Granica uczuć (XIV)

with Brak komentarzy

Zasada zakupu jest prosta. Zakładacie konto lub nie, jak wolicie. Płacicie przelewem, bo sms jeszcze nie działają. Dostajecie maila, że możecie pobrać plik, przy czym to na razie nie idzie z automatu, muszę robić ręcznie ?

Cieszycie się nowym tekstem :-)))

Zostawiacie komentarz!!!!

 

Jakie było jej wielkie zdziwienie, kiedy dostrzegła opartą o filar kobietę z kruczoczarnymi, długimi włosami, o szczupłej budowie ciała, ubraną w dżinsowe spodenki poszarpane przy końcach i czarnym topie na ramiączkach. Właśnie ona trzymała taką tabliczkę. Na jej lewym ramieniu Joy zauważyła tatuaż, czerwoną różę z kilkoma zielonymi listkami.  Ruszyła do niej wolnym krokiem, a ta jakby wyczuła jej wzrok, bo właśnie spojrzała na nią i uśmiechnęła się szeroko.

Zapewne Joy? – Pierwsza wyciągnęła przed siebie dłoń. Była piękną, kilka centymetrów wyższą od niej kobietą, wyglądała na niewiele starszą. – Dlaczego tak na mnie patrzysz?

Tak, jestem Joy. – Brunetka odwzajemniła uścisk. – Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że wymieniam się mailami z mężczyzną. Twoje imię mnie zmyliło – wyjaśniła pokrótce.

Nie jesteś pierwszą osobą, która dała się na to nabrać. – Zaśmiała się jej towarzyszka i pokierowała do wyjścia z lotniska. Wyszły na zalany słońcem parking i Chip wskazała, gdzie stoi jej samochód. – Jak nazywa się twój hotel?

Wellington Hotel. Jestem ci wdzięczna, że po mnie przyjechałaś. – Joy uśmiechnęła się, zapinając pas.

To żaden wysiłek. Jak już odpoczniesz po locie, umówimy się później w jakiejś kawiarni, czy gdzie tam będziesz chciała i będziemy mogły spokojnie porozmawiać o dalszych planach.

Czy twoi podopieczni wiedzą o możliwości przejścia? – Joy nie mogła sobie darować pytania o to. W mailach Chip pisała jedynie o tym, czego Fallen Angels oczekiwaliby od nowej wytwórni. – Mówili coś?

Oczywiście, że wiedzą. Na razie nie mają wyrobionego zdania. Jeśli przekonasz mnie, przekonasz ich. – Dziewczyna roześmiała się głośno.

Wyglądała i brzmiała jak bardzo pozytywna osoba. Joy od razu poczuła do niej sympatię. Co było rzadko spotykane, bo raczej nie należała do szczególnie ufnych osób. Musiała kogoś dobrze poznać, zanim mogła wydać jakąkolwiek opinię.

Jej hotel znajdował się bardzo blisko lotniska. Chip zaparkowała samochód tuż przed wejściem do środka.

Jak się ogarniesz i odpoczniesz, zadzwoń. Masz mój numer. Spotkamy się tam, gdzie będziesz chciała.

Jeszcze raz dziękuję, że mnie odebrałaś.

Po co miałabyś się tłuc taksówkami? Ja też powinnam zadbać o przyszłego pracodawcę, jeśli wszystko dobrze pójdzie.

Ja tylko reprezentuję tego pracodawcę. Do zobaczenia później! – Joy zabrała z tylnego siedzenia walizkę, pomachała kobiecie i wspięła się po schodach do wejścia.

Odetchnęła z ulgą, kiedy wreszcie znalazła się w swoim pokoju. Marzyła o prysznicu, kawie i dobrym śniadaniu. Po takiej podróży zawsze była głodna. Była wdzięczna Chip, że dała jej czas na regenerację. W końcu odświeżona, najedzona i nieco wypoczęta była gotowa, by przystąpić do działania.

Fallen Angels może i nie byli gwiazdą formatu The Darkest Hour, ale mieli to coś, co dwa lata temu pozwoliło im zaistnieć na rynku muzycznym. Joy wyczytała, że ich dziewicza wytwórnia naruszyła jakieś warunki umowy, dlatego chcieli urwać się z tamtej smyczy jak najszybciej.

Nie można było puścić ich gdzieś indziej, skoro mogli zostać podopiecznymi jej pracodawców. Młode talenty były szczególnie ważne, bowiem to przed nimi była wielka przyszłość, jeśli tylko posiadali odpowiedni potencjał.

A Fallen Angels mieli go z pewnością. W końcu wzięła telefon i wybrała numer Chip. Ta odebrała po drugim sygnale.

Jesteś już gotowa? Gdzie mam przyjechać?

Jeśli to dla ciebie nie problem, to po drugiej stronie hotelu widziałam ustronną kawiarnię.

Dla mnie taki problem to żaden problem. Będę za pół godziny. Gdybym się spóźniła, zamów mi waniliowe latte.

Ok. – Joy rozłączyła się. Miała jeszcze około dwudziestu minut do wyjścia. Wybrała więc numer Sainta. – To ja…

No coś ty? Spodziewałem się prezydenta. Doleciałaś?

Bez problemów. Za chwile idę na spotkanie.

Z Chip? – Słychać było, że jedzie gdzieś samochodem.

Znasz ją? – spytała zdziwiona. – Myślałam, że to facet.

Ja znam dużo ludzi. I też myślałem, że to facet. Wbrew pozorom to dobry manager i twardy zawodnik, więc życzę ci powodzenia. I uważaj tam na siebie. Nowojorczycy to psy na baby! – Zaczął się śmiać, a ona razem z nim.

To już wiem, dlaczego boy hotelowy uśmiechał się tak ładnie do mnie. Ok, zadzwonię wieczorem. Postaram się pamiętać o różnicy w czasie. Pa, Saint!

Pa, Joy! – Przerwany sygnał oznajmił koniec rozmowy.

Zerknęła na zegarek i zgarnęła torebkę. Po kilku minutach siedziała już w kawiarni, oczekując na swoją rozmówczynię. Gdy Chip wkroczyła do środka, Joy zobaczyła, jak dwóch mężczyzn przy innym stoliku obejrzało się za nią. No cóż, była bardzo ładna.

Nie sądziłam, że odezwiesz się tak szybko. – Chip usiadła na wprost niej i położyła obie dłonie na stoliku. Przed nią stała już kawa, jaką brunetka zamówiła chwilę przed jej przyjściem.

Czas to pieniądz, jak mówi mój szef. I jestem tego samego zdania. Poza tym nie mogłabym odpoczywać, myśląc o tym, że czeka mnie tak ważna rozmowa.

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)