Głupstwo II (VIII)

with 13 komentarzy

opowiadanie o miłości
Skoro jesteśmy przy muzyce, pora abym dodała coś od siebie. W ciemno kupuję płyty Roxette i Tori Amos 🙂 Jeśli chodzi o Tori to polecam piosenkę Winter. Cudo. Pierwszy raz usłyszałam ją w radiu i od razu się zakochałam, choć znałam inny jej utwór Crucify. Poza tym pewnie nie zdajecie sobie sprawy jak wiele tekstów piszę pod wpływem muzyki. Przykłady? Wygrana to Lana del Rey i Ride. Niekompletni to Ferry Corsten & Shelley Harland i cudowny kawałek Holding on. Spod ciebie to powstanie to Sean Paul i kawałek Got 2 Luv U. Lustra to Justin Timberlake i Mirrors. Nie umiem stąpać tak cicho - muzyka barokowa. Pechowa dziewczyna to oczywiście Timbaland Morning After Dark. W mojej głowie, w twoim sercu - Ed Sheeran I see fire. Akurat ten kawałek usłyszałam, jak wychodziliśmy z kina i mąż mnie musiał siłą wyciągać z pustej sali, bo uparłam się odsłuchać go do końca 🙂  Aż do końca świata to o dziwo nieśmiertelna Britney, której nigdy nie lubiłam, ale która podbiła mnie kawałkiem Criminal. Z polskich wykonawców od zawsze Edyta Bartosiewicz, obecnie Sylwia Grzeszczak i Ania Dąbrowska. Od zachodnich sąsiadów to nieoceniona Anette Louisan, a dawniej Sabrina Setlur. Od wschodnich, kiedyś było T.A.T.U. ale w wersji po rosyjsku. Po angielsku moim zdaniem wypadło słabiej. Z czasów studenckich Sting i Desert Rose. Boże! Słuchaliśmy tego na okrągło na praktykach z geologii, aż nam się bumbox zatarł 😉
Ogólnie to chyba jestem uzależniona od muzyki, bo mogłabym wymieniać i wymieniać, starczyłoby tego na kilka postów.
Ale gdybym miała Wam polecić trzy kawałki, które koniecznie musicie przesłuchać, to polecam wklikać w youtuba to: Tori Amos "Winter", Shelley Harland "Holding on" oraz Tina Turner "Dancing in my dreams".
A tak w ogóle to mam jeszcze masę utworów do posłuchania, które polecaliście w komentarzach. Odpowiedzi będę udzielała na bieżąco. Na razie zakochałam się w piosenkach Agnes Odel...

 

– Dzieci? Nie cierpię tych usmarkanych, wiecznie jęczących bachorów – wzdrygnął się z odrazą. – Prędzej dam się wykastrować niż jakiegoś spłodzę.

– Tak? – Teraz mój głos ociekał podejrzaną słodyczą, choć wewnątrz aż kipiałam ze złości. Bachorów?  – Na to już za późno, bo jednego spłodziłeś. Ma cztery miesiące i na imię Marysia.

Karol otworzył usta, ale nic nie powiedział. Wyglądało na to, że moje słowa z trudem torowały sobie drogę do jego umysłu. Pożałowałam swoich słów, lecz było już za późno. Przeklęłam w duchu tę nieroztropność. Przecież miałam milczeć. Tylko że od tak długiego czasu, chciałam wykrzyczeć mu tę prawdę w twarz.

– Marysia? Kto ci naopowiadał takich bzdur? – wrzasnął poirytowany. – To dlatego się stawiasz, gdy proponuję byśmy ponownie się spotykali?

Niewiarygodne! Co za pacan!

– Ty kretynie! – odparłam z goryczą. – Jakie plotki? Jakie ponownie? Czekałam na ciebie z kolacją i nowiną o ciąży! A ty mnie przegoniłeś! I dla kogo? Dla tej wywłoki, która robiła w balona i ciebie, i męża? Która nie chciała zostać twoją żoną, bo byłeś biedny? Podstarzała, wyfiokowana lafirynda, z kolekcją operacji plastycznych na koncie!

– Uważaj na słowa! W końcu mówisz o mojej żonie! – Brutalnie chwycił i ścisnął moje ramię. Ale ja jeszcze nie skończyłam.

– A ty? Sądzisz, że jesteś lepszy? Mógłbyś być moim ojcem!

– Jakoś ci to wcześniej nie przeszkadzało. Zaraz – zmarszczył brwi – to ty niby byłaś w ciąży? Jakim cudem?

– Odsyłam do podręcznika biologii ze szkoły podstawowej.

– Przecież ja… Cholera! – powiedział tylko, nagle blednąc. – Nie brałaś pigułek?

– Przecież wiedziałeś, że nie.

– Cholera! – powtórzył i umilkł. Chyba dopiero teraz dotarł do niego sens tego wszystkiego. – Dlaczego nie powiedziałaś?

– Nie miałam kiedy. Byłeś zajęty Ewą – wzruszyłam ramionami.

– Nie przez cały czas. Byłem u ciebie, rozmawialiśmy w ogrodzie. Dlaczego nie powiedziałaś?! – Tym razem wykrzyczał te słowa, potrząsając mną z furią.

– Puszczaj! Postawiłeś sprawę jasno – żadnego związku, tylko seks. Po co miałam cokolwiek mówić?

– Na początku chciałaś.

– Szybko mi przeszło.

– I pewnie o to się tak wściekasz? Co za problem, zrobimy badanie DNA, uznam dziecko i będę płacił alimenty.

Doigrał się. Zacisnęłam dłoń w pięść i z całej dostępnej mi siły przywaliłam mu prosto w drugie oko. Wrzasnął coś niecenzuralnego, a z pokoju obok nadciągnęła Dorka, ponura niczym chmura gradowa. Od razu złapała kij bejsbolowy i znalazła się u mego boku.

– Koniec rozmowy – zakomunikowała grobowym głosem. – Wynocha!

– A ty smarkata się nie wtrącaj! – wysyczał Karol, ostrożnie dotykając obolałego miejsca na twarzy. Za to ja zdążyłam się zastanowić, czy i moja siostra mu przyłoży. – Chcę zobaczyć moje dziecko.

– Powiedziałaś mu? – spojrzała na mnie potępiająco.

– Nie panowałam nad tym.

– Szkoda. Ten skurwiel nie zasługuje na to, aby wiedzieć.

Przyznaję, moja siostra miała rację. Ale nie było co płakać nad rozlanym mlekiem.

– Nie zasługuję, rozumiem. Lecz i tak chcę ją zobaczyć.

– Pójdę po Marysię. Ze mną będzie bezpieczna.

Nie czekając na moje pozwolenie, zniknęła w drzwiach prowadzących na korytarz. Zostałam sama z zadumanym Karolem. O dziwo, wcale nie był zły. A powinien, w końcu porządnie mu przyłożyłam.

– Ona jest moja – oświadczyłam na wszelki wypadek.

– Ja chyba tez miałem w tym jakiś udział?

– Minimalny.

– Daj spokój. Zaskoczyłaś mnie jak mało kto – zerknął na mnie z nagłym rozbawieniem. –No i mamy bardzo konkretny powód na to, aby znów spróbować.

– Czego?

– Chociażby seksu.

– Tobie nadal tylko jedno w głowie.

– Dziwisz się? Zrobiłaś się tak apetycznie krąglutka i pociągająca, że najchętniej rzuciłbym cię na podłogę i przeleciał. Tu i teraz.

Nic nie poczułam. Żadnego drgnienia serca, żadnego podniecenia, słodkiego i zniewalającego uczucia w dole brzucha. Absolutnie nic. Patrzyłam na Karola i miałam wrażenie, jakby był zupełnie obcym człowiekiem. Zauważyłam siwe włosy we wzburzonej czuprynie, czarne obwódki wokół oczu, zmarszczki, których wcześniej nie było.

– Nad czym tak rozmyślasz? – Bardzo delikatnie pogładził mnie kciukiem po policzku.

– Nad nami.

– Źle zrobiłem, że ożeniłem się z Ewą. Ale tak stanowczo odrzuciłaś moją propozycję podczas ostatniego spotkania. W zasadzie to zasługa dziwnego zbiegu okoliczności, że pojawiłem się wczoraj w dawnym domu. Zostawiłem ważne dokumenty, wychodząc zauważyłem jak ty, w seksownej sukience udajesz się na spacer. To mnie zaintrygowało, bo nie idzie się na spacer w tak wysokich szpilkach.

– Więc postanowiłeś mnie śledzić?

– Tak. I o mało mnie szlag nie trafił, gdy wskoczyłaś na kolana tego palanta…

– Konrad nie jest palantem. No, może trochę – przyznałam, bo przed oczami stanęła mi scena z brunetką. – Ale na pewno mniejszym niż ty.

– Co nabroił?

– Nie twój zasmarkany interes.

– Mój. Jeśli zdecydujesz się na niego, będzie przybranym ojcem mojego dziecka. Muszę dbać o potomstwo – łobuzersko mrugnął okiem.

– Dbać? Tak, tę twoją troskę dało się odczuć w szpitalu na porodówce – powiedziałam z goryczą w głosie. – Inne przyszłe mamusie miały partnerów, narzeczonych czy mężów, którzy je trzymali za ręce i głupio powtarzali, że będzie dobrze. A ja?

W końcu się zamknął. Po raz pierwszy odkąd go poznałam, zauważyłam w jego wzroku niepewność i coś jakby skruchę. Tylko że czasu nie cofniemy, nie naprawimy pewnych rzeczy.Zapadła cisza. I wtedy właśnie pojawiła się Dorka z Malutką w ramionach. Za nią podążał nieco chmurny Rafał, dzierżąc w ramionach kij bejsbolowy. Karol ruszył w ich kierunku, ale kiedy ujrzał krewniaka, a na dodatek z tak niecodzienną bronią piastowaną w objęciach, przystopowało go po dwóch krokach.

– To ona? – spytał zachłannie, gapiąc się na śpiącą Marysię.

– Nie, zatrudniłam dublerkę. Pewnie że tak.

Przełknął ślinę, a potem posłał mi niepewne spojrzenie.

– Niezbyt podobna do ciebie.

– Owszem. Za to do ojca jak najbardziej.

– Wiem – uśmiechnął się szeroko. – Dlatego jest taka śliczna.

– Oby tylko charakteru nie odziedziczyła po tobie – syknęła Dorka, patrząc na niego potępiająco. – Koniec cyrku, wracamy na górę.

– Nie! – Karol błyskawicznie znalazł się tuż obok niej. – Daj mi ją.

– Nie! – Moja siostra była równie stanowcza. Za to ja wspaniałomyślnie postanowiłam się nie wtrącać. Byłam pewna, że poradzi sobie nawet z tuzinem takich jak on. – Łapy precz!

– Mam prawo ją potrzymać, to moja córka – warknął z pretensją Karol.

– Ja tam nie wiem – odburknęła mu nieuprzejmie Dorka. – W metryce ma ojciec nieznany.

– Jak to?

– A tak to – teraz to ja wtrąciłam się ze złością. – Miałam ochotę dać „wredny bydlak”, ale nie chcieli tego wpisać.

I wtedy Marysia ziewnęła, zamachała rączkami i otworzyła oczy. Wielkie, błękitne, zaspane. Była przy tym tak rozkoszna, że miałam ochotę wziąć ją w ramiona i wycałować za wszystkie czasy. Spojrzałam na Karola. Miał dziwną minę, jakby spotkało go coś, czego jeszcze nie doświadczył. I wyraźnie widać było zachwyt powoli malujący się na jego twarzy.

– Niesamowita – powiedział tylko i tym razem to ja się uśmiechnęłam. Bydlak czy nie, widać było, że wcale nie jest taki obojętny, jak ogłaszał wszem i wobec. Dziecko powinno mieć ojca, zadźwięczały surowe słowa w mojej głowie. Tak, powinno, ale czy koniecznie takiego? Niewyżytego erotomana, po którym nie wiadomo czego się można spodziewać? Wątpliwe, aby zechciał się zmienić z powodu córki. Z mojego w każdym bądź razie nie chciał.