Fotostory (XV)

with 2 komentarze

Fotostory opowiadanie z dużą dawką humoru i erotykąPowiem ostrożnie, że wydaje mi się, że to przedostatnia część opowiadania. Kolejne mam na tapecie i powiem Wam, że baaaardzo mi się podoba 😀 Będzie dużo dłuższe i też je polubicie, choć jak to Wy, będziecie ostrożni w ocenach do czwartej, może piątej części 😀
Weekendowo, deszczowo i śniegowo, ale jednak niedzielnie 😀

Zareagowała spontanicznie, zdawała sobie z tego sprawę.
Pokonanie drogi do mieszkania Piotra zajęło jej kilkanaście minut, w czasie których miała wystarczająco dużo czasu, by poukładać sobie wszystko w głowie.
Był środek nocy, drogi świeciły pustkami, nic nie mąciło jej zmysłów i tylko złość na Trybiana, próbowała zdominować emocje.
Dojechała przed dom Piotra, zaparkowała. Niewielki, skórzany plecak energicznym ruchem zarzuciła na ramię i podeszła do drzwi wejściowych budynku. Miała nadzieję, że zdążyła i mężczyźni są wciąż w mieszkaniu, przekopując meble, w poszukiwaniu nagrania. Wcisnęła przycisk dzwonka i rozciągając twarz w uśmiechu, przysunęła twarz do mikrofonu. Usłyszała, że ktoś po drugiej stronie odebrał słuchawkę, nie odezwał się jednak. Teraz pozostało jej tylko wejść w rolę, odegrać przedstawienie.

- Cześć, Piotrusiu – zaszczebiotała słodko. – Wiem, że jest późno, ale nie umiałam spać, a poza tym obiecałam ci to nagranie, dzięki któremu się poznaliśmy.

Po tych słowach usłyszała brzęczenie odblokowanego zamka. Pchnęła ciężkie, drewniane skrzydło i biegiem puściła się po schodach. Na górze zastała uchylone zapraszająco drzwi. Wszystko tak, jak zaplanowała. Już ją przestał dziwić fakt przewidywalności większości ludzi. Właściwie tylko Piotr wyłamał się ze schematu i to ją tak do niego przyciągało.

- Cześć, słoneczko. – Weszła do mieszkania, czekając na kolejny krok Trybiana. – Mam nadzieję, że cię obudziłam.

Ledwie zamknęła za sobą drzwi, a twarde ramię brutalnie pociągnęło ją w tył, kneblując usta. Krzyknęła odruchowo, a przez głowę przemknęła myśl, że nawet gdyby nie była zakneblowana, nie miałby jej kto usłyszeć. Starsi państwo zamieszkujący piętro niżej, z całą pewnością spali. Aparaty słuchowe podpięli do ładowania, więc byli głusi, niczym pnie. Gdyby mogła, uśmiechnęłaby się, czując rozlewające się w sercu ciepło. Paradoksalne uczucie, zważywszy sytuację, w której się znalazła. Zastanowiło ją, w czym śpią. Kobieta pewnie w luźnej koszuli, mąż w bawełnianej pidżamie, zapinanej rzędem małych guziczków. Może oboje ułożeni na wznak, a może przytuleni do siebie.

Czy w tym wieku, z takim stażem małżeńskim, seniorowie przytulają się jeszcze, czy może każde śpi w pozie, niesprawiającej mu bólu. Mogłabym pomyśleć o życiu z kimś takim, jak Piotr.

Aż zmarszczyła brwi, gdy odkrywcza myśl olśniła ją w ułamku sekundy. Zawsze sądziła, że jest urodzoną singielką i dotychczasowy tryb życia i bycia z partnerami, jest jedynym pasującym do jej temperamentu i wrażliwości. Teraz okazało się, że potrzebuje więcej Piotra w Piotrze, a obecna zawartość tego człowieka w życiu nie satysfakcjonuje jej, lecz skutkuje ciągłym głodem emocjonalnym, pustką w sercu. Zaśmiała się, ale nie udało jej się tego zrobić w głos, przez szorstkie łapsko, blokujące usta. Napastnik, błędnie odczytując jej zachowanie, poczuł satysfakcję na myśl, że przeraża dziewczynę. Przyciągnął Zuzkę do siebie, bezczelnie nakrywając krągłość piersi dłonią.

- Sue, Sue, Sue… - Trybian wielce zadowolony z siebie, teatralnie wyłonił się zza regału z książkami, stanowiącego przepierzenie w salonie. Dla Zuzki wypowiedziany pseudonim brzmiał sztucznie, nazbyt wydumanie. Słysząc to słowo doszła do wniosku, że musi przestać posługiwać się pseudonimem artystycznym i wrócić do zwykłego imienia. – Jak się cieszę, że cię widzę.
- Gdzie jest Piotr? – Szarpnęła się, starając zapanować nad odruchem zastosowania technik poznanych na prywatnych treningach krav magi. Mogłaby zmiażdżyć napastnikowi fiuta, tchawicę i wyłupić oko, ale nie po to się tutaj znalazła. – Co robisz w jego mieszkaniu?! - Starała się zabrzmieć histerycznie, stłumić złość i mordercze instynkty.
- Piotr poniósł karę, za odrzucenie zlecenia. – Wydął usta, a Zuzka omal nie prychnęła śmiechem, widząc przesadnie napompowane wargi. – Mówiłaś, że masz nagranie?
- Mam, ale ci go nie oddam!
- Sam go wezmę – prychnął z pogardą, dając znak osiłkowi.

Tamten podszedł do kolegi, który unieruchomił Zuzkę, sięgnął po plecak i bezceremonialnie roztargał pasek torby. Kucnął, wytrząsnął zawartość na podłogę, zaczął przeszukiwać drobiazgi, wyłowił spośród nich pendrive.

- Jest zahaślony, nie dam ci dostępu. – Uniosła dumnie brodę. – Jeśli go odpalisz i nie podasz odpowiedniego słowa, zawartość się skasuje. – Blefowała, ale podskórnie wyczuwała, że zależy mu na odzyskaniu filmu.
- Podasz dostęp, albo załatwię cię, jak twojego kochasia. – Trybian zmrużył, okolone sztucznymi rzęsami, oczy. – Dodatkowo połamiemy ci palce prawej dłoni, żebyś nie miała jak zarabiać na życie. Kto wie, może trafisz na łóżko szpitalne obok Piotrusia. – Szydził, podchodząc bliżej.
- Dlaczego go skrzywdziłeś? – Potrzebowała więcej danych.
- Bo mi się nie odmawia. – Odzyskał panowanie nad emocjami. Wyprostował się, uśmiechnął. – Miał odzyskać film, ale twoja dupa przesłoniła mu świat.

Zuzkę zalało radosne szczęście, lecz nie pokazała tego po sobie. Nie musiała zbytnio grać. Trybian był tak pewny siebie, że nie silił się na patrzenie w jej kierunku. Oglądał paznokcie, nie spieszyło mu się.

- Chłopaków trochę poniosło, może nawet połamali mu co nieco. Bywa – zaśmiał się. – A teraz hasło.
- Piotr – mruknęła. Tym razem nie musiała udawać zawstydzenia.
- No jasne – parsknął, obracając w palcach podłużny przedmiot.

Jeszcze chwila i zobaczy Mateusza. Teraz zaczęło mu się spieszyć. Ogarnęło go podniecenie na myśl o tym, że zobaczy jedynego mężczyznę, z którym połączyło go coś cudownego. Wciąż go kochał, tęsknił codziennie. Teraz będzie miał namiastkę, tyle musi mu wystarczyć. Od dawna odpychał myśl, która teraz zaatakowała go z pełną mocą. Dla Mateusza mógłby rzucić wszystko. Kariera, pieniądze, nic nie cieszyło, gdy nie mógł dzielić tego z kochankiem. Stracił szansę na szczęście, teraz w dłoni trzymał namiastkę. Poczuje emocje, odżyje odrobinę.

- Wiedziałem, że masz kopię. – Przeniósł wzrok na Zuzkę. – Wiem, że masz film. Pamiętaj jednak, że jeśli wycieknie, pojawi się choćby kadr z niego w jakimś szmatławcu, czy w sieci, to jesteś martwa. Ty i Piotruś. Może zakopią was w jednej trumnie. Na zawsze razem.

Zacisnęła zęby, by powstrzymać się od obrzucenia go przekleństwami.
Trybian obrócił się na pięcie, wyszedł z mieszkania. W ślad za nim poszli najemnicy, więżący ją osiłek klepnął Zuzkę w tyłek, mrugnął do niej na odchodnym.

Stała, nasłuchując oddalających się kroków. Drzwi wejściowe do budynku głucho zamknęły się za mężczyznami, nic nie mąciło ciszy. Wtedy odwróciła się do jednej z kamer.

- Trybianie – zwróciła się bezpośrednio do człowieka, który wpakował ją w ten cały bigos. Złościł ją, ale nie mogła zaprzeczyć, że gdyby nie on, nie poznałaby Piotra. – Twierdzisz, że ci się nie odmawia, ale to samo mogę powiedzieć o sobie. Spotka cię kara za skrzywdzenie Piotra i radzę ci nie brać odwetu. Nie jesteś świętą krową i pamiętaj, że teraz mam pierdolnego haka na ciebie. Większego, niż twoje ego. Nie wchodź mi w drogę, nie krzywdź ludzi. Bez odbioru.

Kucnęła, zebrała drobiazgi z podłogi, wyławiając spośród nich telefon. Wybrała szybko numer, udając że nie widzi godziny na wyświetlaczu. Wiedziała, ze obudzi rozmówcę, ale uczucie pchające ja ku Piotrowi było silniejsze, niż poczucie winy, wywołane przerwaniem czyjegoś snu o czwartej nad ranem.

- Cześć, Igorku – rzuciła, gdy ten odebrał połączenie. – Wiem, że śpisz, ale mam palącą sprawę.
- Nie śpię. – Był zdyszany. – O co chodzi?
- Znajdź mi proszę w pilnym trybie lokalizację Piotra. – Nie bawiła się w przeprosiny. – Został pobity i leży w którymś ze szpitali. Szybciej go namierzysz, niż ja. Zapłacę ekstra.
- Ok. – Zakończył połączenie.

Zeszła spokojnie po schodach, zaciągnęła się rześkim, porannym powietrzem, zimna wilgoć oblepiła jej twarz. Wsiadła do auta, odpaliła silnik, postanowiła wrócić do domu. Tam poczeka, w międzyczasie opracuje materiał wideo.

Godzinę później kończyła pisać krótki mail. W załączniku umieściła film o obniżonej rozdzielczości, mimo której wyraźnie widać było twarze osób znajdujących się w pomieszczeniu. Przebiegła wzrokiem po treści, wcisnęła „send”. Gdy miała już dzwonić, by ponaglić Igora, na wyświetlaczu telefonu pojawiła się wiadomość od niego, zawierająca adres szpitala.  Zatwierdziła publikację filmu na fikcyjnym, specjalnie na tę okazję stworzonym koncie na You tube i wstała od stołu.
Przesypała zawartość ze zniszczonego plecaka do przepastnej torby. Chwilę później siedziała za kierownicą auta i łamiąc przepisy drogowe, gnała po wciąż niezakorkowanych drogach. Zrobiła tylko jeden przystanek, podjechała na dworzec kolejowy, tam wstąpiła do kwiaciarni.
Była podekscytowana, ale i przejęta. Bała się reakcji Piotra i tego, że oberwał mocno, jest pokiereszowany, a wszystko to z jej winy. Żadne z nich nie spodziewało się ataku Trybiana, ale ten miał dostać za swoje, poczuć żądło Zuzki.
Zaparkowała na szpitalnym parkingu i drżąc na całym ciele, weszła do budynku.

- Dzień dobry, ja do Piotra Namyczko. – Uśmiechnęła się do puszystej kobiety, siedzącej za recepcyjnym kontuarem.
– Godziny odwiedzin wypisane na tablicy informacyjnej. – Podniosła na nią przekrwione zmęczeniem oczy.
- Poczekam i tylko proszę o numer pokoju. – Położyła na ladzie przewiązaną kokardą bombonierkę, rejestrując zachłanny wzrok dyżurującej. – A to dla pani, na dobry początek dnia.
- Chyba na koniec. – Kobieta odwzajemniła uśmiech. – Pani z rodziny?
- Narzeczona. – Omal nie udławiła się obco brzmiącym słowem.
- Chodźmy, zaprowadzę panią. – Podźwignęła się powoli z krzesła, to skrzypnęło z ulgą. – Przyda mi się trochę ruchu, bo od tego siedzenia tyłek mi już ścierpł. – Mrugnęła do Zuzki, wyszła zza lady.

Zawiozła Zuzkę na trzecie piętro, przeprowadziła przez kolejne, otwierane kartą magnetyczną, drzwi. Po drodze zaanonsowała odwiedzającą, zatrzymując się przy pokoju pielęgniarek. Zuzka miała ochotę pchnąć kobietę, byle poruszała się szybciej, dotarła do pokoju Piotra.

- Ostatnie drzwi po prawej. – Wskazała kierunek.
- Dziękuję. – Zuzce ścisnęło się z emocji gardło. – Pójdę sama.

Kobieta już jej nie słuchała. Rozprawiała z koleżanką o zbliżających się świętach i masie obowiązków, które na nią czekają.

- To jeszcze nic – odparła rozmówczyni. – Ja muszę pomalować ściany po tym, jak wygotowałam rosół. Połowa mieszkania jest szara i szczęście, że nie podpaliłam mieszkania.

Nie słuchała rozmowy, skierowała się w głąb korytarza. Przed drzwiami zawahała się na chwilę, odetchnęła głęboko, po czym pchnęła, wchodząc do pokoju.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Zuzanna Minor
    | Odpowiedz

Napisz nam też coś :-)