Hate & love (XXVII)

with Brak komentarzy

***

Daria

Iwo nie miał zamiaru się wyprowadzić, a ja nie miałam siły, aby go wyrzucić. Zwłaszcza, gdy z takim zapałem przystąpił do prowadzenia sprawy Moniki.

Moja kuzynka nie nadawała się do niczego. W tak złym stanie jeszcze jej nie widziałam, ale Iwo nie zamierzał być delikatny. Szorstko rozkazał jej się wziąć w garść, bo jeśli chce sprawiedliwości, to muszą starannie zaplanować pozew.

Mój ojciec nie odpuści, podobno sam chce prowadzić sprawę, więc zapowiada się walka na śmierć i życie. Jeszcze tylko brakuje mamusi jako sędziny i damy show na cały kraj – roześmiał się, podczas gdy Monika wpatrywała się w niego zaskoczona. – Nie martw się, dostaniesz i odszkodowanie, i zadośćuczynienie, a palant wyląduje w przytułku bez prawa wykonywania zawodu. Musisz tylko uważnie słuchać moich rad, bo pamiętaj, w obliczu takiego wroga, sama prawda nie wystarczy.

Siedziałam cicho, nie wtrącając się w ich rozmowę. I chociaż wcale tego nie chciałam, to czułam, że z coraz większym podziwem patrzę na Iwo. Jego sława jako adwokata nie wzięła się z niczego. Był skrupulatny, bystry i dokładnie wiedział, jak podejść wroga.

Jakie szczęście, że miałam go po swojej stronie.

Czuję się jak po przesłuchaniu w siedzibie gestapo – powiedziała Monika, gdy już wyszłyśmy z nowej kancelarii Iwo. – Boże! Jak dobrze, że to on poprowadzi moją sprawę, a nie tego łajdaka. Przegrałabym z kretesem.

Może – mruknęłam. – Chodźmy na kawę, musimy się zrelaksować.

Duże cappuccino i pyszny sernik od razu poprawiły nam humor. Nawet Monika zaczęła przypominać samą siebie, a nie cmentarną zmorę.

Skąd się znacie? – zapytała w końcu.

Dawne dzieje. Z liceum.

Szkolna miłość?

Aż się otrząsnęłam.

Wręcz przeciwnie – odpowiedziałam szybko, zbyt szybko, bo patrzyła na mnie teraz więcej niż podejrzliwie.

Przeciwnie? Wpatrzony jest w ciebie, jak w obrazek, ślepy by zauważył.

On?

No nie! Nie mów, że nie zauważyłaś?

Cóż… – zamyśliłam się. – Łączy nas po prostu dobry seks – skłamałam.

Akurat – sarknęła Monika. – Powiem ci jedno, mnie się podoba i nie w tym sensie, co myślisz. Jest zawzięty i nieustępliwy.

Żebyś ty jeszcze wiedziała, jak bardzo.

Wierzę w wygraną. Wierzę, że pozwoli mi wykończyć tego skurwysyna – powiedziała. Głos miała cichy, spokojny, ale przepełniony gniewem. – Życie nie jest sprawiedliwe, bo gdyby było, to teraz wybierałbym się na spacer z moją kruszynką. A ty pewnie po południu wpadłabyś do rodzinnego domu na obiad.

Tamto, to już bardzo odległe wspomnienia. Bolą, ale inaczej. A może – westchnęłam – przyzwyczaiłam się do tamtego bólu?

Szkoda, że już wtedy, w liceum nie był prawnikiem. Może pomógłby ci z tamtym łajdakiem i jego rodziną. Nie musielibyście uciekać, a wujek pewnie nadal by żył.

I co ja miałam jej odpowiedzieć? Że wszystko to, co nas wtedy spotkało, to właśnie przez Iwo, jego matkę i wpływowego ojca? A teraz u mnie mieszka? Gorzej, przyznałam, że uprawiam z nim seks.

Monika – zaczęłam powoli, zastanawiając się, jak wiele mogę jej zdradzić. – Nie myśli o mnie, że oszalałam i nie rozbijaj niczego na mojej głowie. Już sama mam nią ochotę walić w mur.

Dlaczego?

Bo to właśnie Iwo był tym chłopakiem z liceum.

Zamurowało ją. Dosłownie. Dała dwa łyki kawy, popatrzyła w bok, zagapiła się na chwilę na własne paznokcie, potem na mnie.

Jeśli planujesz na nim zemstę, a wasz związek to jeden z jej elementów, to mam prośbę. Niech skończy moją sprawę. Wiem, że to samolubne, ale… – W oczach Moniki pokazały się łzy.

Nie, to nie zemsta – zapewniłam ją, przykrywając dłonią jej szczupłą rękę. – To szaleństwo. Kiedy spotkaliśmy się po kilku latach, nienawiść szalała pomiędzy nami, jak hiszpanka w Europie na początku zeszłego wieku.

Ty to masz porównania!

Powiedział, że mnie zaliczy, a ja mu obiecałam, że prędzej zamarznie piekło. Tak to się zaczęło. W sumie nawet ja sama nie rozumiem, jak znaleźliśmy się w tym punkcie, w którym jesteśmy. On jako twój obrońca i mój lokator, ja jako wariatka, która sama raz go pocałowała, a dwa razy zgodziła się na pocałunek.

Seks…

Trochę przesadziłam.

Ale masz ochotę, prawda?

Czułam, jak się rumienię. Sekundę później pojawił się żal.

Wtedy mnie zostawi – powiedziałam ze smutkiem. – Wygra i nie będzie miał powodu, aby ze mną być.

No nie wiem – zamyśliła się Monika. – Ja bym raczej powiedziała, że zostanie i będziecie się ogniście kłócić do końca życia.

Może.

Mówiłaś, że rzucił dobrze płatną posadę, aby prowadzić moją sprawę.

Nie wiem, czy to nie jest jakaś gra, którą prowadzi, aby zwyciężyć. Nic już nie wiem. – Wplotłam palce we włosy. – Boję się mu zaufać, bo to jeszcze większy skurwiel niż doktor Norek. Tylko lepiej się kamufluje. Boję się, że skrzywdzi mnie po raz drugi i to na moje własne życzenie. Boję się tak wielu rzeczy. A co, jeśli się zakocham?

Masz dwa wyjścia. Jedno to poddajesz się i rezygnujesz z Iwo, do końca życia nie będąc pewną, czy dobrze zrobiłaś. – Monika popiła łyk kawy. – Druga, to ryzykujesz ból oraz rozczarowanie. Może jestem szalona, ale wybrałabym to drugie. Mama twierdzi, że nic bardziej nie boli niż stracone szanse, a ja myślę, że ma rację.

Spojrzałam prosto w jej oczy i nagle się uśmiechnęłam. Nareszcie udało mi się oderwać ją od własnego cierpienia, czymś zainteresować. Iwo dał jej nadzieję, ja chwilę wytchnienia. Niewiele, ale tylko tyle mogliśmy zrobić.

A miłość? Cóż, pomyślę o tym jutro.

Leave a Reply