Granica uczuć (XXI)

with Brak komentarzy

Powieść erotyczna by Joe Winchester

 

Rozdział 23

Więc mam nadzieję, że ci się spodoba. To naprawdę ekstremalne przeżycie.

Jestem w stanie to sobie wyobrazić. – Otarł usta serwetką i w zasadzie był już gotowy do wyjścia. Ona także.

Szarpnęła za torebkę i stanęła pod drzwiami, czekając. Nie minęła minuta, jak zjawił się ktoś z obsługi, żeby zabrać wózek. Johnny wsunął w dłoń kelnera napiwek i opuścili pokój.

Ten wyjazd układał się wspaniale i miał nadzieję, że tak będzie aż do samego końca. Taksówka czekała już na dole. Gdy wsiedli, Joy oparła się o jego ramię. Nie musieli nic mówić, a cisza między nimi wcale nie była krępująca.

Już dawno nie czuł się tak dobrze przy jakiejkolwiek kobiecie i nie chodziło mu tylko o aspekt fizyczny. Joy miała w sobie jakąś magnetyczną siłę, która przyciągała i nie pozwalała odejść, nawet gdyby tego chciał.

Kiedy spojrzała na niego z niemym pytaniem w oczach, pochylił się i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Odpowiedziała na niego z ochotą i żadne z nich nie zwracało uwagi na kierowcę, który uśmiechał się pod nosem, obserwując w lusterku siedzącą z tyłu parę. Ledwo zauważyli, że taksówka zatrzymała się pod podanym wcześniej adresem.

Ja zapłacę! – Mężczyzna chwycił ją za dłoń, kiedy usiłowała wsunąć starszemu panu pieniądze za kurs. Johnny wyjął portfel z kieszeni, odliczył odpowiednią sumę i kilka sekund później wysiedli. Rozejrzał się, budynek aeroklubu prezentował się dość zwyczajnie.

Spójrz! Ktoś już skacze! – Joy z nieukrywanym entuzjazmem wskazała na niebo nad nimi, na którym było widać opadający spadochron. Przyjemnie się patrzyło na jej twarz i tę radość, którą się na niej malowała. – Chodźmy! – Pociągnęła go za sobą w kierunku wejścia. W recepcji przywitała ich uśmiechnięta blondynka.

Witam państwa. Jesteście umówieni?

Tak, na godzinę dwunastą – odpowiedziała Joy, podchodząc do lady.

Pani Joy Stanford? – Kilka stuknięć w klawiaturę i blondynka ponownie spojrzała na szatynkę.

Tak, to ja.

Będą państwo musieli wypełnić odpowiednie dokumenty. Poproszę o wasze dowody osobiste, muszę uzupełnić bazę danych. – Minęło kilka minut ciszy, podczas których kobieta wprowadzała odpowiednie dane. Gdy skończyła, z profesjonalnym uśmiechem oddała ich dokumenty. – Proszę przejść korytarzem do końca i skręcić w lewo. Dojdziecie tamtędy do magazynu wydającego stroje. Zaraz obok będą szatnie, przebierzcie się tam. Wasi instruktorzy zjawią się lada moment.

Dziękujemy. – Joy skinęła jej głową i udali się we wskazanym kierunku. Kiedy oboje mieli już kombinezony, Johnny spojrzał na nią. – Coś się stało?

Może trzeba ci pomóc się przebrać? – Oparł się ramieniem o ścianę i przyglądał z rozbrajającym uśmiechem.

Jeśli cierpisz na nadmiar czasu, możesz poćwiczyć oddech, przyda ci się tam na górze. – Roześmiana dziewczyna nacisnęła klamkę i zniknęła za drzwiami. Nie pozostało mu nic innego, jak zrobić to samo.

Dość szybko  się ubrał i wyszedł z szatni do pokoju dla oczekujących. Oprócz niego znajdowało się w nim dwóch starszych od niego mężczyzn, którzy poświęcili mu mało znaczące spojrzenie i powrócili do przerwanej rozmowy.

Gdy dwie minuty później Joy dołączyła do niego, uśmiechnął się. Na razie nie czuł nic w związku ze zbliżającym się skokiem, chociaż miał to być jego pierwszy raz.

Joy Stanford, Johnny Cruz? – Innymi drzwiami do pomieszczenia wkroczył na oko czterdziestoletni mężczyzna, wysoki blondyn, o dość muskularnej budowie ciała. Z uśmiechem, jak z reklamy pasty do zębów, stanął przed dziewczyną i spojrzał na nią tak, że Johnny odruchowo objął ją w pasie.

To my! – odpowiedziała.

A gdzie drugi instruktor? – spytał Johnny, starając patrzeć się obojętnie na mężczyznę.

Mój kolega już idzie, nie martw się. – Blondyn ledwo spojrzał na niego i znowu posłał Joy wymowne spojrzenie. Zaczynało go to drażnić, ale nie chciał zachowywać się jak zazdrośnik. – Jestem Trevor. Joy, ty już skakałaś, dobrze przeczytałem w papierach?

Chociaż już dawno tego nie robiłam, a dzisiejszy skok to czysty spontan.

Spontaniczność jest fajna. Cieszę się, że trafiłaś do naszego aeroklubu. Będziesz pod moją opieką.

Cześć, jestem Mark. – Kolejny instruktor podszedł do nich, witając się podaniem dłoni. – Które z was skacze ze mną?

Johnny – odpowiedział Trevor od razu. – Joy, ty już skakałaś, Mark zajmie się twoim kolegą, on ma lepszą rękę do nowicjuszy.

Johnny, a więc to będzie twój pierwszy skok? – Brunet z długimi włosami spojrzał na Cruza i dał znak, by szedł za nim.

Pierwszy instruktor razem z Joy był już daleko z przodu. Nie miał do niej żadnych pretensji, dobrze wiedział, że Joy jest podekscytowana nadchodzącym skokiem. Ale ten dupek wkurzał go od samego początku. Szli teraz w kierunku hangarów, gdzie samoloty czekały na pasażerów.

Tak, nie miałem jeszcze okazji na taką przygodę. A raczej chęci. To Joy mnie namówiła, żeby dzisiaj skoczyć.

Więc masz świetną dziewczynę. Skakanie ze spadochronem to super sprawa. Może też się tym zarazisz.

Jak to się odbywa? – Johnny, bądź co bądź, musiał skupić się na rozmowie, nie chciał, żeby coś poszło nie tak tylko dlatego, że nie dość dostatecznie słuchał poleceń swojego instruktora.

Za chwilę wsiądziemy do samolotu, który zabierze nas na wysokość trzech tysięcy metrów. Najpierw sprawdzamy sprzęt, czy nie ma żadnych nieprawidłowości. Jeśli nie ma przeciwwskazań do lotu i skoku, już w samolocie zakładam spadochron i za pomocą specjalnej uprzęży przypinam cię do siebie.

Na pewno nic się nie odepnie? – Johnny spojrzał niepewnie na swojego towarzysza.

Dlatego właśnie wszystko jest dokładnie sprawdzane jeszcze na ziemi. Jeśli tylko coś zauważymy, nie ma szans, że dostaniemy wadliwy spadochron albo resztę uprzęży. To nie skok z dziesięciu metrów, a z trzech tysięcy, nie ma tu miejsca na choćby minimalny błąd. Co prawda zawsze na dole czeka ambulans i pomoc medyczna, ale w zasadzie na szczęście jeszcze nigdy nikomu nie była potrzebna. Wszystko odbywa się szczęśliwie.

To mnie pocieszyłeś – zaśmiał się lekko. Nie denerwował się na zapas, choć to nie była sytuacja, kiedy czuł się komfortowo. Jeszcze nie miał pojęcia, jakie to uczucie spoglądać z kilku tysięcy metrów w dół na ziemię i mieć świadomość, że będzie zdany na kogoś innego, a nie na siebie.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)