Historie rodzinne (XXXVII)

with 7 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneKochani. Dziś koniec historii, która ciągnęła się przez pokolenia i jest naszpikowana wątkami, jak lody bakaliowe suszonymi i kandyzowanymi owocami 😀
Nie chciałam dzielić tej części na kawałki, więc dziś dłuższa treść, ale o to się raczej nie obrazicie 🙂 Poza tym w zeszłym tygodniu nie dałam rady nic tutaj dodać, ale z tego wytłumaczę się przy najbliższym wpisie 😉

- Rozumiem i nie zakażę ci wyjazdu, Marleno. – Ludwika przyciągnęła do siebie dziewczynę, zamykając ją w objęciach. – Też się kiedyś zakochałam i wiem, że życie bez tego stanu duszy nie ma sensu. Podążaj za swoim sercem, w moim zostaniesz na zawsze.
- Wrócę tutaj kiedyś, jeśli pozwolisz. – Część niej już tęskniła za Ludwiką. Kobieta stała się bliska, zastępując matkę, której nigdy nie poznała.
- Będę przeszczęśliwa, gdy wrócisz w rodzinne progi. – Głos jej się załamał, łzy popłynęły po policzkach.

Najchętniej zatrzymałaby ją przy sobie i dla siebie. Pokochała Marlenę, ale zabrała jej już sporo życia, naraziła na ból utraty Ignacego, wcześniej Tomasza. Z tego, co ta teraz opowiedziała o Stefanie, którego Ludwika nie miała okazji spotkać wiedziała, że Marlena jest zauroczona mężczyzną. Nawet, gdyby stan ten miał trać tylko chwilę, a w efekcie zawieść ją w miejsce i okoliczności, które utną nić życia Marleny, musiała poprzeć tą decyzję. Będzie modliła się o jej rychły powrót, tęskniąc.
Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale fala mdłości podźwignęła śniadanie w przełyku. Poczuła delikatne napięcie w dole brzucha, do którego odruchowo przyłożyła dłoń. Wiedziała, co to może oznaczać.

Cztery lata później.

Biały piasek na plaży, bujna roślinność na jej krańcach i plecy mężczyzny w oddali. Natasza puściła się pędem przed siebie, czując rozpierającą ją radość.
Biel koszuli mężczyzny odbijała jasne światło słoneczne. Żar lał się z nieba, ale obmywające stopy fale morza przynosiły ulgę. Mężczyzna odwrócił się w jej kierunku. Wzrok Nataszy przykuła jego dłoń i druga drobna, w objęciu palców. Mała piąstka i ramię prowadzące w dół, ku drobnemu ciału. To jej dziecko. Jasne włosy, jasne spojrzenie i uśmiech, którym ją przywołuje.
Tomasz wyswobadza dłoń malca, gdy Natasza jest już blisko i pozwala maluchowi pobiec do matki. Po kilku krokach chłopczyk przewraca się, niezdarnie próbuje się podnieść, ale nie zdąża. Natasza podrywa go z piasku, nim fala dociera do małych rączek.

- Mama – malec piszczy radośnie, oplatając jej szyję.

Piasek odkleja się od pulchnych paluszków, zsypuje po karku Nataszy na plecy. Część przykleja się do skóry, reszta spada pod jej stopy.
Nie przypuszczała w najśmielszych nawet marzeniach, że życie potoczy się w ten właśnie sposób. Zaskoczyła ją wojna, wygoniła z kraju. Błogosławiła mądrość i przezorność męża nieboszczyka za to, że zabezpieczył ją nawet na takie okoliczności. W momencie, gdy Niemcy zagarnęli jej dom, Natasza z Tomaszem byli już w drodze do posiadłości we Francji. Dowiedziała się o tym bogactwie od notariusza, który odwiedził ją w posiadłości, przekazując dokumenty własności pałacu na Riwierze Francuskiej. Okazało się również, że mąż nieboszczyk posiadał o wiele większy majątek, niż  ktokolwiek przypuszczał. W efekcie nie musiała się martwić o pieniądze ani ona, ani Tomasz i ich syn Ignacy. Postanowili nazwać dziecko imieniem człowieka, dzięki któremu się poznali, pokochali i wygnali z serc samotność.
Teraz, wtulając się w synka, zaciągając ciepłym zapachem dziecięcych włosów czuła, że nigdy nie była tak szczęśliwa, jak w ciągu ostatnich miesięcy. Może to dlatego, że nie marzyła nawet o założeniu rodziny po tym, co spotkało ją z rąk ojca. Uważała, że nie zasługuje na szczęście, a jej dusza nie zazna spokoju, a ciało jest skalane i wstrętne. Uśmiechnęła się do swoich myśli i mężczyzny, którego zamierzała poślubić. Wiedziała, że Tomasz nie poprosi jej o rękę. Nie śmiałby przez fakt, że to ona wniosłaby majątek do ich związku. Spoglądając na niego spod rzęs obmyślała plan, jakimi słowy przekona go do przyjęcia jej oświadczyn. Wiedziała, że jej się nie oprze. Wiele razem przeszli i wiedziała, że może na niego liczyć. Po urodzeniu dziecka zapadła się w chorobę psychiczną i tylko dzięki człowiekowi, którego miała u boku, udało jej się wrócić ze świata iluzji, w którym utknął jej umysł.

- Mam ochotę na kąpiel – zwróciła się do obu swoich chłopaków. – A wy?
- Taaak! – Maluch kipiał radosną energią. – Do wody!
- Z tobą to i do studni bym wskoczył. – Tomasz sięgnął do guzików koszuli przyglądając się Nataszy. Wciąż zachwycały go jej ruchy. Postawa ciała, sprężysty krok, choć pełen elegancji.

W odpowiedzi Natasza zaśmiała się perliście i w tym właśnie momencie Tomasz dojrzał w niej coś jeszcze. To był brak cienia smutku, który od zawsze widział w jej pięknych, szarych oczach.

- Coś ty wymyśliła, kobieto? – Wiedział, że mu nie powie. – Bo że coś ci po głowie chodzi, to widzę.
- Nie martw się, dowiesz się wieczorem w sypialni. - Zmierzwiła malcowi włosy. – A ty Ignacy, rozbieraj się, jeśli chcesz do wody.

Nie dopytywał, wolał poczekać do wieczora. Dreszcz przebiegł mu po plecach, w lędźwiach umiejscowiło się rozkoszne drżenie oczekiwania. Znał sztuczki Nataszy i widział psotne ogniki w jej spojrzeniu, gdy mówiła o wieczorze. Rzucił koszulę na samotnie wystający z piaszczystej plaży kamień i ujmując syna za rękę, wszedł w leniwie liżące ich stopy, fale.

***

Serce zatrzepotało w piersi Ludwiki, gdy przeczytała imię nadawcy, na trzymanej w dłoni kopercie.
Od momentu, gdy Marlena opuściła wiejską posiadłość, nie miała od niej znaku życia. Marlena Paździórska, tak się podpisała co znaczyło, że wyszła za mąż.

- Antoni! – Musiała podzielić się swoją radością z mężem. – To cud!
- Wiedziałem, że się ucieszysz. – Podkręcił wąsa, przyglądając się podekscytowaniu żony.

Druga ciąża zaokrągliła Ludwikę, kilka kilogramów zostało tu i ówdzie. Taka właśnie podobała mu się najbardziej. Miękka, kobieca, jeszcze bardziej seksowna. Lubiła powtarzać, że chciałaby schudnąć, że lata już nie te, ale bardziej prowokowała go tymi słowy, niż myślała tak o sobie w rzeczywistości.

- Ale dlaczego list nie jest otwarty? – Z niedowierzaniem malującym się na twarzy, obracała kopertę w dłoniach. – Co z cenzurą? Przecież to z zagranicy.
- Sekretarz osobiście doręczył mi go, zapraszając przy okazji na wódkę. – Był bardzo z siebie zadowolony. – Jesteśmy umówieni na ostatnią sobotę miesiąca tyle, że u nas. Przekonały go moje opowieści o twoich talentach kulinarnych. Nie przedłużaj, tylko otwórz wreszcie, bo ciekawym, co tam pisze.

Drżącymi palcami roztargała niezgrabnie kopertę i rzuciła ją na stół, rozkładając kartkę.

- Kochana Rodzino. Bardzo za Wami tęsknię. – Czytała na głos. Przy pierwszym zdaniu ten załamał się ze wzruszenia. Pociągnęła nosem, otarła samotną łzę płynącą po policzku. – Mam się dobrze, żyję, wyszłam za mąż za Stefana. Jesteśmy w Anglii, to nasz teraźniejszy dom. Sytuacja jest ciężka, ale dziś zniesiono ograniczenia poboru wody i nawet udało mi się wziąć długą kąpiel. Wszystko jest reglamentowane, a bywa, że i przez miesiąc nie można zdobyć mąki. Gdy sobie przypominam jezioro opodal naszego domu i urodzajne lasy, z których wracałam z koszem pełnym grzybów, czasem jagód, to aż łza się w oku kręci, że tyle mil dzieli mnie od tego cudownego miejsca. Na szczęście mam Stefana, a on potrafi mi wynagrodzić rozłąkę z Wami. Mimo to tęsknię i największym marzeniem jest, by znów zamieszkać w dworku, żyć w spokojnej, wiejskiej rzeczywistości i mieć Was. Całuję gorąco, z wyrazami szacunku. Marlena Paździórska. – Ludwika zakończyła szeptem.

Opadła ciężko na fotel, ale zaraz poderwała się na równe nogi słysząc płacz córki, dobiegający z sypialni na górze. Skończyła się jej półtoragodzinna, popołudniowa drzemka. Czas na podwieczorek, zabawę, później kąpiel. Zamyślona skierowała kroki ku schodom, nie widząc rozbawionego wzroku Antoniego, który wiedział, jak sprawić żonie radość. Będzie go to sporo kosztowało, może nawet wyda małą fortunę, ale wykorzysta znajomości i ściągnie Marlenę i jej męża z Anglii. Dokumenty ze sfałszowanym nazwiskiem, były najłatwiejsze do spreparowania. Przetransportowanie młodych, będzie nie lada wyzwaniem. Dopnie swego, wrócą tutaj i będą z nimi żyć. Postanowił nie mówić o niczym żonie. Uwielbiał robić jej niespodzianki. Na tę będzie musiała poczekać, może nawet sporo czasu, ale tym większą radość jej sprawi.
Dłoń Antoniego powędrowała w górę, znów podkręcił wąsa i wstał. Nadeszła pora dnia, którą lubił uczcić zapaleniem aromatycznej fajki. Najpierw ją wyczyści, by nabić tytoniem, ucisnąć rogowym ciężarkiem. Następny kwadrans będzie ogrzewał cybuch w dłoni. W końcu zapali tytoń zapałką i kołysząc się na hamaku przed domem, zrelaksuje się, napawając śpiewem ptaków i nadmiarem czasu, który był w jego posiadaniu.
Tak, ten czas był najcenniejszym, co mógł dzielić z rodziną. Dla niej gotów był poświęcić bardzo wiele, a nawet wszystko.

***

Marlena leżała na brzuchu, górę tułowia wsparła na łokciach, by lepiej widzieć Stefana. Zgięła kolana, uniosła stopy i beztrosko machała nimi, palcem dłoni wodząc wzdłuż długiej blizny na plecach męża.
Pamiętała ten dzień i człowieka, który tak okrutnie go okaleczył. Ukrywali się w kanałach, tamtędy przemieszczali się pod Warszawą. Czasami musieli wyjść, choćby po to, by znaleźć coś do jedzenia.
Była noc, Stefan długo nasłuchiwał, nim odważył się odsunąć pokrywę studzienki. Wysunął czubek łowy, tyle tylko, by móc rozejrzeć się wokoło. Byli sami, a przynajmniej tak ocenił sytuację. Podciągnął się na ramionach, ona została w dole. Usłyszała tylko stęknięcie, a chwilę później jego ciało spadło na dno studzienki. Marlena zmartwiała, przylgnęła plecami do wilgotnej ściany, wpasowując się w pionowe zagłębienie na jej powierzchni. Ledwie oddychała przerażona tym, że oto jedyny człowiek, który szczerze ją pokochał i którego uczucia odwzajemniała, leży martwy kilka metrów od niej. Miesiąc po tym, jak się odnaleźli. Choć wiedziała, że tak może się stać, bo przecież wojna to czas niepewności, to serce zatrzymał ból, mróz rozlał się po ciele. Nie ruszyła się i to ją uratowało. Napastnik musiał nasłuchiwać i nie słysząc żadnych dźwięków dobiegających z kanału, opuścił stopy, później resztę ciała i zeskoczył do płytkiej wody. Było ciemno i chłodno. Breja plusnęła, odgłos mlaśnięcia odbił się zwielokrotnionym echem od ścian. Człowiek pochylił się nas Stefanem i zaczął przetrząsać jego kieszenie. Poznała to po szeleście grubej kurtki, znajomym dźwięczeniu bibelotów w kieszeniach. Musiał być zwykłym złodziejem, zabił pewnie dla łupu. Marlena nie czuła nic, poza mdłym posmakiem w ustach i chłodem w sercu. Zadziałała odruchowo, w jedyny właściwy w tym momencie sposób. Z kieszeni płaszcza wyciągnęła nóż sprężynowy. Ciche szczęknięcie wyskakującego ostrza nie zaniepokoiło napastnika. Penie nawet go nie dosłyszał, zbytnio pochłonęło go przeszukiwanie ofiary. Wystarczył jeden krok, by znalazła się przy mordercy. Drugim ruchem było sięgnięcie ku jego brodzie i przejechanie metalem tuż pod nią. Człowiek nie spodziewał się ataku, toteż w pierwszym odruchu złapał się za gardło, a cofając wpadł na Marlenę. Odepchnęła go, ten odbił się od ściany i charcząc, dławiąc się krwią, padł na twarz do płytkiej wody. Marlena umierała od środka, gdy on umierał fizycznie. Łzy nie szukały drogi do jej oczu. Mężczyzna ucichł, przestał się poruszać.
Dobiegł ją dźwięk, poczuła ruch nogi Stefana, którą otarł się o jej łydkę. Padła na kolana i macając na oślep, podźwignęła głowę mężczyzny.

- Kochany. – Macała twarz, szyję i niżej. – Dasz radę wstać?
- Spróbuję.

Kolejną godzinę pamiętała, jak przez mgłę. Z nadludzkim wysiłkiem, podpierając przyszłego męża swoim ciałem, brnęła z nim kanałem, w nieokreślonym kierunku. Nie miała planu, po prostu szła przed siebie. Tunel obniżał się, szli coraz bardziej zanurzając się w wodzie. Unoszący się wokoło smród atakował nozdrza, breja hamowała ich ruchy, sięgała już do pachwin.

- Nie mogę – szepnął podpierany przez nią mężczyzna. – Idź sama. Ratuj się.
- Bez ciebie, nie ma czego ratować. – Zacisnęła palce na jego biodrze czując, że siły zaczynają ją opuszczać. – Jeśli się poddasz, to pamiętaj, że poddajesz nas oboje. Bez ciebie nie chcę żyć.

Ta deklaracja pomogła na kolejne dwa kwadranse, po upływie których Stefan zatoczył się, po czym chlupnął w wodę, znikając pod jej powierzchnią.

- Nie! – krzyknęła, nurkując w ślad za Stefanem.

Jeśli go nie wyciągnie, zaciągnie się po prostu wodą i zostanie pogrzebana wraz z nim w tym bezimiennym miejscu. Szamotała się, próbując namacać jakąś kończynę mężczyzny. Gdy już rezygnowała czując, że oto los zdecydował za nią i chciała się poddać, zastępując tlen w płucach płynnymi ściekami, czyjaś dłoń złapała ją za włosy, druga objęła w pasie i osłabione ciało dziewczyny wyciągnięto ze śmierdzącej wody.

- Żyje? – Obcy głos zaatakował bębenki.
- Bardziej, niż on. – Wiedziała, że mowa o Stefanie.
- Weźmy ich do polowego. – Czuła, że ktoś wziął ją na ręce. – Jeśli to niemieckie ścierwa, to tylko trochę wysiłku zmarnujemy.

Po ostatnim zdaniu niosącego Marlenę mężczyzny, dziewczyna pozwoliła sobie na odpłynięcie w omdlenie. Nie mogła zrobić nic więcej i tylko poprosiła Najświętszą Panienkę o opiekę.
Została wysłuchana, linia życia jej ukochanego trwała.

- Czy ty znowu chcesz seksu? – Udawał oburzonego lecz wiedziała, że to część gry wstępnej. – Kobieto, rozumiem że jestem twoim pierwszym, ale ty i batalion wygłodniałej piechoty morskiej byś wykończyła!
- Ich może i tak. – Wodziła opuszkami palców po twardych pośladkach Stefana. – Ty jesteś niezniszczalny, niepokonany i najlepszy.
- Skąd możesz wiedzieć, skoro nie masz porównania?

Bawił ją fakt, że nie może mu powiedzieć o swoich doświadczeniach seksualnych. Kiedyś może nie wytrzyma i wyjawi prawdę. Teraz była postrzegana jako uzdolniona w namiętnym rozbuchaniu kochanka. Wolała zatrzymać dla siebie fakt, że większości dowiedziała się od mądrych i doświadczonych kobiet. Przekazały jej główną zasadę rządzącą relacjami i światem dwu płci. Mężczyzna od zawsze pragnął stać się pierwszym kochankiem kobiety. Kobieta miała bardziej wysublimowany cel. Ona pragnęła być ostatnią kochanką mężczyzny.
Wyglądało na to, że dzięki drodze, którą przebyła od momentu opuszczenia klasztornych murów, tak właśnie będzie w jej przypadku. Mimo upływu czasu jej atrakcyjność w oczach męża nie zmalała ani trochę, a i miłość dojrzała, nabrała głębi i soczystości.

- Mam uszy i od zawsze słuchałam rozmów starszych i doświadczonych kobiet. – Wsunęła palce między uda Stefana, drażniąc delikatnie jądra. – Tylko od opiekunki Ludwiki słyszałam, że to może być tak cudowne. – Stefan obrócił się na plecy. Gotowość do łóżkowych zmagań utwierdziła ją w rosnącym apetycie męża. – Jeszcze u Kaśki, ale o tym dobrze wiesz.
- Omal nie zabiłaś jej kochanka – zaśmiał się urywając, gdy objęła go palcami, po chwili zastępując je ustami.
- Zabiłam tylko jednego człowieka. – Cofnęła głowę, przejechała językiem od jąder w górę tak, jak lubił najbardziej. – Należało mu się. Chciał mi zabrać ciebie.
- Chodź tutaj. – Zagarnął ją pod siebie, Marlena objęła go udami. – Nie tylko w ten sposób mnie uratowałaś. Bez ciebie nie znalazłbym sensu w życiu.

Cierpliwość nie należała do mocnych stron charakteru Marleny. Rozmowę wolała odłożyć na później. Teraz chciała przyjemności dla ciała i wiedziała, że podstawą dostarczenia rozkoszy mężowi jest przeżycie jej całą sobą. Oddając się temu, wyzwalając, biorąc zachłannie.
Była w tym doskonała. Nauczono ją, jak to robić.
Gdyby nie mądrość kobiet, nie byłaby tym, kim się stała. Nie potrafiłaby może otworzyć się na mężczyznę, zmieniać się przy nim w instynkt.
Co bowiem może być dla niego piękniejsze niż fakt, że w jego dłoniach kochanka topi się, traci nad sobą kontrolę? Chyba tylko to, że ta kobieta jest jego kobietą i w niczyich innych dłoniach nie dzieje się z nią tak.
Stefan miał tę pewność i potrafił to docenić. Był mądrym człowiekiem, w dodatku zakochanym.
Ech, ta miłość. Nie znajdziesz jej i tylko podtrzymaj jej żar, gdy ona cię dopadnie.
Jedni robią to intuicyjnie, inni nie muszą. Gdy mają szczęście, ktoś powie jak kochać i nie przestać.
Marlena należała do szczęśliwców.

KONIEC

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Wracam z urlopu licząc na ciąg dalszy opowieści, a tu masz! Finał! Przyznam, że trochę się zdziwiłam, że to już, bo tyle wątków w toku, ale że wątki sensownie sfinalizowane, to marudzić nie będę. Wprawdzie trochę ta oszczędność odstaje od wcześniejszego rozpasania twórczego i może wzbudzać niedosyt, ale wolę to niż nadmiar, czy też ciągnięcie historii na siłę.
    Po kolei:
    Natasz i Tomasz – bardzo dziękuję za dokończenie ich historii – żal by było, żeby takie postacie zniknęły bez śladu.
    Ludwika i Antoni – to moja ulubiona para w tej opowieści, ale czepić się muszę płci dziecka – przecież miał być syn Ignaś:)
    Marlena i Stefan – wiele dziewczyna w życiu przeszła, ale dzięki temu wie co w życiu ważne, o co warto walczyć, nie boi się zaryzykować żeby tylko być z mężczyzną, którego pokochała; Stefan miał wielkiego fuksa, że mu się taki cud, jak Marlena, trafił i dobrze, że ma tego świadomość. Wiedzieć wszystkiego nie musi:)

    Kasia i Wasyl – ???? 🙂 No dobra, w tym przypadku sama sobie ciąg dalszy dorobię:)
    Reasumując: jak dla mnie, to główną bohaterką tej opowieści jest miłość. Miłość szeroko pojęta. Miłość jako siła napędowa, czasem niszcząca, czasem uskrzydlająca, czasem na przekór, nie w porę, niespodziana, nie zważająca na okoliczności, zdrowy rozsądek, zasady, pobożne życzenia… Miłość nie pyta, czy jest mile widziana, tylko włazi w życie… czasem z buciorami:)
    Mimo zaskoczenia, że to już koniec, to mnie się podoba taki finał. I nie mam niedosytu.

  2. Meska
    | Odpowiedz

    Powiem krótko i wprost, zawiodłam się na końcówce. Mam wrażenie, że zbyt szybko i na siłę, moglaś skoro chcialaś zakończyć juz bardziej to wszystko rozwinąć, chociaż nie powiem, jeszcze jedna albo 2 czesci bylyby mile widziane.

  3. Anna
    | Odpowiedz

    Miko, na temat tego opowiadania się nie wypowiem, bo jeszcze nie czytałam, ale… co sie stało z “Internetami”? Chciałam do nich wrócić i bum, nie ma.

  4. Domi
    | Odpowiedz

    Nie dawno trafilam na Twoj blog i musze powiedziec ze opowiadania sa ciekawe, wciagajace i suoer sie je czyta. A “Historie…” powinny miec jakas adaptacje filmowa albo serialowa. Sa po prostu swietne. Masz wielki talent pisarski! Pozdrawiam

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Domi, powiem krótko – dziękuję 🙂
      Twój komentarz dodaje skrzydeł 🙂

  5. Marta
    | Odpowiedz

    Wow…. “Połknęłam ” jednym tchem.. co prawda miałam nadzieję na ponowne spotkanie Marleny z porucznikiem z blokady ale ten tez jest Stefan tez jest ok. Bardzo podobają mi się w Twoim pisaniu dygresja o myślach i spostrzeżenia osób pobocznych . Czytam dalej…. nie przeszkadzać 😎
    Pozdrawiam Marta

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      To ja Ci wyślę ino serducho od siebie :D\ Dzięki

Napisz nam też coś :-)