fbpx

Grom (VI)

with 8 komentarzy
wakacyjna lektura

 

Dziś nie piszę, bo mam takiego doła, że wszystkich bohaterów uśmiercę, a nawet wcześniej skarzę na tortury ;))))

 

– Nigdzie z tobą nie pójdę. – Pochyliła głowę, próbując go ugryźć. Ale właśnie wtedy poczuła zwinne palce, które zaczęły dotarły do jej wnętrza. Naprężyła ciało, przeciągle jęcząc. Nie tego się po sobie spodziewała. On chyba również, bo błyskawicznie wgryzł się w wygiętą szyję, a jego pieszczoty były coraz ostrzejsze, coraz brutalniejsze.

I nagle do Marleny dotarło, w jak kiepskiej sytuacji się znalazła. Bartek nie żartował, nie droczył się, bo to nie było w jego stylu. Był podniecony, podjarany na maksa, nastawiony na realizację własnych celów i zaspokojenia pragnień. Był też przekonany, że ona również chce tego samego, czyli seksu. A może w ogóle nie obchodziło go jej zdanie?

Dudniąca muzyka nagle umilkła i teraz dało się tylko słyszeć dwa ciała uderzające o siebie, sapanie i dyszenie.

– Bartek! – wyjęczała, podczas gdy on usiłował sforsować przeszkodę w postaci dżinsowych szortów.

– Uparta kocica z ciebie. – Czubek języka przesunął się po linii żuchwy, dotarł do wnętrza ucha i bezczelnie się tam wślizgnął, zostawiając mokry ślad na skórze. – Musisz się rozluźnić – postanowił, odrywając od niej wargi.

– Kamil! Coś specjalnego dla pani!

– Nie chcę!

– Chcesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. No czego ryczysz głupia? – syknął z wściekłością, widząc łzy spływające po policzkach. – Ten twój fagas miał rację. Sztywna jesteś, jakby ci kołek w dupę wsadzili. Trzeba go wyjąć i zastąpić czymś innym – roześmiał się jakby opowiedział właśnie znakomity dowcip.

– Podrasowany. – Kolega podał mu świeżego skręta. – Nie dawaj jej za dużo, bo jeszcze nam odjedzie.

Lena stanowczo zacisnęła usta. Nie, nigdy w życiu! Zresztą, od przedwczoraj czuła się jak bohaterka złego koszmaru. Najpierw Kacper, teraz Bartek. Po pierwszym nie spodziewała się oszustwa, po drugim takiego wulgarnego, obleśnego zachowania. Została, bo marzyła aby poznać go bliżej, a trafiła prosto do piekła. Był zbyt silny, aby mogła mu się wyrwać, musiała więc użyć fortelu. Tylko jakiego u licha?

Bartek zapalił, zaciągnął się i już sądziła, że odpuści, gdy nagle pochylił się i przylgnął wargami do jej ust. Nie była przygotowana na taki atak, więc bez problemu wtłoczył do jej płuc cały haust, który przed chwilą zaczerpnął. A potem ją puścił.

Rozkaszlała się gwałtownie, próbując wyrzucić z siebie to świństwo, lecz on powtórzył całą operację.

– Zwar...io...wa...łeś? – wyjąkała, gdy w końcu udało jej się zaczerpnąć świeży oddech. O ile w panującym zaduchu można było o czymś takim mówić.

Nie odpowiedział, ale ona nie dała się zaskoczyć po raz trzeci. Wtedy wrednie ścisnął jej nos i czekał. Niezbyt długo, a Lena znów się rozkaszlała.

– Masz! – kumpel trącił go szklanką. – Lemoniada do picia, bo ci się suka zadusi.

– Żadna suka! – warknął Bartek. – Jeszcze jedno takie słowo, a cię wypierdolę, zrozumiałeś?

– Dobra, dobra, bez nerwa.

Z ulgą przyjęła napój, a z jeszcze większą ulgą stwierdziła fakt, że nie był to alkohol. Wypiła wszystko duszkiem, odetchnęła i odłożyła szklankę.

– Bartek…

– Co? – burknął, przyglądając się jej z namysłem.

– Puścisz mnie? Proszę!

– Chciałaś się odwdzięczyć, masz okazję.

– Ale nie tak!

– Dobra, to chociaż mi obciągniesz.

– Nie! – Tym razem reakcja była natychmiastowa i mężczyzna obserwował ją z jeszcze większym zastanowieniem.

– Nie? Robiłaś to kiedyś? Czy tylko trzymaliście się z narzeczonym za rączki, słuchając śpiewu ptaszków? Nic dziwnego, że biedak znalazł sobie zastępstwo.

– Świnia! – Chciała go uderzyć, ale sprawnie zablokował cios.

– Nie radzę – oświadczył chłodno. – Nie puszczam takich rzeczy płazem, chociaż jak wiesz, bardzo nie lubię bić kobiet.

Nie odpowiedziała. Patrzyła na niego z dziwnym smutkiem, tak bardzo rozczarowana i zawiedziona. Nieśmiała nadzieja rozwiała się w zaledwie kilka minut, a mężczyzna, o którym marzyła przez cały dzień, okazał się nic nie wartym gnojkiem. Może nie takim jak Kacper, ale niewiele mu brakowało.

Starała się nie zwracać uwagi na szczytującą obok kobietę, chociaż jej przeciągły krzyk wywołał na policzkach Leny silny rumieniec. Do ust napłynęła żółć, a w gardle dławiła gorycz.

– Zabierz mnie stąd – poprosiła cicho.

Wykrzywił pogardliwie usta lecz o dziwo, posłuchał. Wstał, unosząc ją w górę, ale nie wyszli z przyczepy. Skierował się do sypialni, po czym zamknął drzwi i rzucił ją na łóżko. A kiedy chciała się z niego zerwać, nie pozwolił na to. Przycisnął ją do miękkiego materaca własnym ciałem, unieruchomił nad głową ręce i patrzył z góry, lekko pogardliwie, z uśmiechem błąkającym się po kształtnych wargach. Lecz ona nie wyrywała się, nie rzucała. Wpatrywała się w jego oczy ze smutkiem, dziwnie przygaszonym spojrzeniem.

Stanowczo nie spodobało mu się to. Chociaż wyglądała tak ślicznie, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Kobieco, kusząco, podniecająco. W końcu westchnął i puścił jej nadgarstki, chociaż nie zmienił pozycji. Pochylił się jeszcze bardziej, zaciągając cudownym zapachem jej skóry.

– Lenuś – wymruczał do jej ucha, przesuwając dłońmi po smukłym ciele. – Nawet nie wiesz, jaką mam na ciebie ochotę.

– Ale ja tak nie chcę.

– Nie mogłabyś chociaż raz się wyluzować i pójść na żywioł?

– Nie, bo… – zagryzła usta. Patrzyła teraz prosto w jego oczy, czuła ciepły, przesycony zapachem alkoholu oddech. – Chciałabym czegoś więcej.

– Ode mnie? – zdziwił się.

– Od ciebie – odparła odważnie. – Nie chcę być jak ona – wskazała na zamknięte drzwi, podczas gdy Bartek przyglądał jej się z coraz większym żarem w zielonych oczach. Leżała na łóżku, on pochylał się nad nią i do zamroczonego koką oraz wódką umysłu powoli wkradało się dziwne pragnienie.

Może on też powinien w końcu chcieć czegoś więcej?

Uniosła ramiona, kładąc dłonie na jego muskularnych barkach. Przesunęła nimi po napiętych mięśniach, zebrała kropelki potu. Potem smukłe palce dotarły do pokrytych zarostem policzków, dotknęły spierzchniętych ust, a stamtąd powędrowały w górę, by wpleść się w jego włosy. Sam ten dotyk spotęgował podniecenie, stawiając go niemal na krawędzi orgazmu. Tym bardziej że nabrzmiała, naprężona męskość już od dłuższego czasu błagała o uwolnienie.

– To będzie trudne kociaku – wychrypiał, podczas gdy jego ręka przesunęła się po zgrabnym kobiecym ciele, aby na końcu zacisnąć się na nagim udzie. – Cholernie trudne.

– Przesadziłeś z używkami?

– Nie. To akurat wyłącznie twoja wina – uśmiechnął się krzywo, jeszcze bardziej pochylając i niemal dotykając kuszących warg.

– Moja? – Jakby zupełnie nieświadomie zarzuciła nogę na jego biodro, potem drugą, a on odruchowo wpasował się pomiędzy kobiece uda. I wyrwał z ust Leny gardłowy jęk.

Poczuła go. Poczuła jego podniecenie, jego gotowość, jego twardość.

– Wiem – wyszeptał, a potem zaczął lekko się poruszać, ocierając o jej wnętrze. Najpierw zamknął oczy, jakby chciał się rozsmakować w tym, co robił, później uchylił powieki i wpatrywał się w zarumienioną twarz dziewczyny. Źrenice miała maksymalnie powiększone, wargi rozchylone, czerwień na policzkach i szyi. Wyglądała cudownie. Chyba to, co jej podał, zaczynało działać, bo już nie wyrywała się, nie mówiła nic o tym, że powinni przerwać.

Lekko się uniósł i ręką sięgnął do rozporka. Pod spodem nie miał bielizny, więc ostrożnie rozsunął zamek, wykrzywiając się, bo w końcu poczuł niewielką ulgę. Później chwycił jedną z drobnych dłoni i położył ją na twardym penisie.

– Bartek! – Aż zachłysnęła się powietrzem.

– Pieść mnie – rozkazał.

Zamarła w bezruchu, jakby nie mogła zdecydować się, co powinna zrobić. W końcu chyba ciekawość zwyciężyła, bo poczuł jak ostrożnie obejmuje go palcami, jak przesuwa nimi po całej długości.

– Och! – Nie ona pierwsza tak reagowała. Doskonale zdawał sobie sprawę, co było powodem.

– Mocniej Marlenko – wydyszał, prężąc się i napinając mięśnie.

I znów ją pocałował. Tym razem wgryzł się w jej usta ze zmysłową siłą, bez przeszkód wtargnął do wnętrza, smakując i delektując się tym smakiem. Nie wiadomo, w którym momencie dotarło do niego, że dziewczyna zaczyna nietypowo się zachowywać. Jakby traciła świadomość.

– Co do kurwy nędzy? – warknął, po czym lekko klepnął ją w policzek. – Lenka! Halo!

– Dziwnie się czuję – odparła nieco bełkotliwie. Ramiona rozrzuciła na boki, patrząc na niego mocno mętnym spojrzeniem. – Takie to… Bartek… Ja…

I odpłynęła.

Za to on zamarł w bezruchu, zastanawiając się, co ma zrobić. Oczywiście mógł skończyć sam, po prostu korzystając z jej ciała, ale to nawet dla niego było świństwo w kategorii tych niedopuszczalnych. Był bydlakiem, lecz nie do tego stopnia. Dlatego klnąc na czym świat stoi, podniósł się i nie zapinając spodni, pomaszerował do kuchni po wodę. Miał nadzieję, że uda mu się ocucić dziewczynę. Poczuł też niepokój, chociaż ta odrobina zioła nie powinna jej przecież zaszkodzić.

Towarzystwo właśnie się relaksowało, wciągając kolejne kreski.

– I jak ta twoja dziewuszka? – spytał Karol.

– Nijak – warknął Bartek. – Coś ty tam dodał, bo padła mi przy grze wstępnej.

– Co zawsze. Ale w soczku był bonus – zarechotał kumpel.

– Bonus?

– No. Teraz możesz korzystać.

– Dziś nie, ale jutro tak ci przywalę, że będziesz liczył zęby, jebany debilu! – Bartek już wiedział, co rozłożyło jego kociaka. Wiedział też, że z seksu nici, przynajmniej tej nocy i z tą dziewczyną. – Dobra, Inka, bierz się do roboty.

– To ja może skorzystam… – Karol podniósł się z fotela, zachłannie wpatrując się w drzwi sypialni. Niestety, nawet nie zdążył skończyć zdania, gdy potężny cios rzucił go na jedną ze ścian.

– Żebyś mi kurwa nawet nie próbował, bo zajebię jak psa! Dotarło?

Wściekły był nieziemsko, wściekle podniecony i wściekle zawiedziony.

Miał taką okazję na zarąbisty seks, a musiał zadowolić się byle czym. Bo Inka, chociaż obciągała po mistrzowsku, to jednak była tylko substytutem. Niczym więcej.

Z furią rzucił pustą butelką o ścianę, po czym odwrócił się na pięcie. Wszedł do sypialni, zamknął drzwi, a po chwili namysłu użył nieco przykurzonego klucza. Nie dlatego, że się bał. Nie o siebie. Klnąc na czym świat stoi, przykrył śpiącą Marlenę kocem, po czym sam ciężko zwalił się obok. Leżał na plecach, z dłońmi pod głową i wzrokiem utkwionym w sufit. Chęć na zabawę mu minęła i to chyba bezpowrotnie, chociaż wciąż był kurewsko podniecony. Miał ochotę na kolejną kreskę, na palący przełyk alkohol, ale nie ruszył się z miejsca.

Był odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. Dobrze znał Karola i wiedział czego może się spodziewać po tym debilu. Lepiej żeby był w stanie skopać mu dupę, jak zacznie kombinować.

Z westchnieniem zamknął oczy.

Czekała go bardzo długa, ciężka noc.

***

Bez zastanowienia wylał na głowę całe wiadro zimnej wody. Posapał chwilę, później otarł twarz dłonią i spojrzał w stronę przyczepy.

Co on do cholery wczoraj odpierdolił?

Ponuro zadumany wszedł do środka. Dostrzegł leżącego na podłodze kumpla, który pogrążony był w pijackim śnie. Potem Inkę, skuloną, drzemiącą na fotelu, z włosami posklejanymi spermą. Na samym końcu wszedł do sypialni i usiadłszy na skraju łóżka, ponuro wpatrywał się w śpiącą Lenę.

To się kurwa popisał!

Odgarnął włosy ze szczupłego policzka i momentalnie wstrzymał oddech. Siniak był świeży, rozlewając się barwną plamą po całej połowie twarzy.

Pamiętał, jak ją całował, pamiętał smak jej ust, kształt ciała, ale tego nie pamiętał.

Uderzył ją?!

– Ja pierdolę! – przetarł twarz dłońmi. – Mam nadzieję, że nie, bo sam przywalę głupim łbem o mur.

Przyjrzał się uważnie kobiecej sylwetce. Miała na sobie krótkie spodenki, rozpięte, ale to wszystko. Pogniecioną bluzeczkę, podciągniętą w górę, odsłaniającą płaski, jędrny brzuch. Włosy potargane, na twarzy ślady łez i jego pięści. Czyli chyba tylko to, bo inaczej byłaby naga.

Odetchnął, czując znikomą ulgę. Potem złość.

Po cholerę tu przylazła? Pomógł jej, nie oczekując niczego w zamian. Powinna była wrócić do domu, ale nie, jej się zachciało towarzyskiej wizyty. Zaraz, chyba coś mówiła o kolacji. Taaa, kolacja.

Wyszedł do kuchni i po namyśle przygotował dwa kubki kawy. Gorzkiej, czarnej, parzonej po turecku, bo tak lubił. Kiedy ostrożnie uniósł naczynie w górę, za plecami dało się słyszeć ciche skrzypienie.

– Nie uciekaj. Zrobiłem kawę.

Odwrócił się, patrząc na wyraźnie zmieszaną dziewczynę. Zresztą, nie tylko to, bo z błękitnych oczu wyzierał łęk. Powoli rozejrzała się dookoła z obrzydzeniem. Puste butelki, pety, zużyte prezerwatywy. Zagryzła dolną wargę, czując, jak zbiera jej się na płacz. A ona głupia wyobrażała sobie… Nie, koniec z tym. Żadnej kolacji, żadnego kolejnego spotkania. O mały włos uniknęła gwałtu, chociaż tak zupełnie bez szwanku z tego nie wyszła.

– Chodź, wypijemy, dojdziesz do siebie i będziesz mogła wrócić. Wyjdziemy na zewnątrz, bo tu śmierdzi jakby ktoś podłożył trupa – wykrzywił się, po czym chwycił oba naczynia i spojrzał na niezdecydowaną Lenę.

– Dobrze – skinęła głową i poszła za nim. Za przyczepą, w cieniu nędznego drzewka, stały dwa plastikowe krzesła i skrzynka, robiąca za wytworny stolik.

– Siadaj – wskazał jedno z nich, a sam zajął drugie. – Po cholerę wczoraj przylazłaś?

– Nieważne.

– Ważne. Ja cię uderzyłem? Bo przyznam, że nie pamiętam.

– Nie, to akurat dzieło przypadku, bo źle wyliczyłam odległość, gdy po przebudzeniu szłam do toalety – odparła z goryczą. – Zazdroszczę ci, bo ja niestety wszystko pamiętam i to nie są dobre wspomnienia. Przynajmniej do momentu, jak straciłam przytomność. Co mi daliście?

– Ten kretyn zrobił ci lemoniadę z pigułką gwałtu – mruknął Bartek. – Nie po mojej myśli, od razu dodam, bo takich numerów nie praktykuję. Nie muszę. Na pewno nie ja cię uderzyłem?

– Gdybyś to zrobił, w ogóle bym z tobą nie rozmawiała. Zresztą – wzruszyła ramionami – i tak nie powinnam.

– Trzeba był sobie darować kolację i przysłać czekoladki albo pół litra.

– Tylko tyle ci wystarczy od życia? – spytała z goryczą. – Pół litra?

– Ewentualnie czekoladki – odchylił się do tyłu, pocierając czoło kciukiem. – Lubię słodycze.

– Dobrze, przyślę coś pocztą – odparła obojętnie.

– Ależ ty jesteś obrażalska.

– Obrażalska? – Po raz pierwszy w jego towarzystwie pozwoliła sobie na wybuch gniewu. Wstała i chwyciwszy leżący obok ręcznik, z całej siły smagnęła go nim na odlew. – Ty gnoju! Chciałeś mnie nafaszerować prochami i zaliczyć wbrew mojej woli! To się nazywa gwałt, hipokryto! – Kolejnego ciosu uniknął, odbierając jej broń i przyciągając ku sobie. Co dziwne, wcale nie był zły, ale rozbawiony.

– No kociaku, umiesz pokazać pazurki. Dobra, wczoraj przesadziłem – szeroko się uśmiechnął, podczas gdy wzburzona Lena tylko sapała ze złości. – Była okazja do imprezowania, bo kumpel zjawił się ze świetnym towarem. Trochę popłynąłem, ale pamiętam dwie rzeczy. Smak twoich ust i dotyk twojej ślicznej rączki na moim kutasie.

– Zmusiłeś mnie do tego.

– Może tak, ale kontynuowałaś już samodzielnie.

– Przez chwilkę – znów poczerwieniała. – Zaskoczyłeś mnie.

– Aha, zaskoczyłem. – Wstał, po czym bez uprzedzenia ucałował rozogniony policzek. – Oj Lenka, Lenka, co ja z tobą mam. Spać przez ciebie nie mogę dziewczyno, a jak już zasnę, to budzę się ze sterczącym kutasem, podjarany na maksa, bo śni mi się gorący seks bez zahamowań.

– Ze mną? – Aż otwarła buzię ze zdumienia.

– Pewnie że z tobą. To cię dziwi?

– Co zrobiłeś, jak zasnęłam? – spytała, wpatrując się w niego z uwagą.

– Inka się mną zajęła i… Za co? – jęknął, po Marlena z całej siły przyłożyła mu zaciśniętą pięścią w twarz. – Zwariowałaś? – wydarł się.

Ale ona tylko odwróciła się na pięcie. Była tak wściekła, że chyba po raz pierwszy w życiu nie potrafiła nad tą wściekłością zapanować. Bartek i jego głupie zagrywki doprowadzały ją do furii. Nie może przez nią spać? Ale seks uprawiał z inną, pewnie dlatego, że była pod ręką. Podły drań! Wredny sukinsyn!

Z przyczepy zabrała tylko swój plecaczek, po czym dumnie zadzierając podbródek i starając się nie zwracać uwagi na ponurego Bartka, skierowała się ku wyjściu przez namiot z automatami. Nie zatrzymał jej, co dodatkowo ją wkurzyło.

Do hotelu dotarła w niecałe dziesięć minut. Po długiej kąpieli, smacznym śniadaniu, poczuła się znacznie lepiej, chociaż nadal była rozgniewana. Z premedytacją postanowiła wysłać mu te czekoladki. Już chciała wyjść do sklepu, gdy nagle wpadła na dużo lepszy pomysł.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    No Marlenka zuch dziewczyna…. Widzę że się nie pię…. z Bartkiem…. Jak się wqrzy to i przywalić potrafi…. I dobrze teraz ciekawe co wymyśliła.. . Lubię takie zadziory.. 😁 Aguś dzięki… Czekam na resztę 😘

  2. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Teraz to ja też nie mogę spać, ale to przez to opowiadanie😂

    • A
      AinaIgn
      | Odpowiedz

      Ja przez motulowe publikację już kilka miesięcy nie śpię…. 😁😁😁😁 ale uwielbiam tą bezsenność. 😍😍😍😍

      • K
        Karolina
        |

        Zgadzam się z Tobą😊

      • Babeczka
        |

        Tak do kawki, od rana, w sam raz 😀

      • Babeczka
        |

        To cię pocieszę, bo ja pisząc, też mało sypiam, czyli to sprzężenie dotyczy i mnie, i Was :-)))

  3. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Dobrze Ci tak Bartek, zasłużyłaś na takie traktowanie🤣 ciekawe co Lena wymyśli dla niego🤔

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Lena ma problem z obroną własnych racji 🙂

Napisz nam też coś :-)