Ja, Baba! (VIII)

with 14 komentarzy

erotyka na wesoło          

Ginewra

Omdlenie wytłumaczyłam upałem oraz zmęczeniem. Całkiem jak za dawnych czasów. Nieznajomy zniknął, zanim zdążyłam odzyskać przytomność, więc teraz siedziałam na stołku, przeklinając własną głupotę.

– Proszę, woda. Może faktycznie powinienem zabrać cie do szpitala? – powiedział zafrasowany Mateusz. – Wyglądasz na zdrową, lecz zdrowe kobiety nie mdleją ot tak, bez powodu.

W moich czasach mdleją, pomyślałam, ale nie odezwałam się ani słowem.

– To był twój druh? – spytałam ostrożnie.

– Druh? Nie, kolega z pracy.

– Z pracy? Jakiej?

– Jestem lekarzem. Leczę złamane paluszki i odrapane kolanka – zażartował.

– Medykiem?

– Można tak powiedzieć, chociaż już nikt nie stosuje tego terminu. Alan przywiózł mi z pracy teczkę z dokumentami. Normalnie bym go zatrzymał na kolacji, ale musze się zając tobą. I nie czynię z tego powodu żadnych wyrzutów – uniósł w górę obie dłonie.

– Wydaje mi się, że go znam – powiedziałam podstępnie. – Tylko nie mogę skojarzyć gdzie i kiedy go spotkałam. Coś mi majaczy, że był wtedy z żoną…

– Z żoną? – Mateusz zrobił dziwną minę. – Wiesz, to by było raczej dziwne. Chyba się pomyliłaś.

– Dlaczego? Wysoka, smukła brunetka – brnęłam dalej.

– Prędzej wysoki, smukły brunet.

– Hę? – spojrzałam na niego zdziwiona.

– Nie rozumiesz?

– Nie bardzo. Kojarzę go z brunetką…

– Możliwe. Ale Alan nie ma żony. Nie ma nawet dziewczyny. – Moja radość wystrzeliła w górę. – Jest gejem.

– Że co? Co to gej?

Tym razem to Mateusz osłupiał.

– Nie wiesz?

– Nie wiem! – rozzłościłam się. – Gdybym wiedziała, to bym nie pytała. Czy gej to jakiś rodzaj kapłana, może nazwa członka zakonu czy… Dlaczego się śmiejesz? Przecież mówiłeś, że żyje w celibacie, nie ma żony, ani dziewczyny. Mateusz!

– Bo… – Poczerwieniał, chichocząc bez opamiętania. – Gej to taki mężczyzna, który gustuje wyłącznie w mężczyznach. Nie pociągają go kobiety. Brutalnie rzecz ujmując, nie stanie mu na widok nagiej baby. Gdzieś ty się uchowała dziewczyno, że tego nie wiesz?

Moja uprzednia radość zdechła. Jak to tak?... Facet z facetem?

– Czy z tego są dzieci? – zadałam pytanie. To była przyszłość, diabli wiedzą, co ludzie wymyślili. – I jak oni niby je robią?

Tym razem Mateusz przestał się nawet śmiać. Gapił się na mnie z podziwem, pomieszanym ze zgrozą.

– Wolałbym w to nie wnikać – powiedział z końcu. – Ale dzieci z tego na pewno nie będzie.

Może Mordred też był gejem? Pomimo wieloletniego współżycia, nie doczekaliśmy się żadnego potomstwa. Ba! Nie było nawet najmniejszego znaku od niebios, że mogłoby  nas spotkać takie szczęście. Wolałam jednak nie pytać o to Mateusza. Starczy kompromitacji.

– Udam się na spoczynek – mruknęłam. Jednak, gdy go mijałam, chwycił mnie za ramię.

– Dobranoc – powiedział miękko, nieznacznie się uśmiechając.

– Dobranoc – odpowiedziałam.

Łóżko było wygodne, a ja zmęczona po całym dniu przygód. Zakopałam się w pachnących czymś przyjemnym pościelach, po czym bardzo szybko zasnęłam.

Obudził mnie dziwny dźwięk. Coś jakby muzyka… Wstałam, przeciągnęłam się i oczywiście najpierw pognałam do łazienki. Ten prysznic to był jednak cudowny wynalazek! Odświeżona, z wilgotnymi jeszcze włosami, ubrałam tę samą sukienkę co wczoraj, po czym poczułam głód. I udałam się na poszukiwanie Mateusza. Był w kuchni. Stał i chyba coś przygotowywał cicho pogwizdując, więc weszłam do środka i słowa powitania zamarły na mych ustach. Naprzeciwko miałam coś dziwnego, jakby obraz, ale on się… ruszał! Przedziwnie wyraziste postacie, żywe koloru, lecz…

– Co to? – wystękałam w końcu po upływie znacznego kawałka czasu.

– O, Ginewra! – ucieszył się Mateusz. – Już ubrana? Należysz chyba do rannych ptaszków?

– Nie, do rodziny królewskiej – odparłam odruchowo, ale jakoś nie zwrócił na te słowa uwagi. – Co to jest? Magia?

– Nie, telewizja. – Przestał kroić coś zielonego, za to zaczął się na mnie gapić, marszcząc czoło. – Daj spokój. Nie wmówisz mi, że nigdy nie widziałaś telewizora!

– Ja… – zaczęłam bezradnie. Bo niby co miałam powiedzieć? Naprawdę nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego, ale ta prawda była chyba nie akceptowalna dla Mateusza. – Możemy zapomnieć o moich słowach? Chciałam cię rozbawić.

– Bardziej mnie zdziwiłaś. Jesteś głodna?

Pokiwałam z zapałem głową. Dostałam tego czarnego o cudownym aromacie i całą resztę. Trzeba przyznać, że jedzenie w tej przyszłości mieli znakomite i jeśli nie przestanę się opychać, to do swego zamku wrócę nieźle upasiona.

– Co będziemy robić? – spytałam, gdy już poczułam się syta.

– Cóż… Mamy problem. Lena nadal nie daje znaku życia. W poszukiwania włączyła się policja – powiedział wyraźnie zaniepokojony tym Mateusz. – Ja niestety mam dziś sporo obowiązków, więc poprosiłem młodszego brata, aby później wpadł i sprawdził, co tam u ciebie. Tylko nie wiem, czy nie przesadziłem z tą nadopiekuńczością – zerknął na mnie odrobinę zmieszany. – I z góry przepraszam, jeśli w dobie wojującego feminizmu moje słowa oraz troska cię obrażają.

Wolałam nie pytać, co to jest ten feminizm. Już i tak się wygłupiłam, wczoraj z gejem, dziś z pudłem o ruchomych obrazkach.

– Nic mnie nie obraża – mruknęłam. – To dziś twoja siostra wychodzi za mąż?

– Tak. Stąd te obowiązki.

Westchnęłam, wspominając dzień własnego ślubu. Potem skrzywiłam się, przypominając sobie noc poślubną. No dobrze, w zasadzie to jej nie było, bo Mordred zaczekał z tym dobre pięć lat. Twierdził, że nie gustuje w dzieciach. Później posmutniałam, bo w moich myślach pojawił się Artur. To prawda, że nie grzeszył inteligencją i najchętniej robiłby to tylko w jednej pozycji, ale jak już wskazałam mu drogę, to aż wióry leciały! I to nie raz czy dwa, ale czasami nawet sześć, siedem razy w przeciągu jednej nocy! Wigoru to on miał w nadmiarze. Był milutki i szczerze go lubiłam, ale… Pragnęłam miłości. Takiej z ballad śpiewanych wieczorem przy ognisku. Na mojego męża pod tym względem nie mogłam liczyć, bo to był samolubny i zarozumiały drań. Prędzej pień by się zakochał niż on. Czarował, uwodził, był doskonałym kochankiem, lecz bił od niego uczuciowy chłód. Już dawno pozbyłam się złudzeń, że coś może nas połączyć. Zresztą, nawet tego nie pragnęłam.

– Posmutniałaś. – Mateusz był strasznie czuły, jeśli chodzi o mój nastrój. – To z powodu Leny?

– Poniekąd.

– Nie martw się. Mam nadzieję, że szybko ją znajdą. Pewnie za dużo wypiła podczas wieczoru panieńskiego i teraz trzeźwieje gdzieś w jakimś kącie.

Pokiwałam głową, bo niby co miałam powiedzieć? Nie znałam kobiety i pewnie nigdy nie poznam, a robiłam za jej krewną.

Młodszy brat wpadł z wizytą trochę wcześniej i okazał się takim samym rudzielcem jak Mateusz i Jolka. Był młody, nie miał chyba jeszcze ukończonych dwudziestu wiosen. Ładny jak na chłopca. Uśmiechał się nieśmiało, posyłając mi ukradkowe spojrzenia pełne starannie maskowanego zachwytu. Porozmawiał krótko z Mateuszem, po czym szybko się ulotnił.

– Tutaj masz mój numer telefonu.

No nie! A co to znowu ten telefon? Nie, nie spytam. Poczekam jeszcze, może dorwę jakieś źródło ilustrowane, które pomoże mi zrozumieć krok po kroku tę piekielną cywilizację.

– Lodówka jest pełna, barek również, częstuj się bez ograniczeń – mój gospodarz roześmiał się głośno. Śliczny był, taki uśmiechnięty. Nawet na moment zapomniałam o Alanie. – Miałem iść sam, ale chyba zadam ci to pytanie. Masz ochotę pójść ze mną na wesele i imprezę po?

– Pewnie tak. Tylko w co ja się ubiorę? – zatroskałam się.

– Coś załatwię.

I wtedy rozległ się głośny, przenikliwy dźwięk. Słyszałam go już wcześniej, ale wtedy nie był taki natarczywy, roszczeniowy. Mateusz od razu przestał się uśmiechać.

– Cholera! – zaklął. – To pewnie moja była. Czego chce ta megiera?

– Była?

– Była żona. Powiedzieć, że się nie lubimy, to za mało.

– Dlaczego? – wyrwało mi się ze zdumieniem, po czym podążyłam za Mateuszem.

– Chciała mnie oskubać do ostatniego gorsza, ale jej nie wyszło. Pewnie dlatego nadal dyszy żądzą zemsty. Przepraszam cię, lecz muszę otworzyć. Inaczej będzie tak sterczała, dopóki nie padnie z głodu, a ja naprawdę mam sporo spraw do załatwienie. Może być nieprzyjemnie – ostrzegł mnie, po czym przekręcił zamek.

Na progu stała wysoka kobieta. Miała staranną fryzurę i bardzo wyraźny makijaż. Szczerze mówiąc, to wyglądała bardzo nienaturalnie. Zerknęłam na Mateusza. Ciekawe, kto jego wyswatał?

– No, nareszcie otworzyłeś – gderała nieznajoma. – A to kto? – spojrzała na mnie ostro i z wyraźną wyższością. – Kolejna kochanka?

Co za bezczelne babsko! Moja królewska krew od razu dała o sobie znać. Nie będzie mi tu byle łajza ubliżała! I nagle mnie olśniło. Ona była zazdrosna! O mnie!!! Wprost nie do wiary. Zrozumiałam tę mało oczywistą prawdę, po czym poczułam ochotę, aby zagrać wrednej małpie na nerwach. W tym celu przylgnęłam do boku Mateusza, oplotłam jego szyję ramionami i oparłam głowę na szerokiej piersi, wsłuchując się w mocne i szybkie bicie serca. Nie powiem, zrobiło mi się bardzo przyjemnie, zwłaszcza że i on objął mnie ramieniem. I tak ślicznie pachniał!

– W jakiej sprawie przyszłaś? – spytał ze spokojem, gładząc mnie kciukiem po nagim ramieniu.

– Jak to, nie pamiętasz?

– Nie. Byłem wtedy nieźle wstawiony.

– Jak to nie? Zaproponowałeś, że razem się będziemy bawić u Jolki – zaćwierkała słodko, a ja poczułam naglą chęć rozkwaszenia jej nosa. – To przyszłam omówić szczegóły.

– Zmieniłem plany.

– Jak to zmieniłeś? – Z pozoru miła i czarująca, powoli zmieniała się w potwora.

– Po prostu zmieniłem – odparł, po czym pochylił się i mnie pocałował. – Prawda kochanie?

Chociaż było to zaledwie muśniecie ust, to w moim ciele oraz umyśle rozszalała się burza. Nigdy wcześniej nie reagowałam tak na pocałunek! Zgoda, coś podobnego było, gdy spotykałam się z Lancelotem, ale tam do niczego nie doszło z dość praktycznych powodów.

– Tak – wyszeptałam, wlepiając w niego zaskoczony wzrok. Stanowczo, rudzielec miał w sobie coś wyjątkowego. Tak bardzo, że nie zważając na obecność obcej kobiety, tym razem to ja go pocałowałam.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    To jest najlepsze opowiadanie everrrrr

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Lancelot ma problem z lancą? Biedny… ;-D
    A co do opowiadania to boskie!

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko idziesz jak burza z opowiadaniami 🙂

  4. Jo
    | Odpowiedz

    Jak nie płatne, to bezpłatne… dwa świetne opowiadania na topie. Tak trzymaj Babeczko!

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    A to się cieszę 🙂

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    popieram, że ekstra opowiadanie 😉 Kocham tę historię… wgl wszystkie 🙂 Czekam na realizacje w rzeczywistości którejś z nich ;p nie pogardziłabym takim stanowczym przystojniakiem… 😉

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mam pytanie co do opowiadania pewnego co było kiedyś w zapowiedziach, a mianowicie chodzi mi o "Zamiana" w stylu Damy i wieśniaczki. Czy będzie kiedyś to opowiadanie na blogu? Bo ciekawa jestem jego. 😀

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mniam… Opowiadanie pyszne jak babeczka z kremem opadającym na palce..mniam..😋😋

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko! Muszę się zgodzić z powyższymi opiniami! Te opowiadanie jest re-we-la-cyj-ne! Fajnie by było gdyby dla odmiany bohaterka miała więcej niż jednego partnera ale to tylko taka moja mała iluzja. W końcu jest kobietą gotową na spełnienie najskrytszych fantazji! <3

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super!

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ech…tego właśnie nie lubię w amatorskich opowiadaniach. Mary Sue, której się wszystko udaje. To bardziej irytuje niż jest zabawne.
    Już widzę kogoś, kto strzelał z łuku sportowego, jak potrafiłby po kilku próbach strzelić z cisowego łuku prosto w tarczę (sam łuk czy strzała nie były wyważone idealnie, bo to ręczna robota, więc strzelanie do małego celu było wypadkową umiejętności i niedoskonałości sprzętu). Pomijam tak prozaiczny problem, jak naciąg średniowiecznego łuku. Obecnie nawet w bractwach rycerskich mało który facet strzela z tak ogromnych naciągów. Niewytrenowana kobieta nawet nie potrafiłaby naciągnąć cięciwy.

    Wiem, że ma być z przymrużeniem oka, ale…

    Ola

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiesz… Cała legenda o królu Arturze to pic na wodę 🙂 wystarczy poczytać historyków. I nie chodzi o to, czy była prawdziwa, a o realia. J
      Dla ciekawskich polecam wątek:
      http://www.historycy.org/index.php?showtopic=768

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A propo realiów:
      cytat "A tak przy okazji – nawet jeśli faktycznie istniał jakiś wybitny wódz o imieniu Artur, który władał skrawkiem Brytanii u schyłku V wieku, to na pewno nie był żadnym chrześcijańskim królem. Co najwyżej Brytem, albo Rzymianinem w skórzanej opończy, który robił wszystko by jego rodzinnych stron nie złupili Anglosasi. O ile w ogóle miał fortece to na pewno nie potężny kamienny Camelot, raczej drewniana warownie. I zapewne nie walczył nawet konno, bo w tamtych czasach te zwierzęta służyły tylko do przemieszczania sie – walczono zawsze pieszo. Dopiero kilka stuleci później rozwinie sie kawaleria, a w Anglii po raz pierwszy pojawi sie dopiero w 1066 roku podczas słynnej bitwy pod Hastings. W dodatku konnica dysponował tylko normański najeźdźca, dzięki czemu wygrał…"

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja strzelałam w bractwie z laminowanego łuku typu longbow bodajże 16 kg. Kumpele z 12 kg. Strzała wypuszczona z takiego łuku najwyżej mogła się wbić w miękką słomianą tarczę, w drewno wbijała się z ledwością.
    Męski łuk to od ok. 18-20 kg się zaczynał, naciągało mi się go baaardzo ciężko, a takie powyżej 20 kg już nie byłam w stanie naciągnąć. Angielskie średniowieczne łuki zaś to było czasem i 30-50 kg naciągu – obsługa wymagała wielu lat treningów siłowych i jest nadal obiektem kompleksów współczesnych fascynatów rycerstwa.

    Zakładając nawet, że akcja dzieje się w alternatywnym świecie, musiałyby tam działać inne prawa fizyki. Bo i tak łuk, który miał zabijać a nie ranić, wymagałaby ogromnej siły raczej niedostępnej współczesnej kobiecie. Chyba, że Mordred, podglądając Lenę, pomógł jej czarami robić sobie jaja z Lancelota i zaczarował jej łuk.

    Nie traktuj tego, co piszę, jako jakąś krytykę i hejt, bo i tak lubię Cię czytać. 🙂
    Po prostu jedne opowiadania mi się bardziej podobają, a inne mniej i w tych piszę co mi nie styka i zgrzyta.

    Ola

Napisz nam też coś :-)