Fotostory (XVI)

with 7 komentarzy

Fotostory opowiadanie z dużą dawką humoru i erotykąA jednak nie koniec 😀
Jeszcze jedna część będzie 😀

Widząc Piotra, poczuła fizyczny ból. Pierwszy raz zdarzyło jej się współodczuwanie czyjegoś cierpienia. Twarz miał częściowo zabandażowaną, podobnie ramię. Szaro czerwony siniec wątpliwie zdobił policzek. Stała nad łóżkiem, walcząc z chęcią przytulenia Piotra, rozpłakania się i warczenia ze złości.
Ani trochę nie żałowała tego, co zrobiła Trybianowi. Będzie miał przerąbane, ale należało mu się. Podła szuja pozna gniew kobiety. Zakochanej kobiety.

- Zakochałam się – wyszeptała zszokowana, gdyż właśnie zdała sobie z tego sprawę. Ja się zakochałam! – Potwierdziła głośniej.
- No to jest nas dwoje.

Piotr otworzył okolone siniakiem oko. Trwali w ciszy dłuższą chwilę i żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć w tej, bądź co bądź, ważnej życiowo chwili. Może nawet najważniejszej, bo ileż razy można dojść do tak podniosłego wniosku?
Bycie zakochanym dla obojga było czymś nowym, zaskakującym i zwyczajnie nie wiedzieli, co z tym fantem zrobić.

- Przepraszam.

Słowo wyszeptane przez Piotra, ledwie było słychać, Zuzka wyczytała je z ruchu warg.

- Za co przepraszasz? – Chciała, by wszystko zostało powiedziane na głos.
- Za oszukiwanie, za tabletkę gwałtu. – Odchrząknął, bo zaschło mu nagle w gardle. – Za kłamstwo, ale nie wszystko nim było.
- Co nie było? – Usiadła na brzegu materaca, kwiaty niedbale rzucając na łóżko.
- To, co poczułem. Tego nie udawałem. - Odchrząknął, pomagając sobie tak nabrać odwagi.– Przyciągania, podniecenia i skonsumowania tego, na twoich zasadach.
- Dlaczego nie chciałeś? – Zuzka zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy przeprowadza tak poważną rozmowę.
- Bo byłoby to jednorazowe.

Prosta odpowiedź unieruchomiła Zuzkę. Siedziała patrząc na człowieka, który rozszyfrował ją, któremu chciało się ją poznać. Dzięki temu zawalczył o nią, ale wiedział też jak postąpić, by ją przy sobie zatrzymać.

- Masz rację. – Musiała to przyznać. – Ja też nie byłam do końca szczera i potraktowałam cię tym samym specyfikiem, co ty mnie. Jesteśmy więc kwita.
- I co dalej?
- A co byś chciał? – Odbiła pytanie, złoszcząc się na siebie o tchórzostwo.
- Nas.

Znów rozbroił ją prostotą odpowiedzi, ale prostolinijność była jedną z cech, która przyciągała Zuzkę do Piotra. Piotr tymczasem złościł się na niedyspozycję fizyczną, która kazała mu leżeć, nie pozwalała na objęcie i pocałowanie Zuzki. Niczego w tym momencie nie pragnął bardziej. Przytulić ją, zaciągnąć się ciepłym zapachem włosów, wtulić w nie twarz. Od tak dawna o tym marzył.

- Ok. – Unikała patrzenia mu w oczy, wodziła palcem po ciele, na granicy bandaża, którym owinięto ramię i część barku. – Zrobimy to po twojemu. Bez seksu, z rozmową, by poznać siebie i sprawdzić, czy jest na czym budować. – Bawiła się czarnymi włoskami, gęsto porastającymi pierś Piotra. – Ja nie mam podstaw do stworzenia związku, nie wspominając o rodzinie. Jestem z domu dziecka, ale pewnie to wiesz. Umiem walczyć, prawie zawsze wygrywam i biorę to, co chcę wziąć. Wcześniej nie pomyślałabym, że może mi brakować uczucia, starczał sam seks.

Mówiła, a w Piotrze mimo bólu, rosły dwa, równoległe uczucia. Radość, że Zuzka chce spróbować być z nim i pragnie tego do tego stopnia, że potrafi odmówić sobie seksu.  Drugim, coraz bardziej dominującym, było podniecenie. Wszystko przez zmysłowy ton, jakim Zuzka mówiła i wskazujący, zakończony czerwonym paznokciem palec, którym wodziła w miejscu, które dotąd piekło bólem, swędziało pod bandażem, teraz parzyło jej dotykiem. Nie próbował się nawet wstydzić tego, co czuje i co unosiło coraz wyraźniej cienką kołdrę, którą był przykryty.

- Na seks poczekam. – Musiała założyć kolano na kolano i zacisnąć uda. Nieznośne mrowienie, które ogarniało podbrzusze wywołał fakt, że widziała reakcje Piotra na prawie niewinną pieszczotę, do której się ograniczyła. Nie kusiła, nie napierała na niego. Odkryła coś niesamowitego. Im więcej miejsca zostawiała na inicjatywę Piotrowi, tym mocniej na niego działała. Gdzieś w głębi ukłuła ją myśl, że to niesprawiedliwe, że nie miała matki, która przekazałaby jej tą prostą zależność i prawdę, o relacjach między dwojgiem ludzi różnej płci. Umiała tylko bić się o to, czego chce i brać, gdy wygrała pojedynek.  – Gdy poczujesz się lepiej, odbiorę cię ze szpitala i wtedy umówimy się na randkę. Ty wybierzesz miejsce, godzinę. Zostawiam ci inicjatywę i wiedz, że wiele mnie to kosztuje. – Nie powstrzymała się przed zerknięciem na pokaźnych rozmiarów namiot, który utworzyło pobudzenie Piotra. Przełknęła ślinę, zagryzła wargę, zamknęła oczy. Nie przypuszczała, że panowanie nad podnieceniem może być tak trudne. Czuła się wspaniale, będąc do tego zmuszoną. Wiedza, że nieuchronnym jest poczucie go w sobie, podtrzymywało ją w stanie ciągłego napięcia. Dlaczego nigdzie o tym nie przeczytała, nikt jej nie powiedział? Czyżby aż tak wyjątkowe było spotkanie kogoś, przy kim ciało i umysł wchodzi w ten dziwny wymiar? Odetchnęła głęboko, po czym wstała, by zwiększyć dystans, pomóc sobie w opanowaniu emocji. Starała się nie patrzeć na Piotra. Widziała w jego pociemniałych z emocji oczach, seks. On już ją brał, ona o niczym innym nie marzyła. Zawzięła się jednak, że przetrzyma go i to Piotr będzie musiał wyciągnąć po nią rękę, nie odwrotnie. Nie było skrawka, części ciała, na którym mogłaby zawiesić wzrok. Usta przywodziły na myśl pocałunki i wiedziała, że Piotr dobrze całuje. Włoski na ciele nasuwały obrazy, gdy to ociera się sutkami o jego owłosioną pierś. Owłosienie, które na początku ich znajomości chciała usunąć, teraz pociągało ją, było seksowne. Piotr stał się dla niej symbolem prawdziwego mężczyzny. Minimum kosmetyków, sport, jako główny upiększacz, naturalność.

Z kłopotliwej, pełnej milczącego napięcia ciszy, wyrwało ich skrzypnięcie drzwi.

- Zgodziłam się na wizytę, ale proszę kończyć odwiedziny. – Pielęgniarka uśmiechała się przyjaźnie do Zuzki. – Narzeczony będzie gotowy do wypisu na dniach, to wtedy porozmawiacie gołąbeczki.

Tu urwała, gdy wzrok jej padł na niemożliwy do ukrycia dowód podniecenia Piotra. Przez myśl przemknęło starszej kobiecie, że ona sama nie miała na tyle szczęścia i nie dane jej było zobaczyć na żywo tak dużego przyrodzenia. Bez słowa wycofała się z pokoju, cicho zamknęła za sobą drzwi. Gdy tylko zostali sami Zuzka zaczęła się śmiać, znów zaskakując siebie idiotyczną reakcją.

- Widzisz, jak działasz na kobiety? – Omijała przyciągający wzrok element. – Pójdę już. – Wycofywała się rakiem ku drzwiom. – Przyjdę jutro w czasie godzin odwiedzin, chyba że zadzwonisz wcześniej, że wychodzisz. Odbiorę cię, zawiozę do domu. Pa.

Pomachała mu ręką, nie ryzykując podejścia do łóżka. Wciąż uśmiechając się, zamknęła za sobą drzwi. Po drugiej stronie oparła się o nie plecami, przycisnęła dłonie do brzucha, trwała tak dłuższą chwilę. Powlokła się w kierunku wind walcząc z uczuciem, by zostać przy łóżku Piotra i trwać do momentu, gdy opuści szpital. Nie zauważyła ciekawskiego wzroku pielęgniarek, którym odprowadziły Zuzkę.

- Powiem ci, że takiej pały to jeszcze nie widziałaś – szepnęła konspiracyjnym tonem starsza kobieta. – Janek, mój zmarły mąż też miał dużego, ale nie tak.
- I co? – Koleżance na twarz wystąpiły wypieki. – Oni się tam na łóżku gzili?
- Nie, no co ty. – Machnęła ręką, śmiejąc się cicho. – Jemu tak od patrzenia chyba stanął, bo dziewczyna i ubrana była i ze dwa metry od łóżka. No nie wiem, ale było na co popatrzeć.
- Dziewczyna też niczego sobie. – Stwierdziła fakt. – A ten mężczyzna to przystojny z twarzy?
- Nie zauważyłam twarzy. – Pielęgniarka parsknęła rozbawiona.

Jeszcze długi czas śmiały się, wspominając byłych kochanków, porównując przeżycia.

Zuzka tymczasem wróciła do domu, załączyła laptop i sprawdziła pocztę. Nie było informacji od Trybiana, więc mogła się tylko domyślić, jaką burzę wywołała publikując film, o który było tyle szumu.  Nie było jej żal kretyna, nie miała zamiaru litować się nad jego wybujałym ego. Naważył piwa, to teraz musiał je wypić. Miała zabezpieczenie w postaci przyznania się do pobicia Piotra i gróźb pod jej adresem. Nagranie umieściła w kilku miejscach, kopię wysłała Trybianowi.

Sprawca całego zamieszania przeżywał katusze, patrząc na ilość odsłon filmu i komentarze internautów. Wieszano na nim psy, wyśmiewano, obrażano z lubością. Jedynym, co mógł teraz zrobić było odkorkowanie drogiego koniaku i upicie się. Wyłączył telefon, monitor komputera i pijąc do lustra, płakał nad swoim durnym życiem. Doszedł do przedziwnego wniosku, że nie ma nawet pretensji do Zuzki. Wszystko wywróciło się w jego wnętrzu w momencie, gdy zobaczył film, z którym wiązało się tyle pięknych wspomnień. Najpiękniejszych. Zuzka walczyła o ukochanego, on sam nie potrafił tego zrobić. Zuzka wykazała się determinacją, której jemu brakło, przez co stracił Mateusza. Teraz został sam, a miał być jeszcze bardziej samotny. Kwestią godzin było, by producent serialu wziął go za mordę, może nawet wytoczył mu proces.
Teraz miał to w dupie. Zastanowi się za kilkanaście godzin. Wychylił potężną porcję alkoholu, ten zapalił go w przełyku. Skrzywił się, wychylił ponownie butelkę, pijąc wprost z gwinta.

- Za pierdoloną miłość! – Wzniósł toast w stronę sufitu. – Za tych, którzy mają odwagę wziąć ją na klatę. Nie za mnie.

Dwieście kilometrów dalej, szczupły blondyn z niedowierzaniem spoglądał w wyświetlacz telefonu. Od dawna obserwował profil Trybiana na facebooku, ale po raz pierwszy coś tak bardzo go zszokowało. Widział komentarze, burzę rozmów i dwojakie reakcje ludzi na materiał, który ponoć niechcący wypłynął do sieci. Szybko wyszukał film i zbliżył aparat do twarzy, by lepiej widzieć. Gdy film na You Tube załadował się, chłopak usiadł na chodniku w miejscu, w którym stał. Nie widział zdziwienia, malującego się na twarzach mijających go ludzi. Spieszyli się do pracy, byli zatopieni we własnych myślach i planowaniu dnia. Tymczasem blondyn klapnął na chodniku, zakłócając ich drogę do celu. Nie ważne, że usiadł w kałuży i wyglądało na to, że może potrzebować pomocy. W większości głów pojawiło się słowo „wariat”. Kto bowiem robi takie rzeczy?
Chłopakowi zabrakło sił, nogi odmówiły posłuszeństwa, a wszystko pod wpływem szoku. Wpatrywał się w niewielki wyświetlacz, mrugając gwałtownie, bo nadmiar łez zamazywał mu obraz.
Płakał przez szok.
Płakał z emocji.
Płakał, czując ulgę i coraz większą radość.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Karlik
    | Odpowiedz

    Opowiadanie richtig świetne. Napięcie erotyczne durś czuć. Żech czytoł cołkie na roz i ino mom ze trzy rzeczy do napisanio. Pierwszo jest tako, że się czuja jak królik co loto za marchewką na żyłce z tym napięciem erotycznym. Weź i w końcu ta żyłka dzioucha użnij, bo pieronie z głodu zdechna. Drugo sprawa – scena bych prosił hetero czyli Pyjtra z Zuzą. Dwóch chopa mom ciężko zdzierżyć jak sie migdalą. Trzecio – w pierwszej części abo drugiej, nie pamiętom, żech zrozumioł, że Namyczko to jest zmyślone nazwisko. Jeszcze roz dzięki za porządny konsek lektury, skiż mnie na jedna niedziela.

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Rozbawiłeś mnie tak, że musiałam Ci puchar dać 😀
      Z tym Namyczko masz rację, ale tak to jest, jak się pisze cztery historie równocześnie 😀 Dzięki, poprawię.
      Utnę, utnę, to masz jak w banku 😀
      Dobra, chłopów oszczędzę 😉
      I miłej niedzieli 😉

    • Zuzanna Minor
      | Odpowiedz

      Pyjter jest chop slonski,w barach szyroki,w dupie wonski.Zuzka zaś frela,co wincyj godo,niż czyni nowet kusiki cołkie wyliczo,tako dowo smartfonym,niestety nie dowajom tela szczyńscia co na ziwo.

  2. Zuzanna Minor
    | Odpowiedz

    jak zwykle,posłużę się cytatem muzycznym(uważam,ze bardziej odzwierciedlaja me uczucia,niż słowa) https://www.youtube.com/watch?v=zTcu7MCtuTs

  3. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Rżę jak głupia, ale ten “królik co loto za marchewką na żyłce…” to mnie totalnie rozwalił:) Recenzja godna Nagrody Pulitzera:) Karliku, kłaniam się w pas.
    Skoro Zuzanna pisze, że “chop slonski, w barach szyroki, w dupie wonski” to ja się chyba w tym roku na urlop z mego wschodniego południa na zachodnie południe wybiorę:) Dopisuję się do petycji o rozkoszne chwile między Zuzą i Piotrem, aczkolwiek przyznam, że miłosna scena z “Pijawy” bardzo mi się podobała. Nie wiem, Miko, czy zdajesz sobie sprawę, że swymi opowiadaniami nieco zmieniasz punkt widzenia i postrzegania pewnych spraw. Że tak powiem: otwierasz umysł.
    A co do samego opowiadania, to:
    1. “Suchelcu zjełczały” – kradnę i nie oddam, ale oczywiście zawszę zaznaczę, że to cytat i nie omieszkam podać źródła:)
    2. “…by wszystko zostało powiedziane na głos” – cała ja, mimo że tak bardzo od Zuzy różna.
    3. Tło opowieści, drugi plan, dygresyjki, retrospekcje – cudo! Po części dlatego tak bardzo lubię Twe opowieści. Jest co czytać, Jest o czym czytać. Jest nad czym się zatrzymać i pomyśleć.
    4. Zuza zdecydowanie stanęła na wysokości zadania – ogarnęła się i zawalczyła.
    5. Przewrotność losu, specyficzne poczucie humoru kosmosu? Podłość Trybiana wyjdzie mu na dobre? Zło obróci się w dobro? Kłamstwo pomoże zatriumfować prawdzie? Wariackie to nasze ludzkie życie. I dobrze:)

  4. E.
    | Odpowiedz

    Kończ już, ok? Czekam (na całość) i się doczekać nie mogę… 🙁

Napisz nam też coś :-)