Ja, Baba! (XV)

with 4 komentarze
fantastyka i erotyka w jednym opowiadaniu
Druga wisienka, a potem koniec.





           

Ginewra

Im dłużej o tym myślałam, tym szybciej dochodziłam do wniosku, że wcale nie chcę wracać. Bo i po co? Oficjalnie do męża, który mnie nie kochał i zdradzał na potęgę? Do teściowej, która gdyby mogła, zamieniłaby mnie w przydrożny pył? No, był jeszcze Artur, ale jakoś nie byłam przekonana o jego wielkiej miłości. Raz dwa pocieszy się jakąś dziarską dziewką i o mnie zapomni. Poddani się nie zmartwią, bo nie potrafiłam dać ich władcy następcy. Może jedynie ojciec trochę się powścieka, ale bynajmniej nie z powodu przypływu uczuć rodzicielskich. Raczej dlatego, że to pokrzyżuje jego plany polityczne.

Jeśli jednak miałabym zostać, to przede mną masa problemów. Po pierwsze muszę Mateuszowi wyznać prawdę. Tylko jak to zrobić i jakimi argumentami poprzeć własne słowa? I nagle mnie olśniło. Morgana mi pomoże! Tego mogłam być pewna, bo w końcu chciała się mnie pozbyć. Zakłopotałam się. Bo niby jak miałam się z nią skontaktować?

Kolejne trzy dni i dwie noce szybko minęły, lecz Mateusz nie zadawał zbyt wielu pytań, bo zainteresowany był czym innym. Mną konkretnie. Potem zaczął delikatnie przebąkiwać, że skoro i tak u niego mieszkam, to może pojedziemy po moje rzeczy i wprowadzę się na dłużej. Nawet zaczął robić miejsce w szafie na moją odzież. Na razie udawało mi się sprowadzać rozmowę na inny temat, a w zasadzie zastępować ją wyuzdanym seksem, lecz nie na długo. Musiał w końcu nadjeść dzień, gdy spytał wprost.

– Więc… – zaczęłam niepewnie. – Sama nie wiem…

– Czego nie wiesz? – uniósł pytająco brwi. – Ciągnie nas do siebie od pierwszego spotkania. Wprowadzisz się do mnie, złożysz pozew o rozwód i po kłopocie. Chyba że nie chcesz? – Przy ostatnich słowach wyczułam wyraźne napięcie.

– Chcę – zaprzeczyłam energicznie. – Tylko że… Mam taką małą tajemnicę i nie wiem, w jaki sposób ją przyjmiesz.

– Mów.

Siedzieliśmy na kanapie, on w rozluźnionej pozie, ja prawie całkiem naga, przytulona do jego ramienia. Naprawdę nie wiedziałam, od czego zacząć. Kochanie, jestem z przeszłości, konkretnie z czasów arturiańskich, chociaż tak naprawdę w mojej rzeczywistości nikt o Arturze nie słyszał. Tyle czasu miałam na przygotowanie, a nadal nie wymyśliłam niczego przekonywującego.

– Czy możemy wrócić do tej rozmowy jutro? – spytałam, patrząc na niego błagalnie. – Obiecuję, że wszystko ci powiem.

– Jutro? – wyglądał na zdziwionego. – Dobrze, skoro tak wolisz. A teraz – pocałował mnie namiętnie. – Teraz zajmiemy się czymś innym.

Kolejna doba upłynęła mi na wymyślaniu różnych bzdur. W końcu za najlepszy uznałam argument o mężu brutalu, od którego uciekłam nie zabierając prawie niczego. Widziałam podobną historię w pudle z ruchomymi obrazkami, którą Mateusz nazywał telewizorem. Jednak okazało się, że Bóg wysłuchał chyba moich cichych modłów, bo gdy piłam poranną kawę po wyjściu Mateusza, pojawiła się Morgana.

– Z nieba mi spadłaś! – rozczuliła się.

– Tego bym nie powiedziała – odparła z przekąsem. – I nie myśl, że wracasz.

– Nie chcę! Wcale nie chcę wracać. Wolę zostać.

Przez chwilę przyglądała mi się podejrzliwie.

– Jak to zostać?

– Poznałam mężczyznę… No, sama wiesz jak to jest. Mam tylko mały problem, bo niby co mam mu o sobie powiedzieć?

Usiadła naprzeciwko, patrząc na mnie z namysłem. Widać było, że jest szalenie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Cóż, jej knowania odniosły sukces, ale miałam to chwilowo w poważaniu. Najważniejsze było moje życie i moja przyszłość.

– Co masz powiedzieć? Niech pomyślę…

– Prawdę?

– Zgłupiałaś? Sądzisz, że ci uwierzy? – spojrzała na mnie z litością. Lecz zaraz potem rozjaśniła się niczym słoneczko. – Wiesz co Ginewro? To nie taki zły pomysł. Lecz najpierw ja go przygotuję do tej rozmowy. Jesteś pewna, że nie przestraszy się i nie zrezygnuje?

– Tak – zarumieniłam się. Akurat tego byłam stuprocentowo pewna. Powiedzmy, że połączyło nas nie tylko kiełkujące uczucie, ale i znacznie więcej.

– No dobrze. To ja znikam, aby zrealizować swój kolejny niecny plan. Powodzenia! – rzuciła na odchodnym i zniknęła.

Czekałam kilka godzin obgryzając paznokcie z nerwów. W końcu rozległ się chrobot klucza i do mieszkania wszedł Mateusz. Minę miał dziwną, włosy wzburzone i wyglądał na potężnie ogłuszonego. Ale przytulił mnie i pocałował. Potem podszedł do lodówki i wyjął z niej butelkę wódki. Dał kilka łyków, zakasłał i oparł się o kuchenny blat.

– Takiego wyjaśnienia się nie spodziewałem – odezwał się rozweselony.

– Cóż… Bywa.

– Nadal mam wrażenie, że ta baba to zręczna hipnotyzerka. Rozmawiałem z Leną.

– Moją zamienniczką?

– Na to wychodzi.

– I co?

– Nic. Też nie chce wracać. Zakochała się w twoim mężu i to chyba z wzajemnością.

Dobrze że siedziałam, bo ugięły się pode mną kolana.

– W Mordredzie? – spytałam osłupiała. – A cóż ona w nim widzi?

– Mnie do Leny też nigdy nie ciągnęło, chociaż Jolka od lat usiłowała nas zeswatać. Wciąż trudno mi zrozumieć… – pokiwał głową z niedowierzaniem. Znacznie później dowiedziałam się, jakich argumentów użyła Morgana. Podeszłam do Mateusza, który wyglądał na zadumanego i przytuliłam się. Odważnie spojrzałam mu w oczy, a moja dłoń powędrowała w dół.

– Mam ochotę abyś solidnie mnie zerżnął – wyszeptałam mu na ucho, błądząc koniuszkiem języka po miękkim płatku.

– Trzeba przyznać, że uczysz się błyskawicznie – roześmiał się, zaciskając palce na mojej pupie. – Chodź, pokażę ci dziś coś nowego.

I pokazał. Tego dnia, kolejnego. Wkrótce zapomniałam o swej nudnej egzystencji w zimnym, ponurym zamczysku, u boku niewiernego męża. Czasami czułam ogromną chęć, aby poznać tę kobietę, dzięki której znalazłam się w tym świecie. Ciekawiło mnie, jak potoczyły się jej losy. Lecz dopiero kilka lat później, gdy świat obiegła wiadomość o nietypowym znalezisku archeologicznym, dowiedziałam się, że była równie szczęśliwa, jak ja. Trochę mnie to zdumiało, bo jak można u diaska być szczęśliwym, mając za teściową tak wredną babę jak Morgana? Ale tylko trochę.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jest świetnie, chociaż od początku wolę Lancelota. Mordred dzisiaj mi zaplusował. Facet jest nie do zajechania ;P

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czuje niedosyt! ;-D

  3. Jo
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję, że nie wrócą do swoich czasów.

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nareszcie Mordred😀

Napisz nam też coś :-)