
***
Iwo
Zmieniła się, ale jednocześnie pozostała taka sama. Zmienił się wyraz jej oczu. Nie była już zaszczutym zwierzątkiem, podskakującym za każdym razem, gdy coś do niej mówiłem. Pozostała za to piękną kobietą, urodą eteryczną, ciężką do zdefiniowania, pełną zaskakujących szczegółów, które mógłbym odkrywać podczas całonocnej wędrówki dłońmi po jej ciele.
Byłem pewny, że po przyjęciu będę bardzo zajęty. Nawet przez chwilę zastanowiłem się, czy nie zadzwonić do Patryka po jakieś prochy, ale w sumie po co? Dokończę to, co nie udało mi się dziesięć lat temu i wykopię ją za drzwi.
Nie uwierzyłem w jej zaskoczenie. Poznała mnie, chociaż nie zmieniła wyrazu twarzy, nie przestraszyła się. Była wyniosła i chłodna, niedostępna. Lubiłem takie wyzwania, a z tą dziwką miałem rachunki do wyrównania.
– Ty… – zacząłem. – Niemożliwe!
– Co niby jest niemożliwe?
– Daria?
– My się znamy?
Byłem pewien, że kłamie. Doskonale wiedziała, kim jestem. Przede mną nie musiała udawać, miałem gdzieś takie gierki, chociaż zaskoczyło mnie jej opanowanie.
Dałem krok do przodu, zmniejszając dzielący nas dystans. Poczułem podniecenie, niczym myśliwy, który zbliżył się do zwierzyny i właśnie kładzie broń na ramieniu, aby upolować zdobycz.
Już w liceum była najładniejszą dziewczyną w szkole, chociaż nosiła skromne ubrania i starała niczym nie wyróżniać. A ja musiałem zdobyć każdą ładną dziewczynę.
Wkurwiła mnie swoim chłodem i obojętnością. Nie reagowała na propozycje, odsuwała się, za każdym razem, gdy chciałem ją objąć. Była nieufna i dzika, niczym małe, nieoswojone zwierzątko. Moja początkowa pewność siebie zamieniła się we wściekłość, a potem postanowiłem wziąć sobie sam, to czego nie chciała mi dać. Pamiątkę po tym wydarzeniu nadal nosiłem na twarzy; mało widoczną bliznę biegnącą od kącika prawego oka do skroni.
Próbowała mi wtedy wydłubać to oko.
Pieprzona suka.
– Może powinienem odświeżyć ci pamięć na osobności? – Pochyliłem się nad nią, uśmiechając się szyderczo. Jednak to nic nie dało. Nadal patrzyła na mnie chłodno, obojętnie i równie obojętnie wypowiadała każde słowo. Jakby znudzona konwersacją ze mną.
To mnie rozwścieczyło.
Jakim prawem tak mnie lekceważyła? Mogłem jednym zdaniem zakończyć jej karierę, jaka by ona nie była, zniszczyć reputację, a nawet wplątać w przestępstwo i posłać do więzienia. Czy zdawała sobie z tego sprawę, czy też miała protekcję kogoś ważnego. Znalazła sobie kochanka? Jeśli tak, kim on był?
Uśmiechnąłem się szeroko. Pewnie jakiś podstarzały, tłusty palant.
– Na osobności? A co mi zrobisz? Znów spróbujesz zgwałcić? Tym razem masz pewnie jeszcze lepsze znajomości, które pomogą ci to zatuszować.
– Mam. – Coraz bardziej mnie wkurzała. Już ja nauczę ją szacunku! – I nie pochlebiaj sobie, nie tknąłbym cię nawet palcem.
– Tak, to nie był palec, chociaż wymiary miał podobne.
Z trudem nad sobą zapanowałem. Pojawiła się chęć, aby pokazać tej kurwie, jakie miałem wymiary. Przycisnąć ją do ściany, unieść materiał sukienki i przelecieć tak, żeby błagała o litość. Jasna cholera, muszę dokończyć to, co wtedy zacząłem!
– Opinia żebraczki, która wdarła się na salony – warknąłem.
– Ciężko pracowałam na swoją pozycję. W przeciwieństwie do tych, którzy bez pomocy rodziców, niczego by nie osiągnęli.
– Pozycję? Ty i praca? Czym niby pracowałaś? Dupą? – Nie zamierzałem odpuścić. Z takimi jak ona, trzeba było ostro, nawet wulgarnie. – A może twój ojciec wygrzebał ze śmietników wystarczającą ilość puszek?
– Umarł, gdy skończyłam pierwszy rok studiów, a mojej pracy nie zrozumie ktoś taki, jak ty.
Nagle dotarło do mnie, to nie ja mam przewagę w tej rozmowie. Ona była spokojna i niewzruszona niczym lodowa skała, ja gotowałem się w środku niczym wulkan przed erupcją. Każde słowo tylko podsycało ten ogień.
– Ach! – Spojrzała mi prosto w oczy. – Pamiętam. Iwo, prawda?
Nie to co powiedziała, ale sposób w jaki to powiedziała, sprawił, że prawie straciłem nad sobą panowanie. Miałem ochotę ją uderzyć, zacisnąć palce na smukłej szyi, aż do momentu gdy zacznie charczeć i błagać mnie wzrokiem o litość, ale otaczał nas spory tłum ludzi, przypadkowych świadków i to nie byle jakich. Wielu z nich nie należało do moich przyjaciół, a do wrogów. Na dodatek pojawił się mój kuzyn, Przemek.
– Szukałem cię – rzucił, a potem przestałem być ważny.
Przysłuchiwałem się ich rozmowie, przyglądałem twarzy tej dziwki i niechętnie musiałem przyznać, że miała piękny uśmiech. Też bym chciał…
Otrząsnąłem się ze zgrozą. Chciał? Czego niby?
Rozmawiali, jakbym nagle stał się niewidzialny. Ta gnida, mój kuzyn, zawsze ze mną rywalizował, ale zazwyczaj przegrywał i mógł zadowolić się tylko resztkami z pańskiego stołu. Przewagę udało mu się zdobyć tylko dwa razy i głównie dlatego, że byłem już zainteresowany inną zdobyczą niż ta, o którą rywalizowaliśmy. Pierwszy raz miał spore szanse, aby mnie pokonać.
Niedoczekanie, pomyślałem z zawziętością.
Obojętnie jakimi metodami, ale będę ją miał pierwszy. Zrobię to, czego nie udało mi się dokonać w przeszłości, przekupstwem, groźbą, szantażem czy podstępem. Metoda obojętna, bo liczył się wynik. A gdy już mi ulegnie, zerżnę bez litości, by na samym końcu wyrzucić jak niepotrzebnego śmiecia. Żeby dobrze zapamiętała tę nauczkę i znała swoje miejsce.
Dopiłem drinka i po angielsku ulotniłem się z przyjęcia. Musiałem zdobyć trochę informacji, ułożyć plan i zacząć działać tak, aby nie spłoszyć zwierzyny. Nie pamiętała mnie? Nie chciała? Już ja sprawię, aby czołgała się u moich stóp, żebrząc o odrobinę zainteresowania. Oczyma wyobraźni widziałem, jak wydaję jej rozkazy, a ona posłusznie klęka, rozpina moje spodnie i wykonuje polecenie. Jak posłusznie ssie mojego kutasa, dławiąc się nim i krztusząc, ale nie przestaje, nie wycofuje się. Jest jak dobrze wytresowana suka.
– Marzenie mam – wymruczałem z zadowoleniem, wsiadając do limuzyny. Kazałem się zawieść prosto do domu, chociaż wcześniej miałem w planach imprezę do białego rana. Jednak podniecenie przyszłym polowaniem sprawiło, że wolałem zacisze własnego gabinetu, drinka i czystą kartkę papieru, na której zamaszyście napisałem:
Cel – będziesz moja!
Leave a Reply