Grom (III)

with 3 komentarze
wakacyjna lektura

 

Dziś bez słowa wstępu :-)))

 

Zatkało ją. Była tak zaskoczona, że nawet przestała płakać.

– Słucham?!

– Pytałem czy masz ochotę na seks? Upieklibyśmy dwie pieczenie przy jednym ogniu. Ja, bo nie będę musiał szukać chętnej do bzykania. Ty, bo odpłaciłabyś narzeczonemu pięknym za nadobne.

– Kiepska forma zemsty – uśmiechnęła się zdawkowo.

– Całkiem przyjemna.

– Wiem, ale nie dla mnie – pokręciła głową. – Jestem… powiedzmy, że w tych sprawach jestem dość konserwatywna.

– Czyli jaka? Co sobotę, przy zgaszonym świetle, cały kwadrans i na misjonarza? – zakpił.

– Nie – zaprzeczyła, ale jakoś tak markotnie. – Chociaż właśnie godzinę temu usłyszałam, że i seks ze mną jest do bani.

– Niestety – wyszczerzył zęby. – Nic nie powiem na twoją obronę, zanim sam się nie przekonam.

Odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem. Nie rozgniewała się, nie rozpłakała. Wyglądała raczej na zamyśloną. Oparła głowę o jego ramię, a dłonią bezwiednie muskała twardy tors. Nie dostrzegła grymasu na twarzy mężczyzny, a już na pewno nie spodziewała się myśli, które właśnie pojawiły się w jego głowie.

Czy to przypadkiem nie była jakaś gra? Dziewczyna wyglądała na dzianą. Może to zwykły kaprys, odrobina gry aktorskiej, a sam siniak dzieło zręcznej makijażystki? Nie zwrócił na nią uwagi, więc postanowiła zastosować fortel. Zresztą, nie ona pierwsza i pewnie nie ostatnia.

– Dobrze, posłuchaj mnie. Możesz tu zostać powiedzmy do północy. Później wrócę z podrywką i wolałbym cię tu nie zastać.

– Rozumiem. – Tym razem kobieca ręka zjechała w dół i znieruchomiała. Czego się niby spodziewała? Nachodzi całkiem obcego faceta, pakuje mu się w ramiona i co? Dobrze że od razu jej nie wywalił. – Przepraszam, nie chciałam się narzucać.

Wstała. Drżała pomimo panującego ciepła i lekkiego zaduchu. Bez słowa sięgnęła po mokrą sukienkę, potem się zawahała.

– Mogę pożyczyć bluzę? Oddam jutro, przyrzekam.

– Możesz. – Obserwował ją, mrużąc oczy. – Nie masz butów.

– Nie mam – potaknęła. Odgarnęła mokre włosy do tyłu i lekko się uśmiechnęła, chociaż na długich rzęsach zawisły kolejne łzy. – Przepraszam, naprawdę nie chciałam się narzucać.

On również się podniósł, górując nad nią wzrostem.

– Jak przyniesiesz, przewieś przez obojętnie który automat.

Pokiwała głową, konwulsyjnie zaciskając usta. Musiała to zrobić, inaczej znów by się rozpłakała. A tego nie chciała. Nie chciała jego pełnego politowania spojrzenia, pełnych zniecierpliwienia słów. Miał prawo być zły, bo ona nie miała prawa tu przychodzić.

– Przepraszam – powiedziała jeszcze, odwracając się i kładąc dłoń na klamce.

– Cholera! – warknął, po czym stanowczym ruchem chwycił ją w pasie, przyciągając ku sobie. – Okay panienko, niech będzie. Możesz zostać.

– Mogę? – Nic nie mógł poradzić, ale poczuł radość, gdy nagle się rozpromieniła.

– Tak. Spisz na łóżku, ja biorę fotel.

– Dziękuję. A co z twoimi planami? – spytała.

– Nic. Zapoluję jutro.

– Zapolujesz?

– Tak, dokładnie tak to nazywam. No już cicho, bo wyraźnie widzę, że chcesz coś powiedzieć i jestem pewien, iż mi się to nie spodoba. Tam jest łazienka, o ile tę klitkę można tak nazwać. Powinno zostać trochę ciepłej wody na szybką kąpiel. Chcesz coś do jedzenia? Zdążę zamówić jeszcze pizzę.

Uniosła głowę i spojrzała w chmurne oczy. Nie wyglądał na zadowolonego, ale nie był też rozgniewany. Raczej poirytowany.

– Poproszę.

– Ja pierdolę! – zaklął, wygrzebując z tylnej kieszeni spodni telefon. – Umiesz brać człowieka na litość.

– Ja?

– A niby kto? Tylko jedno musimy sobie wyjaśnić, zgoda? Jeśli to podstęp, gra…

– Gra?

– Nie wkurwiaj mnie powtarzaniem moich własnych słów. Przypadkiem nie założyłaś się z koleżankami, innymi znudzonymi dziuniami, że poderwiesz troglodytę z przyczepy?

– Ja?! – Tym razem wyglądała jak żywy znak zapytania. – Co to za głupi pomysł? – dodała z niesmakiem.

– Wcale nie taki głupi.

– Owszem, głupi. Po pierwsze, ja takich nie miewam. Po drugie, nie jesteś troglodytą. Po trzecie nie jestem znudzoną dziunią. W ogóle nie jestem dziunią, co to za dziwne słowo?

– Waćpanna raczy wybaczyć – zadrwił, zastanawiając się, czy powinien zmienić pościel. No bez przesady, wprosiła się, więc niech nie marudzi. Przedwczoraj przebierał, musi wystarczyć.

– Masz! – rzucił w nią koszulką, która z pewnością na początku swej koszulkowej kariery była śnieżnobiała, a teraz przybrała barwy lekkiej szarości. Po szybkim namyśle dołączył też świeże bokserki. – Nie wiem, czy będzie pasować, ale nic innego nie mam.

– Dziękuję.

Zniknęła za drzwiami z harmonijki, a on szybko zamówił pizzę. Sprzątnął na niskim stoliku, po namyśle wyjął z lodówki piwo, po czym ubrał nieprzemakalny kapok i wyszedł z przyczepy, klnąc na czym świat stoi.

Kiedy wrócił z pizzą, dziewczyna siedziała w fotelu, podkulając pod siebie nogi. Ubrała to, co jej dał, wilgotne włosy związała w kulkę i patrzyła zamyślona w malutkie okienko, w które uderzało tysiące kropli deszczu.

– Nie wiem jaką lubisz, więc wziąłem dwa rodzaje, pół na pół – powiedział, kładąc karton na stole. – Do picia mam wodę i piwo, ostatnią herbatę wypiłaś. No, jeszcze wódkę.

– Dziękuję. Poproszę wodę.

– Lepsze będzie piwo. Pewnie nie lubisz?

– Nie, nawet lubię, zwłaszcza latem, ale dziś wolę wodę.

– Uparciuch – mruknął. – Częstuj się.

Zjadła zaledwie dwa kawałki i to raczej z grzeczności, bo w ogóle nie czuła głodu. Bartek pochłonął resztę, popił piwem, po czym otworzył niewielką szufladę i wyjął z niej dziwnego papierosa.

– Pora na coś przyjemnego. – Zapalił i zaciągnął się z błogą miną. – Masz!

– Nie umiem palić.

– To nie papieros, tylko skręt. Poprawi ci się humor.

– Nar… narkotyki? – wyjąkała.

– Jakie tam narkotyki – roześmiał się. – No dalej, bierz! Towar pierwsza klasa.

– Nie. – Tym razem w jej głosie zadźwięczała stal. Zaciągają się, pomyślał, że wydawała się taka delikatna, nieśmiała, lecz kiedy zachodziła potrzeba, potrafiła być stanowcza.

– Tchórz – rzucił prowokująco, mrużąc oczy.

– Może, ale ćpać nie będę.

– Czyli ja ćpam?

– Tego nie powiedziałam – zakłopotała się. – Jestem ci naprawdę wdzięczna za pomoc, ale to nie powód, aby zmieniała swoje poglądy na pewne sprawy.

– Jakaś dziwna jesteś.

– Tak, dziwna – odparła z goryczą. – Dziwna cnotka niewydymka, beznadziejna w łóżku, o mentalności ameby.

– A! Tak powiedział?

Skinęła głową. Była zmęczona i szczerze mówiąc, oczy same jej się kleiły. Nawet obecność Bartka, która dotychczas działała na nią tak elektryzująco, przestała mieć znaczenie. Chyba to zauważył, bo ruchem głowy wskazał uchylone drzwi.

– Tam jest sypialnia. Zmykaj. Twoja jest prawa połowa łóżka, moja lewa.

– Może fotel…

– Żartowałem z tym metrem szerokości. No dalej, idź.

– Ale tak razem? Nie znam cię i…

– Cholera! – warknął. – Do łóżka, ale już! Nie jestem kurwa pieprzonym gwałcicielem. Nie chcesz, to nie. Wolę znaleźć sobie inną, niż trafić za coś takiego do paki. Aż takiego ryzyka nie jesteś warta.

– Dobrze. – Powoli wstała, chociaż dostrzegł na jej policzkach rumieniec gniewu. – Dobranoc.

– Zjeżdżaj spać, bo mam coś ciekawszego w planach – burknął, dopalając skręta. Po czym wstał, sięgając po kurtkę. – Wrócę za godzinę. Zamknij się od środka, chociaż nie musisz się bać. Nikt tu nie przyjdzie.

Kiedy wyszedł, położyła się w łóżku, wśród niedbale rozrzuconej pościeli. Co dziwne, pachniała wiatrem i słońcem oraz czymś jeszcze, czymś nieuchwytnym. Dopiero po chwili Lenka zorientowała się, czym może być to nieuchwytne. Zarumieniła się, mając wrażenie niezwykłej intymności. Intymności, której on nie chciał, a na którą ona nie była gotowa.

Ciekawe jak Kacper wytłumaczył jej obecność? Pewnie umierają z niepokoju… Zmartwiała. Nie chciała sprawiać kłopotu, ale chyba właśnie udało jej się koncertowo upozorować własne zniknięcie. Buty, torebka, telefon – wszystko zostało w przedpokoju. Nawet samochód tkwił nieopodal domu.

Trudno, postanowiła nagle. Potrzyma ich wszystkich w niepewności te kilka godzin, a potem wróci, chociaż na samą myśl o powrocie zaczynało ją mdlić. Może poprosi Bartka, żeby jej towarzyszył? Nie, to bardzo zły pomysł. Z ledwością ją tolerował. Wymusiła na nim tę pomoc i nie powinna przeciągać struny. Poza tym było widać, że nie spodobała mu się. Sama propozycja seksu o niczym nie świadczyła, wręcz przeciwnie. Teraz pewnie zabawia się w jakimś klubie…

Marlena nie mogła wiedzieć, że Bartek stał właśnie na promenadzie, paląc papierosa za papierosem, patrząc na wzburzone morze. Deszcz spływał po materiale nieprzemakalnej kurtki, a on zastanawiał się, co powinien zrobić.

To nie była kobieta dla niego. Nawet jeśli miałoby chodzić tylko o seks. Za delikatna, zbyt dobrze ułożona i zupełnie inna od tych, które zazwyczaj lądowały w jego łóżku. Owszem, była też niezwykle piękna, a duże, niebieskie oczy i wyraziste usta, dawały mentalnego kopa jego rozsądkowi, będąc powodem bardzo niegrzecznych myśli. Zgasił ostatniego papierosa i postanowił wrócić do przyczepy. Lepiej żeby spała, bo bał się własnych pragnień. Najchętniej zdarłby z niej ubranie, a potem zbadał dłońmi każdą wypukłość zgrabnego ciała, każdy jego zakamarek. Sztywniał mu na samą myśl o tym.

Kiedy wszedł, dziewczyna leżała już na swojej połowie łóżka. Oddychała miarowo, z policzkiem wtulonym w pstrokatą poduszkę. Twarz miała lekko zaczerwienioną, usta rozchylone. Nawet wiedział dlaczego. Było zbyt gorąco, a ona wręcz owinęła się kołdrą. Oparłszy się ramieniem o futrynę, popijał piwo, patrząc na śpiącego gościa. W końcu poruszyła się niespokojnie, odrzucając przykrycie. Leżała teraz na wznak, z jedną ręką pod głową, drugą na podbrzuszu. I to ta druga przykuła jego spojrzenie. Czyżby jakieś niegrzeczne sny? Uśmiechnął się z przekąsem, potem odstawił pustą butelkę i zgasił główne światło, pozostawiając blask maleńkiej lampki. Szybko zdjął z siebie spodnie oraz koszulkę, po czym położył się na boku, wciąż ją obserwując.

A może jednak zaszaleje? Nie miałaby z nim szans, zresztą nie wierzył w prawdziwy sprzeciw. Jednak nie przywykł do zdobywania takich rzeczy siłą, to byłoby niehonorowe.

Jakby na próbę położył rękę obok jej dłoni. Potem zjechał niżej, pomiędzy zgrabne uda. Poruszyła się niespokojnie, lecz nadal spała.

Dziwne, że nagle odezwało się jego mocno zakurzone i pokryte pajęczynami sumienie. Nigdy wcześniej nie miewał takich problemów. Może dlatego, że to, co się wydarzyło, było takie nietypowe? Ona też była nietypowa. Oszałamiającej urodzie towarzyszyła nietypowa nieśmiałość i powściągliwość. Dawno nie miał takiej kobiety. Chyba nawet nigdy? Niewinnej, seksownej, pewnie z nadzianym tatusiem. A może to ten narzeczony był kasiasty?

Bartek pogardliwie wykrzywił wargi. Powróciło pytanie czy to przypadkiem nie podstęp, gra, bo znudzona panienka zapragnęła rozrywki z nieokrzesanym, umięśnionym prostakiem. Nie raz tego doświadczył, a niektóre wcale nie kryły się ze swoją opinią na jego temat.

I to wkurwiało go najbardziej, bo nienawidził stereotypów. Owszem, zbłądził, ale na własne życzenie i dobrze mu było z tym. Latem namiot z automatami. Zimą obstawianie bramek w klubach. Dla kogoś o jego umiejętnościach zawsze znalazło się zajęcie.

Ostrożnie wycofał rękę, po czym sięgnął w górę i wyłączył lampkę. Otuliły go ciemności, szum deszczu na zewnątrz. Słyszał też, jak oddycha; pewnie od płaczu miała zapchany nos. I w towarzystwie jej oddechu, również zasnął.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Już czekam na kojena część😍😍😍

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Ja też czekam. Niecierpliwie 😄❤️

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Jak zwykle opowiadanie wciąga od pierwszych części. Nie mogę się doczekać następnych.

Napisz nam też coś :-)