Biała (X)

with 7 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiSiedziałam ostatnio na krawężniku, przed wejściem do klatki mojej kamienicy, w moich coraz bardziej ukochanych Katowicach. Siedziałam, paląc papierosa, czy właściwie skręconą przez siebie fajkę.
Tak, wiem, rzucam regularnie palenie i jest to jedna ze spraw, czynionych przeze mnie regularnie 😀
Mogę powiedzieć, że mam w tym całkiem niezłą wprawę 😉
Obserwowałam mrówki, które omijały moje sandały, pracując, jak to mają te stworzenia, w naturze. Pewnie stanęłam im na ich szlaku roboczym, przeszkadzałam - ja człowiek 🙂
Zachowywałam się cicho, wieczór był, więc i auta nie dały się zbytnio słyszeć.
Coś zaszurało za mną, a że siedziałam pod wiśnią pomyślałam, że to pewnie szpak, lub sroka przemyka po liściach.
Jakież było moje zaskoczenie gdy okazało się, że to nie ptak, ale szczur 😀
Kicało sobie to niewielkie stworzenie i gdy mnie wyczuło (może mój zainteresowany wzrok na sobie) zatrzymało się i przyglądało się mi.
- Cześć - szepnęłam.
Nie odpowiedział nic. Przyglądał się jeszcze chwilę, po czym przemknął pod auto i po bieżniku opony, wspiął się pod maskę samochodu sąsiada.
Dawno nie widziałam tych stworzeń na żywo.
Poczułam się tak, jakby ten mały koleś pozdrawiał mnie i niemo przekazał, że fajnie iż o nim napisałam. O szczurzej firmie czyszczącej. W tym właśnie opowiadaniu.

- Że co? – Oczy prawie wyskoczyły mi, z przysłowiowych orbit.
- Rżnę cię. – Znów oparł się przedramieniem przy mojej głowie i pochylił tak, że czułam powiew jego oddechu na twarzy. Miętowy, ciepły, bliski. – Jak chcę i kiedy mi przyjdzie ochota.
- Przecież masz swoje dziewczynki. – Próbowałam przyoblec słowa w oburzony ton, starając się równocześnie wkomponować w drzwi. Oczywiście bezskutecznie.
- Wziąłem jedną. – Stał zbyt blisko, ja miałam na sobie za mało ubrań. Czułam, że sutki mi twardnieją. Mimowolna reakcja organizmu na chłód, a może na bliskość Gabriela. – Napaliłem się na ciebie. Na twój tyłek i świadome reakcje.
- A co z pozostałymi dwiema? – Głos mi drżał.

Chciałam skierować rozmowę na temat dziewczyn. Wolałam nie dopytywać o szczegóły jego zamiarów, względem mnie samej. Byłam w szoku i nie wiedziałam, co o tym myśleć. Potrzebowałam chwili, na ogarnięcie chaosu w głowie.

- Nie uratuję wszystkich, ale mogę uratować nas. – Palcami dłoni, wodził po moim biodrze. – Świat umarł, my nie. Niech tak na razie zostanie.
- Daj mi czas do namysłu. – Starałam się odsunąć od jego dłoni, lecz drugie ramię skutecznie mi to utrudniało. – Rano ci odpowiem. – Chciałam uciec, uwolnić spod wpływu tego człowieka.

On jednak, jakby to wyczuwał. Miał pełną świadomość tego, co dzieje się we mnie. Czuł, że może to na mnie wymóc. Byłam zdziwiona faktem, że cichy pomruk głosu Gabriela i leniwie wypowiadane przez niego słowa, budzą we mnie bunt i uległość. Oba te uczucia równocześnie i spójnie. Jakbym chciała uciekać, ale i podniecałam się własną bezradnością.

- Nie ma tyle czasu. – Wsunął palce za pasek spodni, wyciągnął z nich koszulkę. – Żeby to auto mogło być chłodnią, musi być prawie bez przerwy na chodzie – wymruczał wyjaśnienie. - Teraz bak jest pełny, więc masz maksymalnie pół godziny. Po tym czasie ruszam. Jeśli chcesz waszego ocalenia to radzę ci, byś się szybko decydowała. Nie znajdziesz krwi dla Kena w mieście. Ja mam jej wystarczająco, by pożył jeszcze kilka miesięcy. Kto wie co wymyślimy, czy odkryjemy przez te pół roku. Czekam dwa kwadranse. Idź się spakuj i zdecyduj.

Palce dotarły do mojej piersi, do sutka. Musnęły go, uszczypnęły, wyrywając z mojego gardła cichy jęk. Niechciany odgłos potwierdzający to, co działo się z moim ciałem. Nie panowałam nad tym. To było nieznane mi dotąd uczucie.

Odsunął się ode mnie, odwrócił i podszedł do samochodu.

- Czas start – rzucił przez ramię i wskoczył za kierownicę. – Rusz się, gamoniu!

I zatrzasnął drzwi.
Dopiero, gdy światło w szoferce zgasło, a moje oczy przystosowały się do panującej wokoło ciemności, zmusiłam się do ruchu. Drżącymi palcami nacelowałam kluczem na zamek i z uczuciem ulgi, skryłam się za drzwiami wejściowymi. Schody prowadzące do mieszkania, pokonałam biorąc po dwa na raz. Fizycznie czułam się dobrze. Brak zmęczenia mino, że przespałam raptem godzinę, może dwie. Byłam podekscytowana!
W mieszkaniu klapnęłam na podłogę twarzą do kanapy, na której odpoczywał Adam. Dopiero teraz stwierdziłam, że zaciskałam palce na uchwycie lampki tak mocno, że aż ścierpło mi przedramię.

- Tutaj umrzesz. – Myśli wypowiadałam na głos. – My z Oliwką pożyjemy jeszcze trochę, ale jeśli nie spotkam kogoś żywego, to zwariuję. Cholerna obietnica! Złamię ją nawet, jeśli nie postaram się przeżyć. Oliwka wstawaj! – wydarłam się. – Słyszysz? Pobudka!

Podjęłam decyzję za naszą trójkę. Musiałam, to był wewnętrzny przymus.
Pobiegłam do sypialni i trochę zbyt brutalnie obudziłam Oliwkę.

- Wstawaj! – Tarmosiłam ją, bo nie reagowała. Spała, jak zabita. – No już!
- Co się stało? – wybełkotała.
- Wyjeżdżamy z miasta. Mamy transport, ale musimy się spieszyć. Ruchy, mała!

I pognałam do łazienki, z plecakiem na ramieniu i torbą pod pachą.
Nie pakowałam wiele. Swoje ubrania, kilka kosmetyków, tampony i... pistolet. Ten ostatni owinęłam ręcznikiem i wepchnęłam na dno plecaka. Tak na wypadek, gdyby Oliwce zachciało się grzebać w moich rzeczach.
Dziewczynka ruszała się, jak mucha w smole. Musiałam ją poganiać i budzić, gdyż co chwilę opadały jej powieki i może nawet przysnęła na siedząco.

- Ubieraj się! – Krzyczałam, naciągając spodnie na długie nogi Adama. – Weź coś do jedzenia i do picia na drogę! Mamy pięć minut do wyjścia!

Dwadzieścia minut później, sadowiliśmy się do auta.
Ja i Oliwka do szoferki, Adama ułożyliśmy wcześniej w chłodni.
Faktycznie, spory zapas krwi udało się Gabrielowi zgromadzić. Oceniłam, że na ażurowych półkach, wisi ze sto, jeśli nie więcej, woreczków.

- Pasują do siebie. – Głową wskazał na naszych dwoje somnambulików.
- No fakt.

Oboje śliczni, śpiący, spokojni. Ciała ułożone obok siebie. Wyglądali, jakby spali. Dwoje pogrążonych we śnie kochanków. Takie właśnie skojarzenie przyszło mi do głowy.
Tak naprawdę, to rudowłosa o wiele bardziej pasowała urodą do Adama, niż ja ze swoją zwyczajnością.
To nie miało jednak żadnego znaczenia. Nie w tej chwili.

Gdy tylko ruszyliśmy w nieznaną mi drogę, Oliwka ponownie zapadła w sen.
Spała mimo, że trzęsło autem i szarpało nim. Pokonywaliśmy drogi miejskie, slalomem. Nie obyło się bez jazdy po trawnikach. Kilka razy Gabriel wysiadał, by przepakować auto stojące w poprzek drogi, tarasujące nam przejazd.
Nie rozmawialiśmy. Nie zagadywałam nawet. Gabriel był skupiony na jeździe. Nie było łatwo wydostać się zaciemnionego całkowicie miasta. Gdyby chociaż pełnia była, albo nadchodzący poranek. Ułatwiłoby to przedarcie się pomiędzy przeszkodami.

Przyglądałam się ukradkiem Gabrielowi.
Przy pierwszym spotkaniu wydał mi się brzydki. Może poza oczami, te ma wyjątkowo piękne.
Teraz, oświetlony jedynie mdłym blaskiem tablicy rozdzielczej, wyglądał inaczej. Może po prostu polubiłam go odrobinę?
Za co? Za ratunek. Nawet, jeśli robił to po to, by załatwić sobie kolejna laskę do rżnięcia, jak to ładnie ujął. I tak czułam wdzięczność.
Dałabym sobie radę bez niego. Zawsze byłam zaradna, twarda. Obawiałam się jednak, o własne zdrowie psychiczne. Wynikiem niedługiego czasu byłoby, aby Adam umarł z głodu. Nie żywiłam do niego, żadnych głębszych uczuć. Wywiązywałam się, z danej jego matce obietnicy. Pobawiłam trochę jego ciałem i tyle. Gdyby jednak umarł, byłaby to moja osobista klęska. Musiałabym wynieść się z mieszkania, poszukać nowego lokum. Gdybyśmy dożyły zimy, doszedłby problem ogrzewania, gromadzenia zapasów.
Decydując się na podróż z Gabrielem, miałam nadzieję na lepsze jutro, nas wszystkich.
Ten ostatni, nie wyglądał na gwałciciela. Nie zmusi mnie do seksu. Jeśli będzie próbował, będę się broniła. Może go nawet skrzywdzę. Czułam się coraz mocniejsza fizycznie.
Nie będę łatwą zdobyczą. Nie taka jestem.

- Jesteśmy na miejscu.

Te słowa wyrwały mnie z płytkiego snu, w który zapadłam.

- Długo jechaliśmy? – Głos mi zachrypł. Byłam lekko nieprzytomna.
- Ponad pięć godzin. – Gabriel toczył powoli auto, wypatrując czegoś, po lewej stronie. – Jest! – ucieszył się.

Nie pytałam, co zobaczył. Widziałam jedynie ciemną ścianę drzew. Dopiero gdy skręcił, a światła samochodu oświetliły pobocze, zobaczyłam przesmyk i prowadzącą w głąb lasu drogę.
Jechaliśmy powoli. Droga była utwardzona, lecz wyboista.
Po ponad kwadransie, ukazała się naszym oczom brama. Wysoka, nieprzezierna, wykonana z drewnianych desek, połączonych masywnymi, metalowymi prętami. Łączyła równie wysoki mur. Surowość ogrodzenia przełamywał futurystyczny witacz. To on rozbłysnął światłem, gdy podjechaliśmy do bramy.

- Módl się, by nie zmienili kodu – mruknął Gabriel, opuszczając szybę.

Wychylił się przez okno i wstukał kod. Kilka piknięć i zgrzyt, gdy mechanizm zaczął usuwać skrzydło bramy.

- Amen – zakończył, ruszając w głąb posesji.
- Mają tutaj prąd? – Po raz pierwszy zachwyciło mnie coś, nad czym nie zastanawiałam się aż do końca, znanego mi świata.
- Tak. To samowystarczalne gospodarstwo rodziny eko-świrów.
- Bogatych eko-świrów! – Aż jęknęłam na widok domu, do którego podjeżdżaliśmy.

Prostota wiejskiego domu, z niewielkimi modyfikacjami. Przewaga stylu toskańskiego. Sprytny i efektowny miks.
Że modyfikacje były niewielkie, to skromne stwierdzenie.
Budynek był parterowy, ale nie niski. Zdawało mi się, że biały, okolony szalejącą zielenią. Kolorów drzew nie widziałam, ale zapach, który wdarł się do wnętrza auta, był tak oszałamiający, że aż westchnęłam z zachwytu. Do tego naturalny hałas setek cykad i szum liści.
Nic poza tym.
Czujniki ruchu oświetliły przybudówkę, do której wiodło kilka schodków.
Gabriel zaparkował opodal i przez kolejną minutę przyglądał się w bezruchu widokowi za oknem. Światło zgasło, on westchnął, w końcu wyłączył silnik.

- Idziemy? – Nie rozumiałam, czemu zwlekał. Nie chciałam jednak pytać. To by było wścibskie.
- Chodźmy. – Wyszedł z auta, obszedł je i otworzył drzwi od strony pasażera. – Wyskakuj.

Posłusznie wyszłam, zarzucając po drodze plecak na ramię.
Gabriel wziął Oliwkę na ręce z taką łatwością, jakby ta ważyła niewiele więcej, niż szmaciana lalka.

Cholera – pomyślałam. – Może jednak nie mam aż takich szans, by się obronić.

- Wbij kod „6969”. – Wskazał brodą wejście domu.
- Jasne – mruknęłam, podchodząc do elektronicznego zamka w drzwiach. – Trudno zapomnieć taką kombinację.
- To byli bardzo radośni ludzie – zaśmiał się. – Kochali świat, siebie i życie. Kto wie, może są tutaj wciąż. Pewnie nie w naszym stanie, ale może Kena i Gammy.
- Dlaczego nazwałeś ją Gamma? – Ciekawość wypluła ze mnie wścibskie pytanie. - A on ma na imię Adam!
- Ona ma na imię Gabrysia, a jego będę nazywał, jak chcę. Skąd wiesz, jak ma na imię? Powiedział ci?

Przemilczałam pytanie, jak i jego odpowiedź. To miałoby coś wyjaśnić?
Nie rozjaśniło nic. Nie drążyłam jednak tematu. Nie chce, niech nie mów. Nie moja sprawa w końcu.

- Pokażesz mi dom? – Oczy musiały mi się świecić.

Trudno byłoby dziwić się mej reakcji.
Od zawsze zachwycały mnie wiejskie klimaty. Wystrój prosty, ale schludny. Dużo drewnianych wykończeń, miękkich materiałów i białe firany.
Przez chwilę poczułam się tak, jakbym przyjechała tutaj nie w poszukiwaniu miejsca do przeżycia, ale odwiedzała dom wakacyjny. Ekskluzywny i pięknie wykończony, ale dokładnie w moim guście.

- Nie pokażę. – Odwrócił się do mnie z miną, jakby miał ochotę mnie uderzyć. - Plan jest taki, że kładziemy Oliwkę. Później przenosimy zapasy z auta i nasze dwie mumie. Proponuję położyć ich razem. Chyba, że jesteś zbytnio przywiązana do Kena? – Pauza, w oczekiwaniu na odpowiedź.

Zrobiłam w odpowiedzi wymowną minę, jakby mi ktoś świeże psie kupsko pod nos podstawił.

- Później prysznic i sen. – Łokciem nacisnął klamkę, otwierając jeden z pokoi. – Nie śpię od dwu dni. Pakowałem się, a koniec prądu w sieci przyspieszył moje plany. Jak można tak spać? – Ułożył małą na łóżku, przykrył kocem i zamarł, wpatrzony w nią. – Mogę się założyć, że gdyby ją przewiesić przez siodło i wieźć przez lasy, w tym stanie, to też by się nie obudziła.
- To jej pierwsza noc z ludźmi – westchnęłam, patrząc na nią zza ramienia Gabriela. – Wcześniej za towarzystwo miała szczury.
- A my, żywe manekiny. – Odwrócił się twarzą do mnie. – Do dzisiaj. Chodź. Trzeba się trochę spocić.

Zabrzmiało dwuznacznie. Było niewinnie. Było ciężko.
Z pietyzmem wręcz, przenosiliśmy zapasy, dla naszych podopiecznych. Po kilka woreczków do pojemnika, a te do lodówek w piwnicy. Byłam pod wrażeniem wyposażenia, czy właściwie zorganizowania tego domostwa. Pomieszczenia, które dane mi było już zobaczyć wskazywały na przemyślenie funkcjonalności, każdego z elementów wystroju. Lodówka, obok druga, obok szafa mroźnicza. Dalej blaty z półkami i koszami nad nimi i pralką, oraz czymś jeszcze, pod. Regały, automatycznie rozświetlające się wnęki szaf. W końcu najlepsze – ziemianko – spiżarnia.

- Wow! – Mało inteligentnie wyartykułowałam swój zachwyt. – Jak w katalogu co najmniej! I spiżarnia...

Pomieszczenie dwa, na dwa metry, wypełnione było pożywieniem. Słoiki, przetwory i puszki stały na półkach. Podłogę zastawiono skrzynkami, beczułkami i zamkniętymi, metalowymi wiadrami. Haki umiejscowione pod sufitem, zawieszone były kiełbasami i czymś, co zidentyfikowałam, jako suszone mięso. W nosie zakręciło mnie od zapachów tak, że aż żołądek odezwał się w odpowiedzi. Zaburczało mi w brzuchu, przełknęłam głośno ślinę, objęłam się ramionami w pasie.

- Mówiłem ci, że to dobre i wygodne miejsce. – Pobłażliwy uśmiech, ale i duma w oczach.
- Mówiłeś, ale nie spodziewałam się czegoś takiego. – Nie ukrywałam podziwu. To było COŚ.
- Dobra, mała. – Wycofał się z pomieszczenia, zgasił światło, zamknął masywne drzwi. – Przenieśmy kukiełki do sypialni, nim sam padnę na pysk. Później szybki prysznic i idziemy do łóżka. Razem.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Alicja K.
    | Odpowiedz

    Coś mi się wydaje, że to będzie jedno z moich ulubionych opowiadań – powieści 😉 coraz bardziej mnie wciąga…

    • Dziękuję 😀
      Mnie też wciągnęło.

      • Alicja K.
        |

        Tak mi dziś przyszło do głowy,kiedy mniej więcej trzydziesty ósmy raz sprawdzałam czy już jest coś nowego,że akurat “TO” bardzo chciałabym przeczytać czując zapach papieru i słysząc szelest kartek. I nie mówię o książce która leżała by obok telefonu… 😉 myślałaś o tym?

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Myślę o wielu takich pomysłach. Chodzę jednak po ziemi.
        Jeszcze za wcześnie na to. Jeszcze się muszę pouczyć warsztatu 😀
        Ale, kto wie… 😀
        Całusy.

  2. Ola B
    | Odpowiedz

    Ukochane Katowice 😀 Podziwiam za opowiadania!:P

    • Miłość do miasta też potrzebuje czasu, by rozkwitnąć 😀

      • Ola B
        |

        Wiem… Sama potrzebowałam czasu, aby zakochać się w tym mieście:P

Napisz nam też coś :-)