fbpx

Grom (XI)

with 29 komentarzy

Ta fotka, to z okazji moich urodzin 🙂 Pozwolicie, że zachowam w tajemnicy których, chociaż tak naprawdę ani trochę się tego nie wstydzę 😉 Startujemy powoli z Gromem, bo wiem, że czekacie i to pewnie z utęsknieniem ;-)))
Ponieważ na kawkę Was nie zaproszę, to chciałabym dać coś innego. W roli pierwszej niespodzianki wystąpi kupon do motylowego sklepu, kupon dzięki któremu będzie można skorzystać z rabatu i kupić moje ebooki z 30% zniżką. Pamiętajcie, że tylko moje i tylko ebooki 😉
Kod kuponu brzmi: babeczkaurodziny i wpisujecie go oczywiście przed dokonaniem płatności.
A co do reszty niespodzianek, to proszę zerknijcie niżej 😀
ozdobnik
zapowiedź


Początek końca...
Dla Nikolaja zemsta nie okazała się drogą do wybawienia. Przeciwnie, zaprowadziła go prosto do piekła. A skoro już tam się znalazł, wstąpił na służbę mocy piekielnych. Doskonale wyszkolony, bezlitosny, okrutny. W świecie pełnym przemocy, w świecie, w którym nie ma miejsca na miłość, a jedynie na seks. W świecie, w którym króluje wyłącznie zło, bo dobro jest zaledwie głupstwem.

I właśnie w ten świat wkracza Kamila, aby odkryć kto jest odpowiedzialny za śmierć jej siostry. Nie do końca świadoma tego, co ją może spotkać, z jakimi ludźmi będzie miała do czynienia, podejmuje się zadania, które tak naprawdę przerasta jej siły. A kiedy spotyka Nikolaja, wszystko staje się jeszcze trudniejsze.

Bo kim on tak naprawdę jest?

Diabłem w ludzkiej skórze czy poharatanym psychicznie mężczyzną? Namiętnym kochankiem czy brutalnym wariatem? Zabójcą na usługach najgroźniejszej mafii świata czy zagubionym człowiekiem?

Niełatwo będzie odpowiedzieć na to pytanie. Niełatwo oprzeć się fascynacji. A najtrudniej oprzeć pożądaniu.

ozdobnik

Motyle w wersji papierowej!

ozdobnik

A na koniec Bartuś i Lenka 🙂

wakacyjna lektura

 

– Chyba nie do końca – mruknęła, a ponieważ właśnie zamierzał ją pocałować, poczuła jak się uśmiecha. – Sama już nie wiem, co powinnam zrobić. Ojciec chciał, abym jeszcze dziś wróciła do domu, ale przekonałam go, że idę spać. Nawet telefon zostawiłam w pokoju.

Nie jesteś trochę za duża, aby tłumaczyć się przed rodzicami?

Ech – westchnęła, podczas gdy gorące męskie wargi z czułością pieściły jej policzek. – Jak wrócę to czeka mnie nie bitwa, ale prawdziwa wojna. Będą umizgi, prześladowania, groźby, branie na litość. Mój ojciec jest prawnikiem i to wcale kryształowo czystym. Wie, jak podejść przeciwnika.

Jesteś jego córką, a nie wrogiem.

Miał marzenie. Ukochana kancelaria w rękach zięcia, ja jako dodatek i trójka wnucząt. A on na emeryturze. Wierz mi, wcale nie zrezygnował ze swoich planów. Ojciec Kacperka też miał marzenie. Cała kancelaria pod władzą jego synka, ja jako dodatek i trójka wnucząt. To dwa szczwane lisy. Nie odpuszczą. Kacper już pewnie przeszedł pranie mózgu, ja zostanę poddana lobotomii, jak tylko wrócę.

Boisz się, że ulegniesz?

Tak – potwierdziła z żalem. – Boję się, że ulegnę, chociaż wiem, że Kacper mnie nie kocha i mną pogardza. Do wyznaczonej daty ślubu zostało mniej niż dziesięć dni. Dam głowę, że niczego nie odwołali.

Bartek się zamyślił. Leżał, patrząc w gwiazdy, otulając ramionami milczącą już teraz Marlenę i zastanawiał się nad tym, co powiedziała. Nie była słaba, ale chyba zaczynał rozumieć, dlaczego tak bardzo obawiała się powrotu do domu.

Miałbym rozwiązanie – powiedział powoli, gładząc palcami szczupłe plecy dziewczyny.

Mimo wszystko wolę widzieć swojego ojca wśród żywych, a ciebie na wolności.

E tam, ty zaraz o jednym.

Nie ucieknę w świat jak siostra. Kocham rodziców, a oni mnie, więc nie mogłabym im tego zrobić. Zostaliby całkiem sami.

Nie Lenka, nie o ucieczkę mi chodzi. – Słyszała w jego głosie odrobinę powagi i całkiem sporo rozbawienia. – Jest jeszcze inne wyjście.

Jakie? Zostanę tutaj, to sami przyjadą.

W sumie mój pomysł jest taki kompaktowy, dwa w jednym. Wyjdź za mnie – rzucił w końcu.

Zapadła cisza, chociaż poczuł, jak dziewczyna zdrętwiała. Potem sprawnie wyplatała się z jego ramion i usiadła. Zrobił to samo, przytulając się do jej pleców.

No co? Zły pomysł? Kacperka byś miała z głowy i trochę czasu, aby wszystko sobie poukładać.

Jak możesz tak po prostu zaproponować mi małżeństwo? – wykrztusiła, próbując się odsunąć.

Na samym początku zaproponowałem seks. Małżeństwo to przy tym pikuś – roześmiał się. – Ty dostałabyś papierek, ja noc poślubną. Wyszkoliłbym cię tak, że nigdy więcej, żaden facet, nie powiedziałby o tobie „kiepska”.

Tak, pewnie tak – odparła, ale dziwnie smutnym głosem. W panujących ciemnościach wyostrzyły się inne zmysły, więc bez problemu to dosłyszał. – To takie proste, prawda? I takie zabawne.

Już raz hajtnąłem się dla jaj.

Że co? – Lenę zatkało. – Byłeś żonaty?!

Tak. Miesiąc parodii, potem burzliwe rozstanie i krótka odsiadka, bo połamałem nogi jej kochankowi.

W ciszy przetrawiała właśnie usłyszane informacje.

Odwieziesz mnie? – spytała w końcu szeptem.

Odwiozę, chociaż liczyłem, że będziemy się kochać na plaży.

Chcę wrócić. Jestem tym wszystkim zmęczona. Nie fizycznie, ale psychicznie.

Oj Lenka, naprawdę wolisz iść spać? – pytał, delikatnie i subtelnie przesuwając niecierpliwymi palcami po zgrabnym kobiecym ciele. – Jak chcesz możemy też poudawać, że wzięliśmy ślub. Chociaż pewnie twój ojciec szybko wywącha kłamstwo.

Proszę!

Jak chcesz – westchnął z rezygnacją. Wstał, ona również.

Ależ ciemności. Znajdziesz drogę?

Tak.

To wszystko ma zostać?

Wrócę i posprzątam.

Bezbłędnie prowadził ją wąską dróżką, aż do samego auta. Szczerze mówiąc, to była pełna podziwu dla jego umiejętności. Żeby tak jak po sznurku!

Twarz Bartka dojrzała dopiero w świetle małej lampki, której nikły blask rozproszył ciemności. Był poważny, nieco ponury, najwyraźniej niezadowolony, bo liczył na coś więcej niż kolacja i rozmowa na plaży. Ale ona nie chciała mu tego dać, chociaż on podarował jej krótki pobyt w raju. Żadnego zbliżenia z Kacprem nie przeżywała tak intensywnie. Żadne nie dostarczyło, aż takiej rozkoszy. A Bartek… Dlaczego tak bardzo upierał się przy swoim? Dlaczego nie chciał nawet spróbować?

Na pewno wracamy? – spytał, zanim odpalił.

Prześpię się i pojadę do domu.

Poddajesz się Marlenko?

Nie wiem – tak bezradnie wzruszyła ramionami, że poczuł nagłą chęć aby ją przytulić. Dlatego odsunął siedzenie do tyłu, a potem chwycił szczupły nadgarstek, przyciągając dziewczynę ku sobie.

Siadaj – powiedział, a ona zaskoczona nie zaprotestowała. Lecz kiedy usiadła okrakiem na męskich kolanach, od razu wiedziała, że źle zrobiła. Nie mogła się wycofać, bo jedną ręką objął ją w pasie, a drugą zacisnął na smukłym karku. Zapomniała też, że potrafił być tak silny i nieustępliwy. Tak samo jak jego usta. Pocałował ją, z pasją wgryzając się w drżące wargi. Wtargnął do środka językiem, a jedną z rąk pod materiał sukienki. Miał dosyć jej niezdecydowania, nieśmiałości i własnych wyrzutów sumienia. Pragnął jej i wiedział, że Lena jego także.

Zapomnieliśmy o deserze – wychrypiał. I nagle kompletnie oszalał. Bo skoro ona i tak chciała wrócić do domu, do tego bubka, to niby co miał do stracenia?

Nie! – Odepchnęła dłonią jego twarz. – Puść mnie!

Nie! – syknął. – Koniec zabawy w kotka i myszkę!

Bartek! – Ścisnął palcami jej podbródek, nie pozwalając się odsunąć. I znów pocałował. Kompletnie nie zważał na to, że rani delikatne wargi, że jego dłonie zostawią ślady na gładkiej skórze. Po prostu trzymał ją tak blisko siebie, jak tylko mógł. A mimo to wiła się w tym uścisku, wyginała, usiłując wyswobodzić. Dłonie zacisnęła w pięści i uderzała nimi na oślep, w desperacji. W końcu uwolnił jej usta, ale wtedy poczuła silne szarpnięcie i gorący oddech owiewający nagie piersi.

Bartek! Co cię opętało?!

Nie odpowiedział. Staniczek był zrobiony z miękkiej koronki, więc bez problemu chwycił zębami sterczący sutek i przygryzł go, wyrywając z ust Leny skowyt bólu.

Przestań! – rozpłakała się. – Krzywdzisz mnie!

Jeszcze nawet nie zacząłem – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Zresztą co mi szkodzi? To nasze ostatnie spotkanie, więc wykorzystam okazję.

I nagle dotarło do niej to, co już dawno powinna zrozumieć. To nie był mężczyzna, któremu wystarczyło pokiwać przed nosem palcem, mówiąc „a fe, nieładnie”. Bartek nie był milusim facetem, chociaż na takiego pozował. Jego mroczne oblicze mogła poznać już tej nocy, gdy zjawiła się z zaproszeniem na kolację. Ale zlekceważyła tamte wydarzenia, bo wydawało jej się, że działał pod wpływem środków odurzających. Uśpił jej czujność gładkimi słówkami i poczuciem humoru, chociaż cały czas ostrzegał, że nie powinna wiązać z nim żadnych nadziei. A kiedy do głosu doszły pierwotne instynkty… Musiała się bronić! Czuła jego podniecenie. Twardy, nabrzmiały penis, na razie uwięziony pod materiałem dżinsów.

Półprzytomna ze strachu, rozgoryczona, oszołomiona, na oślep szukała dłonią czegokolwiek, czego mogłaby użyć do obrony. I znalazła, bo we wnęce drzwi tkwiła pozostawiona tam szklana butelka. Zacisnęła palce na zimnym szkle, po czym wyciągnęła ją i z furią uderzyła. Nie chciała mu zrobić krzywdy, a jedynie ogłuszyć, lecz Bartek okazał się szybszy, więżąc w uścisku nadgarstek jej dłoni.

Nie radzę – oświadczył złowróżbnym tonem. Lecz paradoksalnie, to pozwoliło mu się opanować. Zepchnął Lenę na siedzenie, po czym odpalił i ruszył na pełnym gazie. W popłochu zapięła pas, a potem już tylko zamykała oczy, bo wyładowywał swą wściekłość na pedale.

Tym razem droga powrotna zajęła o wiele mniej czasu. Z piskiem zahamował przed hotelem, gdzie mieszkała.

Wypierdalaj! – warknął. – I żebym cię więcej nie widział, bo ostrzegam! Zwiążę i tak przerżnę ci dupę, że zapamiętasz to do końca życia. Bardziej niż wybryk twojego frajerowatego narzeczonego. Nawet tatuś, adwokat przez duże a, nie pomoże.

Ale ona siedziała nieruchomo, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Te słowa zraniły ją o wiele mocniej niż niespodziewany atak.

Bartek…

Nie wyraziłem się jasno? – Tym razem na nią spojrzał. Oczy mu pociemniały, nozdrza drgały jak pod wpływem wielkiego wzburzenia, a wargi zacisnął z taką siłą, że było widać pulsująca na skroni żyłkę. – Wypierdalaj świętoszko!

Sprowadziła mnie na manowce własna wyobraźnia. W niej byłeś… – uśmiechnęła się przez łzy – idealny.

Teraz wiesz, że nie jestem. Dalej, bo jadę na dziwki.

Tak, wiem. Nie stać cię na wiele – dodała cicho, odpinając pas i otwierając drzwi. – Żegnaj Bartku. I mimo wszystko dziękuję za pomoc.

Odwróciła się, lecz nie odeszła daleko, gdy męska dłoń chwyciła ją brutalnie za ramię, przyciągając ku sobie. Zaryła nosem w szorstkim materiale koszulki i już chciała się wyrwać, kiedy usłyszała:

Dlatego Lenko, właśnie dlatego niczego od ciebie nie chciałem. To ty jesteś idealna. – Uniosła głowę i napotkała nieodgadnione spojrzenie zielonych oczu. – Żegnaj.

Tym razem to było zaledwie muśnięcie warg. Potem została sama, przed dyskretnie oświetlonym budynkiem, w rozdartej sukience i z oczyma pełnymi łez.

Nie spodziewała się, że właśnie tak może zakończyć się ten wieczór, ta znajomość.

Nie chciała, aby tak to się skończyło.

Patrzyła w punkt, w którym zniknął jego samochód, patrzyła i tysiące myśli wirowało w jej głowie. Jeszcze kilka dni temu, gdyby jakikolwiek mężczyzna potraktował ją w ten sposób, od razu wykreśliłaby go ze swego życia.

Ale to nie był jakikolwiek mężczyzna.

Ten był wyjątkowy. Wyjątkowy drań, wyjątkowo samolubny, wyjątkowo podły i wyjątkowo cudowny. Dlatego teraz zamiast wrócić do swojego pokoju, ruszyła przed siebie. Nie musiała zastanawiać się, gdzie zaniosą ją nogi, bo od razu to wiedziała. Aby było szybciej, zdjęła buty, porzucając je na chodniku i ruszyła przed siebie biegiem, ściskając rozdarty dekolt.

Kwadrans później znalazła się przed namiotem z automatami. Samochód stał na miejscu, a małe okienko rozświetlała nikła łuna.

Nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Jeśli zapuka i zastanie go w towarzystwie innej kobiety, to być może okaże się to ostatecznym ciosem. Lecz jeśli miała się uwolnić, to musiała to zrobić teraz. Nie zapukała, tylko wspięła się na palce i zajrzała przez okno. Niestety, z powodu ograniczonego pola widzenia, niczego nie dostrzegła. A pozostałe były zasłonięte.

Podeszła do drzwi. Odetchnęła i uderzyła pięścią. Trzy razy, potem jeszcze dwa. I czekała na reakcję. A kiedy się otworzyły, zręcznie wślizgnęła się do środka.

Czy nie wyraziłem się jasno? – spytał głosem zimnym jak lód. – Czego do kurwy nędzy nie zrozumiałaś?

Zdążył zdjąć koszulkę i spodnie. Na stole stała otwarta butelka wódki, leżała też kreska białego proszku i popielniczka z tlącym się papierosem. Lecz niezaprzeczalnie był sam.

Dlatego odwróciła się i bez namysłu zarzuciła mu ramiona na szyję. A potem pocałowała. I nie musiała długo czekać na reakcję. Nagle poczuła go całym ciałem. To ją oszołomiło nie mniej niż pełen pożądania pocałunek. Bartek nie marudził, nie zadawał pytań. Uniósł ją w górę, aby chwilę później rzucić na łóżko w maleńkiej sypialni, którą rozświetlał jedynie złocisty blask lampki. Bez zastanowienia zasunął bokserki, po czym opadł w dół, aby znów wpić się w jej wargi, utonąć w objęciach kobiecych ramion. I też przepadł, bo nie było teraz takiej siły, która zdołałby nawrócić z raz obranej drogi. Z niecierpliwością pomógł zdjąć majtki, wysupłać ze staniczka obie piersi.

Powoli! – roześmiała się cicho, prężąc się jak kotka. – Nie zamierzam więcej uciekać.

Zamarł, pochylony nad nią i oparty na wyprostowanych ramionach. Patrzył z góry na twarz pokrytą rumieńcem podniecenia, na nabrzmiałe wargi i na błyszczące oczy. Ostrożnie poruszył biodrami, a jego twardy penis otarł się wnętrze kobiecych ud, ślizgając się w rozkosznej wilgoci.

Marlenka… – wyszeptał, pochylając się tak bardzo, że ich wargi dzieliło zaledwie słabe tchnienie oddechu. – Przepraszam, zachowałem się jak debil. Ale przy tobie coraz trudniej mi zapanować nad własnym pożądaniem.

To przestań nad nim panować.

Jesteś tego pewna?

Drobne dłonie spoczęły na jego ramionach, powędrowały w górę, przeczesały włosy.

Tak.

Wbił się w nią z całym impetem, na jaki było go stać. Nie wiadomo, czy była na to gotowa, ale krzyknęła przejmująco, wbijając paznokcie w skórę jego barków i wyginając ciało w łuk. Oczy miała ogromne, pełne zaskoczenia. Oddech urywany, świszczący. A kiedy zaczął się w niej poruszać, wydała z siebie przejmujący jęk.

Tak, tak, tak! – powtarzała niczym mantrę. Uniosła nogi, kładąc je na rytmicznie unoszących się i opadających plecach. Potem zsunęły się niżej, na biodra, zacisnęły, zakleszczyły.

Bartek! – wykrzyczała jego imię, a wtedy on opadł w dół i zamknął jej usta pocałunkiem. Jedną rękę zacisnął na kształtnym udzie, drugą na krągłej piersi i znów się uniósł. Czuł drobne dłonie pieszczące dotykiem spoconą skórę, czuł jak bardzo była ciasna i mokra, jak dziko podniecona. Chyba równie mocno, co on. Zacisnął zęby i w amoku pracował biodrami z taką siłą, że bardzo szybko zaczęła krzyczeć z rozkoszy. Ale wtedy Bartek zmienił pozycję. Wyszedł z niej, wyrywając z ust Leny jęk protestu, po czym obrócił ją na plecy, silnym, energicznym ruchem uniósł pupę w górę i…

Ochhh! – Tym razem kobiecym ciałem wstrząsnął dreszcz. Ta pozycja nie była dla niej nowością, ale nigdy wcześniej nie czuła nabrzmiałej męskości tak silnie, tak intensywnie. A kiedy jeszcze dłonią zebrał rozpuszczone włosy, kiedy szarpnął, brutalnie wyginając jej ciało w łuk, kiedy palce zacisnął na smukłej szyi, uderzając w szaleńczym rytmie biodrami, odpłynęła.

Właśnie tak – wydyszał do purpurowego uszka. – Właśnie tak Marlenko! I nie myśl, że szybko skończę! Będę cię brał przez całą noc, szybko, bezlitośnie, albo tak powoli, iż sama będziesz błagała o litość. Będę… – zajęczał, bo nagle poczuł coś niezwykłego.

Jej orgazm.

Czuł, silne drżenie kobiecego ciała, wnętrze zaciskające się na jego członku, słyszał przeciągły jęk ekstazy i nie wytrzymał. Też eksplodował z głuchym okrzykiem. Nie raz, ale trzy razy, spinając pośladki i starając się znaleźć jak najgłębiej, aby doświadczyć jak największej rozkoszy.

A potem opadł w dół, przeturlał się na bok i leżał, głośno dysząc.

Nie spodziewał się, że to potrwa tak krótko.

Spojrzał na Lenkę. Skuliła się na boku, z ramieniem pod głową. Intensywna czerwień pokrywała jej policzki, szyję i dekolt. Oczy miała błyszczące, wargi rozchylone, nabrzmiałe. Oddech głośny, urywany. Na gładkiej skórze perlił się pot, a włosy rozsypały się szerokim wachlarzem na jej ramionach.

Dlaczego wróciłaś? – zapytał, obrysowując palcem kontur kobiecej twarzy. Roześmiała się cicho i przysunęła bliżej, wtulając w jego ciało.

Zapomniałam zabrać Berta.

Pytałem poważnie – zmarszczył brwi, obejmując ją ramieniem.

Chcesz wiedzieć dlaczego? – Tym razem i ona przestała się uśmiechać. Spojrzała prosto w jego oczy, dłoń przytuliła do szorstkiego policzka. – Dla ciebie.

Lena! Mówiłem że… – pocałunkiem stłumiła resztę słów.

Mówiłeś dużo rzeczy, ale coś kiepsko z ich realizacją. Ledwo zacząłeś i już koniec. Kacperek przy tobie to był prawdziwy długodystansowiec – zakpiła. – Zaczynam się zastanawiać czy nie zamieniłam siekierki na kijek.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Judka
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego Babeczko 😘
    Ale prezent nam zrobiłaś niesamowity 🤣
    Kocham Twoje opowiadania.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję z całego serca! Kiedyś bałam się, że zabraknie mi pomysłów, że się wypaliłam, ale po Nie ten dzień wiem, iż czasami wystarczy impuls, aby powstało coś dobrego 😉

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    😂 Podoba mi się ta ich ostatnia rozmowa 🤣👌

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Biedny Bartuś! Taki macho porównany z Kacperkiem 😉

  3. M
    Magda M. - strona autorska
    | Odpowiedz

    Oj Lenka Lenka. Grabisz sobie kochaniutka takimi tekstami 😂😂😂😂😂

    • A
      Asiq
      | Odpowiedz

      Babeczko życzę Ci wszystkiego najlepszego, żeby wena nigdy Cię nie opuszczała, a doba stała się dłuższa 😉
      Opowiadanie widzę się rozkręca. Coś czuję, że Bartek już jest stracony, Lenka powoli bierze go w obroty. Tylko coś czuję, że to jeszcze nie koniec i zanim nastąpi happy end to jeszcze parę przeszkód przed nimi. Szanowny tatuś też tak szybko nie odpuści

      • Babeczka
        |

        Asiq – tak, stanowczo dłuższa 😉 Dziękuję pięknie!
        Jedna przeszkoda, chociaż wcale nie mała. Psyt! Nic nie zdradzę ;-D No i oczywiście tatuś nie odpuści, chociaż to nie on stanie na ich drodze.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Magda M – Lenka się w końcu odważyła żyć po swojemu. Przy Bartku ma szansę rozkwitnąć, chociaż biedak jeszcze nie wiem, że właśnie został wyłowiony z głębokich, szerokich, pełnych wolności wód :-)))

  4. A
    Aśka
    | Odpowiedz

    Szczęścia, spełnienia marzeń, weny bez końca i rzeszy oddanych czytelników. Żyj nam Babeczko sto lat! 😘😘

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Szczęścia i marzeń, oddanych czytelników już mam, może nie liczonych w tysiącach, ale liczy się jakość, nie ilość! Dziękuję ślicznie za życzenia!

  5. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Wszystkie najlepszego Babeczko 🥂a tekst super i czekam na wiecej

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję pięknie! Będzie, może nie jutro, bo zaraz idę spać, ale na pewno pojutrze 🙂

  6. J
    Julcia552
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego Babeczko 💋 Dużo weny i radości z pisania. Rób to, co kochasz z tymi których kochasz.

    Bardzo tęskniłam za nowymi częściami Twoich opowiadań ❤️ Potrafisz poprawić mi nastrój 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję za życzenia! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz go poprawię 🙂 A radość z pisania jest wtedy, gdy daję wam emocje, a wy odbijacie je niczym lustro. Wtedy wiem, ze dobrze piszę i to jest cudowne!

  7. B
    Basia Kraj
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego z okazji Twego święta. Spełnienia wszystkich marzeń zwianych pisaniem oraz weny do tworzenia kolejnych opowiadań.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję pięknie! Tak, to było jedno z trzech największych, skrytych marzeń. Nie zliczę ile razy zastanawiałam się, czy to ma sens, czy dam radę przekazać to, co siedzi w mojej głowie, poruszyć wasze serca. Okazuje się, ze to wcale nie takie trudne. Nie przy tak cudownych czytelniczkach 🙂 a może i czytelnikach?

  8. M
    Magda
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najpiękniejszego i spełnienia marzeń. Dziękujemy że jesteś i dodajesz kolorów naszemu życiu ❤️

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję ślicznie! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się je pokolorować wszystkimi kolorami tęczy!!!

  9. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Kochana Babeczko niech się spełnia Twoje najskrytsze marzenia, radości i siły na każdy dzień🌞pomysłów bez końca na opowiadania dla nas😘🎂🍹🥂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję pięknie za życzenia! Pomysłów nie zabraknie, a to głównie dzięki komentarzom czy cudownym wiadomościom, obie wiemy, o co chodzi! Do dziś pamiętam twoje słowa 😉

  10. O
    Ola
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ☺️ Spełnienia marzeń i dużo wydanych książek ☺️☺️

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję serdecznie! Książek trochę się uzbiera, nawet jeszcze w tym roku!!!

  11. P
    P.
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego Babeczko 🙂 i dużo zdrówka. 100 lat… 🥰🎁🎁🥂👏

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję ślicznie! 🙂

  12. K
    Kacha
    | Odpowiedz

    Sto lat Babeczko!!! 🥂🎂🎉😘

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 Tort był, winko też, buziaczki także, tylko tym razem bez kwiatków, bo prezenty praktyczniejsze 😀

  13. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy można się spodziewać kolejnej części?😜

  14. Anonim
    | Odpowiedz

    No kiedy ten Grom!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Za chwilę wraca, daję słowo, za dużo pracy, także tej związanej z książkami 🙂

Napisz nam też coś :-)