Granica uczuć (III)

with 2 komentarze

Powieść erotyczna by Joe WinchesterPod ostatnią częścią zapomniałam wspomnieć o jednej, ważnej rzeczy. Otóż moja postać, Malcolm Saint został zapożyczony z imienia i nazwiska od bohaterka powieści Katy Evans z serii "Manwhore". Być może ktoś z was to czytał, dlatego wspominam o tym. Mój Malcolm jest zupełnie inny, dlatego proszę nie doszukiwać się podobieństw. A to imię i nazwisko tak mi się wtedy spodobało, że stwierdziłam, że u mnie też tak nazwę jednego z męskich bohaterów 🙂 A teraz zapraszam do lektury.

 

Rozdział 5

Mogłoby się wydawać, że lot trwał z milion godzin. Joy była zmęczona, jednak na szczęście przymierzali się wreszcie do lądowania. W Stanach dopiero rozpoczynał się dzień. Widok z lotu ptaka był niesamowity i normalnie dziewczyna byłaby nim zachwycona. Teraz ledwo zdołała dostrzec urok wschodzącego słońca. Marzyła o gorącym prysznicu i łóżku.

Spojrzała na Malcolma, który odłożył gazetę. On z kolei wyglądał jak nowo narodzony. Żadnego widocznego zmęczenia na twarzy, żadnego marudzenia, że chce wysiąść, że wszystko go boli. Jakby latanie w ogóle go nie męczyło i nie robiło na nim żadnego wrażenia. W końcu pilot poprosił o zapięcie pasów i samolot rozpoczął schodzenie z pułapu wysokości, na którym lecieli.

Pół godziny później opuszczali maszynę i teraz pozostała im tylko odprawa paszportowa oraz czekanie na bagaże. Tak przynajmniej myślała.

A nasze walizki? – spytała, kiedy zobaczyła, że Malcolm po wszystkim kieruje się do wyjścia z lotniska.

Przywiozą nam je do hotelu. Chyba nie chce ci się czekać, aż wyładują je z samolotu i wrzucą je na taśmę? To długo trwa. Wolę ten czas przeznaczyć na odpoczynek. – Nawet nie spojrzał w stronę taśmy.

No dobrze. Masz rację. Jedźmy do hotelu. – W zasadzie to była mu wdzięczna za ten pomysł.

Droga nie zajęła im wiele czasu. Była jeszcze dość wczesna godzina i ruch dopiero się rozpoczynał.  Po zameldowaniu w hotelu, oboje dostali karty magnetyczne do pokoi i gdy Joy znalazła się w swoim, odetchnęła zadowolona. Skończyła się męcząca podróż. Parę chwil później stała w oszklonej kabinie pod strumieniem gorącej wody, która pomagała odprężyć się zmęczonemu ciału. Pół godziny później owinięta w puchaty szlafrok siedziała na wygodnym łóżku i spoglądała przez okno wychodzące na miasto. Nie była głodna, więc nie zamawiała śniadania. Jedyne, o czym teraz marzyła to drzemka. Chociaż dwie godziny. Najchętniej pospałaby do wieczora, ale nie powinna, musiała przyzwyczaić się do tutejszej strefy czasu. W końcu wsunęła się do łóżka i nie minęło pięć minut, jak odpłynęła.

Tydzień później

Po pierwszym tygodniu swojego pobytu w Stanach śmiało mogła powiedzieć, że jest to kraj otwarty na wszystko. Istniała tu tak wszelaka różnorodność kulturowa, że nic jej już nie zaskakiwało. W czwartym dniu zarówno ona, jak i Saint mogli wreszcie opuścić hotel, ich mieszkania były już gotowe na przyjęcie nowych lokatorów.

W początkowej wersji mieli zamieszkać w jednym budynku, jednak Joy poprosiła o inną lokalizację. Chciała czuć się samodzielna. Saint nie miał nic przeciwko temu, rozumiejąc takie motywy.

Jej kawalerka była w pełni umeblowana, posiadała duży salon z widokiem na panoramę miasta, połączoną z nim kuchnię oraz sypialnię z przylegającą do niej łazienką. Było to nowoczesne lokum i chociaż Joy wolała bardziej ciepłe klimaty, to jednak od pierwszego wejrzenia polubiła to miejsce. Kolejne, w którym będzie próbowała stworzyć swoją oazę.

Następnego dnia mieli zacząć pracę, Malcolm nie chciał dłuższej przerwy, co i jej było na rękę. Im szybciej wdrożą się w nowe miejsce, tym lepiej dla niej.

Saint, który dostał służbowe auto, miał po nią przyjechać z samego rana i razem mieli pojechać do wytwórni. Tam już na nich czekali. Zgotowano im ciepłe powitanie, po czym zostali zaprowadzeni do gabinetu, który został oddany do ich użytku.

Kiedy asystentka prezesa przekazała im wszelkie niezbędne informacje, Saint odprawił ją i zagłębił się w papierach. Dla Joy to był wyraźny znak, że najpierw musi popracować solo. Gdy po godzinie spojrzał na nią znad okularów, oparła się wygodnie i czekała na to, co ma do powiedzenia.

Jak ty to widzisz, Joy?

No cóż... Musimy pozyskać jakąś gwiazdę, jeśli chcemy przyciągnąć kolejne liczące się teraz zespoły.

Na przykład kogo? Masz jakieś propozycje?

– Young Wolves. Kończy się im umowa i czytałam ostatnio, że bardzo chcą zmienić wytwórnię. Nie za bardzo są zadowoleni z dotychczasowej.

Nieźle, Joy. – Saint pochwalił ten pomysł uśmiechem. – Jak chcesz to zrobić? Podejrzewam, że propozycji przejścia do konkurencji mają już sporo.

Niemniej musimy spróbować, żeby wiedzieć, czy są w naszym zasięgu. Jeśli okaże się, że tak, za nimi przyjdą inni.

Sprecyzuj warunki umowy dla nich i skontaktuj się z ich managerem. Jak najszybciej ustalcie spotkanie. Musimy wszystkich wyprzedzić.

Chcesz zaznaczyć, że Saint rządzi teraz w San Francisco? – Joy uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Malcolm knuje już plany, które pozwolą mu na ustawienie się na odpowiedniej pozycji w tym mieście.

Oczywiście. Nikt nie będzie w stanie mi się oprzeć. – Z powrotem założył okulary na nos i zagłębił się w kolejnych dokumentach.

 ***

Masz jakieś plany na wieczór? – Była godzina osiemnasta, kiedy skończyli pracę. Saint wyłączył swojego laptopa, Joy zrobiła to samo.

Ja? Dlaczego pytasz? – Dziewczyna wstała i założyła żakiet na ramiona, wzięła torebkę i schowała do niej komórkę. – Po dwóch latach chcesz wreszcie zaprosić mnie na randkę? – Błysnęła zębami, kiedy Malcolm o mały włos nie udławił się własną śliną. Miał wtedy tak przezabawną minę, że nie mogła się powstrzymać przed kolejnymi żartami.

Słodziutka... Nie oparłabyś się mojemu urokowi, gdybym tylko zechciał spróbować. – Aż spojrzała, gdy Saint przeszył ją swoim słynnym "roztapiającym" spojrzeniem.

Ok, mamy remis! – Pokojowo uniosła obie ręce do góry i ruszyła przodem do wyjścia.

Słodko się rumienisz. – Roześmiany głos zabrzmiał tuż za nią. – Ruszyło cię to, prawda? – Teraz to on szczerzył się do niej, najwyraźniej zadowolony z zabawy, którą sama rozpoczęła.

Och, przejrzałeś mnie. Może zamiast na miasto, pojedziemy prosto do mnie? – mówiąc to, przysunęła się lekko w jego stronę.

Wygrałaś! Jeszcze kiedyś cię załatwię! – Zarówno Saint, jak i ona wybuchli śmiechem. – Zdążysz przygotować się na dwudziestą pierwszą?

To raczej ja powinnam o to spytać. Czasami mam wrażenie, że masz w sobie wewnętrzną kobietę.

Takie ciało wymaga odpowiednich zabiegów.

Tak, tatusiu. Musisz olśnić swoją zajebistością. Będziesz dzisiaj podrywał emerytki?

Nie, bo musiałbym zacząć od przedstawicielek twojej płci w twoim wieku.

Nie poderwiesz żadnej laski w okolicy dwudziestego piątego roku życia, czy niżej. – Joy droczyła się z nim.

To wyzwanie?

Może – odpowiedziała, kiedy zatrzymał auto pod jej apartamentowcem. – Do zobaczenia o dwudziestej pierwszej.

 

 

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

 

 

 

 

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Karola
    | Odpowiedz

    Wiedział że skądś znam to nazwisko 😀
    Ps. mam mały problem po wyslawys smsa dostałam taką odpowiedź:
    Informujemy, ze od 1 listopada 2018 DotPay zaprzestal swiadczenia uslug SMS Premium
    Czy w takim razie można kupować tylko z konta?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziewczyny będą otwierały własny sklep, więc dopiero wtedy płatność przez sms powróci 🙂

Napisz nam też coś :-)