Historia pewnego nieporozumienia (XI)

with 83 komentarze
humor i erotyka
Trochę się boję, bym nie skopała zakończenia, ale mam nadzieję, że nie omieszkacie mi o tym napisać. Najwyżej będę korygować, dopisywać, ulepszać...
 

Pewnie, że czas jest najlepszym lekarstwem, ale jak wiele musi go minąć, by zabliźniły się wszystkie rany?

Przez pierwsze kilka dni zamknęłam się w pokoju i symulując przeziębienie, ryczałam aż do utraty tchu. Potem nie wiadomo skąd, pojawiła się złość. Na cały świat, na Gabriela, a wkońcu na samą siebie.

Minęły dwa tygodnie. Żadnego telefonu, żadnych wiadomości, żadnej, nawet najmniejszej próby kontaktu. Już dłużej nie mogłam tego wytrzymać. Wczesnym rankiem ubrałam się, poupychałam po kieszeniach chusteczki i z zawziętą miną pojechałam pod dobrze znany mi adres.

Tylko, że dom był zamknięty na cztery spusty, a na bramie wisiała duża tablica z napisem „wynajmę od zaraz lub sprzedam”.

Zlękłam się. A jeśli Gabriel naprawdę sobie odpuścił? Tylko nie to! Nie teraz, gdy ja powoli dochodziłam do wniosku, że pora zrezygnować z dziecinnego uporu i brać, co daje życie.

Z duszą na ramieniu podjechałam pod Fidello. Powitały mnie nieśmiałe uśmiechy obsługi i skwaszona mina Karola. Chcą nie chcąc, musiałam z nim porozmawiać.

– Jest szef? – spytałam ostrożnie.

– Rzadko tu bywa. Ma do mnie bezgraniczne zaufanie. – Nadął się ten wypierdek.

– To może wiesz kiedy się pojawi?

– Był trzy dni temu. Przekazał mi wszelkie pełnomocnictwa i powiedział, że wyjeżdża.

To już wiedziałam.

– Wspomniał może dokąd?

– Nie. Ale dodał, że nieprędko wróci.

Nic nowego. Moje nadzieje okazały się płonne. Zresztą na wiele więcej nie liczyłam.

– Dzięki – wydusiłam z siebie uprzejmie i po chwili znów znalazłam się na ulicy, bezradnie rozglądając dookoła.

– Ida! – Tuż za mną pojawił się Piotrek.

– Cześć – powiedziałam markotnie.

– Cześć – uśmiechnął się pokrzepiająco. – Dwie sprawy. Nie jestem ślepy i dawno zauważyłem na co się zapowiada. To po pierwsze. A po drugie, restauracja została wystawiona na sprzedaż. Ten palant nic nie wspomniał, bo bał się, że to ty ją kupisz.

– Ja? Ciekawe za co?

– On tego nie wie i nadal zieje do ciebie nieuzasadnioną nienawiścią.

Pokiwałam głową.

– Pójdę już.

– Zaczekaj. Mam coś dla ciebie. Szef zostawił swój numer telefonu Karolowi, tak na wszelki wypadek, zaznaczając, że ma dzwonić tylko w wyjątkowej sprawie. – Piotrek zaczął macać się po kieszeniach. Zachłannie wydarłam z jego rąk skrawek papieru. Numer nie był polski. I dobrze, bo dzięki temu choć z grubsza zlokalizuję swą zgubę.

– Dziękuję! – powiedziałam z uczuciem. – Najchętniej bym cię wycałowała.

– Nie trzeba – roześmiał się. – Wracam do pracy. Jeśli będę miał coś jeszcze, to na pewno dam ci znać. Powodzenia rudzielcu!

Wpadłam do domu, bez pytania pożyczyłam sobie komórkę mojej siostry i drżącymi dłońmi wystukałam ten numer, który widniał na kartce. Beznamiętny damski głos poinformował mnie, iż abonent jest tymczasowo niedostępny. Zacisnęłam zęby i dzwoniłam dalej. Odpuściłam sobie po godzinie.

Usiadłam stołku w kuchni i rozbeczałam się na dobre.

Jak on mógł? Jak mógł tak po prostu mnie zostawić?!

Wzięłam z lodówki największego banana i popędziłam do Daniela. Jest sobota, powinien być w domu. I nie pomyliłam się. Otworzył mi, wciąż w piżamie, potężnie ziewając. Na mój widok natychmiast oprzytomniał.

– Nic nie mów – gestem zaprosił mnie do środka. – Po twoich zapłakanych oczach widać, że coś poszło nie tak.

– Nie coś. Wszystko – przełknęłam łzy i pomaszerowałam wprost do kuchni. – Masz coś słodkiego?

– Zrobię ci gorącą czekoladę.

– Może być – odparłam markotnie. – Jest prawie południe, a ty jeszcze w dezabilu?

– Zabalowałem wczoraj. A może wolisz kawę?

– Mój żołądek i wątroba tak są na wykończeniu. Dawaj czekoladę.

Pokiwał głową. Usiadłam na kuchennym taborecie i podparłszy głowę dłońmi, w całkowitym milczeniu przyglądałam się jak przygotowuje napoje.

– Proszę – postawił przede mną kubek z apetyczną pianką. – A teraz możesz mówić.

Siedział naprzeciwko i wsłuchiwał się w moje słowa. Rwące niczym potok, pełne pretensji do całego świata, do Gabriela i do samej siebie.

– A teraz zniknął – zakończyłam ponurym tonem. – Zostawił jedynie ten numer telefonu.

– Pokaż – Daniel ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się w niewyraźne bazgroły. – Dziwny. Chyba nie nasz? Zaczekaj, przyniosę laptopa, zobaczymy.

Po chwili ze zdumieniem wpatrywał się w monitor. Nie wytrzymałam i zerwałam się z miejsca.

– Republika Południowej Afryki?! – powiedziałam śmiertelnie zdumiona. – A cóż on u diabła robi w RPA?

– Może mieszka? Zauważyłaś obcy akcent w jego głosie? Nie zawsze, czasami.

– Obcy akcent?

– No co ty Ida? Nie mów, że tak cię zauroczyły jego oczy, że nie zwróciłaś na to uwagi?

– Niee… – zająknęłam się. – To źle?

– Skąd! Ale daje do myślenia, prawda?

– No dobrze – zniecierpliwiona spojrzałam na Daniela. Wróciłam na miejsce i dopiłam czekoladę. – Mam teraz kupić sobie bilet do Johanesburga i tam go szukać?

– Nie wiem… – odparł zamyślony. – A mówiłem byś się głupio nie upierała.

– To co miałam zrobić? – Łzy pociekły po moich pliczkach.

– Biedactwo – Daniel ze współczuciem w oczach ujął moje dłonie. –Mam pomysł. Moja babcia pracuje w bibliotece.

Przerwał i dał łyka kawy. Musiałam mieć dziwną minę, bo zachichotał.

– A wraz z nią inna przemiła staruszka. I jej syn o ile mnie pamięć nie myli, jest jakąś ważną szychą w policji. W poniedziałek pójdziemy tam, popłaczesz trochę, pokażesz jak bardzo masz złamane serce i przekonamy je, aby nam pomogły.

– Złamane serce? – zagryzłam wargi. – Żeby tylko…

To była maleńka iskierka nadziei. Ale rozjaśniła mrok panujący w mojej duszy. Resztę smutków przepędził alkohol, którego w nadmiarze zażyłam wieczorem w pubie, gdzie zaciągnął mnie Daniel. Niestety, znieczuliłam się do tego stopnia, że powrotu do domu już nie pamiętam.

***

Siedziałam w przytulnym kantorku, pijąc kawę i wylewając kolejne łzy. Bez tego się nie obeszło. Obie panie, bardzo przejęte, od razu obiecały pomoc. Moja historia zwłaszcza wzruszyła starszą z nich, panią Irenkę. Tę, której syn był ważną szychą w policji. Pomoc miałam zagwarantowaną na sto procent. Napisałam na kartce wszystko, co było mi wiadomo o Gabrielu, dodałam krótki rysopis, adres zamieszkania i mój numer telefonu, by mogły mnie poinformować, gdy nadejdą jakieś wieści. Daniel pojawił się dopiero gdy wychodziłam. Z uśmiechem podał mi ramię i zaproponował spacer. Skorzystałam i wylądowaliśmy oczywiście w jakiejś knajpie przy filiżance herbaty. Kawę przestałam pić, bo zaczęła łupać mnie wątroba.

A potem wróciłam do domu i czekałam na wieści o Gabrielu.

Po tygodniu zaczęłam sypiać w miarę normalnie. Po miesiącu umówiłam się nawet na randkę. Co prawda okazała się kompletnym fiaskiem, ale miałam szczere chęci.

Nadeszło lato i zostałam zaproszona przez Daniela i Carlosa do ich mieszkania na wybrzeżu południa Hiszpanii. To były cudowne dni i wróciłam opalona, zrelaksowana i z naładowanymi akumulatorami. Wspomnienie o Gabrielu nadal bolało, ale już nie tak bardzo. Stało się bladym cieniem, nabierającym konkretnych kształtów, zazwyczaj w chwilach gdy dopadała mnie chandra.

Fidello zostało zamknięte. Poinformował mnie o tym Piotrek. Niestety innych wieści nie miał. A Gabriel zniknął. Nie wiedziałam co się z nim dzieje, zaręczył się z tą swoją Eweliną czy też może znalazł jeszcze inną? Internet milczał na ten temat, choć przesiedziałam niezliczone godziny, usiłując złowić jakąkolwiek informację. I nagle, gdy wróciłam z wieczornego spaceru, mama przekazała mi wiadomość, że dzwoniła niejaka pani Irenka i prosiła o spotkanie ze mną. Miałam się stawić w bibliotece z samego rana.

Ha, ha! Wydawało mi się, że rana się zabliźniła, że prawie dałam radę zapomnieć. Akurat! Wspomnienia i uczucia powróciły w mgnieniu oka, a ja wyjątkowo mało spałam tej nocy.

Pod drzwiami biblioteki stawiłam się, nie dość, że punktualnie, to jeszcze przed czasem. Niewyspana, byle jak ubrana, z drżącymi kolanami i bijącym jak oszalałe, sercem.

– Och, Iduś! Tak myślałam, że będziesz wcześniej. Chodź kochanie, siadaj.

O mało co nie umarłam z ciekawości.

– I? – spytałam z utęsknieniem, kiedy zauważyłam, że wyciąga z torby cienką teczkę.

– Mój syn dał kilka zdjęć i krótki życiorys. Możesz to przeczytać, a później mamy to zniszczyć. I wiesz, to wszystko jest nieco skomplikowane. On nie jest Polakiem.

– Kto? Pani syn?

– Nie – najwyraźniej była skonfundowana. – Ten twój Gabriel.

– Że co? – jęknęłam, dopadając monitora. – Przecież ma polskie nazwisko?

– To po żonie.

Fakt, iż nie umarłam na zawał serca, to z pewnością zasługa mojego młodego wieku. Żona? Jaka żona do diabła?!

– Krzyś był pewien, że to o twojego Gabriela chodzi.

Wplotłam dłonie we włosy i zapatrzyłam się w leżące przede mną dokumenty.

– No nie! – warknęłam i otwarłam szaroburą aktówkę. Bez słowa gapiłam się na leżące przede mną fotografie. Na jednej z nich stało trzech mężczyzn. I z pewnością jednym z nich był Gabriel. Młodszy, jakby weselszy lecz z tym samym wyrazem arogancji i pychy.

– To on, prawda? – Starsza pani bez problemu odczytała wyraz mojej twarzy.

– On – szepnęłam zdławionym głosem. Dopiero teraz spojrzałam na nazwiska umieszczone pod zdjęciem. Uniosłam drżące dłonie i otwarłam laptopa. Wystukałam w wyszukiwarce dwa słowa – imię i nazwisko. Tym razem to prawdziwe.

Jasny gwint! Na pierwszej pozycji miałam wiki po polsku.

A ja głupia szukałam Gabriela Radwańskiego. Ha, ha! Mogłam sobie szukać do ukichanej śmierci.

– Gabriel Tregardt, fotoreporter, urodzony w 1969 roku w Johansesburgu, RPA. Laureat nagrody Pulitzera w wieku dwudziestu czterech lat, żonaty z córką polskiego dyplomaty Anną Radwańską – przeczytałam pobieżnie.

Tekstu było o wiele więcej. Już nie potrzebowałam tego, co z takim trudem zdobyłam dla mnie przemiła starsza pani. Wystarczyło jedynie prawdziwe nazwisko. W necie była cała reszta. Cały życiorys – rodzina, studia, pierwsze sukcesy, wzmianka o zamożności i w końcu TO!

– Tutaj piszą, że cała jego rodzina, ojciec, brat, żona i dwójka dzieci zginęli goszcząc u znajomych, podczas ataku na farmę. Jednego z wielu, jakie zdarzają się w RPA. Ocalał tylko Gabriel, którego w tym czasie nie było, bo miał zjawić się dopiero następnego dnia.

W miarę wypowiadanych słów, mój głos stawał się coraz cichszy. Przerzuciłam się na język angielski. Ukazało się jeszcze więcej informacji. Także ta o sposobie, w jaki zginęła jego rodzina.

Płakałam czytając szczegóły. Starszego mężczyznę spalono żywcem, młodszego bito do utraty nieprzytomności, kobietę wielokrotnie zgwałcono, potem zmiażdżono jej głowę kamieniem. A dzieci… Boże! Jak to możliwe, że na świecie mogą istnieć tacy ludzie! Jedno wrzucono do studni i utopiono, drugie po nieudanej próbie obdarcia ze skóry, uduszono.

– Ale ty go poznałaś tutaj? W Polsce?

– Nawet słowem nie wspomniał… Zresztą, mówi z idealnym akcentem. Tylko raz Daniel zauważył, że ma obce naleciałości. Skąd mogłam w ogóle przypuszczać?

– Czy tam piszą, jak tu trafił?

– Nie, ani słowa. Informacje urywają się na roku śmierci jego rodziny. Jakby i on sam umarł.

– Dla świata chyba tak. – Starsza pani postawiła przede mną kubek z herbatą. – Uciekł, zmienił nazwisko, zaczął nowe życie.

– A myślałam, że go znam.

– Bo znasz kochanie.

– Zaraz – zmarszczyłam brwi – tu jest odnośnik do artykułu. Jest datowany na rok później. Piszą tu o nieudanej próbie samobójczej znanego fotoreportera Gabriela Tregardta. Wjechał samochodem w budynek rządowy. To krótka wzmianka. Nic więcej nie ma.

Pochyliłam się, wtuliwszy głowę w ramiona.

Wszystko było takie proste, gdy znało się jego prawdziwe nazwisko. Takie jasne i klarowne. Cała najbliższa rodzina… Musiał strasznie cierpieć po ich śmierci. Tylko dlaczego wybrał Polskę? Z tego co udało mi się wyczytać, prócz żony, nie łączyło go z naszym krajem nic innego.

– Och, Gabrielu! – wyjęczałam cichutko. – Byłam taka głupia…

Starsza pani pocieszająco pogładziła mnie po głowie.

– To tylko suche fakty dziecko. Diabeł tkwi w szczegółach.

Spojrzałam na nią z nagłym zastanowieniem.

– A może nie ma nic, co wymagałoby wyjaśnienia?

– Co podpowiada ci serce?

– Sama już nie wiem. – Oparłam głowę na złączonych dłoniach, wpatrując się w fotografię dwudziestopięcioletniego Gabriela. Roześmianego mężczyznę, który świat miał u stóp. Co się z nim stało?

Gdybym tylko mogła jeszcze raz z nim porozmawiać. Boże! Tym razem tak bym tego nie zostawiła. Nie pozwoliła odejść w milczeniu, choćby nie wiem co!

– Czy pani syn nie wie, gdzie Gabriel mógłby obecnie przebywać?

– Nie wydaje mi się. Ale może mógłby się dowiedzieć? Zaczekaj, zadzwonię.

Po piętnastu minutach wiedziałam już, że zdobycie tej wiedzy może potrwać.

Patrzyłam na nią połykając łzy.

– Jak ja go teraz znajdę w tym wielkim świecie?

– Może znów jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności?

Pokręciłam przecząco głową.

– Myślę, że wykorzystałam swój limit szczęścia. Teraz muszę działać! – Wraz z tymi słowami zerwałam się z miejsca. Pocałowałam panią Irenkę w policzek. – Dziękuję! Naprawdę dziękuję!

– To zaledwie taki drobiazg.

– Nieprawda. To coś, czego potrzebowałam. Impuls mogący skłonić mnie do walki o własne szczęście.

– Aż tak źle ci bez niego?

– Źle? – zarzuciłam torbę na ramię. – Ja się w ogóle dziwię, jak mogę bez niego żyć…

***

Mój wrodzony optymizm niemal skapitulował po miesiącu poszukiwań jakiegokolwiek śladu po Gabrielu. Zniknął, jakby zapadł się pod ziemię. Na nowo wymęczyłam Karola, prawnika u którego swego czasu podpisywałam umowę, ponownie syna pani Irenki.

I nic.

Dowiedziałam się jedynie, że prawdopodobnie nie wyjechał w ogóle z Polski. Do gdzie do diabła się podziewał?

Nieoceniony Daniel załatwił mi pomoc kolegi, znakomitego hakera. Ale oficjalne źródła, z nieoficjalnego dostępu, nie wniosły nic nowego. Interesów pilnował niejaki pan Muller, adwokat z Wiednia, cały kapitał spoczywał nienaruszony w odpowiednich bankach. Dom został sprzedany, Fidello nadal było zamknięte. Z ubezpieczenie zdrowotnego Gabriel nie korzystał, telefon wciąż był nieczynny. Słowem, ślad po nim zaginął.

Nie wiadomo jakich głupich czynów dokonałabym w akcie desperacji, gdybym nie głupi przypadek. Przynajmniej wtedy sądziłam, że to był przypadek.

W połowie września zadzwonił Piotrek i nieco zmieszany poprosił mnie o pomoc. Zdziwiłam się ździebko, ale spytałam o co chodzi. Okazuje się, że obiecał kogoś zawieź w pewne miejsce, ponad sto kilometrów stąd. Ale nie może, bo mają z dziewczyną rocznicę i ona już wykupiła dla nich dwudniowy pobyt w luksusowym spa.

– Ida ratuj! Obdzwoniłem już całą rodzinę i wszystkich przyjaciół. Kolejna na liście jesteś ty. Masz auto, prawko i czas wolny. Błagam!

Jak mogłam mu odmówić? Przy okazji zaproponował, abym zanocowała sobie w ich leśnym domku.

– Możesz tam zostać ile chcesz. Lasy pełne grzybów, święty spokój i piękne widoki.

Pokiwałam głową, choć bez zbytniego zapału. Podróż minęła spokojnie, bo mój pasażer nie był zbyt rozmowny. Pożegnał się nawet dość chłodno, ale w zasadzie miałam to gdzieś. Bez problemu trafiłam pod wskazany adres i z miejsca postanowiłam, że zostaję. Domek był malutki, otoczony zielenią, po prawej miał jeszcze sąsiedztwo, ale po lewej przylegał do gęstej ściany lasu. Spodobał mi się pomysł kilku dni na łonie natury, więc wytargałam moją torbę podróżną i szybko się rozpakowałam. Potem ruszyłam do umownego centrum, bo żołądek dość wyraźnie sygnalizował swoje potrzeby.

To była malutka miejscowość, zaledwie nikły punkcik na mapie, w której niedawno miejscowe kółko historyczne odkryło dość interesująco zapowiadające się ruiny. Szłam wąską uliczką, podjadając frytki z papierowej torebki, gdy mój wzrok przykuła wysoka, lekko zgarbiona sylwetka.

Mężczyzna odziany był w bure, nieciekawe łachy. Towarzyszył mu pies nieokreślonej rasy, kulejący na jedną łapę. Tak jak i jego właściciel.

Wzrok mógł mnie zwieś, ale nie intuicja. Pędem ruszyłam w kierunku nieznajomego i po chwili chwyciłam go za ramię, zmuszając do odwrócenia.

I miałam rację. Rację miało również moje głupie, bijące jak oszalałe serce.

– Gabriel?! – wyrwało mi się w zdumieniu. – Na Boga! Jak ty wyglądasz???– dodałam ze zgrozą.

Tylko oczy i ironicznie wykrzywione usta przypominały dawnego Gabriela. Włosy, od wieków już nie strzyżone, kilkudniowy, niechlujny zarost, zapadnięte policzki i przygasłe spojrzenie. I dziwny rys goryczy wokół ust. Nie mówiąc już o tym, że był znacznie szczuplejszy.

Poznał mnie bez chwili wahania. Delikatnie się uśmiechnął, a potem gwizdnął na psa. I odwrócił się, by odejść.

– Zaczekaj! Błagam!

Jak ja w ogóle mogłam przypuszczać, że przestanę go kochać? Był dla mnie jak powietrze, jak druga połowa serca, bez której tak naprawdę nie mogło bić. Był jedyny, wyjątkowy. Co tu dużo mówić – był, jest i będzie całym moim światem.

– Gabrielu, proszę!

Pokiwał przecząco głową. Ale za późno. Tęsknota wzięła górę i zanim zdążyłam pomyśleć, co robię, przytuliłam się do jego piersi, niczym samotne, przerażone dziecko.

– Iduś… – Miał schrypnięty, zmieniony głos. – Nie rób tego.

– Chce tylko porozmawiać, przywitać się.

– Nieprawda.

– Nieważne – powiedziałam niecierpliwie, odgarniając kosmyki nieposłusznych włosów z twarzy. – Nie puszczę cię tak, po zdawkowym „witaj i żegnaj”. Nie masz na to szans.

– W takim razie chodź.

Ujęłam szorstką, chłodną dłoń i posłusznie podreptałam u jego boku. Za nami wlókł się pies–inwalida. Minęliśmy prawie wszystkie domy we wsi, skręciliśmy w polną drogę, lecz dopiero za niskim sosnowym zagajniczkiem, ukazała się niewielka chata. Wspomniałam podróż na Seszele prywatnym odrzutowcem i zagryzłam wargi. Co się u diabła stało?

Wnętrze było urządzone w sposób niezwykle surowy. Żadnych pamiątek, rzeczy osobistych. Tylko to, co niezbędne na co dzień, plus cały regał niedbale poupychanych książek.

Usiadłam na kanapie. Obok mnie umościł się psiak, merdając ogonem, gdy pogłaskałam go po karku. Potem położył łeb na złączonych łapach i wpatrzył się w swego pana.

– To staruszek, prawda? Nie znam się na tym, ale chyba mam rację?

– Starzec, inwalida, skłócony ze światem. Jak ja. Dlatego go wziąłem ze schroniska. Inaczej zostałby uśpiony.

Gabriel zdjął kurtkę i usiadł naprzeciwko mnie, na trzeszczącym fotelu. Pochylił się lekko i oparł łokcie na kolanach, po czym zapatrzył w moje oczy.

– Zapomniałem jak piękną jesteś kobietą, Ido.

– Samotną – dodałam cicho.

– Bzdura. Na pewno masz w czym wybierać.

To nie było pytanie, a stwierdzenie. Zagryzłam wargi, by się nie rozpłakać. Bo to on był ostatnim mężczyzną, którego całowałam. Jedynym, z którym się kochałam. Zresztą, co sobie wyobrażał? Że w przeciągu tych kilku miesięcy nie dość, że wyleczyłam złamane serce, to bzykałam się na prawo i lewo?

– Co robisz w takim miejscu?

– Pamiętasz kucharza z Fiedllo? Piotrek oprosił mnie o przysługę. Przywiozłam kogoś i postanowiłam, że zostanę na kilka dni. Pięknie tu.

– Aha.

Musiałam siłą powstrzymywać się, by nie paść mu w ramiona, nie pocałować wyrazistych ust, nie rozpłakać się.

– Dobrze. To był głupi błąd. Powinnam była się zgodzić i wyjść za ciebie – odezwałam się, wprawiając go w zdumienie.

– Tak piękna kobieta, sama, na tym zadupiu? – zręcznie zmienił temat rozmowy.

– Ostatnie dni wakacji. Od października wracam na studia.

– Archeologia, o ile dobrze pamiętam?

– Skąd wiesz?

Uśmiechnął się.

– Jest mało rzeczy, których o tobie nie wiem.

– Co ty powiesz? Ciekawe skąd?

– Tajemnica. Ty lepiej powiedz, dlaczego wybrałaś tak oryginalny kierunek? Zwłaszcza w czasach gdy każdy studiuje coś z prawem, ekonomią lub informatyką.

– Widzisz, gdy ludzie zwiedzają zrujnowany zamek, widzą tylko kupę kamieni, czasem bez ładu i składu. Pstrykają zdjęcie, kupują pocztówkę i po powrocie chwalą się znajomym, że byli „w tych słynnych ruinach”. Dla mnie jednak, to nie tylko kupa kamieni. Ja widzę zamek i ludzi, którzy tam żyli. Słyszę ich głosy, gwar tłumu. Książąt, rycerzy i zwykłych kmiotków. Czuję zapach wypiekanego chleba, smród niemytych ciał, zapach kościelnego kadzidła. Nie potrzebuję komputerowych symulacji. Mam to tutaj – wskazałam na głowę. – I dlatego zawsze chciałam być archeologiem. A ciebie wciąż kocham.

Zamarł, gdy padły ostatnie słowa.

– Myślałem, że wolisz sobie ułożyć życie beze mnie? I nigdy nie spotkałem nikogo, kto by z taką miłością mówił o wykonywanej pracy?

– Archeologia to ćwiartka mojej duszy i serca.

– Dlaczego ćwiartka?

– Bo to połowa z połówki. Drugą masz ty.

– Daj spokój króliczku. Lepiej jest tak, jak teraz.

– Nie, nie jest lepiej! – wrzasnęłam nieoczekiwanie. Pies podniósł łeb i spojrzał na mnie czujnie. – Ty wstrętny, przebrzydły tchórzu! I nie nazywaj mnie króliczkiem!

– Nigdy tego nie lubiłaś?

– Uwielbiałam. Ale muszę jakoś wyładować moją wściekłość.

– Ida!

Nie miałam wyjścia. Musiałam być twarda, bezczelna i nieustępliwa. Dlatego teraz wstałam i bezceremonialnie usiadłam mu na kolanach. Nie poruszył się, choć widziałam jak gwałtownie przełknął ślinę. I niemal wbrew własnej woli, objął mnie w pasie.

– Gabrielu! – powiedziałam poważnie, ujmując jego wymizerowaną twarz w obie dłonie. – Czy zostaniesz moim mężem?

Z pewnością gdyby sufit zawalił mu się na głowę, nie byłby bardziej zdziwiony.

– Co powiedziałaś?

– Spytałam, czy się ze mną ożenisz?

– Ale…

Nie miałam zamiaru dać mu dokończyć. Tylko go pocałowałam. Po tych wszystkich tygodniach oczekiwania, poczułam się nagle, jakbym wróciła do domu, z dalekiej, bardzo dalekiej podróży.

Wargi miał suche i gorące. Ale odpowiedział na pocałunek i mocniej ścisnął mnie w pasie. Czułam, jak jego ciało się rozluźnia, jak poddaje się, choć czyni to niemal wbrew sobie.

– Nigdy więcej cię nie zostawię – wyszeptałam. – I przysięgam, że nie pozwolę, byś ty to zrobił. Nawet jeśli mnie nie kochasz.

Najzabawniejsze, że poczułam smak słonych łez na moich wargach. A przecież nie płakałam.

– Nie wierzę w miłość…

– Wiem.

– …ale życie bez ciebie było piekłem. Czasami wręcz wolałem umrzeć.

– Widzę. – Delikatnie scałowałam łzy z jego policzków. – Ja się tylko zastanawiam, co się stało z tym aroganckim, zadufanym w sobie dupkiem?

– Pozostał gdzieś tam, w wielkim świecie.

– Dlaczego milczałeś przez tyle czasu?

– Najpierw uparłem się, że to ty do mnie musisz przyjść. Myślałem, że jestem górą, bo ty mnie kochasz, a ja czuję tylko pożądanie. A potem… Sam nie wiem.

– Musisz przyznać, że to trochę niespodziewane spotkać cię w takim miejscu. Dlaczego nie wróciłeś do swojej ojczyzny?

Znieruchomiał.

– Wiesz?

– Wszystko. Trochę to trwało, ale naprawdę sądziłeś, że sobie odpuszczę? Daniel mi pomógł.

– Czy coś… Czy jest coś, co muszę wyjaśniać?

– Gabrielu? – surowo spojrzałam mu w oczy. – Powiedzmy, że nic mnie dziwi. Ale dlaczego do diaska, karzesz siebie za ich śmierć?

– Bo powinienem być wtedy z nimi. Ale wyłgałem się obowiązkami służbowymi.

– Wiesz – stwierdziłam nieco w zadumie – to trochę tak jak w powiedzeniu: nie chodź, bo się przewrócisz. No i w końcu to był twój sposób zarabiania na chleb.

– Na chleb? – roześmiał się z goryczą. – Nie wiesz, co mówisz Iduś. Byłem prawie na szczycie – w pracy sukces gonił za sukcesem. Finanse? Jakie finanse? Już wtedy miałem więcej pieniędzy niż mógłbym wydać. A w domu czekała na mnie piękna żona, wybrana właśnie ze względu na swą urodę i reprezentacyjność. Zrobiłaby dla mnie wszystko, a ja nawet jej nie kochałem. Chcesz wiedzieć gdzie naprawdę wtedy byłem? Z kochanką w luksusowym hotelu. Parzyliśmy się jak zwierzęta, podczas gdy inni gwałcili moją żonę i dusili dzieci…

Milczałam. Bo co mogłam powiedzieć?

– Miałaś rację mówiąc, że jestem bydlakiem. Tylko ty… Tylko na tobie mi zależy. Dlatego nie chcę wciągać cię w to bagno, jakim jest moje popaprane życie.

– A jeśli sama chcę w nie wskoczyć?

– Jestem stary, porąbany i na dodatek cię nie kocham. Na co ci ktoś taki?

– Ech, głuptasie – roześmiałam się, choć wcale nie było mi do śmiechu. – Straszny uparciuch z ciebie.

– Patrzę realnie na życie.

– Gabrielu! Zachowujesz się jak dziecko. Gorzej niż ja swego czasu!

Chciał mnie odsunąć, zepchnąć z kolan, ale nie pozwoliłam na to. Przylgnęłam do jego piersi, spragniona bliskości człowieka, na którym zależało mi bardziej niż on sam mógłby przypuszczać.

– Dziwnie jest cię spotkać w takim miejscu – zręcznie zmieniłam temat, unosząc głowę i figlarnie wpatrując się w jego wciąż poważne oczy. – Ależ porównanie do tych salonów i luksusu, którym się otaczałeś.

– Samotnym jest się bez względu na miejsca.

– Samotnym jest się często na własne życzenie. Ale nie łudź się, ja nie odejdę.

– Ida! Przecież mówiłem…

– Uhm – dotknęłam wargami jego szyi. Pewnie nie chciał, ale jego ciało zareagowało bez udziału wyższej świadomości. Spiął się cały i z jeszcze większą siłą mnie objął. –Wiesz co ci powiem? Mam to w dupie!

– Niby co? – wyraźnie słyszałam drżenie w jego głosie.

– Twój sprzeciw. Zostaję. Pal licho studia. Nauczę się w końcu gotować i będę ci pichcić pyszne obiadki. Jemu też – wskazałam podbródkiem na wpatrującego się w nas psiaka.

– Ida! – jęknął. Ale gdzieś tam w tle pojawiła się nutka radości. Iskierka nadziei w szarych oczach.

– Masz rację. Jesteś porąbany – potwierdziłam, pieszcząc teraz ustami płatek jego ucha.

– A ty niby nie?

– I biorę cię z całym dobrodziejstwem inwentarza – dodałam.

Kolejny pocałunek pełen był żaru i niemożliwej do wypowiedzenia tęsknoty. To było takie dziwne. Znaleźliśmy się niespodziewanie, gdzieś na krańcu świata, jakby przeznaczenie mimo wszystko nie chciało napisać innego scenariusza.

– Wiem, że czekają nas trudne chwile.

– Masz świadomość tego, że to ty szybciej zostaniesz sama? Między nami jest kolosalna różnica wieku.

– Mówisz tak, jakbyś już stał nad grobem – roześmiałam się nagle. – Gabrielu! Przed nami tyle cudownych chwil, nieskończone możliwości i nowe szczęście! Nie poddawaj się na samym początku! Masz mnie!

Czule odgarnął moje włosy na bok. Patrzył w milczeniu, a wyraz jego oczu powoli się zmieniał. Stawał się twardszy. Zdecydowanie zacisnął usta, jakby nagle podjął jakaś ważną decyzję. Jego dłoń wciąż pieściła mój policzek. Miałam ochotę powiedzieć – no dalej!, wykrztuś to z siebie! – ale milczałam. Pewne sprawy musiały biec swoim torem. Nie można było ich przyspieszać ani wymuszać. Paradoksalnie, te tygodnie rozstania, dały nam więcej niż przypuszczaliśmy. Wtedy wszystko wydawało się prostsze, wystarczyło powiedzieć „żegnaj” i odejść. Teraz… Teraz nie. Chyba po prostu zmądrzałam. On również.

Był nam potrzebny czas, choć i tak sądzę, że podarowano go nam w nadmiarze.

– Ciebie? – spytał cicho. – Na jak długo? To taka moda na starszego faceta czy też chcesz zdobyć to, co wydaje się niezdobyte?

Ożeż ty! To dlatego! Co za skończony głupek! Uparty osioł! Kiedyś obrzuciłabym go wyzwiskami, może nawet porządnie przywaliła w zęby, ale nie teraz.

– Nie obchodzi mnie twoja przeszłość. Stare grzechy, żyjące we wspomnieniach. Ja chcę od nowa napisać kawał historii naszego życia. Musisz mi tylko na to pozwolić. Kocham cię  Gabrielu i nie ważne co powiesz czy co zrobisz, to się nie zmieni. Możesz mnie zostawić, kolejny raz uciec na inny kraniec świata, ale choć z pewnością będę cierpieć, to wciąż będę cię kochać.

Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu.

– A jeśli w którymś momencie stwierdzę, że nie było warto? I odejdę?

– Nie odejdziesz – powtórzyłam cierpliwie.

– Skąd wiesz? – łypnął na mnie podejrzliwie jednym okiem.

– Bo mnie kochasz.

Z lekka go zatkało.

– Tego nie powiedziałem.

– Ale pomyślałeś.

– Nie wierzę w miłość. To tylko gra…

– …hormonów, zwykła reakcja chemiczna. Tak, wiem. Już to słyszałam.

– Jesteś okropna!

– Jestem. To co? Ożenisz się ze mną?

– Ida! – syknął z nagła rozzłoszczony. – To ja powinienem wypowiadać te słowa.

– Powinieneś też wykrztusić w końcu, że mnie kochasz.

– Nie kocham! – wrzasnął, a potem z żarem mnie pocałował. Było w tym geście tyle tęsknoty, tyle skrywanych od dawna pragnień, tyle namiętności. – Nie… No dobrze! Trochę tak.

– Co proszę? – zdziwiłam się obłudnie. Jednocześnie delikatnie pieściłam ustami jego wargi, z uśmiechem uchylając się od bardziej intymnego dotyku. – Jak duże jest to troszkę?

Przełknął ślinę. Czułam jak tuż obok bije jego serce, szybko, mocno, tak głośno, że niemal zagłuszało myśli.

– Każesz to mówić, każdemu kochankowi?

– Nie zdenerwujesz mnie. Tylko tobie. Bo tylko z tobą się kochałam.

Zamarł i spojrzał na mnie śmiertelnie zaskoczony.

– Po tym jak my, ty nigdy nic??? A ten twój Daniel?

– On jest gejem. Poza tym każdy facet, na którego spojrzałam nie umywał się do ciebie. Myślałeś, że zagłuszę tę tęsknotę tarzając się w rozpuście?

– Króliczku – wyszeptał zdławionym głosem. – Nie powinnaś była. To bez sensu, marnować życie na kogoś takiego jak ja.

– A ty?

– Co ja?

– Ile miałeś kobiet przez ten czas?

Bardzo długo zwlekał z odpowiedzią.

– Żadnej – powiedział cicho. – Iduś? Wyjdziesz za mnie? Błagam!

Ile to się biedna kobieta namęczy z takim opornym, upartym typem. Lecz gdyby ktoś spytał czy warto było czekać, odpowiedziałabym, że tak.

– No dobrze – oparłam łokcie na jego ramionach i roześmiana potarłam jego policzek czubkiem nosa. – Ślub będzie skromny, najbliższa rodzina, trochę przyjaciół i tyle. I żadnych weselnych kapel, raczej niech będzie stylowo. Co do dzieci…

– No nie! Ledwo poprosiłem cię o rękę, a ty masz już zaplanowane całe życie? – W jego wzroku odczytałam autentyczną zgrozę. I radość.

– Miałam dużo czasu na snucie marzeń. Wierz mi kochanie, wiem nawet ile par skarpetek spakujesz na podróż poślubną.

– Powinnaś najpierw skończyć studia.

– E tam! Potem.

– Ucieknę! – zagroził, a potem zaczął się śmiać. – Króliczku, jak ja mogłem bez ciebie wytrzymać przez tyle czasu? To po prostu niesamowite!

– Niesamowite jest to, że spotkałam cię w tej dziurze, na totalnym zadupiu. Szansa jedna na milion, albo i mniejsza.

Posłał mi dziwne spojrzenie, którego nijak nie potrafiłam rozszyfrować.

– No dobrze, ożenię się z tobą – zgodził się tonem łaskawcy. I nagle zerwał się z miejsca, pociągając mnie za sobą.

– Chodź, musimy jechać.

– Gdzie? – spytałam osłupiała, patrząc jak Gabriel grzebie w przepastnej szufladzie biurka. Dopiero potem zauważyłam plecak, do którego wrzucał jakieś drobiazgi.

– Niespodzianka – oświadczył tajemniczym tonem i gwizdnął na psa.

Bez sprzeciwu, wciąż z lekka osłupiała, dałam się posadzić w aucie, a Gabriel ruszył z wizgiem opon.

– Mam nadzieję, że nie planujesz błyskawicznego ślubu?

– Nie. – Spojrzał na mnie z ukosa. Najwyraźniej był rozbawiony i podekscytowany. – W najbliższych planach mam raczej noc poślubną…

– Ach tak? – Przytuliłam się do jego boku i z niewinną minką położyłam dłoń na doskonale wyczuwalnej męskości. – W jak bliskich?

– Ida, przestań! Spowodujesz wypadek!

– Ja? To ty prowadzisz.

Kusiło mnie by spróbować jak to jest. Zresztą dookoła tylko lasy, byłoby się gdzie zatrzymać.

Na efekt samego dotyku nie trzeba było długo czekać. Pod moją dłonią coś rosło, pęczniało i twardniało w zastraszającym tempie. Zaczęłam masować na zmianę nabrzmiewającą męskość i wnętrze ud.

– Ida! Jesteś szalona!

– Uhm! – potwierdziłam.

– Wariatka!

– Mówiłam, że jestem niegrzeczną dziewczynką.

Który facet w tej sytuacji by wytrzymał? Gabriel nie. Dał po hamulcach, aż w ciało wbił mi się pas bezpieczeństwa i skręcił w zarośniętą polną dróżkę. Kiedy stanął, bez namysłu wdrapałam się na jego kolana i pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek niemal wgryzając się w moje usta. Był jak wygłodniałe zwierzę. Zniknęło gdzieś zmęczenie, rezygnacja i nijakość.  Zdarł ze mnie ubranie. Pomagałam mu, bez zastanowienia zrzucając każdą kolejną sztukę odzieży. Potem zabrałam się za niego. Paznokciami przeorałam muskularny tors, zostawiając czerwone szramy, zachłannie wpiłam się w usta. A na samym końcu dosiadłam go z głuchym stęknięciem.

Wszystko przestało się liczyć. Świat dookoła przestał istnieć. Może nie było to najlepsze miejsce na seks, ale teraz było to nam obojętne. Poruszaliśmy się jednym rytmem, coraz mocniej i silniej nabijałam się na twardą niczym kamień męskość. Gabriel przywarł ustami do mych nabrzmiałych piersi, pieszcząc je, ssąc, gryząc z taką siłą, że krzyczałam z bólu. Ale to był przyjemny ból. Wplotłam dłonie w jego włosy, wtuliłam w nie twarz. Dyszałam ciężko, czując zbliżający się finał, ale wciąż pragnąc więcej i mocniej. Coraz gwałtowniej go ujeżdżałam, coraz gwałtowniej mnie pieścił.

Poprzedni orgazm był niczym w porównaniu do tego, co teraz nadeszło. Czułam jak moje nogi drżą w niekontrolowany sposób, że całe ciało płonie, a w głowie zabłysło tysiące świateł. Krzyczałam, a mój krzyk zlał się w jedno z jego jękiem. Jakąś cząstką umysłu zanotowałam, że on również szczytuje, że ukąsił mnie w szyję z brutalną siłą, jakby kierowany pierwotnym, zwierzęcym odruchem.

A potem zdyszana opadłam na jego ciało, a on objął mnie mocno, choć czułam jak bardzo drży.

– Iduś…

– Mmm – wymruczałam, tuląc się do niego.

– Chyba kompletnie oszaleliśmy!

– Mów za siebie. Mnie właśnie tego było trzeba.

– Seksu?

– Gabrielu czy ty musisz psuć nastrój tej chwili?

– Wiesz… Siedzimy nago, w aucie, gdzieś na odludziu, a naszym miłosnym zmaganiom przygląda się z tylnego siedzenia pies. Mimo wszystko nie tak wyobrażałem sobie nasze ponowne spotkanie.

– A jak? – spytałam z ironią. – Trumna, a nad trumną ja z laseczką, roniąca łzy pod woalką?

– Ida!

– No co? Sam mówiłeś, że stoisz nad grobem?

– Ledwo cię spotkałem, a mam ochotę uciec!

– Serio?

– Nie – roześmiał się. – Ubieraj się króliczku, bo jak będziesz świecić po drodze gołym zadkiem, to faktycznie ktoś wjedzie w krzaki.

– Co masz przeciwko mojej pupie? – Bezczelnie odwróciłam się tyłem i wypięłam się w jego stronę. Dokładnie tak, jak tego oczekiwałam, jęknął i gwałtownie wtulił twarz w zagłębienie między pośladkami.

– Tylko to, że jest naga. A jeśli pozostanie taka przez następne pięć minut, to wiesz co cię czeka?

Najchętniej bym sprawdziła. Ale zżerała mnie też ciekawość, co za niespodziankę miał dla mnie Gabriel. Jak go znam, za nic nie uchyli rąbka tajemnicy…

Kwadrans później drzemałam przytulona do jego boku. Na zewnątrz świat był ponury, mglisty, a na dodatek zaczęło padać. Obudziło mnie gwałtowne hamowanie.

– Jesteśmy na miejscu.

Przetarłam zaspane oczy. Fidello?

– Wiesz… Na kolację mogłeś mnie zabrać do knajpy gdzieś bliżej. Nie jestem wybredna. Poza tym co tu chcesz serwować? Zupę z proszku?

– Marudna jak zawsze – pokiwał głową i pomógł mi wysiąść. Na krótko przygarnął do piersi i delikatnie musnął dłonią policzek, ale potem z tajemniczą miną zbliżył się do drzwi. Patrzyłam na niego podejrzliwie.

– Masz klucze czy będziemy się włamywać?

– Mam klucze.

Okazało się, że moje podejrzenia nie były całkiem bezpodstawne. Drzwi otworzył bez problemu, ale za to okazało się, iż zapomniał kod alarmu.

Godzinę później Gabriel otarł pot z czoła, a wciąż nie przekonana co do jego praw ochrona, odjechała z wizgiem opon. Z dziwną miną wylazłam z auta.

– Mam nadzieję, że w środku nie czeka na nas więcej pułapek? Latające siekiery, wrząca smoła…

– To nie tak miało być.

– Twój zapał przeszedł, ale moja ciekawość pozostała. Prowadź mój panie i władco!

Spojrzał na mnie z wyrzutem. A potem nagle się uśmiechnął i szerokim gestem zaprosił mnie do środka.

– Bardzo ciekawie – powiedziałam z lekką ironią. – A gdzie noktowizory?

W tym momencie błysnęło światło i moim oczom ukazało się wnętrze Fidello. Nieco zakurzone, jakieś takie nienaturalnie porządne, ale…

– Odtworzyłeś to wszystko kropka w kropkę – powiedziałam z podziwem i wzruszeniem. Było zupełnie tak, jak wtedy gdy po raz pierwszy wszedł do restauracji, gdy po raz pierwszy się kłóciliśmy. – Jesteś cudowny!

Ale on milczał, patrząc na mnie w wyraźnie wypisanym na twarzy poczuciem winy.

– No dobrze – odparł z ociąganiem. – Teraz mogę się przyznać. Zrobiłem to wszystko specjalnie. Miałem nadzieję, że jeśli przetrzymam cię odpowiednią ilość czasu, to sama rzucisz się w moje ramiona. I przestaniesz się głupio upierać przy deklaracjach miłosnych. W końcu jednak nie potrafiłem dłużej bez ciebie wytrzymać. Dlatego uknułem intrygę i poprosiłem Piotra o przysługę. Nie był zadowolony, ale zgodził się.

– Czekałeś, aż sama rzucę się w twoje ramiona?

– Tak jakby. Obserwowałem cię przez ten czas…

Można powiedzieć, że zapadła złowróżbna cisza.

– Tyle miesięcy? – spytałam z pozornym spokojem. Wcale się nie dziwię, że w jego słowach wyczułam strach i wahanie. – Te miesiące, które spędziłam na poszukiwaniu ciebie, wyciu w poduszkę oraz łykaniu tabletek nasennych?!

– Nie sądziłem, że będziesz tak uparta.

– Nie sądziłeś?!

– Iduś, nie wściekaj się. Musiałem to wszystko sobie jakoś poukładać.

– Poukładać?! – wrzasnęłam nagle i moja pięść wylądowała znienacka na jego nosie. – Ty gnojku! Ja cierpiałam, mało nie umarłam z tej zgryzoty, albo nie zrobiłam jakiegoś innego głupstwa, a ty sobie układałeś?! A teraz nagle się zjawiłeś, a jakże, bo przecież nie odmówię. W końcu cię kocham, prawda? Ty!... – musiałam sobie jakoś ulżyć, więc to co stało na najbliższym stoliku wylądowało z hukiem na ścianie. Przy solniczce nie wytrzymałam i pofrunęła ona wprost w stronę Gabriela. Zręcznie się uchylił, wciąż bardziej zakłopotany niż zły.

– Chciałem cię trochę zmiękczyć.

– Zmiękczyć?! – ryknęłam, a czerwona mgła zasnuła mi oczy. – Zmiękczyć? Ty bydlaku! Za nic… Za nic za ciebie nie wyjdę!

– Iduś! – jęknął, trzymając się za nos. – Kochanie!…

– Teraz to kochanie!? A gdzie byłeś, jak ryczałam, licząc tabletki nasenne i zastanawiając się czy nie łyknąć ich wszystkich naraz? No gdzie?!

– Króliczku…

Bez ceregieli kopnęłam go w łydkę. Byłam tak wściekła, że o mało nie wyskoczyłam ze skóry. Biedny, cierpiący Gabriel. Akurat! Zmiękczyć? Już ja mu pokażę!

– A ja głupia dałam się jeszcze bzyknąć pod drodze – stwierdziłam z goryczą, kierując się w stronę wyjścia.

– Ale ja naprawdę chcę się z tobą ożenić!

– I dlatego tak bezczelnie sobie ze mną pogrywasz?

– To nie tak. Chciałem inaczej… Bałem się, więc stwierdziłem, że lepiej będzie, gdy pomyślisz, że to szczęśliwy zbieg okoliczności – powiedział z lekką irytacją, podążając za mną. Wciąż trzymał się przy tym za nieszczęsny nos.

– Nie ma szczęśliwych zbiegów okoliczności. I żeń się z inną zmiękczoną kandydatką!

W jego oczach błysnął w końcu gniew.

– Nie to nie! Pewnie, że ożenię się z inną. Pół światu jest tego kwiatu!

– Daj ogłoszenie: podstarzały, wysłużony, ale wciąż nadziany erotoman gawędziarz, szuka podpory swojej starości!

– Nie prowokuj mnie!

– Do czego niby? Założę się, że wyczerpałeś limit krótkich numerków na cały miesiąc – odparłam drwiąco, strząsając jego dłoń z mego ramienia.

– Jej wysokość wolałaby seks–maraton? Wolałabyś? – ryknął strasznym głosem i brutalnie pchnął mnie na ścianę. – Tak cię zerżnę, że przez tydzień będziesz chodzić okrakiem!

– Ha, ha! Mości książe, który zamiast miecza wymachuje sztylecikiem. W dodatku przyrdzewiałym – dodałam drwiąco.

Byłam wściekła i zawiedziona. Zręcznie wkręcił mnie w sytuację, która była dla mnie ze wszech miar poniżająca. Odczekał spory kawałek czasu, bym swoje odcierpiała i wpadła w jego otwarte ramiona, niczym dojrzały owoc. A on będzie robił za wielkiego pana i władcę, który w końcu łaskawym okiem spojrzał na zabiedzoną sierotkę. I uczynił jej tę łaskę, że w końcu zdecydował się ożenić.

Gabriel również był wściekły. Chyba nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji, raczej pienia pochwalnego i walenia czołem w podłogę z wdzięczności.

– Ida! Jesteś niesprawiedliwa! Dałem nam czas, byśmy oboje dojrzali do pewnych rzeczy. Ty do sztuki kompromisu, ja do zaakceptowania tego co czuję.

– Jesteś dupkiem! I będziesz nim do końca swego żałosnego, samotnego życia, bo ja na pewno za ciebie nie wyjdę!

– Nie, to nie. Drugi raz nie poproszę. – Bez problemu przycisnął mnie do gładkiej powierzchni ściany. Unieruchomił nadgarstki i ze złością mierzył spojrzeniem. – Chcesz za mnie wyjść, czy wolisz się kłócić o wyimaginowane krzywdy?

– Nie! Nie chcę! Nigdy, przenigdy! – wrzasnęłam i wyrwałam się z jego objęć. – I nie pokazuj mi się więcej na oczy! Zapamiętaj to sobie zarozumiały bydlaku!

Trzasnęłam drzwiami i wybiegłam na zewnątrz. Nie zwróciłam najmniejszej uwagi czy podążył za mną, czy też nie. Byłam tak wściekła, tak rozzłoszczona, że całkowicie przestałam nad sobą panować. Te kilka kilometrów pokonałam w piorunującym tempie. Wpadłam do domu i bez słowa zamknęłam się w swoim pokoju.

Uczciwie muszę przyznać, że to była najgorsza noc w moim życiu. Jeszcze nigdy tak nie cierpiałam. Nawet płakać nie miałam siły. Leżałam na łóżku w całkowitym bezruchu, wpatrując się w sufit. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. I smutek, tak ogromny i tak przejmujący, że nie potrafiłabym wyrazić go słowami. Lecz w miarę upływu czasu ten smutek powoli przekształcał się w gniew, a nad ranem niewiele z niego pozostało.

Uch! Jak ja bym chętnie draniowi wydrapała oczy! Przywaliła jeszcze raz, choć i tak ze znieważonego nosa ciekła krew. Tyle mojej satysfakcji!

Mamrocząc pod nosem gniewne inwektywy zeszłam na dół, kierując się do kuchni. I od razu za progiem natknęłam się na Gabriela, który siedział przy naszym stole, popijając kawę. Nikogo więcej, jakby celowo dano nam czas na pogodzenie się. I chociaż ten drań znów wyglądał jak milion dolarów, to za tę jego pełną zadowolenia minę, najchętniej bym go udusiła.

– Czego chcesz? – warknęłam, sięgając po kubek.

– Ustalić szczegóły ślubu.

– Chyba pogrzebu?

– Ida! – Wstał, patrząc na mnie z wyrzutem. Cofnęłam się, uderzając pupą o blat kuchenny, a jednocześnie szacując swoje szanse na ucieczkę.

– Nie! I tym razem możesz czekać choćby i z dwadzieścia lat…

Nie dał mi dokończyć. Pocałował. Ujął moją twarz w dłonie i całował. Delikatnie, niemal pieszczotliwie, z doskonale wyczuwalnym uczuciem, kryjącym się w każdym dotyku, w każdym subtelnym zetknięciu naszych języków.

– Króliczku – wyszeptał, na moment przerywając. – Dla ciebie uwierzyłem w miłość, niemal wbrew sobie postanowiłem walczyć o nasze szczęście. Chciałem się ukorzyć, by jeszcze raz usłyszeć z twoich cudownych usteczek, że i ty mnie kochasz. Nie odtrącaj mnie teraz, błagam!

Och! Cała złość zniknęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. No bo jak ja mogłam się na niego gniewać po takich słowach, na dodatek wypowiedzianych tonem pełnym czułości? Drań czy nie, ale chyba naprawdę się we mnie zakochał.

– Ale to było świństwo… – kontynuowałam z rozpędu.

– Nie było ani dnia, ani godziny, bym o tobie nie myślał.

– Tyle miesięcy mojego cierpienia!

– Podobno nieźle bawiłaś się w Hiszpanii?

– W sumie to tak – odpowiedziałam z ociąganiem, a potem głęboko odetchnęłam. Pewne kwestie musiały zostać postawione jasno i wyraźnie. Uniosłam ramiona i teraz to ja ujęłam jego twarz w obie dłonie, patrząc na niego niezwykle poważnie.

– Gabrielu! Jedną z najważniejszych rzeczy w związku jest szczerość. Może i nie bezgraniczna, ale musisz być względem mnie uczciwy. Skoro zmieniłeś zdanie, trzeba było przyjechać. A ty po staremu zacząłeś się ze mną bawić. To jest nie fair i właśnie o to mam pretensję.

Też spoważniał.

– Masz rację króliczku. Proszę, nie gniewaj się! Ja też cierpiałem. Miotałem się przez dłuższy czas między swym uporem, a tym, co do ciebie czuję. Przez tydzień nie trzeźwiałem. Zdemolowałem kilka pokoi hotelowych. Prawie oszalałem, bo nie potrafiłem wyrwać z siebie serca, zniszczyć tego uczucia. Nie marszcz tak groźnie noska, bo właśnie po tym tygodniu zrozumiałem, że wcale nie chcę się go pozbywać. I ty, i moja miłość do ciebie, to dwie najcudowniejsze rzeczy, jakie mi się przytrafiły – znów mnie pocałował.

– Wyrwać?

– Uparta babo, ty znowu swoje – mruknął, po czym niespodziewanie chwycił mnie na ręce. – Jesteśmy tutaj sami. Idziemy się kochać.

– Jeszcze ci nie wybaczyłam – odparłam groźnie.

– Iduś, wybaczyłaś. I zajączku, obiecuję ci jedno…

– Nie będziesz się do mnie zwracał jak do puszystego psychopaty chrupiącego trawkę – odparłam ponurym tonem, chociaż wszystko we mnie krzyczało z radości. Wyło, zawodziło!

– Nie będę – zgodził się potulnie, maszerując energicznym krokiem na górę. – I obiecuję też, że nigdy, przenigdy nie wspomnę naszym dzieciom, że to ty poprosiłaś mnie o rękę!

W głębi szarych oczu dostrzegłam iskierki rozbawienia, całe morze pożądania i miłość, której tak pragnęłam. Pewnie, że miałam też ochotę ponownie mu przyłożyć. Lecz nie zrobiłam tego, tylko go pocałowałam. I nie powiem, kto po tym niesamowicie zaskakującym wieczorze, musiał chodzić okrakiem.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    osz…urwać w takim momencie… z zniecierpliwieniem czekam na ciąg dalszy :3

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ohh jak ja wytrzymam do 10 :(((

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    I jak tu doczekać do 10… Tortura… :(((((

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jak my wytrzymamy do 10 września. Wyjaśnia się wszystko i biegnie ku końcowi. Proszę podaj Babeczko dokładny dzień kiedy umieścisz koniec. Nie każ czekać aż tyle, zlituj się. Albo napisz książkę z tego opowiadania. Przepiękna historia, dobrze by było gdyby się skończyła dobrze, szkoda że przeszłość taka brutalna. Pozdrawiam :))))))))

  5. Radioactiv
    | Odpowiedz

    Dzień dłużej i zakończenie odpowiadania byłoby prezentem na moje urodziny 🙂 Już nie mogę się doczekać co wymyślisz, a tu jeszcze prawie cały tydzień czekania. Mam nadzieję, że umilisz nam ten czas dodając inne opowiadania. Po prostu uzależniasz Babeczko 🙂

  6. magida
    | Odpowiedz

    Coś niesamowitego. Jesteś Mistrzynią, nasza Pisarko. W mgnieniu oka przeniosłam się do świata Idy. Pisz nam dalej, a zakończenie… skoro i tak już jest, to czy możesz je dać szybciej? 🙂

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowne!! Tylko błagam, nie rób krzywdy(fizycznej i emocjonalnej) Gabrielowi-facet dość już wycierpiał.Proszę, proszę proszę
    Pozdrawiam, Martyna

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ktoś obiecywał, że następna część będzie dłuższa…..

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie jestem zawiedziona… Obiecywałam dłuższe teksty – niestety zawiodłam się. Zdaję sobie sprawę z tego, że należy dawkować teksty, podtrzymywać napięcie, nie mniej jednak obietnica, to obietnica. Zapewne wrócę tutaj na zakończenie tejże Historii, jednak czy wrócę po więcej – raczej już nie…

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Przepraszam, wdarł się błąd… Obiecywałaś*

  10. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    ha! Wiedziałam że Ida to głuptas :3 ma za swoje, ale tak mi się jakoś szkoda zrobiło Gabriela.

  11. Monika Inglot
    | Odpowiedz

    Wiedzialam. Po prostu wiedzialam ze Gabriel przezyl cos strasznego ale nie myslalam ze to bylo az tak okropne. Babeczko, ty to masz wyobraznie. Pozostaje mi tylko miec nadzieje , ze wszystko dobrze sie skonczy. Ale ja tez troche ponarzekam – ostatnie czesc dopiero 10 – ego. Chyba Babeczko bedziesz musiala wczesniej wstawic bo inaczej zlinczuje Cie tlum wscieklych kobiet a nie od dzis wiadomo ze to bron masowego razenia :):):)

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Smutne czesc.Rozplakalam sie.. Za duzo spadlo na Gabriela. Troszeczek Babeczko przedobrzylas.Czekam na zakonczenie …. Tylko niech sie dobrze skonczy. Za duzo przezyl Garbriel. Z drugiej strony rzadko sie spotyka takich ludzi co podnosza sie I dalej zyja.

  13. Babeczka
    | Odpowiedz

    W zasadzie to zastanawiam się czy nie dodać reszty do części dziesiątej i będzie problem z głowy – bo i tekst dłuższy i z zakończeniem. Co prawda chciałam ich tam jeszcze pomęczyć (głównych bohaterów oczywiście), więc zajrzyjcie po południu, dołożę resztę, a na 10 września dam inną niespodziankę.
    Pozdrawiam

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      TAK! Proszę, nie,błagam,daj wszystko:) juz nie moge sie doczekać! Chyba wezmę urlop na żądanie:)
      Buziaki

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czyli dzis zakonczy sie historia Igi Ii Gabriela? Babeczko pomecz ich troszeczke ale niech beda wrescie razem. Niech mu beda wynagrodzone ten koszmar z przeszlosci. Sadze , ze Iga dostala juz nauczke. Jak napisalas " ku pokrzepieniu serc naszych I ich"…pozdrawiam fanka z Londynu 🙂

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    O rany! Jeszczeee!

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zakończenie bardzo ciekawe,dziękuję że zlitowałaś się i dałaś je dziś;). Babeczko droga co z opowiadaniem "Nikomu ani słowa" też bardzo mi się podoba i powiem szczerze ze już nie mogę się doczekać kolejnej części:). Pozdrawiam cieplutko:).

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czy to juz koniec????? Czy jeszcze cos dopiszesz Babeczko?????

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie zbyt chaotyczne. Uważam że koniec powinien być bardziej rozbudowany. Ida trafiła na jakieś odludzie i od razu patrzy a tam kuśtyka jej ukochany Gabriel którego szukała prawie 3 lata i mało tego już po krótkiej wymianie zdań i słowach " biorę Cię z całym bogactwem inwentarza" ( które wraz z aromatyczną kawą i nad kubkiem z zimną lub ciepła kawą trafia się po kilka razy w każdym opowiadaniu) jest wszystko dobrze:P początek tej części super reszta nie w moim guście:) wierna fanka
    Vet

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie tez za duzy chaos sie wkradl. Dlaczego nagle Ida jest studentka archeologii? G. wracajac z Ida w nieudanych oswiadczyn, tez pewnie potrzebowal okolo tygodnai by wszystkie sprawy pozamykac zanim zniknal na dobre, mogl choc z 2-3 razy pojawic sie w swoim starym domu (co np by mogla np odnotowac centrala systemu alarmowego ze byl, duze desajnowe domy czesto tak maja.)
    Dlaczego tez Ida sie meczyla 2 lata, rok by jej starczyl, G. i tak jest stary 😀
    Brak tez jakiegos idowego przytupu, zlosliwosci, dowiedziala sie o nieszczesliwym zyciu mezczyzny i zlosliwosc jej zeszla.
    Ta miejscowosc, w ktorej sie pojawiaja tez tak nie wiadomo skad sie znalazla.

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    a mnie się podoba 😀 w końcu coś pozytywnego zaczyna się dziać, od razu dzień staje się weselszy D:P

  21. Babeczka
    | Odpowiedz

    Napisałam długi i piękny komentarz, ale mój komputer ma tendencje do samoczynnego wyłączania i wszystko mi skasował… 🙁
    A tak w ogóle, to kto powiedział, że to koniec?

  22. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nikt nie oczekuje konca, tylko uscislenia niescislosci

  23. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Z tego co zaobserwowałam autorka początek każdego opowiadania pisze bardzo sumiennie i rozbudowuje sceny w taki sposób że są naprawdę świetne i fascynujące, natomiast gdzieś tak w połowie albo jak nie ma pomysłu to pisze coś co w ogóle nie pasuje do całości tak bylo np z nikomu ani słowa 2 jak dla mnie żenada Nataniel chciał zgwałcić Marike a później naraz miłość jak w modzie na sukces cału cału i po krzyku wszyscy są zadowoleni i boje się że w tym przypadku też tak bedzię już Gabryś niegdyś nie pokorny i wyniosły stał się zramolałym starcem który razem z równie starym psem mieszka w chacie i czeka na śmierć a Ida w dziwny sposób akurat w miejscu gdzie ma praktyki jego znajduje szkoda że jeszcze pośród ruin się nie ukrył. Vet

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Tak działa magia przyciągania

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      "Nikomu ani słowa" jeszcze nie skończyłam 🙂 Magia przyciągania to jedno, całkiem możliwe rozwiązanie, ale akurat ja mam w zanadrzu coś innego. Większości pewnie się nie spodoba, ale trudno. Muszę napisać to w taki, a nie w inny sposób… Powiem tylko, że Nataniel kryje w sobie niejedną niespodziankę i to nie on jest głównym bohaterem…

      😉

  24. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Tak polubiłam Gabriela i Idę że mam cichą nadzieję że to nie będzie jeszcze koniec ich historii. Zawsze możesz przecież zlitować się nad Swoimi czytelnikami i napisać coś w rodzaju kolejnych sezonów? Zawsze zastanawiałam się nad tym czemu wszystkie piękne związki czy to w książkach czy w serialach,czy nawet w filmach,kończą się na żyli długo i szczęśliwie,a ostatnia scena to piękny ślub,lub wyznanie miłości? A co dalej? Czy wszstko staje się już tak nudne i monotonne że nie warto o tym opowiadać? Ehh… tak czy inaczej będę tęsknić za Historią…

  25. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Moze na koniec namietny seks??,

  26. Lili
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję że to nie koniec i wkrótce opiszesz dalsze losy 🙂 z niecierpliwością czekam na następną część (i marzę o kolejnych :-))

  27. Anonimowy
    | Odpowiedz

    wrzuc resztę bo nie moge sie oderwac od komputera i co chwilę odświeżam ekram,zeby sprawdzić czy juz jest!!!

  28. Anonimowy
    | Odpowiedz

    I mnie początek sie bardziej podobał. Zgadzam sie z komentarzami,że nagle bohaterowie, jakby zmienili charakter… Stali sie tacy nijacy, stary Gabriel i zbyt poważna Ida. Nie ma juz tego przekomarzania sie i ognia, który był na początku. W życiu tez tak jest, ale po kilku-kilkunastu miesiącach bycia razem, po dzieciach a nie trzyletniej rozlace.

  29. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Masz talent ; > Czekam, czekam , czekam…. na zakonczenie 🙂

  30. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Inspirowalas sie troche 50 twarzami Graya kiedy tworzylas postac Gabryiela?

  31. Ada
    | Odpowiedz

    Mam wielki sentyment do tego opowiadania bo przydarzyla mi się bardzo podobna historia. Już od dawna śledzę blog. Mam nadzieję że ta historia skończy się szczęśliwie. Jak moja 🙂

  32. Radioactiv
    | Odpowiedz

    Też liczę na kontynuację losów Idy i Gabriela, może Babeczka napisze nam jakąś opowieść o losach ich dzieci albo wnuków 😀

  33. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ale fajnie, dawaj jeszcze:)

  34. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Boże! Babeczko, czy ty musisz nas tak męczyć ? ;p

  35. Babeczka
    | Odpowiedz

    Przepraszam, że tak długo to trwało, ale blogger miał problemy techniczne i za nic w świecie nie chciał zaktualizować dodanej treści 🙁

    PS. Klnę się na własną i mego dziecka głowę, że Greya znam tylko z opinii na forum!!!

  36. Ada
    | Odpowiedz

    No cudowne, tak jak się spodziewałam 2 godziny temu 😛

  37. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    "– Jestem stary, porąbany i na dodatek cię nie kocham." Gdyby mi ktoś powiedział tak odeszłabym. Chyba za szybko się poddaję.
    No cóż, szkoda, że koniec.
    Nie podobała mi się tylko kłótnia w Fidello, taka dziecinna była.
    Ale całość świetna. 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja nie. Uparta jestem i namolna 😉
      A propos tego drugiego – co byś zmieniła? Chętnie poznam indywidualną opinię.

  38. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A cdn. to kiedy znów, czy to już koniec??
    Pozdrawiam 🙂

  39. Monika Inglot
    | Odpowiedz

    ooooch Babeczko, wiedziałam że nas nie zawiedziesz. ja osobiście jestem zachwycona zakończeniem. szkoda tylko że to już koniec 🙁 ale zakończenie jest cudowne. Gabriel w końcu przyznał, że kocha Idę i będą razem szczęśliwi do końca swojego życa.
    teraz z niecierpliwością czekam na kolejne opowiadania.
    pozdrawiam cieplutko
    monika

  40. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie wierzę, ze to juz koniec !!!!!!

  41. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Świetne,świetne,świetne…, szkoda tylko, że to już koniec 🙁
    Poprawiło mi strasznie humor po ciezkim i stresującym okresie czasu.
    Czekam z niecierpliwością na dalsze części innych opowiadań i na kolejne nowe, bo już Ci pisałam w poprzednim komentarzu, że są one jak narkotyk 🙂 Dawno nic tak dobrego nie czytałam.
    A nawiązując do Twojej odpowiedzi na mój ostatni komentarz, śmiało mogę stwierdzić, że masz taką samą wiedze jak nie większą kończąc podyplomową matmę niż ja po swojej "matematyce"

  42. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Szkoda , ze juz koniec. Ja tez ich polubilam.:) ehhh miec takiego Gabriela. Pozdrawiam

  43. Unknown
    | Odpowiedz

    Mi też te zakończenie niezbyt pasuje. Zbyt płytkie, kłótnia jakoś tak wtrącona, dłuższy czas zastanawiałam się o co się Ida wściekła. No i ta miejscowość – jest sobie na praktykach, spotyka Gabriela i nagle znika? Może tak ma być, ale jakoś dla mnie jest to naciągane. Poza tym opowiadanie jest świetne, dopiero wróciłam z pracy i zauważyłam że dodałaś końcówkę:) Powodzenia, pisz dalej!

  44. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dla mnie za bardzo chaotycznie w pierwszej części gabi był słaby mizerny aż tu nagle,umięśnione klara i ta radość z

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Toż mnie zaszokowałaś! Kiedy to niby Gabriel był słaby i mizerny? Kulał i miał bliznę, to fakt. W ostatniej trochę zmizerniał, zmartwienia potrafią dobić, ale do chudziutkiego słabeusza miał się tak, jak ja w tej chwili do figury supermodelki :)))

  45. Babeczka
    | Odpowiedz

    Dziewczyny, odpowiem niejako hurtem, bo miałam ciężki dzień i padam na pysk. Wszystkie komentarze i uwagi pilnie czytam, choć z nie wszystkim się zgadzam.

    Po pierwsze – to NIE BYŁO przypadkowe spotkanie. Dość wyraźnie powiedział to Gabriel.
    Po drugie – a wy byście się nie wściekły i nie awanturowały, jak facet oznajmiłby, że podziwiał sobie z daleka, jak usychacie z tęsknoty? Może jaj bym mu za to nie oberwała, ale awantura byłaby jak patrzy.

    Uważam więc, że pewne rzeczy będę zmuszona poprawić, zaakcentować niektóre fakty, tak aby w ferworze pośpiechu były dość czytelne i jasne.

    Tak w ogóle to chciałam, by Gabriel ulotnił się ponownie z zaniedbanej chaty i pojawił ponownie u łoża umierającej Idy :))) Ale tak ładnie niektóre prosiły o szczęśliwe zakończenie, że nie mogłam tego zrobić…

    A teraz lampka wina i do łóżka 😀

  46. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko nic nie poprawiaj jest oki.Pisalas szybko bo wiekszosc z nas nie mogla sie doczekac zakonczenia. Ciagle zarkalam czy juz napisalas..Oooooo to dobrze, ze nie napisalas zakonczenia o umierajacej Idzie. Przypominalo by toTredowata. …ohh cudnie piszesz … 🙂 Pozdrawiam

  47. Babeczka
    | Odpowiedz

    Nie tyle pisałam, co poprawiałam. Tekst powstał na wakacjach – wykorzystywałam wolne wieczory.

    Jak mówiłam piszę kawałkami, które potem łączę.

    A dziś korekta szła mi jak po grudzie, głównie ze względu na jęczące i marudzące dzieciątko :(((

  48. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jesteś genialna !!!!!!!!!!!
    Rozkręciłaś opowiadanie i nagle miałoby być rozstanie, już miałam stres że coś im sie rozwali na wstępie 😀 Tak sie emocjami bawisz ! Codziennie na Twojego bloga wchode 😀
    Pozdrawiam Marta

  49. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ciężko będzie rozstać się z Idą i Gabrielem, ale lepszego zakończenia nie mogłabym sobie wyobrazić….. najbardziej podobało mi się to, że choć Gabriel w końcu zmiękł i przyznał się do swoich uczuć to jednak na koniec pojawiły się znowu te iskry towarzyszące bohaterom od samego początku….brawo Babeczko

    i dziękuję:)

  50. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Aga (wybacz że tak po imieniu) rozumiemy Twoje problemy, dom rodzina, doceniamy, że w ogóle piszesz 🙂 nie wszystkim się dogodzi ale i tak dziękuję w imieniu wszystkich:) a co do tej zmiany co pisałaś, to może troszkę rozwinęła bym. Jakoś inaczej wtrąciła. I może nie od razu agresja a najpierw szok. Wiadomo, gdyby ktoś patrzył specjalnie jak cierpię to też bym się wkurzyła ale chyba najpierw byłabym w szoku. I chyba dłużej by to zajęło. Ale to tylko moja wizja:) to Ty jesteś tu Panem i Władcą tych wszystkich bohaterów :3

    Buziaki dla Ciebie i dzieciątka, żeby już nie dokuczało 🙂

  51. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja wam powiem tak… Coś czuję, że to zakończenie jeszcze zmienię.
    Zgrzyta mi, oj zgrzyta. W duszy nie gra, tak jak powinno!
    Ale to za pół roczku, usiądę sobie przy kawce i zobaczymy…

  52. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie chcesz szczesliwego zakonczenia??? 🙁

  53. Dalile
    | Odpowiedz

    Tak to jest, jak czytelnikami są w większości baby.. większość z nas pragnie romantycznych happy endów.:)
    W ogóle, to mój mąż przyjdzie tu na skargę, bo mu zrzędzę, że nasze życie jest mało romantyczne. 🙂
    Czekam na kolejne opowiadania!

  54. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuję za wysłuchanie naszych niekończących się próśb o dokończenie opowiadania oraz za zmianę pierwotnej koncepcji o umierającej Idzie:)Nie powiem, że po cichu liczę na extra epilog z dalszymi losami Idy i Gabriela.
    Pozdrawiam
    Julex :]

  55. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kochana Babeczko!
    Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję!:)
    Za wyjaśnienie przeszłości Gabriela (bardzo mi na tym zależało), za to że Ida się nie poddała i odnalazła miłośc swojego życia, a przede wszystkim za to że skończyło się happy endem 😉
    Jesteś Kochana, Cudowna i jedyna w swoim rodzaju.
    Dziękuję 😉
    Pozdrawiam,
    W.

  56. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Świetne, nie tego się spodziewałam, a może tego, sama nie wiem, ale podobało się i to bardzo. Buziaki, pozdrawiam mam nadzieje, że już coś nowego kiełkuje 😉

  57. Anonimowy
    | Odpowiedz

    nie podoba mi się jedynie ta część dodana wczoraj jeszcze bez zakończenia… szło to jak dla mnie za szybko…sama już to mówiłam przy "Spod Ciebie…" i ktoś to powiedział już tutaj.
    Te opowiadania na początku sobie pełzają a pod koniec zaczynają galopować. Miło byloby pocztać coś więcej już o tych czasach zgody i miłości. Swoją drogą masz dość ciekawe podejście do spraw.
    Mam czasem wrażenie, że nie przepadasz za swoimi bohaterami. Tak jakby nie przejmował Cię ich los. Może jestem zbyt przyzwyczajona do harlequinów:)

    pozdrawiam,
    LIA.

  58. Anonimowy
    | Odpowiedz

    P.S. Uważam, że miłoby było gdyby opowiadania właśnie kończyły sie epilogiem. Wtedy już byłoby idealnie;)
    LIA.

  59. Babeczka
    | Odpowiedz

    Nie wiem czy będzie epilog, ale na pewno poprawię zakończenie – czytam i czytam, ale jak dla mnie nie trzyma emocji. Muszę poprawić 😉

  60. Babeczka
    | Odpowiedz

    PS. Co nowego kiełkuje? Niespodzianka na 10 września 😀

  61. Anonimowy
    | Odpowiedz

    miało byc cos na 8mego… nie bedzie?:(

  62. magida
    | Odpowiedz

    Witaj Babeczko, mi tez zgrzyta i zgrzyta i długo się zastanawiałam co, ale chyba już wiem. Gabriel stał się miękki… On stracił jakoś osobowość. Ida szaleje a on przeprasza. Mi to nie pasuje, oj jak nie pasuje…
    Dziękuję, że piszesz, bo ja bardzo lubię czytać 🙂
    ps. Dziś jest 10, a tej niespodzianki nie ma?

  63. Anonimowy
    | Odpowiedz

    czekam na tę jedną chwile serce jak szalone biję

  64. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wogóle nie mogę się zgodzić z niektórymi komentarzami. Postacie były idealne i wcale sie nie zmieniły, powiedziałabym, że sytuacja na nie wpłynęła. Ze wszystkich twoich opowiadań jakie czytałam to mnie urzekło najbardziej. Jednym prostym słowem "genialne". Babeczko, jesteś moją inspiracją, uwielbiam twój charakterystyczny styl pisania. Dziś, jutro i zawsze jest 11 😉

    pozdrawiam Izabella.

  65. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Miałam tyle do napisania i efekcie końcowym to sama nie wiem co napisać 🙂 Tak się wczułam w tych bohaterów, że rozpłakałam się po tym jak Gabriel zostawił Ide, jak ona cierpiała, jakie on miał trudne dzieciństwo… A później szczerze się roześmiałam jak ona zaczęła się awanturować i bić pana kulawego 😉 przypomniało mi to bowiem pierwsze opowiadanie o nich kiedy co chwile się obrażali 🙂
    Wszystkie części genialnie napisane. Masz wielki talent 🙂

    Pozdrawiam Suravi 🙂

  66. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie Twoje najlepsze opowiadanie, już nie wiem ile razy czytałam, ale uwielbiam bohaterów i nie mogę doczekać się alternatywnego zakończenia 🙂 Pozdrawiam i czekam na kontynuacje innych tekstów 🙂

  67. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Przeczytałam wszystkie części i na każdej płakałam. Może dlatego, że trochę utożsamiam się z Idą? Z tą różnicą, że 'mój' Gabriel jest młodszy niż ten (no i nie jest nieprzyzwoicie bogaty). Nas niestety nigdy nie czeka szczęśliwe zakończenie..

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Te nieprzyzwoite bogactwo to pikuś, akurat pasowało do kontekstu 😉

      PS. Mój "osobisty" Gabriel też jest młodszy i też nie jest nieprzyzwoicie bogaty ;-D

  68. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czyli to jest zakończenie? Nie ma jeszcze jednej części? ;(

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale pocieszam, że całość chcę nieznacznie zmienić i coś jeszcze dopisać, tak aby zakończenie było bardziej… Jak by to ująć? Z fanfarami!

  69. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jak pisalabys ksiazki kupilabym kazda. Te opowiadania sa swietna a to po poprostu kocham. Pozdrawiam Sylwia 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ba! Tyle osób mi to pisze… A nikt nie chce mnie wydać? Chyba zacznę Wasze komentarze umieszczać jako rekomendacje :-)))

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Ja jestem za! Nawet pojde z toba do rego wydawnictwa, taki talent nie moze sie marnowac 😉 S.

  70. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Będzie kolejna część "histori pewnego nieporozumienia"?

  71. Anonimowy
    | Odpowiedz

    BOSKIE PO PROSTU ŚWIETNE…UWIELBIAM TO WSZYSTKO CZYTAĆ…TO CHYBA MOJE ULUBIONE CHOĆ LUSTRA DŁUG I WYGRANA TEŻ MNIE PORWAŁY..CIEKAWE TEŻ MANDAT I NIKOMU ANI SŁOWA…:)CUDNIE SIĘ TO WSZYSTKO CZYTA

  72. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Piękne zakończenie, epickie wręcz ostatnie zdanie. Spełniona, z uśmiechem na ustach idę w koncu spać.. Branoc!

Napisz nam też coś :-)