fbpx

Dwadzieścia plus (II)

with Brak komentarzy

Witajcie w ten już prawie weekend 🙂

Mamy pytanie do Was:

  1. czy lubicie oglądać lajwy?
  2. 2. jeśli tak, to o czym chcielibyście na nich słyszeć?
  3. 3. co z życia motylewnosie.pl Was interesuje?

Co wtorek o 22-giej zamierzamy robić takie spotkania z Wami i może jest coś, o co Ty chcesz pytać?

Może tutaj w komentarzu?

Chcemy być z Wami bliżej 🙂

Poniżej fragment odcinka - cały dostępny jest w zakupie.

Rozdział 3

Zamierzałam zasnąć. Poszłam o krok dalej i zgasiłam światło. Przez dłuższą chwilę leżałam w bezruchu, w końcu zaczęłam się wiercić, szukać odpowiedniej pozycji. Było ciepło, ale nie chciałam się odkrywać. Zachciało mi się pić, więc wygramoliłam się z łóżka z zamiarem pójścia do łazienki. Gdy usiadłam na posłaniu, coś przyciągnęło moją uwagę. Miałam wrażenie, że na monitorze z podglądem łóżka mojego podopiecznego coś się poruszyło. Nie chciałam ulegać panice, bo już raz umysł spłatał mi dzisiaj figla. Przysunęłam nos do monitora i zapatrzyłam się w śpiącego. Wydawało mi się, czy faktycznie mężczyzna się rusza? Prawie przykleiłam nos do szklanej tafli próbując zinterpretować sytuację.

- Kurczę, czy coś ci się dzieje? - mówiłam do ekranu wiedząc, że przecież nie może mnie usłyszeć. - Powinnam iść sprawdzić, czy od razu dzwonić po doktora? I co mu powiem? Że pan starszy się rusza? Kurde!

Widziałam, że poruszył nogami, uniósł rękę. Nic nie słyszałam, ale przez brak prądu coś się wyłączyło, czy przestawiło w nadajniku? U mnie nie, bo podkręciłam dźwięk na full. Słyszałam tylko ciszę i nic poza tym. A jeśli się dusi, albo coś równie strasznego? No dobrze, duszenie samo w sobie jest chyba najstraszniejsze. Wiem, bo kilka lat temu dusiłam się, gdy to po raz pierwszy ugryzła mnie osa. Nie wiedziałam, że jestem uczulona na ich jad i właśnie dusząc się poznałam tą prawdę o sobie. Ponoć umarłam na chwilę, ale na szczęści pogotowie dojechało na czas, zaintubowali mnie, a następnie przeciągnęli na stronę życia.

- Czyli muszę sprawdzić – sapnęłam, bo wcale mi się ta wizja nie podobała. - Zejść w ciemnym pałacu na parter ze świadomością, że jestem tu sama. Super, marzenie!

Tak czy siak i tak musiałam się przełamać. Pierwszy, ale pewnie nie ostatni raz przyjdzie mi wędrować w nocy po tym domu. W sumie, to powinnam mieć pokój obok tego, w którym leżał mój pracodawca. Dlaczego usytuowano mnie tak daleko, tego nie rozumiałam.

- No to raz kozie śmierć – powiedziałam, po czym zreflektowałam się, jak głupio to zabrzmiało. - Nie, żebym się czuła kozą!

Założyłam klapki i ruszyłam do drzwi. Na wszelki wypadek zabrałam z sobą telefon. Po pierwsze mogłam go użyć w jako latarki w razie, gdyby znów zabrakło prądu. Burza co prawda ustała, ale wolałam nie ryzykować utknięcia w ciemnych pomieszczeniach w miejscu, którego nie znałam. Po drugie brałam pod uwagę opcję, że jednak będę musiała wezwać lekarza i wolałam nie tracić czasu na wahanie. Wystarczy, że już teraz zamarudziłam.

Odsunęłam krzesło, przekręciłam klucz i bardzo powoli otworzyłam drzwi, nasłuchując. Co zrobię, gdy ktoś skoczy na mnie z ciemności? A co mogę? Niewiele.

Otaczała mnie cisza i tylko z oddali dobiegały echa niknącej burzy. Wiatr za oknami ustał, a powietrze zdawało się ciążyć wilgocią i zapachem rozgrzanej słońcem ziemi. Teraz przyroda stygła, oddając zapachy i zgromadzone ciepło.

- Dobra, rusz się dziewczyno – ponagliłam samą siebie i postąpiłam krok w przód.

Jakież było moje zdziwienie, gdy korytarz rozbłysł jasnym światłem. Stało się to tak niespodziewanie, że krzyknęłam i cofnęłam się do pokoju.

- Znerwicowana idiotka! - Tym razem szarpnięciem otworzyłam drzwi na oścież i ruszyłam korytarzem ku schodom prowadzącym na parter.

Korytarz rozjaśniały kolejne, rozbłyskujące lampy. Pewnie był w nich czujnik ruchu. Zrozumiałe, biorąc pod uwagę ilość źródeł światła, o zgaszeniu których można było zapomnieć.

Szłam i nuciłam pod nosem piosenkę, której szczerze nie cierpiałam, ale była pierwszą, jaka przyszła mi do głowy. Był to kolejny sposób na dodanie sobie animuszu. Nucąc, nie nasłuchiwałam szmerów i dźwięków, które mogłabym idiotycznie zinterpretować. Już dwa razy spanikowałam i wystarczyło mi na dzisiaj.

Zbiegłam po schodach na dół i skierowałam się do pokoju staruszka. Przed drzwiami znów zamarudziłam przez kilka sekund, ale w końcu nacisnęłam klamkę i bezszelestnie wśliznęłam się do pokoju, zamykając drzwi za sobą.

Staruszek leżał w bezruchu, oczy miał zamknięte. Spokojny, blady. Pawie trupio przezroczysta skóra na policzkach była tak cienka, że wyraźnie odznaczała się kość szczęki, a nawet pojedyncze zęby.

Obok łóżka nie było aparatury, która monitorowałaby tętno. Musiałam sprawdzić, czy żyje i oddycha, czy też może w pierwszym dniu pracy skończyłam ją z powodu braku żywego pracodawcy. Na palcach podeszłam do łóżka, pochyliłam się i zapatrzyłam w twarz staruszka. Absolutnie żadnych oznak życia. Drgnięcia powieki, pulsującej tętnicy szyjnej, czy unoszącej się klatki piersiowej. Ostrożnie dotknęłam policzka i poczułam ulgę. Może nie była to temperatura ciała, ale i tak cieplejsza niż powietrze wokół.

- Toś mnie pan wystraszył – mruknęłam, po czym wyprostowałam się, by wrócić do sypialni.

Zamiast tego nabrałam powietrze w płuca, by krzyknąć, ale zostałam na wdechu z szeroko otwartymi z przerażenia oczami.

Przede mną, po drugiej stronie łóżka stał mężczyzna i przyglądał mi się. Nie potrafiłam ocenić jego wieku. Na pewno starszy ode mnie. Z dłońmi wbitymi w kieszenie spodni i białej koszuli, oraz z nieruchomym spokojem na twarzy wyglądał, jak posąg. Zamarłam i ja i tak trwaliśmy wpatrzeni w siebie.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)