I stałam się (VII)

with 11 komentarzy
I stałam się opowiadanie o pięknej dziewczynie ze wsi, którą rudowłosa piękność zabiera z sobą do miasta. Seks w domu publicznym, seks grupowy, seks lesbijski. Miłość w tle.- Mam się rozebrać? – Bardzo chciałam zrzucić już z siebie ciuchy.
- Nie słodziutka. – Zmarszczyła brwi. – Nie nastawiaj się na branie przyjemności, bo się rozczarujesz. Bądź profesjonalistką i czytaj z reakcji drugiej strony, czy twoje działania są trafne.
Położyła się na plecach, ręce zaplatając za głową.
- Gotowa do nauki? – Jej pobłażliwy uśmiech wkurzył mnie tylko.
- Pewnie... maleńka. – Uśmiechnęłam się na tyle uwodzicielsko, na ile potrafiłam i weszłam na materac, klękając między jej udami.
Wreszcie mogłam sobie pooglądać.
- Tylko nie maleńka! – warknęła z udawaną złością. – Swoją wielkość znam! No to do dzieła.
Wymownie uniosła brwi, oczami wskazując swoje ledwie wzwiedzione przyrodzenie.
- Bierz się do roboty!
Opadłam na łokcie, biorąc jej narząd w dłonie i wkładając ochoczo do ust, zaczęłam ssać.
- Nie tak! – Wstrzymała moje zapędy, kładąc mi dłoń na czole. – Czekaj.
Ujęła penisa i zaczęła go pocierać, szybko doprowadzając do wzwodu.
- Spójrz. – Wskazała palcem czubek. – Tutaj jest żołądź, bardzo wrażliwa część penisa. Dalej wędzidełko od spodu. – Znów powiodła pomalowanym mlecznym lakierem paznokciem. – Bardzo, ale to bardzo wrażliwa część. Dalej mniej czuła na bodźce. – Znów ruch palcami, przejechała od żołędzi, aż do jąder.  – I skarb nader delikatny. – Ujęła między palce swoje jądra.
- Teraz ważne wskazówki! – Uniosła palec, jak rasowa pani profesor. – Zaczynasz ostro od ssania żołędzi i delikatnego uciskania jąder. Następnie pogłębiasz ruchy głową i połykasz penisa, jak najgłębiej potrafisz, ssąc. I tutaj sztuczka! Gdy zagłębiasz penisa w usta nie ssiesz, ale zwiększasz ciśnienie w policzkach, jakbyś chciała nadmuchać fiuta, a gdy go wycofujesz ssiesz. Zrozumiałaś?
- No chyba… - odrzekłam niepewnie. – Mogę spróbować na tobie?
- Ok. – Krótka odpowiedź.
Pochyliłam się i stosując do jej wskazówek to ssałam, to nadmuchiwałam sztywny organ.
- Dobrze. – Wydawała się być zbyt spokojna jak na osobę, której sprzętem właśnie się bawiłam. – Teraz wolniej i omijaj żołądź. Skup się na jądrach i miejscu poniżej. Liż, całuj i ssij. Możesz delikatnie przygryzać, muskać zębami.
Robiłam, jak kazała coraz bardziej wkurzając się na brak jej bardziej emocjonalnych reakcji.
Jakbym loda jadła.
Ok. A może to jest to. Zabiorę się do niej, jak do najpyszniejszych na świecie lodów!
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie swoje ulubione smaki z ukochanej, zresztą jedynej w mojej wsi, cukierni.
Najpierw lizałam sorbet truskawkowy w upalny dzień. Lody topiły się i ściekały, a ja językiem zlizywałam słodkie, gęste krople. Ssałam od góry gałkę śmietankową i jej dolne obrzeże, niżej te waniliowe nadgryzałam i pozwalałam im się topić w ustach, na języku. Było bardzo upalnie, przez co lepiły mi się do wafla palce dłoni, po rożku też już spływały. Zaczęłam zlizywać i te naokoło rożka i dolny czubek. Gdy skończyłam dół, górna gałka już się rozpływała, więc musiałam ją ssać szybko i wtedy…
- Bella! – To był jęk Alabamy.
Złapała mnie za włosy, a w ustach poczułam inny, nowy smak.
- Nie stosowałaś się do wskazówek!
- Ale było ok? – Musiałam wiedzieć.
- Ok i z dużym polotem. – Wyglądała na zdziwioną. – Teraz przerwa, później dalszy ciąg.
- A ja?! – Nie potrafiłam zrozumieć, że chce mnie zostawić tak nagrzaną. – Co ze mną?!
- Poczekasz. – Ubierała się, pomijając bieliznę. – Skruszejesz…
Następną lekcją, była nauka makijażu. Ciekawa nawet, ale ja się chciałam kochać z nią, a nie uczyć nakładania cieni, tuszu i robienia kresek na powiekach!
- Dziś wieczorem przedstawię cię gościom. – Wyjmowała z mojej szafy ubrania, szukając najodpowiedniejszej kreacji dla mnie na tą okazję. – I założysz wianek, taki symbol.
- Na głowę? – Wydało mi się to trochę głupie.
- Przecież nie na cipkę! – Trzymała wieszak z białą, skromną sukienką. – Ta będzie idealna i bez stanika bądź i bez butów.
Tym to mnie już dobiła, ale ok. Ona tu rządzi…
Wieczór nadszedł szybko, zbyt szybko. Denerwowałam się, jak cholera.
Na dole znów odgłosy zabawy, a w moim żołądku burczenie, a na nim zaciśnięty supeł z nerwów. Obiad stał na szafce w stanie, w którym go przyniosłam z dołu, zobowiązując się do zjedzenia choćby połowy.
Nie przełknęłabym ani kęsa.
- Gotowa? – Alabama wetknęła do pokoju głowę.
- Bardziej już nie będę. – Wygładziłam zwiewną sukienkę.
Sama w życiu bym takiej nie założyła. Wyglądałam, jak wyjątkowo rozwinięte fizycznie dziewczątko.
Nie miałam jednak zamiaru spierać się na temat doboru stroju, to ona znała się na tym lepiej.
Rozczesałam jeszcze raz włosy, wcisnęłam na czubek czaszki durnowaty wianek i podeszłam do drzwi.
Jak jagnię wiedzione na rzeź.
Tyle, że dzięki temu idącemu przede mną wulkanowi seksu nie byłam niewinna, jak to przysłowiowe jagnię.
Zerżnięta w tyłek, robiąca loda i w planach mająca zostać dziwką.
Ale się porobiło…
Schodziłyśmy ze schodów. Ona przede mną i ja, kryjąca się za jej plecami, z oczami wbitymi w podłogę.
- Oto panowie, nasz nowy i dziewiczy nabytek – powiedziała, schodząc z ostatniego stopnia.
Zatrzymałam się na nim, zbyt onieśmielona, by podnieść wzrok.
Wzięłam głęboki oddech, wyprostowałam się i spojrzałam na gości.
Stali, lub siedzieli uśmiechnięci, pewnie przerwaliśmy im wstępne zabawy.
Dziewczyny były ubrane elegancko, bądź w bardzo wyuzdaną bieliznę. Rika i Rita miały na sobie jednakowe kombinezony opinające ich ciała, jak druga skóra. Półprzeźroczysta, czarna koronka miała tylko wycięcie na nagie, bezwłose łona. Poczułam rumieniec, zdradziecko wypływający na moje policzki. Ktoś zachichotał, ktoś inny pochylił się do rozmówcy, by szepnąć mu do ucha coś na mój temat. Mężczyźni taksowali moje ciało bezwstydnie, jakby patrzyli na niewolnika do kupienia.
Po części miałam nim się stać z własnej woli. Wzbudziłam zainteresowanie, w szczególności jednego, najbardziej obleśnego typa. Większość panów wyglądała przeciętnie i nie wyróżniali się niczym, co mogłoby wskazywać na ich zamiłowanie do płatnego seksu.
Ten jeden miał jednak w oczach coś takiego, że miałam tylko nadzieje, że to nie on mnie… wylicytuje.
Moim zadaniem tego wieczoru było… wyglądać ładnie, grzecznie się uśmiechać i nie reagować na podszczypywanki lekko wstawionych panów, których zapędy Alabama, jako mój osobisty ochroniarz  studziła delikatnie, lecz stanowczo. Gdy podgrzani atmosferą spotkania klienci niknęli z dziewczynami w pokojach, lub dobierali się do nich po prostu na oczach innych, zostałam odprowadzona na górę i zamknięta w pokoju. Miałam oczywiście klucz, ale nie wychodziłam z pokoju, czekając na Alabamę.
Nie przychodziła, a mnie zżerała ciekawość, co robi i zazdrość, że może właśnie uprawia z kimś ognisty seks.
Nie rozumiałam swoich uczuć, przecież nie byłyśmy parą. Byłam dla niej interesem i pewnie chwilową rozrywką, jednak coś się ze mną dziwnego działało.
Może po prostu fascynowała mnie swoją odmiennością i pomieszaniem dwu płci w jednym ciele i umyśle.
Może po raz pierwszy w moim życiu działo się coś innego, niż praca na roli, w gospodarstwie i nauka w szkole, a po jej skończeniu tonięcie w historiach ludzi opisanych w książkach.
Nie wiedziałam co to jest, to co czuję i co gorsza nie było nikogo, kto mógłby mi to wytłumaczyć.
Tą noc przespałam, a właściwie przeleżałam, próbując zasnąć.
Byłam jeszcze w dodatku głodna, ale rano miałyśmy jechać na badanie krwi, więc musiałam obejść się smakiem i burczeć kiszkami w samotności.
Następne dni, a w końcu tygodnie upływały monotonnie.
Rano posiłek i bieg na bieżni, którą Alabama ustawiła mi w pokoju. Codziennie sprawdzała licznik, rozliczając mnie z przebiegniętych kilometrów. Po odcierpieniu kilkudniowych zakwasów, zaczęłam to nawet lubić.
Posiłki przygotowywałam z Alabamą, ucząc się bezmięsnej kuchni, która o dziwo smakowała wyśmienicie.
Rozmowy z nią przy okazji gotowania fascynowały mnie ilością przeżyć których doświadczyła, decydując się na zmianę płci. Wydawała się być pogodzoną ze swoją fizycznością, ale nie usłyszałam ani słowa o szczęściu.
O związkach nie mówiła również, ja nie pytałam, nie chciałam być wścibska. Choć strasznie mnie kusiło, by zapytać o Ksawier. Nie zrobiłam tego jednak.
Uczyła mnie odpowiedniego zachowania przy stole. W domu rodzinnym nie celebrowało się posiłków w taki sposób.
Nie piło się również win, a te posmakowały mi wyjątkowo.
Wieczorami, rozłożone na kanapie w jej prywatnym pokoju, oglądałyśmy filmy, lub rozmawiałyśmy po prostu.
Seksu ze mną nie chciała uprawiać twierdząc, że wstrzemięźliwość jest w mojej sytuacji wskazana i że wiem już czym to się je, a na resztę poczekam.
Co miałam robić?
Byłam tutaj na jej warunkach, a poza tym przecież jej nie zgwałcę!
Zatruwała mnie tylko myśl, czy uprawia seks z innymi. Wkurzałam się na siebie za te myśli.

Ucieszyła mnie niezmiernie propozycją korzystania z osobistej biblioteki, której wcześniej u niej nie zauważyłam. Nie zauważyłam, przez zręczny zabieg projektanta wnętrz. Bibliotekę stanowił osobny pokój, do którego wchodziło się z części sypialnej. Na środku pokoju stał stolik z wychodzącym z niej ramieniem lampy, obok ogromny fotel, a wokoło aż po sufit piętrzyły się półki z woluminami.

Poczułam się, jak w raju.

 

- Możesz tutaj przychodzić, kiedykolwiek zapragniesz – powiedziała, z nieznaną mi dotąd czułością w oczach. – Są do twojej dyspozycji.
- Dziękuję – odparłam łamiącym się głosem. – Czuję się, jakbym się znalazła w raju.
Oglądałam grzbiety książek, sunąc palcem wzdłuż półek i czując na sobie jej wzrok.
To była czarodziejska chwila i mogłabym w niej zastygnąć jak robaczek w bursztynie.
Wieczory należały do klientów, którzy mnie sobie ciekawskim wzrokiem obmacywali. Po tygodniu z hakiem zaczęłam się do tego przyzwyczajać, nie raziła mnie również nagość dziewczyn, ale wciąż szokował seks, uprawiany z dziewczynami przez klientów, którzy najwyraźniej lubili być w trakcie spółkowania oglądani przez innych. Tych „innych” również nie brakowało. Po takim widowisku, sama również byłam podniecona, lecz Alabama niezmiennie odmawiała mi nawet pocałunków. Wiedziała pewnie, że od tego tylko krok do pełnego aktu konsumpcji ciał.
Na ukojenie rozedrgania wewnętrznego dostałam coś na kształt jajka z dołączonym do niego pilotem.
- Wkładasz to sobie między nogi – objaśniała mi przed pierwszym użyciem – i pilotem załączasz wibracje. – Wcisnęła przycisk, a zielone jajeczko w moich majtkach zaczęło drżeć, drażniąc przyjemnie cipkę. – Tym też podkręcasz wibracje.
Bawiła się nową zabawką, przyglądając się błyszczącymi oczami moim reakcjom. Zaciskającym się udom, powiekom i reszcie, reagującego na bodźce ciała.
W międzyczasie upływających dni dostałam okres i połknęłam pierwszą, dopasowaną ponoć do mojego organizmu tabletkę antykoncepcyjną.
Czas mijał, ja coraz bardziej przyzwyczajałam się do Alabamy i mnie samej w jej codzienności i… zakochiwałam się w niej coraz bardziej.
Tak.
To właśnie poczułam patrząc, jak naga ćwiczy.
Nie zrażona moim do jej pokoju wtargnięciem, oddychając głośno, wykonywała płynnie przejścia z jednej pozycji w drugą. Chciałam ją zapytać, co właściwie robi, ale stopień jej skupienia i regularność głośnych oddechów, powstrzymała mnie przed zakłóceniem tego rytuału. Usiadłam na łóżku opodal, obserwując grę mięśni pod jej skórą.
Poczułam fascynację jej osobą i… miłość właśnie.
Boleśnie wręcz zacisnęła mi serce i brzuch, dławiąc w gardle.
I co ja mam teraz zrobić z tym fantem?
- Co robiłaś – zapytałam, gdy skończyła. – Co to było?
- Joga kochanie. – Wyglądała na wyciszoną i szczęśliwą wręcz. – Powitałam słońce.
Nie zadałam kolejnego pytania. Mózg zablokował mi się po słowie „kochanie”.
Tak mnie nazwała! Pewnie nieświadomie.
- Bella. – Schylała się właśnie po ręcznik leżący na podłodze. – Dziś ten dzień. Mamy zwycięzcę, który dostanie twój wianek.
Nie od razu dotarły do mnie jej słowa. Zawiesiłam się ze wzrokiem wbitym w jej zwisające swobodnie jądra, gdy się pochyliła, eksponując bezwstydnie swoje klejnoty.
- Co? – zapytałam mało błyskotliwie.
- Dziś stracisz dziewictwo.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
To dla Ciebie moja dociekliwa Anonimowa 😉
Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Sorbet nie mógł spływać gęstymi kroplami, ponieważ jest lekki i rzadki właśnie. 😉

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      A dupa Jaś!
      Wiem, że może.
      Gałkowanie lodów jest częścią mojej profesji i wiem, jak topią się lody fabryczne kurde.
      Sorbet spływa gęsto z cząstkami owoców zawartych w sobie.
      Domowe może zachowują się inaczej, ale te wytwarzane maszynami tak właśnie robią.
      Gęste krople sorbetu se płyną w dół ;-).
      Aż jutro zrobię eksprymenta i będę stać z rożkiem i gałką lodów malinowych i poczekam na te krople.
      Jeśli się mylę, odszczekam to 😀
      Obiecuję!!!

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Ale sorbet a lody to różnica jest… I to dość odczuwalna, dlatego w lecie zawsze wybieram sorbet, bo lżejszy i bardziej orzeźwiający.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Zrobiłam dla Ciebie eksperyment – zdjęcia pod tekstem.
      Pozdrowienia 😉

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Dzięki. 😉 I dalej się trzymam swojej wersji. 😉
      Miłego wieczoru!

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Pyskata baba z Ciebie! TAk trzymaj 🙂

  3. *moments*
    | Odpowiedz

    No tylko mi nie mow, ze zwyciezca jest ten oblech ;D daj dziewczynie, chociaz przy stracie wianuszka jakiegos takiego awwww ;D
    A potem niech bedzie z Alabama ;)) – caly scenariusz juz ulozylam;p
    Nie zmieniam zdania, doprowadzasz moj mozg do wrzenia, ale to juz Ci pisalam. I jak widzisz, przelamalam sie z napisaniem komentarza.
    Buziam ;**

  4. zu
    | Odpowiedz

    Jeśli w gadżetach będzie to jajko,zagłosuje na tak!(byle nie zielone).

  5. Anonymous
    | Odpowiedz

    Super! Pisz dalej moja ulubiona autorko!
    Głos oddany!( lubię gadżety). Masza

  6. Kajjka
    | Odpowiedz

    I znów zostawiasz na głodzie… Jakby tego było mało to fotki loda pod tekstem… mniam 😉 Zagłosowałam 🙂

  7. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Głód zaspokoję (częściowo) jutro. Dziś lecę na twarz i nie chcę dodawać mini-kawałeczka. Całusy 😀

Napisz nam też coś :-)