
***
Daria
Iwo nie miał zamiaru się wyprowadzić, a ja nie miałam siły, aby go wyrzucić. Zwłaszcza, gdy z takim zapałem przystąpił do prowadzenia sprawy Moniki.
Moja kuzynka nie nadawała się do niczego. W tak złym stanie jeszcze jej nie widziałam, ale Iwo nie zamierzał być delikatny. Szorstko rozkazał jej się wziąć w garść, bo jeśli chce sprawiedliwości, to muszą starannie zaplanować pozew.
– Mój ojciec nie odpuści, podobno sam chce prowadzić sprawę, więc zapowiada się walka na śmierć i życie. Jeszcze tylko brakuje mamusi jako sędziny i damy show na cały kraj – roześmiał się, podczas gdy Monika wpatrywała się w niego zaskoczona. – Nie martw się, dostaniesz i odszkodowanie, i zadośćuczynienie, a palant wyląduje w przytułku bez prawa wykonywania zawodu. Musisz tylko uważnie słuchać moich rad, bo pamiętaj, w obliczu takiego wroga, sama prawda nie wystarczy.
Siedziałam cicho, nie wtrącając się w ich rozmowę. I chociaż wcale tego nie chciałam, to czułam, że z coraz większym podziwem patrzę na Iwo. Jego sława jako adwokata nie wzięła się z niczego. Był skrupulatny, bystry i dokładnie wiedział, jak podejść wroga.
Jakie szczęście, że miałam go po swojej stronie.
– Czuję się jak po przesłuchaniu w siedzibie gestapo – powiedziała Monika, gdy już wyszłyśmy z nowej kancelarii Iwo. – Boże! Jak dobrze, że to on poprowadzi moją sprawę, a nie tego łajdaka. Przegrałabym z kretesem.
– Może – mruknęłam. – Chodźmy na kawę, musimy się zrelaksować.
Duże cappuccino i pyszny sernik od razu poprawiły nam humor. Nawet Monika zaczęła przypominać samą siebie, a nie cmentarną zmorę.
– Skąd się znacie? – zapytała w końcu.
– Dawne dzieje. Z liceum.
– Szkolna miłość?
Aż się otrząsnęłam.
– Wręcz przeciwnie – odpowiedziałam szybko, zbyt szybko, bo patrzyła na mnie teraz więcej niż podejrzliwie.
– Przeciwnie? Wpatrzony jest w ciebie, jak w obrazek, ślepy by zauważył.
– On?
– No nie! Nie mów, że nie zauważyłaś?
– Cóż… – zamyśliłam się. – Łączy nas po prostu dobry seks – skłamałam.
– Akurat – sarknęła Monika. – Powiem ci jedno, mnie się podoba i nie w tym sensie, co myślisz. Jest zawzięty i nieustępliwy.
– Żebyś ty jeszcze wiedziała, jak bardzo.
– Wierzę w wygraną. Wierzę, że pozwoli mi wykończyć tego skurwysyna – powiedziała. Głos miała cichy, spokojny, ale przepełniony gniewem. – Życie nie jest sprawiedliwe, bo gdyby było, to teraz wybierałbym się na spacer z moją kruszynką. A ty pewnie po południu wpadłabyś do rodzinnego domu na obiad.
– Tamto, to już bardzo odległe wspomnienia. Bolą, ale inaczej. A może – westchnęłam – przyzwyczaiłam się do tamtego bólu?
– Szkoda, że już wtedy, w liceum nie był prawnikiem. Może pomógłby ci z tamtym łajdakiem i jego rodziną. Nie musielibyście uciekać, a wujek pewnie nadal by żył.
I co ja miałam jej odpowiedzieć? Że wszystko to, co nas wtedy spotkało, to właśnie przez Iwo, jego matkę i wpływowego ojca? A teraz u mnie mieszka? Gorzej, przyznałam, że uprawiam z nim seks.
– Monika – zaczęłam powoli, zastanawiając się, jak wiele mogę jej zdradzić. – Nie myśli o mnie, że oszalałam i nie rozbijaj niczego na mojej głowie. Już sama mam nią ochotę walić w mur.
– Dlaczego?
– Bo to właśnie Iwo był tym chłopakiem z liceum.
Zamurowało ją. Dosłownie. Dała dwa łyki kawy, popatrzyła w bok, zagapiła się na chwilę na własne paznokcie, potem na mnie.
– Jeśli planujesz na nim zemstę, a wasz związek to jeden z jej elementów, to mam prośbę. Niech skończy moją sprawę. Wiem, że to samolubne, ale… – W oczach Moniki pokazały się łzy.
– Nie, to nie zemsta – zapewniłam ją, przykrywając dłonią jej szczupłą rękę. – To szaleństwo. Kiedy spotkaliśmy się po kilku latach, nienawiść szalała pomiędzy nami, jak hiszpanka w Europie na początku zeszłego wieku.
– Ty to masz porównania!
– Powiedział, że mnie zaliczy, a ja mu obiecałam, że prędzej zamarznie piekło. Tak to się zaczęło. W sumie nawet ja sama nie rozumiem, jak znaleźliśmy się w tym punkcie, w którym jesteśmy. On jako twój obrońca i mój lokator, ja jako wariatka, która sama raz go pocałowała, a dwa razy zgodziła się na pocałunek.
– Seks…
– Trochę przesadziłam.
– Ale masz ochotę, prawda?
Czułam, jak się rumienię. Sekundę później pojawił się żal.
– Wtedy mnie zostawi – powiedziałam ze smutkiem. – Wygra i nie będzie miał powodu, aby ze mną być.
– No nie wiem – zamyśliła się Monika. – Ja bym raczej powiedziała, że zostanie i będziecie się ogniście kłócić do końca życia.
– Może.
– Mówiłaś, że rzucił dobrze płatną posadę, aby prowadzić moją sprawę.
– Nie wiem, czy to nie jest jakaś gra, którą prowadzi, aby zwyciężyć. Nic już nie wiem. – Wplotłam palce we włosy. – Boję się mu zaufać, bo to jeszcze większy skurwiel niż doktor Norek. Tylko lepiej się kamufluje. Boję się, że skrzywdzi mnie po raz drugi i to na moje własne życzenie. Boję się tak wielu rzeczy. A co, jeśli się zakocham?
– Masz dwa wyjścia. Jedno to poddajesz się i rezygnujesz z Iwo, do końca życia nie będąc pewną, czy dobrze zrobiłaś. – Monika popiła łyk kawy. – Druga, to ryzykujesz ból oraz rozczarowanie. Może jestem szalona, ale wybrałabym to drugie. Mama twierdzi, że nic bardziej nie boli niż stracone szanse, a ja myślę, że ma rację.
Spojrzałam prosto w jej oczy i nagle się uśmiechnęłam. Nareszcie udało mi się oderwać ją od własnego cierpienia, czymś zainteresować. Iwo dał jej nadzieję, ja chwilę wytchnienia. Niewiele, ale tylko tyle mogliśmy zrobić.
A miłość? Cóż, pomyślę o tym jutro.
Leave a Reply