Jak pies z kotem (III)

with 3 komentarze

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłości

Tylko ubijcie koniecznie śmietankę do tej kawy! – zawołał Przemek, gdy już wychodziliśmy. Odwróciłam się więc i pogroziłam mu pięścią. Tyle mojej satysfakcji. Zresztą szybko zapomniałam o Młodym Bogu.

– Serio, chcesz mnie poczęstować kawą? – spytałam, gdy szliśmy zaśnieżonym chodnikiem w stronę sąsiedniej posesji. – Jakoś dziwnie. Od rana częstujesz winem, wieczorem kawą.

Co za różnica, co będziemy pić? – wzruszył ramionami. – Może być kawa jak chcesz. Albo mleko. Ale to tylko ty, bo ja nie cierpię mleka. Zwłaszcza przegotowanego.

Akurat tę niechęć to macie w genach – mruknęłam, przypominając sobie własne doświadczenia. – Nie, tym razem chętnie napiję się wina.

– Mam zamówić coś do jedzenia? – Po dżentelmeńsku otworzył przede mną drzwi, wpuszczając do dyskretnie oświetlonego wnętrza.

Dziś rano przeżyłam załamanie nerwowe, korzystając z wagi stojącej w łazience. Spasłam się na wikcie u pani Irenki całe cztery kilo. Na razie nie było tego widać, ale jeszcze dwa i przestanę dopinać spodnie. Dlatego teraz podziękowałam uprzejmie, pozostając przy samym winie. Rozsiadłam się na kanapie, stojącej tuż przy rozpalonym kominku i zażądałam wytrawnego, reszta obojętna. Wytrawnego dlatego, że wchodziło powoli, a przy półsłodkim czy nawet półwytrawnym, istniała spora szansa, że się ubzdryngolę, po czym obudzę o poranku w wielkiej sypialni pana domu.

Wytrawne? – zdziwił się Łukasz.

Im bardziej cierpkie, tym lepiej.

Masz oryginalny gust.

Wolałam mu nie wyjaśniać, skąd u mnie takie upodobania. Nie kwestionował mojego życzenia, ale przyniósł butelkę oraz kieliszki, po czym napełnił je prawie pod sam czubek rubinowym płynem.

Bez zastanowienia zamoczyłam wargi i aż się otrząsnęłam. Pewnie podobnie smakowałby ocet siedmiu złodziei, chociaż na sto procent byłby o wiele tańszy.

Ohydne – wymsknęło mi się, a Łukasz z wrażenia aż parsknął.

Ale... – zaczął, patrząc na mnie z osłupieniem.

Lubię takie – dodałam obłudnie. – Twoje zdrowie!

Oboje udawaliśmy, że wybornie nam smakuje. Ja traktowałam to jako alert bezpieczeństwa, on postępował tak z grzeczności. Jednak widać było, że też mu nie smakuje. Cóż, kwestię nadużycia alkoholu mieliśmy z głowy.

Gdzie byłeś, jak cię nie było? – spytałam, w nosie mając dyskrecję oraz zabawę w podchody.

Interesy. – Wyjaśnił krótko i widać było wyraźnie, że nie w smak mu ten temat. Za to ja uparłam się wydusić z niego jakiekolwiek szczegóły, nie bacząc na to, że nadmierna ciekawość w tej kwestii może zostać źle odebrana. Gorzej, może to być przyczyną naszego ostatniego spotkania.

No gdzie? Powiedz, nie wstydź się – drażniłam go, a biedak coraz bardziej marszczył czoło. – Jakieś interesy mafijne?

W życiu nie widziałam tak osłupiałego wyrazu męskiej twarzy.

Jakie? – spytał słabo.

Mafijne – powtórzyłam cierpliwie. – Tak sobie pytam...

Aha. – Nieoczekiwanie poweselał. Rozluźnił się i zmienił pozycję tak, że teraz nie musiał wykręcać głowy chcąc na mnie patrzeć. – Mafijne. Tajne. Niestety, nie mogę zdradzić szczegółów, bo musiałbym cię zabić. A powiem ci szczerze, że jesteś dosyć niezwykłą kobietą.

Dlaczego?

Chociażby z powodu ubioru.

– A co? – Opuściłam głowę, podziwiając wzorki na swetrze. – Wygodny jest, ciepły. Co w nim złego?

Nic. Sęk w tym, że inna popędziłaby do pokoju, ubrała coś mega seksownego, następnie zamknęłaby się w łazience na jakąś godzinę, a dopiero potem pozwoliła się zaprosić na wykwitną kolację, z równie wykwintnym winem, a może i szampanem.

– Nie jestem głodna. Muszę schudnąć, bo trochę się spa... – zarumieniłam się, bo słowo to było ze wszech miar niewskazane. Gorzej, całe to ostatnie zdanie było niewskazane. – Muszę zastosować dietę oczyszczającą, zgodną z porą roku i takie tam.

Tak, takie tam – roześmiał się, wyciągając rękę i nawijając na palec kosmyk moich włosów. – Piękne są. Jakbym miał w dłoni prawdziwe złoto.

– Może farbowane? – Z premedytacją postanowiłam być nieco uszczypliwa. Na słodkie słówka mnie nie weźmie, co to, to nie!

Może mógłbym to sprawdzić? – Tym razem pochylił się i wyszeptał mi te słowa na ucho. A ja zamiast poczuć radość, euforię czy chociażby zwykły przypływ pożądania, zirytowałam się.

Nie.

Tego chyba się nie spodziewał. Zamarł w bezruchu, co wykorzystałam aby zwiększyć między nami dystans. Później spojrzałam prosto na twarz Łukasza i poczułam nieokreślony żal. Co by tu zrobić, żeby nie traktował mnie jako łatwej okazji do podboju, a bardziej serio? Niby adorował, niby kusił pięknymi słówkami, niby podziwiał, ale wyczuwałam w tym wszystkim całkowity brak przekonania. Ot, zaliczy sobie dziewczę z sąsiedztwa, tak przy okazji, z nudów. Nie chciałam być łatwą okazją, nie chciałam również przesadzić z czupurnością. Szczerze mówiąc, już sama nie wiedziałam, czego chcę.

Maja! – surowym głosem odezwał się obiekt moich duchowych rozterek. – Zawsze tak reagujesz?

Westchnęłam tylko, opierając głowę i siedzisko kanapy. Przymknęłam oczy i nie zareagowałam, kiedy męska dłoń zaczęła pieścić mój policzek. To był przyjemny dotyk, bo palce miał ciepłe, niemal gorące. I delikatne.

Czasami – odpowiedziałam cicho.

Przecież widać jak na dłoni, że ci się podo…

Od razu mnie poderwało, wyrywając z błogiego letargu. Zerwałam się z kanapy, Łukasz również wstał, ale wyglądał na rozbawionego. Pogroziłam bydlakowi zaciśniętą pięścią, lecz nic sobie z tego nie zrobił. Roześmiał się głośno, po czym chwycił mnie w pół i przyciągając ku sobie, pocałował.

 

 

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Monika
    | Odpowiedz

    Ślub??? tak szybko???

  2. Karola
    | Odpowiedz

    Oj zamieszałaś.
    Coś czuję, że to od początku był plan mamusi. Nieźle ich wkreciła.

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Miałam nosa do Przemusia, że coś może połączyć go z Mają. Aczkolwiek uważam, że niezły z niego kawał fiuta! Pan i władca się znalazł! Normalnie jakby wpadł w moje ręce, to by dopiero zobaczył szmatolota! Co za buc! Końcówka mnie powaliła, mam nadzieję, że uderzenie nastawi mu myślenie. Albo, że będzie się chociaż wstydził. Nikomu nie życzyłabym takiego ślubu i takiego małżonka. Jednak podoba mi się, jak silne emocje wywołuje we mnie jego postać, nawet jeśli nie lubię go teraz. Takie postaci są najlepsze, nie są mdłe 🙂

Napisz nam też coś :-)