż miło. Słychać było tylko zgrzyt metalu i syk bebechów mojego auta.
Kurwa jego jebana mać!!!
No to teraz na pewno mnie nie zauważy.
Bagietki, które wiozłam na siedzeniu pasażera, połamały się roztrzaskując na gumowej wycieraczce.
No to gówno z mojej ulubionej kolacji, mozarella z pomidorami na bułeczce...
Usłyszałam natarczywe pukanie do okna, przy wtórze ryknięć mojego zblokowanego zderzeniem klaksonu.
Za oknem stał wystraszony łysy. Próbowałam otworzyć okno, ale nie działało, więc otworzyłam drzwi.
- Jesteś cała?! - Jego czarne oczy były wystraszone.
- Tak - potwierdziłam. - Wszystko w porządku.
- Wyjdź z auta. - Pociągnął mnie za rękę.
Zaczęłam się gramolić wysupłując z pasów.
- Wszystko ok?! - Powtórzył się.
- Tak - odparłam zdenerwowana zajściem.
- Chodź do mnie do domu. - Zarządził stanowczo. - Ściągnę pomoc drogową, albo coś.
Dałam mu się poprowadzić przez drzwi wejściowe i zaciągnęłam się zapachem domu.
Drewno palone w kominku i woń cynamonu, zaatakowały mój nos.
To był zapach, który za nic w świecie nie skojarzyłby mi się z tym człowiekiem.
Dom, ciepło i bezpieczeństwo, zamknięte w jednej woni.
Usiadłam na pufie w przedpokoju i wąchałam.
Coś do mnie mówił, ale skupiłam się na woni tak intensywnie, że nie reagowałam na to, co do mnie mówi.
Pewnie pomyślał, że doznałam wstrząsu, lub innego głupstwa, a ja po prostu wąchałam.
Zmysłem powonienia od zawsze najmocniej odbierałam otoczenie.
- Magda. - Poczułam mocne szarpnięcie i skrzyżowałam spojrzenie z bezkreśnie czarnymi oczami.
- Andrzej... - Zapatrzyłam się w czerń i zawisłam.
Uklęknął naprzeciw mnie.
- Boli cię coś? - dopytywał tym swoim melodyjnym głosem z sex telefonu. - Czujesz się dobrze?
- Tak. - Ujęłam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam do swojej, wiedziona magnetyzmem jego źrenico-tęczówek zlewających się w jedno. - Czuję się dobrze.
Posmakowałam jego warg, które z początku sztywne, ożyły.
Całował bosko...

Oderwał się ode mnie.
- Czy ty naprawdę nie uderzyłaś się w głowę? – zapytał ze zdziwionym uśmiechem.
- Naprawdę. - Uśmiechnęłam się uspokajając oddech.
- Chodź do kuchni. - Pociągnął mnie za rękę.
W kuchni posadził przy stole i podsunął kubek herbaty. Cynamonowej...
- Pójdę zająć się twoim autem... i sąsiadem. - Uśmiechnął się.
- Ale narobiłam kłopotów. - Nie potrafiłam nie odpowiedzieć uśmiechem. - Pójdę z tobą, w końcu to ja narozrabiałam.
- Sam to załatwię. - Powstrzymał mnie gestem dłoni. - Zaczekaj, wypij herbatę.
- Ok. - Podobało mi się takie męskie przejęcie inicjatywy. - Tylko weź proszę z siedzenia moją torebkę.

Poszedł, a mi rozbłysło w głowie, że przecież to niepowtarzalna okazja, by zobaczyć lalkę, jeśli już ją ma.
Gdzie trzymałabym ją na jego miejscu?
Zaczęłam zaglądać do pomieszczeń.
Gabinet, pokój gościnny, łazienka, sypialnia...

Leżała na łóżku.
Im bliżej łóżka podchodziłam, tym bardziej jeżyły mi się włoski na rękach, a w ustach zasychało z wrażenia.
Na łóżku leżałam... ja!
Stałam i patrzyłam na siebie w wydaniu idealnym!
Nie miałam odwagi dotknąć jej... siebie.
Nie potrafiłam się ruszyć. Skamieniałam.
Nie może mnie tu zastać!
Wyszłam z sypialni na sztywnych nogach, ostrożnie zamykając za sobą drzwi i wróciłam do kuchni.
Usiadłam z kubkiem herbaty w ręku.
Co ja mam o tym wszystkim myśleć?!
Dlaczego zrobił sobie lalkę z moją twarzą?!

Wrócił z torebką i zmartwioną miną.
- To będzie dłuższa naprawa. - Położył torebkę przede mną. - Odholowali auto do mojego mechanika. Ok?
Pokiwałam tylko głową, gardło nadal miałam zaciśnięte.

- Pojadę już do siebie. - Zaczęłam szukać telefonu w moim przenośnym bałaganie.
- Zawiozę cię. - Sięgnął po kluczyki.
Czyżby tak szybko chciał się mnie pozbyć? Bo co? Chce się już zabawić z tą lepszą mną?
Cholera, obsesji dostaję!
Wstałam i poszłam za Andrzejem. Zamknął za nami drzwi i poprowadził do samochodu.
Otworzył przede mną te od strony pasażera, zapomniany dawno gest.
Kto ostatnio to zrobił?
Nie pamiętam...

W aucie pachniało... cynamonem.
- Lubisz cynamon.
- Lubię - potwierdził. - A ty?
- Też.
- Coś nas łączy... poza pracą. - Uśmiechnął się i odpalił silnik.
Oj cholerniku, żebyś ty wiedział ile ja wiem o tym, co nas jeszcze łączy...
Przez całą drogę dyskretnie mu się przyglądałam.
Nie był typem faceta wymuskanego i ustylizowanego, przesiąkniętego kosmetykami.
Był perfekcyjny inaczej.
Elegancki, klasyczny i praktyczny.
Nic w jego otoczeniu nie było zbędne, żadnych pierdół w aucie, czy w domu.
Nie umknęło mi również, że wyglądał na wysportowanego człowieka. Świadczyły o tym płynność ruchów i wyprostowana sylwetka.
Ciekawe, jaki jest w łóżku...

- Co?! - Przyłapał mnie na przyglądaniu mu się.
- Nic. - Zaczerwieniłam się. Jak ja tego nie lubię.
- Mam coś na czaszce?
- Nie - Rozśmieszył mnie. - Po prostu dziękuję za pomoc.
- Proszę - odparł zwięźle parkując pod moim blokiem. - Całus wystarczy.
Znów wbił te swoje niesamowicie czarne oczy w moje usta, a ja jak zahipnotyzowana przez węża mysz pochyliłam się ku niemu.
To nie był delikatny całus. Całował mnie mokro, głęboko penetrując usta językiem.
To było jak podniecenie podane strzałem ze strzykawki z grubą igłą, z szybkim wciśnięciem tłoczka.
Po prostu łup i zmiękłam pod naporem ust.
Ręce same zawędrowały na jego szyję i skórę głowy. Normalnie między palcami przesuwały by się pasma włosów, tymczasem opuszki odbierały ciepło i gładkość. Seksowną gładkość.
Poczułam jego dłonie, przyciągające mnie i wpijające się w ciało, więc się przysunęłam.
Przynajmniej na tyle, na ile pozwalały siedzenia i mój pas bezpieczeństwa, którego nie odpięłam.

- Przepraszam - oderwał się ode mnie, ciężko oddychając. - Zagalopowałem się.
- Tak sobie dziękujemy, potem się przepraszamy... - Nie miałam ochoty wypuszczać go z rąk.
Miałam ochotę na seks z nim, nawet tutaj.
- Pójdę już. Jeszcze raz dziękuję.
- Czy możesz chwilę zaczekać? - Minę miał zakłopotaną. - W bagażniku mam twoje zakupy, a chwilowo nie mogę wysiąść z auta. - Wskazał na swoje spodnie.
- Ok - Znów spaliłam raka.
- Zobaczymy się jeszcze? - W jego głosie słyszałam obawę przed odmową. - Poza pracą oczywiście.
- Pewnie. - Ucieszyła mnie ta propozycja.
W głowie natomiast zapraszałam go właśnie na "kawę", teraz, zaraz, mocno, mokro...
Wysiadł z samochodu, a ja, nim zrobiłam to samo, zabrałam klucz do jego domu, który leżał przy podłokietniku.
Ot, spontaniczne działanie.

Odprowadził mnie do drzwi.
- Może jutro wieczorem? - Znów ta obawa w jego głosie.
- Z przyjemnością. - Dałam mu szybkiego całusa i wciągnęłam zakupy do mieszkania.
Zamknęłam drzwi, nim odszedł, by przerwać więzienie jego wzroku.
Co takiego jest w tym facecie?
Nie wiem, ale strasznie mnie kręci!

Była dwudziesta pierwsza, leżałam w wannie, w ciepłej pianie z kieliszkiem wina, które na szczęście nie potrzaskało się w bagażniku.
Rozmyślałam o sobie gumowej w jego łóżku, o jego ustach na... Zaraz!
Czy on całuje tą lalkę? Czy robi to tak namiętnie, jak dziś w samochodzie?!
Poczułam ukłucie zazdrości o... ten przedmiot.
Cholera!
To ja powinnam teraz leżeć w jego łóżku!!!

Czasem zdarza się myśl, która wpada do głowy jak błyskawica i rozszerza oczy w nagłym olśnieniu.
Jestem genialna!
Zaczęłam się śmiać jak dzika. Kieliszek wylądował w wannie, ale nie zajęło mnie to w tej chwili.
Wyskoczyłam z niej i owinęłam się w szlafrok.
Genialna...

- Dobry wieczór Andrzeju. - Miałam nadzieję, że nie będzie się zastanawiał skąd mam jego numer.
- Witaj. - Zdziwił go najwyraźniej mój telefon.
- Mam ogromną prośbę. - Przybrałam ton zakłopotania. - Wiem, że jest późno, ale muszę prosić cię o pewną przysługę.
- Tak? - Był zaciekawiony.
- W bagażniku mojego auta została teczka z ważnymi dokumentami firmowymi. Nie mogą tam zostać. Nie chciałabym wylecieć z pracy, gdyby zginęły.
- Nic nie zginie Magdo. - Starał się mnie uspokoić. - To zaufany warsztat.
- Ale ja nalegam! - No złap haczyk! - Proooszę. Nie usnę z nerwów.
- Dobrze. - Zgodził się w końcu. - Ale czy to nie może zaczekać do rana?
- Proszę - powiedziałam głosikiem dziecka.
- No dobrze. - Skapitulował. - Mam ci to przywieźć?
- Nie trzeba - odpowiedziałam trochę zbyt nerwowo. - Odbiorę jutro. Wystarczy, że będzie w twoich rękach.
Ok. - rozłączył się.
Grzeczny, niegrzeczny chłopczyk.

***

Dzisiejszy dzień był jednym wielkim zaskoczeniem.
Jakiś zabłąkany kot darł mi się na dachu, jakby nie potrafił z niego zejść, a gdy chciałem go zdjąć, uciekł, jakby wszedł tam tylko po to, by obwieścić okolicy, że to jego dach.
Gdy zszedłem i sprawdzałem z dołu, czy aby na pewno nie ma go już, inny dźwięk zdominował okolicę. Huk trzaskanego szkła, giętej stali i klakson titający w odstępie co kilka sekund.
Podbiegłem do auta idioty, który skasował prawie swoją popierdółkę na samochodzie mojego sąsiada. Właściwie wina leżała tu po stronie obu kierowców. Jeden za szybko jechał, drugi nieuważnie cofał.
Pochyliłem się do okna od strony kierowcy i zamurowało mnie.
Za kierownicą siedziała Magda. Nieruchomo.
Wystraszyłem się, że może zrobiła sobie krzywdę. Wyglądała jak posąg, jak... lalka.
- Jesteś cała?! - krzyknąłem.
- Tak. - Na szczęście zareagowała odwracając się w moją stronę. - Wszystko w porządku.
- Wyjdź z auta. - Pociągnąłem ją za rękę, gdy otworzyła drzwi, pomagając jej wyplątać się z pasów.
- Wszystko ok?!
- Tak - odparła nerwowo.
- Chodź do mnie do domu. - Musiałem się nią zaopiekować, jakoś jej pomóc i nie puszczać jej ręki. - Ściągnę pomoc drogową, albo coś.

Posadziłem ją w przedpokoju i zajrzałem w oczy. Jakaś taka nieobecna była. Może trzeba ją zawieźć na pogotowie? Siedziała i patrzyła gdzieś w bok.
- Może jednak sprawdzimy na pogotowiu czy wszystko ok? - Nie zareagowała na pytanie.
- Magda. - Potrząsnąłem nią trzymając za ramiona i zaglądając w oczy.
- Andrzej... - Popatrzyła na mnie bardziej przytomnie.
- Boli cię coś? - Starałem się jak najbardziej łagodnie zadać to pytanie. - Czujesz się dobrze?
- Tak. - Uśmiechnęła się. - Czuję się dobrze.
Przyciągnęła moją twarz do swojej i... pocałowała mnie.
Najpierw zbaraniałem, ale ponieważ całowałem ją już tysiące razy w swoich marzeniach, poddałem się chwili.
Zaraz, zaraz!

- Czy ty naprawdę nie uderzyłaś się w głowę?
- Na prawdę. - Uśmiechnęła się.
- Chodź do kuchni. - Posadziłem ją przy stole i zaparzyłem herbatę. - Pójdę zająć się twoim autem... i sąsiadem. - Musiałem wyjść i ochłonąć. Wszystko stanęło na głowie!
- Ale narobiłam kłopotów. - Spojrzała na mnie spod rzęs, a pode mną nogi się ugięły. - Pójdę z tobą, w końcu to ja narozrabiałam.
- Sam to załatwię. - Musiałem stąd wyjść. - Zaczekaj, wypij herbatę.
- Ok. - Zgodziła się. - Tylko weź proszę z siedzenia moją torebkę.

Za drzwiami wziąłem głęboki oddech, wytarłem spocone dłonie o spodnie i poszedłem do sąsiada.
Emerytowany starszy człowiek stał zmartwiony przy aucie.
- I co teraz będzie panie sąsiedzie? - Załamał ręce. - Taka szkoda powstała.
- Spokojnie panie Edwardzie. - Mówiłem łagodnie. - Zajmę się wszystkim. Wyklepiemy, pomalujemy i nie będzie widać.
- Takim nieuważny na stare lata. - Użalał się pan Edward. - A co z tą młodą panną?
- Wszystko dobrze. - Zapewniłem go. - Nic jej się nie stało, a auto zaraz pojedzie do mechanika.
- To ja pojadę w takim razie. - Uspokoił się. - Widzi pan, panie Andrzeju, nie ma to jak solidne auto. Prawie nic się nie stało. Dobra niemiecka robota, nie to co te japońskie... - wskazał z niesmakiem na nieźle pokiereszowany pojazd Magdy.
- Dobrze panie Edwardzie. Pan pojedzie, a w poniedziałek zajmę się tymi wgnieceniami.
Chciałem już wrócić do Magdy.
Zabrałem jej torebkę i zajrzałem do bagażnika, z którego wziąłem zakupy i przepakowałem do swojego.

- To będzie dłuższa naprawa. - Położyłem torebkę przed Magdą. - Odholowali auto do mojego mechanika. Ok?
Pokiwała głową, nadal nie byłem pewny czy nic jej się nie stało podczas kraksy.

- Pojadę już do siebie. - Sięgnęła do torebki, chcąc najwyraźniej zadzwonić po taksówkę.
- Zawiozę cię.
Oj, nie dam ci się teraz tak szybko wymknąć moja panno.

Wsiedliśmy do mojego auta.
- Lubisz cynamon - mruknęła.
- Lubię - potwierdziłem. - A ty?
- Też.
- Coś nas łączy... poza pracą. - Uśmiechnąłem się na myśl o jej sobowtórze w moim łóżku.

Przez całą drogę czułem na sobie jej wzrok.
- Co!? - Nie wytrzymałem w końcu.
- Nic. - Zaczerwieniła się.
Jak ja to lubię...
- Mam coś na czaszce? - Zbadałem w lusterku swoje odbicie.
- Nie. - Zaśmiała się. - Po prostu dziękuję za pomoc.
- Proszę. - Zaparkowałem właśnie. - Całus wystarczy. - Zaryzykowałem.
Czekałem na reakcję.
Przysunęła się do mnie.
Pachniała, całowała i dotykała bosko.
Byłem bardzo podniecony, spodnie zaczęły mnie cisnąć.
Musiałem się powstrzymywać siłą woli, by nie zacząć jej rozbierać tutaj, w aucie.

- Przepraszam. - Musiałem przerwać, zanim roztargam jej bluzkę. - Zagalopowałem się.
Stary facet, a taki popędliwy...
- Tak sobie dziękujemy, potem się przepraszamy... - Nie odsunęła się. - Pójdę już. Jeszcze raz dziękuję.
- Czy możesz chwilę zaczekać? - Było mi strasznie głupio przez namiot w spodniach. - W bagażniku mam twoje zakupy, a chwilowo nie mogę wysiąść z auta.
- Ok. - Spojrzała na moje spodnie i znów ten rumieniec.
- Zobaczymy się jeszcze? - Odważyłem się wreszcie. - Poza pracą oczywiście.
- Pewnie.
- Może jutro wieczorem? - Kułem żelazo póki gorące.
- Z przyjemnością.

Pod drzwiami mieszkania dostałem szybkiego całusa i zamknęła mi je przed nosem.
Czułem się jak szczeniak, radośnie i głupkowato zarazem.

Po powrocie do domu usiadłem obok mojej nowej zabawki.
- I po co ja cię kupiłem? - Ta... Jakby mogła mi odpowiedzieć. - A co, jeśli jutro twoje miejsce zajmie oryginał? Trzeba cię schować, bo dla was obu nie ma tu miejsca.

Jadłem właśnie kolację, gdy zadzwonił telefon. To był numer Magdy.
Pierwsze co mi przyszło do głowy, to że pewnie chce odwołać jutrzejsze spotkanie.
Kurwa mać!
- Dobry wieczór Andrzeju. - Miód zalał moje uszy.
- Witaj. - Starałem się uspokoić nerwy.
A więc jednak, oprzytomniała i zreflektowała się, że nie ma sensu spotykać się z takim gościem jak ja. Tylko tego nie mów, błagałem w myślach.
- Mam ogromną prośbę. - Była zakłopotana. - Wiem, że jest późno, ale muszę prosić cię o pewną przysługę. - Kontynuowała.
- Tak? - Byłem zaciekawiony.
- W bagażniku mojego auta została teczka z ważnymi dokumentami firmowymi. Nie mogą tam zostać. Nie chciałabym wylecieć z pracy, gdyby zginęły.
- Nic nie zginie Magdo. - Poczułem ulgę spływającą na mnie. - To zaufany warsztat.
- Ale ja nalegam!. Proooszę. Nie usnę z nerwów.
- Dobrze. Ale czy to nie może zaczekać do rana? - Nie chciałem teraz wychodzić. Chciałem rozładować napięcie całego dnia na lalce. Musiałem, aby jutro nad sobą panować.
- Proszę. - Powiedziała to tak słodko, że nie sposób było odmówić.
- No dobrze. Mam ci to przywieźć? - Zapytałem w nadziei, że ją jeszcze dzisiaj zobaczę.
- Nie trzeba. Odbiorę jutro, wystarczy, że będzie w twoich rękach.
Czyli jutrzejsze spotkanie aktualne.

Ubrałem się, wskoczyłem w auto i do warsztatu.
Miałem kawałek drogi przed sobą, ale czegóż się nie robi dla kobiety.
W szczególności dla takiej kobiety.
- Witam panie Andrzeju. - Roman, zaprzyjaźniony mechanik miał uścisk dłoni jak imadło.
Zaprowadził mnie do pogniecionej puszki Magdy i otworzyliśmy bagażnik.
Był pusty. We wnętrzu samochodu też nic nie było.
- Magdo. - Zadzwoniłem do niej.
- Tak? - była zdyszana, jakby wbiegła po schodach.
- Czy jesteś pewna, że w aucie jest teczka.
- A nie ma?! - Prawie wykrzyknęła do słuchawki.
- Nie ma...
- O kurcze. - Usłyszałem dźwięk, jakby plasnęła się w czoło. - Faktycznie, zostawiłam w biurze. Przepraszam cię, to przez ten wypadek... Przepraszam, same kłopoty masz przeze mnie!
- Nic się nie stało. - Rozśmieszyła mnie. - Teraz już możesz spokojnie spać.
- Przepraszam...

Pożegnałem się z Romanem i pojechałem z powrotem do domu.
Potrzebowałem łyka czegoś mocniejszego.
W kuchni nalałem sobie whiskey i ruszyłem do sypialni.
W jądrach mi wrzało.
Położyłem się na łóżku obok Nibymagdy, aktywowała się momentalnie.
Prawie jak kobieta, oddycha, jest...
Prawie robi dużą różnicę.
Odsłoniłem to idealne, sztuczne ciało.
- I co ja z tobą zrobię? - Przejechałem palcami po brzuchu, zamykając dłoń na piersi.
Nibymagda westchnęła.
- Taka jesteś piękna, a tak daleko ci do oryginału. - Bawiłem się jej sutkiem przez materiał żółtej bluzki, która była dołączona do zestawu, wsłuchany w syntetycznie generowany oddech.
- Weź mnie po prostu. - Odwróciła do mnie głowę. - Nie gadaj tyle...

***

Jeszcze w trakcie rozmowy z Andrzejem, ubierałam się i malowałam.
Odtworzyłam jak najdokładniej makijaż lalki. Grubo tusz na rzęsach, czarny cień wokół oczu i różowa szminka. Szybko poszło.
Gdy wysiadałam z taksówki pod domem, Andrzej dzwonił właśnie, aby oznajmić mi brak teczki w moim samochodzie. Jakbym nie wiedziała...
Udałam oczywiście zdziwienie, roztargnienie i skruchę.
Przeproszę go później.
Weszłam do domu, do sypialni i oglądałam sobie TO cacko.
Odkryłam kołdrę i omal nie krzyknęłam, tak mnie to to przestraszyło.
Lalka otworzyła oczy, westchnęła i... zaczęła oddychać!
Ja pierniczę? Czy ona umie jeszcze gotować?!?
Dotknęłam jej gumowego cycka i mogłabym przysiąc, że jest prawdziwy!
Teraz rozumiem, co go tak w niej pociągało. Piękna, bez wymagań i zawsze w gotowości.
Miałam ochotę zajrzeć jeszcze między nogi, zbadać jak tam ją zrobili, ale bałam się, że braknie mi czasu.
Rozebrałam ją z mini ciuszków i założyłam je na siebie.
Wzięłam lalę pod pachy i zaczęłam ściągać z łóżka. Ciężka franca.
- No rusz się suko! - stęknęłam.
W końcu zwlekłam ją na podłogę i zaczęłam wciskać pod łóżko.
Gdy wpychałam głowę, ta jęczała i zdaje się szczytowała. Też mi wynalazek...
Zostały mi w ręce jej włosy, w sensie, że peruka.
No i dobrze. Popędziłam do łazienki i nałożyłam je na swoje.
W sumie można by się pomylić, która z nas jest prawdziwa.
Dobra, teraz część najtrudniejsza. Pod kołdrę i czekać.

Trudno było tak się nie ruszać. Dobrze chociaż, że mogłam oddychać.
Słyszałam, że wrócił, krzątał się po kuchni, aż wreszcie wszedł do sypialni.
Miałam zamknięte oczy, jak wcześniej ona. Starałam się oddychać spokojnie i płytko.
Byłam zdenerwowana, ale i coraz bardziej podniecona sytuacją.
Materac ugiął się pod ciężarem Andrzeja.
Zdjął ze mnie kołdrę.
- I co ja z tobą zrobię? - Przejechał palcami po moim brzuchu, zamykając dłoń na piersi.
Nie powstrzymałam westchnienia. Na szczęście nie musiałam.
- Taka jesteś piękna, a tak daleko ci do oryginału. - Delikatnie szczypał mój sutek przez materiał bluzki.
Piękniejszego komplementu nie mógł mi powiedzieć.
Nie wytrzymałam dłużej.
- Weź mnie po prostu. - Spojrzałam na niego. - Nie gadaj tyle...
Na moment skamieniał, by po chwili zacząć się cofać na brzeg posłania, aż wreszcie spadł niezgrabnie na podłogę.
Skoczył na równe nogi kręcąc z przerażeniem głową.
- Andrzeju! To ja! - Usiadłam wystraszona jego reakcją. - Magda.
Ściągnęłam szybko perukę.
- Magda?! - Głos miał nienaturalnie wysoki.
- Magda. - Wyciągnęłam do niego ręce. - ONA jest pod łóżkiem.
- Magda... - Klapnął ciężko na materac z oszołomioną miną.
- No tak mam na imię... - Przysunęłam się bliżej niego.
- Ale co ty tu...
- Byłam zazdrosna. - Nie dałam mu skończyć zdania, zakrywając mu usta dłonią. - O nią. - Wskazałam pod łóżko. - Kochaj się ze mną. - Zażądałam. - Proszę.

I kochał się.
Sztywność ciała pozostała mu już tylko w jednym rejonie ciała.
Rzucił mnie na plecy i potargał moje ubranie na strzępy, swojego też nie oszczędzał.
Bałam się, że przy takim zapale i mnie uszkodzi, ale nic takiego się nie stało.
Gdy już byliśmy nadzy, położył się na mnie, wszedł na kilka centymetrów i znieruchomiał.
- Czy ty aby naprawdę jesteś tutaj, czy mam omamy? - szepnął mi w usta.
- Jestem - mruknęłam, czekając na pchnięcie. - Ugryź mnie, to będę krwawić.
I ugryzł! Zabolało, ale wreszcie uwierzył. Zabolało i podnieciło.
Był jak nienasycony młodziak. Młodziak z przyrodzeniem, jakiego nigdy wcześniej nie dane mi było mieć w sobie.
Penetrował moją cipkę z takim ogniem, że po jakimś czasie była opuchnięta i obolała.
Nadziewał mi usta na swojego drąga z taką werwą, że się krztusiłam, ale wynagradzał mi to szaleństwem języka na cipce i w jej wnętrzu i na całym ciele.
Czułam się spełniona i słodko zużyta, jak nigdy dotąd.
Po pewnym czasie, wiem, to pojęcie względne, padliśmy spoceni na zmiętą pościel, spleceni w warkocz kończyn.
Pod nami zajęczała dollka.
Dostałam ataku śmiechu.
- Może jednak wolisz ją? - Podpuszczałam Andrzeja.
- Nie wkurwiaj mnie. - Pierwszy raz słyszałam przekleństwo z jego ust. - Myślisz, że dlaczego ona ma twoją twarz?
- No nie wiem. - Zastanawiałam się głośno. - Może dla tego, że jej usta są zawsze gotowe?
Uklęknął nade mną i ujął moją głowę, przysuwając mi do ust swojego znów sterczącego penisa.
- A twoje nie są? - Zatrzymał mnie o centymetr przed czubkiem.
- Są. - Wysunęłam język i polizałam lśniący czubek.
Jęknął i pociągnął mnie na siebie, przekazując mi inicjatywę.
Pot, jęki i co jakiś czas włączające się cyberreakcje dollki.

Usnęliśmy. On we mnie, ja opleciona jego ramionami.
Chciałam jeszcze przed snem pomyśleć o tym zwariowanym dniu, ale nie zdążyłam.
Odpłynęłam.

Rano słońce zaatakowało moje oczy, Oglądałam siebie, stwierdzając obecność siniaków na udach, piersiach i ramionach. Dowody nocy.
- Witaj. - Andrzej stanął w drzwiach. Wyglądał, jakby zszedł z okładki magazynu dla dżentelmenów.
Ja musiałam być potargana i rozmazana. Nie martwiło mnie to.
- Hej - mruknęłam, podciągając się do pozycji siedzącej. - Co mi przyniosłeś?
- Śniadanie bogów. - Postawił mi na kolanach tacę ze smakołykami. Byłam głodna jak wilk. - Lubisz góry?
- Góry i cynamon. - Powiodłam dłonią po jego piersi. - Już wiem gdzie podziały się włosy z twojej głowy.
Uśmiechnął się wciągając mnie w nieskończoność swojego spojrzenia.

 

Kurwa, ja!

Biała 2

W ciemności

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)