fbpx

Grom (VIII)

with 12 komentarzy
wakacyjna lektura

 

 

Niestety, Bartek nic sobie nie robił z jej sprzeciwu, który nawiasem mówiąc, był dziwnie niemrawy i mało przekonujący.

– Cicho, żeby nas nie słyszeli.

– Ale nie… – chwyciła jego dłoń, próbując ją odtrącić. Niestety, był zbyt silny.

– Kochałaś się kiedyś w takim miejscu? – spytał zdławionym głosem, podczas gdy jego kciuk wślizgnął się pomiędzy dwa delikatne płatki, dotykając łechtaczki. – Mówiłem, że woda wszystko ukryje.

– Oszalałeś! – wydyszała, podczas gdy on rytmicznie masował ten najbardziej wrażliwy punkt. – Weź rękę, proszę!

Nie! – warknął. Przestał być aż tak delikatny. Przyciskał ją do siebie z całej siły, jedną ręką pieszcząc kobiece wnętrze, drugą zaciskając na jędrnej piersi. Wargami kąsał skórę przedramion i szyję. I coraz mocniej się o nią ocierał biodrami, wyraźnie twardniejącą męskością. Niewiele mu trzeba było, aby podniecenie wróciło, chociaż tym razem nie chodziło mu o własną przyjemność. Chciał ją rozgrzać, ośmielić, sprowokować, aby błagała o więcej. Nie miał zamiaru bawić się w podchody zwane podrywem, bo chodziło mu tylko o seks. Przynajmniej tak myślał.

Bartek! – wiła się w jego ramionach. Ale nie tylko to. Czuł, jak wypina pupę, jak ociera się o jego penisa, jak prowokuje go każdym ruchem. Stanowczym ruchem ściągnął jej majtki, potem swoje i o mało co nie oszalał, gdy poczuł jak jego członek wpasował się pomiędzy dwie cudownie jędrne półkule. I nagle znieruchomiał, gdy tuż obok rozległo się potępiające chrząknięcie.

Tutaj są dzieci – powiedział surowym tonem mężczyzna w średnim wieku. – Ja rozumiem, szaleństwa młodości, ale trochę umiaru trzeba zachować.

Przecież nic nie widać – wymsknęło się purpurowej z zażenowania Marlenie.

Widać, widać – nieznajomy posłał jej potępiające spojrzenie, po czym odwrócił się i odpłynął.

Buc! – mruknął Bartek, ale się wycofał i pomógł Lenie poprawić ubranie.

Mówiłam, że to zły pomysł – zdenerwowała się.

Pomysł był dobry, tylko palant się przybłąkał. Dobrze, idziemy do mnie.

Nie.

Znów zaczynasz? – groźnie zmarszczył brwi. – Lenka, albo ty, albo inna. Mam dość tej zabawy. Kacperka mogłaś tak szczuć, mnie nie będziesz. I nie rób takiej niezadowolonej miny. Chcę być tylko szczery.

Ja też! – Rozbryzgując wodę, wyszła na brzeg. Po czym odwróciła się na pięcie i pomachała zaciśniętą pięścią przed Bartkowym nosem. Niestety, on tylko się roześmiał, nie wyglądając na przejętego. Potem ją wyminął i chwyciwszy plecak, pogwizdując, ruszył w stronę Sarbinowa. Zlekceważona w tak haniebny sposób Lena posapała jeszcze ze złości, bo nigdy wcześniej nie spotkała kogokolwiek, kto tak potrafiłby wyprowadzić ją z równowagi.

Lecz zrezygnować nie zamierzała.

Za to nie tylko pojawiła się w niej wola walki, ale także chęć zemsty.

Niestety, w takich sprawach miała kiepskie doświadczenie. Na dodatek trafił jej się wyjątkowo ciężki przypadek, na którym bardziej doświadczone kobiety połamałby sobie zęby. A co dopiero ona! Przypomniała sobie szczegóły przeszłości, o której opowiadał i zmarkotniała. Jeśli mówił prawdę, to powinna dać sobie z nim spokój. Bo dzieliło ich dosłownie wszystko. Pomyślała o ojcu, o jego minie, gdy przedstawia takiego kandydata i o mało co, nie udusiła się ze śmiechu. Leżała na łóżku, w swoim pokoju i chichotała bez opamiętania. Lecz gdy się uspokoiła, pojawiły się mało zadowalające wnioski.

Bartek miał rację. Jeśli cokolwiek miałoby ich połączyć, to tylko seks.

Z niechęcią wstała z łóżka i udała się pod prysznic, aby spłukać z siebie piasek. A kiedy tak stała pod strumieniem chłodnej wody, przypomniała sobie jak ją dotykał. Teraz zrobiła to samo i od razu przeciągle westchnęła. I chociaż wcześniej nie czerpała zbytniej przyjemności z zaspokajania samej siebie, tym razem było odwrotnie. Szum wody splatał się z kobiecymi jękami, podczas gdy Lena odpływała w piorunującym tempie. Wyobrażała sobie, że to jego ręka, jego place. Czuła wręcz obecność Bartka i to doprowadziło ją wprost w objęcia orgazmu. Wstrząsnął całym ciałem dziewczyny, pozbawił tchu, oszołomił. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się przeżywać czegoś takiego w tak intensywny sposób.

Potem już tylko dyszała, a w głowie wirowało tysiące myśli. Wyszła spod prysznica, owinęła się ręcznikiem i wciąż usiłując uspokoić rozdygotane ciało oraz zapanować nad miękkimi kolanami, sięgnęła po wodę.

Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Ponieważ wcześniej poprosiła w recepcji o dodatkowe ręczniki, pomyślała, że właśnie je przynieśli. Bez namysłu podeszła, przekręciła klucz i zamarła, bo po drugiej stronie progu stał Bartek.

Bartek z bukietem kwiatów i dziwnie pochmurną miną.

Ty! – wyjąkała speszona, podczas gdy on przyglądał się jej badawczo.

Przeszkadzam?

Tak trochę – wyrwało się stremowanej Lenie, która właśnie uświadomiła sobie, jak musi się prezentować. Mokra, owinięta kusym ręczniczkiem, z rumieńcami na twarzy i nabrzmiałymi wargami.

Nawet domyślam się w czym tak trochę przeszkadzam – zakpił, bez pozwolenia wchodząc do środka. – I jak? Własna ręka była lepsza od mojej?

Bądź cicho, proszę. Poza tym nie zapraszałam cię.

Sam się wprosiłem. Proszę – wręczył jej kwiatki. – No nie odsuwaj się tak, przecież się na ciebie nie rzucę.

Co cię do mnie sprowadza? Burdel zamknęli? – spytała z przekąsem, jedną ręką chwytając bukiet, drugą przytrzymując ręcznik. Stanowczo nie podobał jej się wyraz jego twarzy i spojrzenie pociemniałych oczu.

Nie wiedziałem, że po seksie robisz się zgryźliwa?

Nie było żadnego seksu.

Burdel otwarty, nawet zniżki weekendowe dają. Chciałem cię zaprosić na kolację.

Marlena oniemiała. On chciał ją zaprosić na kolację? On??? Piekło jednak czasami zamarza…

Na kolację? – powtórzyła zdławionym głosem ostatnie słowa.

To takie dziwne?

Tak – wyszeptała, przyglądając mu się uważnie. Sprane dżinsy, zwykła koszulka. Okulary na czubku głowy. Podniszczone wojskowe buty. Dłonie w kieszeniach i nonszalancka poza.

Co to? – spytała surowym tonem, wskazując coś czarnego, co wystawało mu zza pasa.

Komin.

Ten, którym postraszyłeś Kacperka?

Tak jakby – poweselał. Bystra dziewczynka, od raz zajarzyła, co miał na myśli. – Takie zboczenie, że bez niego nigdzie się nie ruszam. To co? Pójdziesz ze mną?

Dasz słowo, że to będzie tylko kolacja?

Daję słowo! – uniósł w górę dwa palce. – I klnę się na mą uczciwość, że będę grzeczny.

Zaczynam się bać. Zejdź na dół i zaczekaj na mnie w holu.

Wolę tutaj.

Nie ma mowy! – tupnęła nogą. – Na dół, ale już, bo inaczej wsadź sobie gdzieś, to całe zaproszenie! I za… – Nie skończyła, bo Bartek brutalnie chwycił ją za kark i pocałował. Na szczęście na pocałunku poprzestał i kilka sekund później Lena dyszała niczym ryba wyjęta z wody, z trudem łapiąc oddech i opanowując gniew, przy okazji kurczowo ściskając biedny ręcznik.

Jak śmie…

Czekam na dole. – I już go nie było.

Nie zastanawiała się nad tym, czy przyjąć zaproszenie. To było oczywista oczywistość. Mogła też odrzucić zaproszenie ze wzgardą, ale zrezygnować z jego towarzystwa… To było ponad jej siły.

Ubrała lekką, luźną białą sukienkę, do tego buty na wysoki koturnie. Włosy spięła w luźny, niedbały kok, usta starannie pomalowała czerwoną pomadką. Ulubioną, w kolorze do którego zawsze miała słabość. Lecz zanim wyszła, zaterkotała jej komórka.

Tata? – zmarszczyła z niezadowoleniem brwi, ale odebrała.

Marleno! – W głosie ojca dało się słyszeć nutki wściekłości. – Pierwsza sprawa. Załatwiłem co trzeba i ten twój obrońca nie będzie miał problemów. Musisz wiedzieć, że gdyby nie ja, mogło być z nim krucho. Groziła mu recydywa.

Och! – tylko tyle z siebie wykrztusiła. A więc to wszystko prawda? Cóż, patrząc na sposób w jaki żył Bartek, nie powinna się dziwić. – Dziękuję, naprawdę dziękuję.

Nie po to dzwonię. Zasięgnąłem języka na jego temat. Masz się trzymać z daleka od tego typa! – Ostatnie słowa prawie wykrzyczał. – Marlena! To gangster, co prawda żaden ważny, ale ma na sumieniu więcej niż przypuszczasz.

Dobrze już dobrze, będę się trzymać z daleka – perfidnie skłamała.

W dodatku ani ojciec, ani ojczym nic nie lepsi. Pakuj się i wracaj do domu. Natychmiast!

Jutro, daję słowo, że jutro. – Kolejne kłamstwo okazało się jeszcze prostsze. Nie miała zamiaru rezygnować z Bartka tylko dlatego, że ojciec tak uważał. Owszem zrezygnuje, jeśli sama uzna to za słuszne. Lekko się uśmiechnęła, bo ten bezczelny drań coraz bardziej jej się podobał. Cóż, grzeczne dziewczynki często marzą o niegrzecznych chłopcach, a ona miałam wyjątkową okazję urzeczywistnić swoje marzenia.

Dzisiaj – upierał się ojciec.

Tato! Za chwilę będzie ciemno. Ja właśnie wróciłam ze spaceru i kładę się spać.

Spać?

Tak, spać – powtórzyła cierpliwie. – Jutro wypiję kawę, spakuję się i przyjadę. Zgoda?

Dobrze. – Wyraźnie uspokoiły go te słowa.

Pożegnała się szybko i odłożyła telefon na komodę. Lepiej będzie, jak go zostawi. Kto wie, co przyjdzie ojcu do głowy?

Bartek czekał w recepcji czarując kpiącym spojrzeniem zielonych oczu wszystkie obecne tam kobiety. Gwizdnął z uznaniem na widok Leny, po czym objął ją władczym gestem.

Świetny wybór. Szybko się ją zdejmie, a ostatecznie nawet nie trzeba zdejmować. Majtki masz? – zainteresował się gwałtownie, podczas gdy Marlena spiekła raka, bo te słowa usłyszeli wszyscy w pomieszczeniu.

Tak, pancerne – odgryzła się. – Nie przebijesz się bez kodu.

Kto przytuli podusię???

:-)))

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Uch… ależ się gorąco robi😅 boskie♥️
    Kiedy można się spodziewać następnej części?

  2. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Ja bym podpisie przytuliła jaby tą zezowatą wyciąć 😂😂😜

    • A
      Aricca
      | Odpowiedz

      Matko i córko jakie pierdoły słownik tworzy 😂😂😂😂😂😂😂. Jeszcze raz. : Ja bym podusię chętnie przytuliła jakby tą zezowatą wyciąć

      Ufff

      • Babeczka
        |

        No wiesz? :-)))
        Dobrze, zrobię wersję z samym Saszą 😉

      • A
        Aricca
        |

        Tak tak tak proszę 🙏 z samym Saszką ❤️

  3. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    Uff doczekałam.. … To były cztery długie sierpniowe dni…. 😜😉😚…. Nasza Marlenka staje się niegrzeczna…. Sex w miejscu publicznym, samozaspokojenie, kłamstwo tatusiowi, frywolne zachowanie….. Nawet widok broni jej nie przeraża…. Bartek ja bym się bała…. 😁 Stworzyłeś Bestię pytanie czy będziesz umiał ją poskromić… Niby radę byś dał ale Marlenka jeszcze chyba nie powiedziała ostatniego słowa.. Będzie hot i ogień🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥

  4. M
    Magda M. - strona autorska
    | Odpowiedz

    Ahh ileż się naczekałam , ale warto było 😘Super się akcja rozwija i mam nadzieję , że Bartuś jednak okaże troszkę “ludzkiej” twarzy, chodź już kwiatki były co bym się nie spodziewała po nim 😂😂 Czekam na kolejną część 😈😈😈😈

  5. A
    AR
    | Odpowiedz

    Super opowiadanie, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy 🙂

  6. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Bartek jaki szarmancki szarpnął się na bukiet kwiatów i myślisz że zanurkuje w Marlence 😉😂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oj nie tylko na bukiet, zobaczysz 🙂

  7. Z
    Zuza
    | Odpowiedz

    Ale jestem ciekawa co dalej!! 😍 Codziennie zaglądam po kilka razy!!! Piękne opowiadanie 😍😍😍

  8. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Przytulam się i czekam na więcej😍😍😍 bo warto❤❤❤

Napisz nam też coś :-)