Granica uczuć (XXVI)

with Brak komentarzy

Powieść erotyczna by Joe Winchester

Rozdział 43

Przyjęcie rozkręciło się na dobre. To był pierwszy raz, kiedy zgodził się, aby iść na taki bankiet. Zawsze omijał szerokim łukiem tego typu wydarzenia. Nie kręciły go sztywne spędy, na których ludzie zachowywali się, jakby kij połknęli. Tym razem, ze względu na Joy nie mógł się wykręcić. Wiedział, jakie to było dla niej ważne. Ceniła sobie zdanie swoich współpracowników i chciała umocnić pozycję w firmie. Także nie chciał jej odmówić przyjścia tutaj.

A teraz mógł śmiało przyznać, że wcale nie było tak źle, jak przewidywał, że może być. Niestety większość obecnych naprawdę się zachowywała, jakby mieli kij w dupie. Ale nie Joy. Ona była naturalna i dokładnie tak się sprawowała. A w tej sukni wyglądała po prostu bajecznie.

Był dumny, że ma tak piękną dziewczynę. I cholernie zazdrosny, kiedy Robert uświadomił sobie, że ją zna i poprosił Joy do tańca. Miał wielką ochotę, żeby zabrać ją od niego, ale jakimś cudem się powstrzymał. Przez cały czas ich obserwował, a raczej jego i to, jak poczynał sobie w tańcu.

Niby nie robił nic złego, a jednak był wściekły i czuł przemożną ochotę, żeby wytrzeć nim cały parkiet. Dodatkowo facet drażnił go swoją gadką i tym poczuciem humoru, jakie im serwował. A najbardziej tym, jak spoglądał na Joy, a za chwilę na niego, jakby testował jego wytrzymałość. Która nawiasem mówiąc, miała swoje granice.

Rozumiał, że to nie jest wina Joy. Kiedy wróciła, a Malcolm poszedł tańczyć ze swoją partnerką, wcale nie poczuł się spokojniejszy. Dopiero po chwili mu przeszło. Później poszli zjeść i tym razem to on poprosił ją do tańca.

Poczuł się rozbawiony, gdy zobaczył jej zdumioną minę, świadczącą o tym, jak bardzo jest zaskoczona jego wyczuciem rytmu i sprawnością na parkiecie przy tańcach klasycznych. Owszem, już tańczyli w klubie, a później w mieszkaniu Joy, ale to nie było nic skomplikowanego. Teraz to był inny poziom.

Mało kto wiedział, że kiedyś chodził do szkoły tańca, na którą namówiła go ówczesna dziewczyna. W późniejszym czasie bardzo rzadko to wykorzystywał, bo raczej nie bywał na imprezach, na których musiałby wykazać się talentem tanecznym. Dlatego ludzie byli zaskoczeni widząc, jak potrafił tańczyć. Jednak to nie był najważniejszy powód.

Dla większości osób był po prostu wytatuowanym facetem, który z pewnością nie mógł znać się na czymś takim, jak taniec, a już tym bardziej na tańcu klasycznym. Zignorował to, że został zaszufladkowany, bo kompletnie nie dbał o opinie obcych mu ludzi. Ale dzisiaj chciał, żeby Joy bawiła się doskonale, zasłużyła sobie na udany wieczór.

W trakcie imprezy zdążył zobaczyć w tłumie Josha i jego żonę. Nie był specjalnie zdziwiony jego obecnością, ale i tak nie mu się podobało, że przyszedł. Ich wzrok przez krótką chwilę zetknął się ze sobą, ale Josh nie próbował podchodzić. Widocznie wyciągnął wnioski z kolacji i zrozumiał, że u Joy nie ma już czego szukać, chyba, że chce spotkać się z nim i jego pięściami.

Mimo wszystko takie spotkanie bardzo mu się marzyło. Przez krótki moment po tamtym wieczorze zastanawiał się, w jaki sposób mógłby go sprowokować. Na szczęście zrozumiał, że musiałby zniżyć się do jego poziomu, a nie chciał tego robić, nie był taki jak on. Zdawał sobie sprawę, że jeśli było im przeznaczone się spotkać, to prędzej czy później i tak to nastąpi.

Dobrze się bawisz? – Joy stała oparta o jego ramię, przyglądając się ludziom. Zrobili sobie chwilową przerwę na złapanie oddechu.

Oczywiście. Nie widać? – spytał, śmiejąc się po cichu.

Myślę, że wolałbyś być gdzieś indziej, ale jesteś tutaj, bo wiesz, że mi na tym zależy. Chciałabym, żebyś ty też był usatysfakcjonowany.

Jestem, Joy. Wszędzie, gdzie przebywam z tobą, jest mi dobrze. Ważniejsze jest to, żebyś ty była uszczęśliwiona. To twój wieczór i ty dzisiaj królujesz.

To po prostu ważna impreza dla wytwórni i chciałam się dobrze zaprezentować – odparła.

Wyglądasz cudownie. I jestem przekonany, że inni postrzegają cię tak samo, w tym te wszystkie grube ryby, z którymi pracujesz. Nie są ślepi i wiedzą, że jesteś pracownikiem równie dobrym, co ślicznym.

Słodzisz, ale lubię, jak to robisz. Jestem ciekawa, dlaczego tak uważasz.

Jeszcze się pytasz, dlaczego? Sama powinnaś to wiedzieć. Malcolm jest jedną z najważniejszych figur tutaj, tak? A ty jesteś jego asystentką. Nikt nie jest głupi i każdy rozumie, że skoro Saint ciebie wybrał, to nie z powodu wyglądu. Poza tym jesteście bardzo podobni do siebie.

My? – spytała zdumiona. – Niemożliwe. Mamy zupełnie odmienne charaktery.

Czyżby? Więc nie jesteś uparta, jak on i nie dążysz do celu, który sobie upatrzysz? Nie przesiadywałaś w biurze nad papierami, bo musiałaś dokończyć to, co zaczęłaś? Chcesz, by sprawy szły według tego, co sobie zaplanujesz? Macie więcej cech wspólnych, niż wam obojgu się wydaje i niż jesteście w stanie to przyznać.

Wcale nie jesteśmy… No ok, może troszeczkę. Ale nie aż tak dużo, jak uważasz.

Ty po prostu tego nie dostrzegasz, bo w tym siedzisz. Ja tylko mówię, jak widzę to z boku.

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)