fbpx

Gorący śnieg (IX)

with Brak komentarzy

Jeszcze trzy odcinki "Gorący śnieg przed Wami". Myślę, że jeśli się wahałaś/łeś czy to dla Ciebie, to już wiesz. Jeszcze kawałek tekstu przed Tobą.

Od poniedziałku startujemy z kolejną premierą, a na święta mamy jeszcze jedną 🙂 Nie damy się Wam znudzić 🙂

InPost daje gwarancję, że jeśli paczka znajdzie się w paczkomacie do poniedziałku, to trafi do Ciebie przed świętami. Także do niedzieli można zamawiać, my do poniedziałku umieścimy je w paczkomacie 🙂

"Gorący śnieg"

Zośka to dojrzała, inteligentna kobieta. Od lat kieruje pracą ludzi w hotelach, jest w tym dobra. Od dawna marzy, by objąć stanowisko menadżerki hotelu w Tatrach. Kocha góry i chciałaby móc połączyć miłość do pracy z miłością do gór.

Szczęście jej sprzyja i tuż przed świętami otrzymuje wspaniałą ofertę pracy. Bez wahania przyjmuje ją. Obejmuje nowe stanowisko, w pięknej miejscowości w Tatrach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że jej pracodawca to człowiek, na którego „natknęła” się w pewnych gorących okolicznościach.

Konflikt interesów i namiętność walczą o pierwsze miejsce w sercach i głowach Zośki i Wojtka. Pełna humoru, zabawnych zwrotów akcji i gorących scen, a wszystko w przepięknej górskiej i świątecznej scenerii Tatr.

Jeśli chcesz posłuchać jak czytam Ci tą część...

... to zapraszam do poniższego nagrania. Jeśli wolisz czytać, to zjedź jeszcze niżej.

 

 

 

 

 

 

Oto pierwszy tom z MOKREJ SERII

"Gorący śnieg"

Zośka to dojrzała, inteligentna kobieta. Od lat kieruje pracą ludzi w hotelach, jest w tym dobra. Od dawna marzy, by objąć stanowisko menadżerki hotelu w Tatrach. Kocha góry i chciałaby móc połączyć miłość do pracy z miłością do gór. Szczęście jej sprzyja i tuż przed świętami otrzymuje wspaniałą ofertę pracy. Bez wahania przyjmuje ją. Obejmuje nowe stanowisko, w pięknej miejscowości w Tatrach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że jej pracodawca to człowiek, na którego „natknęła” się w pewnych gorących okolicznościach. Konflikt interesów i namiętność walczą o pierwsze miejsce w sercach i głowach Zośki i Wojtka.

"Zimny ogień"

Jola zamknęła właśnie pewien rozdział w swoim życiu. Rozwód zostawił w jej sercu nie mniejszą ranę, niż porzucenie w dzieciństwie przez ojca. Przenosi się do domku w środku lasu. Liczy na ciszę i spokój. Nie spodziewa się spotkać tam człowieka, który przypomina jej Neandertalczyka. Najbardziej jednak zaskakuje ją fakt, że przy nim znika jej opanowanie. Chłodna i opanowana Jola zmienia się w ogień. Okazuje się też, że zwykły dom, w którym miała mieszkać, ukrywa wiele tajemnic. To nie jedyne, co ją zaskoczy. Dane jej będzie przeżyć przygodę życia i zrozumieć, że miłość potrafi nadejść w najmniej spodziewanym momencie.

"Twardy lód"

Twardy mężczyzna z przeszłością. Uciekł z miasta, odciął się od dawnego życia, porzucił hulaszczego stylu życia. Nigdy nie kochał kobiety. Dla niego związek opierał się jedynie o seks. Nauczyło go tego życie i kochanki, które nie pragnęły go poznać, a jedynie uwić przy nim gniazdko, Życie w leśnej głuszy stało się jego nową rzeczywistością. Pokochał spokój, ciszę i prostottę życia. Pewnego dnia w jego życie wkracza twarda kobieta. Od początku ich znajomość jest pełna wzajemnej niechęciParadoksalnie uczucia, które powinny odpychać od siebie tych dwoje, zmieniają się w gorąc, który roztopiłby nawet najtwardszy lód.

"Gorący śnieg"

autorka: Monika Liga

Rozdział 10

Wojtek

Bóg mi świadkiem, że nie chciałem być zazdrosny. Nie lubiłem tego uczucia, napawało mnie wstrętem do samego siebie. Co z tego, skoro zapałałem chęcią mordu, widząc wzrok tego dryblasa, którym dokładnie obmacał Zosię.

Siedziałem przy jednym ze stolików w barze i udawałem, że pilnuję porządku i jej bezpieczeństwa. Kasia i Robert dopilnowali posprzątania szkód, jakie wyrządził ten palant, ja śledziłem każdy ruch Zosi.

Nie wiem, czy go kokietowała, czy po prostu taka jest jej mowa ciała, ale szlag mnie trafiał za każdym razem, gdy się uśmiechnęła, czy dotknęła jego przedramienia. Jestem pewien, że mnie nie widziała, jak również tego, że działała dla dobra hotelu. Niestety, widok ich razem opuszczających bar, wkurwił mnie niebotycznie.

Pojechałem na górę, wkurzonym krokiem powędrowałem do swojego pokoju. Przed drzwiami zawróciłem, postanawiając złożyć wizytę Zosi. Pogratuluję jej podejścia do klienta i pójdę do siebie. Jeśli poprosi, to zostanę. Nie musi prosić, wystarczy, że spojrzy na mnie w TEN sposób.

Przed jej drzwiami zamarłem z kartą magnetyczną oddaloną o centymetry od czytnika. Cofnąłem dłoń, schowałem klucz do kieszeni. Postanowiłem zapukać, bo przecież nie przychodziłem na seks jak wcześniej. Nie mogłem łamać zasad, naruszać jej prywatności.

I wtedy przyszła myśl, że jeśli jej nie będzie w pokoju, poczuję się jak palant. Co, jeśli zabawia się właśnie z tym dryblasem? Nie znam jej, nie wiem, gdzie włączają jej się hamulce i do czego jest się w stanie posunąć.

Postałem pod drzwiami, nasłuchując jakiegokolwiek dźwięku. Jak jakaś pizda. Frajer ze mnie.

Wbiłem dłonie w kieszenie, zawróciłem na pięcie i umknąłem do siebie.

Miętki się robię. Czas zająć się pracą. Jutro zaczyna się przysłowiowy młyn.

Zośka

Obudziłam się o piątej. Rześka, wyspana, z oczami niczym pięciozłotówki. Na co dzień jestem śpiochem, uwielbiam gnić w pościeli w wolne dni. Teraz było inaczej, a to przez powietrze, którym oddychałam. Miało inną, lepszą jakość. W mieście nie było szans, bym mogła przyswoić taką dawkę tlenu w trakcie snu. Poskutkowało to wyspaniem się w ciągu pięciu godzin, mimo że wieczorem padłam niczym niemowlę. Teraz czułam się pełna sił i nadmiaru energii.

Dziś mieli zacząć zjeżdżać się goście hotelowi. Wiedziałam, że to będzie intensywny dzień. Nie obawiałam się pracy, bardziej własnych reakcji na Wojtka. Ubrałam sportowe ciuchy, umyłam zęby i zjechałam na parter. Przywitałam się z recepcją, poprosiłam o klucz do siłowni. Brew Marka, zastępcy Kasi, uciekła na czoło.

Siłownia jest otwarta – oznajmił, ja nie rozumiałam jego zdziwienia.

Bo niby pani menadżer nie może dbać o formę? Bardzo, kurwa, dziwne.

Siłownia, którą miałam do dyspozycji była jednym z atutów tego miejsca. Niewielki basen plus kilka saun do kompletu, czyniły tę pracę jeszcze bardziej wyjątkową. Solą w oku był Wojtek, bo zwyczajnie nie tolerowałam takiej dawki emocji. Nie byłam na nią gotowa, na szaleństwo tętna i niewydolność serca w pompowaniu krwi.

Pchnęłam przeszklone drzwi, odetchnęłam pachnącym kwiatami powietrzem. Dbałość o szczegóły budziła mój podziw. Widać było, że Wojtek prowadzi to miejsce z zamiłowania i z pasją.

Cześć.

Prawie wyskoczyłam ze skóry, słysząc niespodziewane słowa powitania. Wojtek wisiał na drążku przy suficie, z głową skierowaną dół. Wokół łydek miał zapięte skórzane pasy, swobodny zwis ciała miał pewnie rozluźnić plecy.

Cześć. – Uśmiechnęłam się, przyglądając się temu niecodziennemu widokowi. – Zdradź mi, co robisz.

Brzuszki, ćwiczę też mięśnie poprzeczne i te odpowiadające za zabezpieczenie kręgosłupa.

Dziwnie patrzyło mu się w oczy, gdy zwisał tak do góry nogami. Kurczę, to urządzenie byłoby genialne, gdyby wykorzystać je do zabaw oralnych. Miałam jego twarz na wysokości moich bioder i jego samego, w sam raz do obróbki.

Może kiedyś spróbuję. – Wolałam się odwrócić, bo wyobraźnia ruszyła w niebezpiecznym kierunku. – Ja bardziej tradycyjnie ćwiczę. Pobiegam, porozciągam się i tyle.

Podeszłam do najbardziej oddalonej od niego bieżni, załączyłam wstępną rozgrzewkę.

Świetnie ci poszło z tym kretynem. – Nie wypadało nie odpowiedzieć.

Dziękuję. – Nie odwracałam się, włączyłam bieg, podkręciłam tempo. – Po to mnie zatrudniłeś, prawda?

Nie odpowiedział, milczał. Przegięłam z ostatnim pytaniem? Przecież niczego nie sugerowałam.

Dobra, tchórz ze mnie. Unikam konfrontacji tym bardziej, że jesteśmy sam na sam. Postaram się nie insynuować niczego, pozostając na stopie zawodowej. To on powinien teraz wykonać ruch. Nie mogę się przecież narzucać facetowi!

***

Wojtek

Zaczęło się koło piętnastej. Goście hotelowi docierali parami, chwilami przy ladzie recepcji stało kilka osób. Na szczęście byliśmy dobrze przygotowani i gdy jedni się rejestrowali, drugich consierge informował o atrakcjach dostępnych w okolicy, doradzał najlepsze godziny na odwiedzenie basenów termalnych. Pod wieczór wszyscy zapowiedziani goście dojechali, zameldowali się, zajęli pokoje.

Oczywiście nie obyło się bez reklamacji ze strony młodej kobiety, która zażyczyła sobie pokój w drugim końcu korytarza. Nie przyjmowała do wiadomości informacji, że ktoś już mieszka w tym wybranym przez nią. Ona chciała, my mieliśmy coś wymyślić. Upierała się, że wysyłała maila z dodatkowymi wymogami i choć Kasia zarzekała się, że nic takiego nie miało miejsca, nie mogliśmy tego powiedzieć klientce. Po godzinnych negocjacjach, w czasie których obrażona pinda siedziała w holu dla gości i huśtała nerwowo stopą, udało nam się potwierdzić telefonicznie zgodę na wynajem pokoju na innym piętrze, oczywiście w wyższym standardzie, ale po niższej cenie. Pech chciał, że wypadło na sąsiadujący z moim, ale z ulgą stwierdziłem, że zatrzymają się tylko na trzy dni. Jakoś to przeżyję.

Poznałem takie pizdy, jak ta. Rozpuszczone z urodzenia lub wżenione w bogatego faceta. Braki w samoocenie nadrabiały głośnym jazgotem, a mężowie zazwyczaj świecili oczami, łykając gorycz wstydu. Tutaj było podobnie. Niewielki człowiek, mało atrakcyjny i cichy. Żona wyższa od niego, zadbana i wyszczekana. Dla świętego spokoju spełniliśmy jej życzenie, za co obsługa została przez niewielkiego jegomościa nagrodzona kilkusetzłotowym napiwkiem. Gdy kręcąc chudym tyłkiem zmierzała do windy, człowiek rzucił mi pełne ulgi i wdzięczności spojrzenie. To była kwestia czasu, by doktor (tak oceniłem na oko) kopnął ją w końcu w kościsty tyłek i wybrał samotne życie.

Szefie, proszą pana do kuchni. – To było pierwsze wezwanie tego dnia, więc Zosia widocznie dawała radę i w czymś mnie odciążyła.

Co jest? – Nie przeczuwałem katastrofy. Pewnie kolejna pierdoła z serii tych „do podjęcia decyzji”.

Mamy na sali parę japiszonów. – Głos Antoniego drżał, co mogło znaczyć jedno – był zdenerwowany, ktoś zakwestionował jego talent kulinarny. – Chcą certyfikaty pochodzenia składników, które używamy do przygotowywania potraw.

Nie chcą rozmawiać z nikim poza właścicielem obiektu. – Głos Kasi również drżał. – Ani z menadżerką, ani z szefem kuchni, tym bardziej ze mną. Zofię potraktowali tak, że poszła prosto do swojego apartamentu.

Skąd im to przyszło do głowy? – Ani Antoś, ani tym bardziej Kasia nie potrafili odpowiedzieć na to pytanie. – Pisaliśmy o tym gdziekolwiek? Jakaś informacja w Internecie o miejscu pochodzenia produktów? Przecież to idiotyzm!

Tylko o ziołach, że to z okolicznych stoków sezonowo. – Widziałem, że Antoni czuł się dotknięty dociekliwością gości hotelowych. Bądź co bądź gotował wspaniale i miałem szczęście, że udało mi się go zatrudnić.

Cóż było zrobić. Westchnąłem, zapiąłem marynarkę i wkroczyłem na salę.

Zauważyłem ich od razu. On z długimi włosami, w lnianych luźnych ciuchach. Wyglądał, jakby był naćpany, nienaturalnie rozluźniony. Strój pasował do letniej aury, zimą wyglądał śmiesznie. Kobieta skojarzyła mi się ze szpilką. Dosłownie! Szpiczasty nos na pociągłej twarzy i malutkie oczka, głęboko osadzone w oczodołach. Szare włosy związane gumką, twarz nieskażona makijażem. Ubiór zniekształcał postać, więc trudno było stwierdzić, czy jest zgrabna.

Dzień dobry Państwu. – Włączyłem firmowy uśmiech. – Jestem właścicielem hotelu. Ponoć mają Państwo do mnie pytania.

Tak. – Mężczyzna z wkurwiającą manierą rozciągał głoski. Jakby specjalnie chciał marnotrawić mój czas. – Chcemy wiedzieć, skąd są brane składniki na jedzenie. Jesteśmy weganami i nie życzymy sobie spożywać niczego, co pochodzi od zwierząt.

Rozumiem. – Nie wyglądali na groźnych. Raczej na kolejnych posiadaczy niedopieszczonego ego z fiksacją na punkcie pożywienia. – Szkoda, że nie zgłosili tego państwo przed przyjazdem. Z całą pewnością przygotowalibyśmy szersze menu wegańskie. Ręczę, że nasz szef kuchni poda wiele wegańskich potraw, które zaskoczą państwa podniebienie. Dla przykładu robi sałatkę z chipsami buraczanymi i bezą z mleka kokosowego oraz galaretkę na bazie glonów morskich. On sam może państwa oprowadzić po okolicy i pokaże zioła, których używamy w naszej kuchni. To nasza duma i chluba. Antoni jest mistrzem kuchni molekularnej i tegorocznym zwycięzcą corocznego konkursu szefów kuchni w całej Polsce.

Zakończyłem z satysfakcją, ich moja odpowiedź wyraźnie przygasiła.

To poprosimy. – Kobieta-szpilka ściągnęła usta. – Może być o…

Przed pracą, o piątej rano Antoni znajdzie kwadrans na pokazanie kilku miejsc. – Wszedłem jej w słowo, by nie zaczęła cudować z wymyślaniem terminu. – Później jest zajęty przygotowaniami do Wigilii, ale to pewnie państwo rozumieją.

Ta. – Męska wersja pudla w lnianych spodniach prawie nie miała mimiki. – To my się jeszcze zastanowimy.

Jasna sprawa. – Załatwiłem ich. Ha! – Czy mają państwo do mnie jeszcze jakieś pytania?

***

Zośka

Miałam przerwę i dobrze. Niektórych gości hotelowych ma się ochotę zabić, ja właśnie naraziłam się na kontakt z tego typu kretynami. Wykorzystałam pierwszą nadarzającą się okazję, by umknąć do pokoju i odetchnąć odrobinę, pobyć w ciszy.

Od rana rozwiązywałam banalne sprawy, pomagałam z zatowarowaniem spiżarni, zasługując tym na wdzięczność i przychylność Antosia – szefa kuchni. To miały być jego pierwsze święta w tym hotelu i przyznał, że czuje stres.

Jak pomyślę, że mogą nas obsmarować w opiniach na Facebooku, to aż mi się robi niedobrze – przyznał, chodząc z zeszytem, w którym spisywał stany produktów.

Zależy ci na tym? – Pierwszy raz słyszałam, by któryś z szefów kuchni przejmował się czymś takim.

To przez Wojtka – odpowiedział, przesuwając puszki z przecierami pomidorowymi na półce spiżarni. – Nie jest typowym właścicielem hotelu. To porządny facet i to co robi, robi z zaangażowaniem. Poza tym dużo mu zawdzięczam.

Urwał, ja nie dopytywałam.

Później sprawdziłam stany chemii gospodarczej, bo liczyły się takie szczegóły, jak na przykład papier toaletowy. W jednym z hoteli zaliczyłam podobną wpadkę i nie zamierzałam tego powtórzyć. Wtedy było dosłownie przesrane i przez głupi błąd zdezorganizowała się dniówka jednego z pracowników. Musiał na gwałt kupić papier, a w święta nie jest to łatwe. Nie, gdy potrzeba ci kilkaset rolek. Nie chciałam poczuć tego upokorzenia już nigdy więcej.

Teraz spryskałam twarz mgiełką w spray’u, położyłam się na kanapie, z nogami ułożonymi na podwyższeniu z poduszek. Wcześniej zdjęłam ubrania i rozwiesiłam je na oparciu krzesła, by się nie pogniotły. Chwila odpoczynku i wracam do pracy.

Wczesnym rankiem sprawdziłam każdy z pokoi z osobna, jeszcze przed tym, jak wprowadzili się goście. Teraz pozostało wpadnięcie w wir, który zapanuje i potrwa do drugiego stycznia.

Zaraz wstanę, jeszcze sekundka rozluźnienia.

Nie wiedzieć kiedy, usnęłam.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)