fbpx

Grom (I)

with 6 komentarzy
wakacyjna lektura

 

Musi być wakacyjnie :-))) nie mogłam się oprzeć pokusie. Prosto, schematycznie, lekko, babeczkowo. Rozrywkowo!

 

Sarbinowo. Z roku na rok coraz więcej ludzi, domków i coraz bardziej zatłoczona plaża. Jakby nie było już innych miejsc na tej planecie, pomyślała z wisielczym humorem przyglądając się parze z dwójką pociech, które twardo negocjowały lody. Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła ich wygraną.

– Lenka!

Odwróciła głowę w kierunku dwóch roześmianych dziewczyn, które właśnie pojawiły się za jej plecami.

– Ależ się schowałaś!

– Nie schowałam się. Miałam ochotę na dobrą kawę, a tylko tutaj taką serwują – wskazała na szyld restauracji. Zaraz później i ona szeroko się uśmiechnęła, bo za plecami koleżanek pojawiła się reszta towarzystwa.

Nad morze wybrali się jako trzy pary, trzy szczęśliwe, zakochane w sobie pary. Marcin i Wioletta, Klaudia i Tomek oraz Kacper i ona sama. Kacper, miłość jej życia, świeżo upieczony radca prawny, syn znanego w kraju adwokata. Seksowny, inteligentny mężczyzna, z którym za dwa tygodnie miała stanąć na ślubnym kobiercu. Na samą myśl o tym jej serce przyspieszało, a w gardle dławiło wzruszenie. Nie potrafiła wyrazić słowami, jak bardzo była szczęśliwa i jak bardzo go kochała.

Na razie wybrali się na krótkie wakacje. Przyjechali na kilka dni do luksusowej posiadłości należącej do rodziców Kacpra, umiejscowionej nad samym morzem w pobliżu Sarbinowa. Z zejściem na plażę, dużym ogrodem, kilkoma sypialniami i wszelkimi luksusami. Miejsce idealne, również ze względu na oddalenie od zaludnionego centrum pobliskich miejscowości.

– Gdzie Kacper? – spytała pozostałych mężczyzn.

– Został w pokoju, twierdził, że boli go głowa – wyjaśnił Marcin, jego młodszy brat. – Lenka, chodź z nami, jemu nic nie będzie. Dostał tabletkę, prześpi się i wieczorem będzie jak nowo narodzony.

– Dobrze – westchnęła, chociaż najchętniej wsiadłaby w samochód i wróciła, aby pocieszyć ukochanego. – Ale nie za długo, zgoda?

Przysiedli się do stolika, który zajmowała. Gawędzili na błahe tematy, wybuchając śmiechem. Lecz po niecałej godzinie sytuacja uległa zmianie. Marcin i Wiola udali się na spacer promenadą. Klaudia i Tomek postanowili skorzystać z nieco wątpliwych uroków wesołego miasteczka, a Lena znów została sama. Z westchnieniem wstała, uregulowała rachunek, po czym zdecydowała się na spacer główną ulicą Sarbinowa. Tłok panowała nieziemski, bo większość zeszła już z plaży, żądna rozrywki oraz budkowych specjałów, lecz Lenie to nie przeszkadzało. Szła, rozglądając się na boki, bo niezbyt często miała okazję znaleźć się w takim miejscu. Na ogół wakacje spędzała w luksusowych hotelach, wznoszących się przy tropikalnych plażach. Tutaj trafiła trochę przez przypadek i od razu postanowiła to wykorzystać, robiąc to, co uwielbiała. Czyli obserwować ludzi. Najbardziej wdzięczny temat do rozmyślań.

Od kiedy pamiętała, mówiono o niej „dziwna”. Nad imprezy przekładała wieczór w towarzystwie książki, nie paliła, nie upijała się i nie ćpała. Chociaż jej ojciec należał do najzamożniejszej warstwy społecznej, nigdy nie epatowała bogactwem. I mimo swej urody, wcale nie przyciągała tłumów wielbicieli.

Kacper był pierwszym mężczyzną w jej życiu, a na dodatek zdobywał ją długo i wytrwale. Początkowo nieufna Lena, w końcu odważyła się zakochać. Chociaż długo nie dowierzała swemu szczęściu, bowiem wybranek był tak zwaną „duszą towarzystwa”, adorowaną przez kobiety, podziwianą przez mężczyzn. Na pierwszy rzut oka totalnie do siebie nie pasowali. Ale Kacper od samego początku był pewien swej miłości.

– Marlenko, takich kobiet jak ty, nie ma zbyt wielu. Jesteś cudowna! Cudownie kobieca, podniecająco niewinna. Dla mnie idealna!

A ona z czasem uwierzyła w jego słowa, w spojrzenie pełne z trudem tłumionego żaru i podziwu.

Po drodze zaszalała, kupując watę cukrową. Miała jeszcze ochotę na pstrokaty latawiec, lecz ze względu na jego rozmiar, umieszczenie go w torebce nie wchodziło w rachubę. Postanowiła, że zrobi to w drodze powrotnej i ruszyła przed siebie. Dotarła aż na sam koniec, gdzie nie było już ani tłumów, ani dużej ilości straganów czy budek z jedzeniem. Był za to ogromny namiot z automatami i innymi maszynami służącymi rozrywce. Zaciekawiona zajrzała do środka, dostrzegając dwóch chłopców, którzy z dzikimi okrzykami urządzali właśnie wirtualne polowanie na dinozaury. Oblizała klejące się od waty palce, po czym sama postanowiła spróbować szczęścia. Wygrzebała z torebki dwie monety dwuzłotowe, podeszła do jednej z maszyn i wrzuciła dwójkę.

Nic się nie wydarzyło. Lena zniecierpliwionym ruchem puknęła maszynę, ale ta nadal migała jedynie światełkami.

– Niech będzie – mruknęła, poświęcając drugą z dwójek. Niestety, to nie pomogło. Zirytowana dziewczyna, rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu obsługi. Nie chodziło jej o samą kwotę, lecz raczej o brak kolejnych monet, które mogłaby wykorzystać chociażby na innej maszynie. Pod namiotem było dziwnie pusto, tylko ona i jakiś ojciec z synem. Na samym końcu dostrzegła stanowisko obsługi, obskurną przyczepę z krzywo zawieszoną tabliczką, a na niej napis „dziupla”. Chyba nora, pomyślała z niesmakiem Lena, podchodząc bliżej.

– Halo! Jest tu kto…

– Czego chcesz? – rozległ się głos za jej plecami. Obróciła się rozzłoszczona i zamarła w bezruchu, z pierwszym słowem na ustach, którego nie zdążyła już wypowiedzieć.

Chłopak, nie, w zasadzie to był dojrzały mężczyzna, wysoki, ciemnowłosy i muskularny. Włosy związane z tyłu głowy w kucyk. Twarz miał surową, spojrzenie zielonych oczu ponure, nos zakrzywiony i ciemny ślad zarostu. Ale było w tej twarzy coś takiego, co nie pozwoliło Lenie oderwać od niej wzroku. Ubrany był niechlujnie, w białą, poplamioną koszulkę, ze śladami potu na przodzie oraz workowate spodnie moro. Do tego ciężkie buty, okulary na czubku głowy i potężny siniak pod prawym okiem, chociaż nie wyglądał na kogoś, kto dałby się pobić.

– Pytałem czego chcesz? – warknął, mierząc ją wyjątkowo odpychającym spojrzeniem. Dopiero wtedy dostrzegła jak intensywna jest zieleń jego oczu, jak ciemne i długie rzęsy.

– Połknął mi dwójkę, – wskazała winowajcę, odzyskując głos. Chociaż i tak brzmiał nieco piskliwie, nieswojo.

– Ten? Dobra – mruknął, po czym wymierzył mocnego kopniaka w biedną maszynę. Ta zabuczała i uruchomiła się. – Korzystaj.

Potem odwrócił się na piecie i zniknął w „dziupli”. Ale Marlena nie ruszyła się, nawet nie drgnęła. Patrzyła przed siebie, usiłując uspokoić rozszalałe serce, pozbyć się suchości w ustach i opanować drżące, miękkie kolana.

To było jak grom z błękitnego nieba. I to jaki grom! Nigdy wcześniej tak się nie czuła, nigdy nie zareagowała w ten sposób na żadnego mężczyznę. Dlaczego akurat widok tego doprowadził ją do takiego stanu?

Powinna była sobie odpuścić i ruszyć w drogę powrotną, a ona tylko stała niczym słup soli, wpatrując się w miejsce, w którym zniknął. Myśli, splątane, chaotyczne, zalewały jej umysł, ale sprawcą największego zamętu było serce.

Nie mogła tak po prostu sobie pójść.

Zamknęła oczy i odetchnęła, biorąc się w garść. Po czym pokonała bezwład własnego ciała i podeszła do przyczepy.

– Przepraszam – odezwała się nieśmiało. Mężczyzna wyszedł ze środka, po czym oparł się ramieniem o futrynę i patrzył na nią z niechęcią.

– O co chodzi?

– Ja… – przełknęła ślinę. Niby proste pytanie, a nie umiała na nie odpowiedzieć. Oczywiście mogła skłamać, ale Lena nie lubiła kłamstw. Uważała, że nie tylko komplikują życie, ale są czymś niegodnym. Tak więc historyjka o skręconej nóżce odpadała.

– No dalej, mam robotę – zniecierpliwił się.

– Nie wiem, jak się na tym gra. – Wymyśliła coś, co jednocześnie było kłamstwem i prawdą.

– Ja pierdolę! – sapnął. – Dobra, chodź laska, pokażę ci. Monetę już wrzuciłaś, prawda? Tu się naciska, tutaj też, a jak złapiesz cel, to strzelasz. Dotarło?

– Tak – odparła prawie że szeptem, czując jak się rumieni.

– No, to dobrze. – I znów sobie poszedł, nie zaszczyciwszy jej ani jednym spojrzeniem. A przecież należała do kobiet, które nie muszą zabiegać o męską uwagę. Tymczasem ten tutaj traktował ją jak powietrze. Albo inaczej – jak intruza.

Trudno, westchnęła. Zagrała, chociaż tak naprawdę straciła zapał. Ciemnowłosy przystojniak nie chciał zniknąć z jej myśli. Wciąż widziała jego twarz, oczy, szerokie ramiona, w których miałaby ochotę się schronić…

– Odbiło mi! – jęknęła Marlena. Jakie schronić? Przecież czekał na nią ukochany mężczyzna, narzeczony, przyszły mąż. Połączyły ich nie tylko interesy ich ojców, ale i prawdziwe uczucie, prawdziwa miłość i pożądanie. Czego więc chciała od tego nieznajomego?

Seksu, szepnął złośliwy chochlik w jej głowie, a dziewczyna poczuła, jak na policzki wypełza zdradliwy rumieniec. Może dlatego, że upiorna wyobraźnia znów ruszyła galopem, ukazując gorące, pełne namiętności obrazy. Ona na łóżku, on na niej, męskie plecy prężące się w rytm każdego ruchu wąskich bioder. Muskularne ciało, doskonałe w każdym calu, jej nogi oplatające to ciało, przymknięte powieki i rozchylone usta.

Konwulsyjnie zacisnęła uda. Coś takiego przytrafiło jej się pierwszy raz w życiu. Żeby tak na jawie fantazjować o całkiem obcym człowieku. Nawet o przyszłym mężu nie miewała takich myśli.

– Stanowczo, odbiło mi – powiedziała ze zgrozą, aby zaraz później wybiec z namiotu. Nie chciała zostawać tutaj dłużej, nie chciała go więcej spotkać. Bez zastanowienia podążyła w kierunku auta, postanawiając wrócić do Kacpra. Pozostali sobie poradzą, mając w końcu do dyspozycji samochód Marcina.

Nie miała daleko, ale kiedy była niecałe pół kilometra od domu, silnik nagle zakrztusił się i zgasł. Auto potoczyło się jeszcze siłą rozpędu, a potem stanęło na środku drogi.

– Co się stało? – zaniepokojona Lena spojrzała na poziom paliwa, ale to nie było to. Pogapiła się jeszcze w deską rozdzielczą, a w końcu postanowiła, że ten kawałek bez problemu pokona na własnych nogach. Potem pomyślała, że do domu wejdzie nie czyniąc hałasu, uda się do sypialni i wtuli w ramiona ukochanego. Z pewnością nie spodziewał się jej tak wcześnie, bo całą grupą mieli wrócić dopiero w porze kolacji.

Drzwi nie były zamknięte. Ostrożnie zsunęła buty, odłożyła torebkę i powstrzymując śmiech, zakradła się na piętro. Stanęła przed sypialnią, po czym delikatnie nacisnęła klamkę.

Nie! Nie zastanie go z kochanką :-))) to byłoby zbyt oczywiste!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Cała Babeczka😂😂😂
    … to byłoby zbyt oczywiste😄😄😄
    Zapowiada się ciekawie😉

  2. D
    Dominika
    | Odpowiedz

    Hmm jak nie z kochanka, to moze… Kochankiem? 🤣🤣Nie, nie… Ja tak tylko sobie zartuje 😜(nie moje klimaty)

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Tak z innym facetem… 😁

  4. D
    Domi
    | Odpowiedz

    To może z dwoma facetami 😄😂

  5. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Uwielbiam takie babeczkowe opowiadania❤ idealne na zakończenie wakacji🔥 oby więcej takich niespodzianek😚 a ta okładka, ach…😍

  6. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Aaa już myślałam! 😂😂 No fajnie się zapowiada 💕

Napisz nam też coś :-)