Jak pies z kotem (IV)

with 6 komentarzy

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłości

A ja zamarłam w bezruchu, bo gdzieś w pobliżu drzwi rozległ się głos Łukasza. Nie wiedząc, co powinnam zrobić, narzuciłam na Przemusia leżący w pobliżu koc, a potem kilka poduch z kanapy.

– Idę! – W ułamku sekundy uświadomiłam sobie, jak mogę wyglądać, więc zamiast do wejścia, skierowałam się do własnej sypialni.

– Zaraz wrócę! – krzyknęłam głośno, ruszając biegiem. – Pilnie muszę do toalety. Wejdź i rozgość się!

Lustro pokazało, że słusznie zrobiłam. Lewa strona mojej twarzy przybrała już ciekawy, purpurowy odcień. Bluzka była rozdarta, spódnica również, a w pończochach poszło kilka oczek.

– Już ja się z tobą jutro policzę! – warknęłam, z całej siły powstrzymując płacz. Szybko się przebrałam, z maskowaniem siniaka dałam sobie spokój, po prostu rozpuszczając włosy. Pamiętałam też o obrączce, symbolu zobowiązań. I wróciłam do Łukasza, który siedział w kuchni, z zadowoloną miną popijając moją herbatę.

O, jesteś! – ucieszył się. – Coś się stało? Miałaś dziwny głos.

Nie, nic. Zmęczona jestem.

– Nie będę cię zadręczał sowim towarzystwem. Chciałem tylko zaproponować kolację. Jutro, gdzieś na mieście.

Jutro? Jasna cholera! Jak ja się pokażę z pokancerowanym obliczem? Przecież nie dam rady zamaskować tego makijażem, chyba że takim o grubości centymetra.

– Jutro nie mogę – żal w moim głosie był autentyczny. – Przepraszam, ale pani Irenka zastrzegła, że pod jej nieobecność nie mam nigdzie wychodzić.

W końcu odważyłam się spojrzeć w oczy Łukasza.

– Nie możesz? – Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. – Czy może znów nie chcesz?

Byłam roztrzęsiona, wściekła i rozżalona. Na dodatek miałam ochotę wybuchnąć płaczem. A najlepiej wtulić się w jego ramiona.

Nie, tym razem po prostu nie mogę.

– Aha. – Obojętnie, treściwie. Nagle dotarło do mnie, że to chyba koniec. Lecz nic nie zrobiłam. Pozwoliłam mu wyjść bez pożegnania, a potem wyjęłam z lodówki całą butelkę wina. Nie chciałam zbytecznych dyskusji, byłam za bardzo rozbita minionym dniem. Tym, na co się zdecydowałam oraz tym, co mnie spotkało. I szczerze mówiąc marzyło mi się wbicie największego noża kuchennego w gardło cholernego Przemusia. Albo przynajmniej obcięcie mu kutasa. Po pierwszym wypitym duszkiem kieliszku, zrezygnowałam z morderczych planów. Chyba dlatego, że jedynymi ofiarami mych krwiożerczych instynktów bywały natrętne komary.

Wina nie wypiłam. Za to wróciłam do sypialni, rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam. Zasnęłam z pełnym nosem, mokrymi policzkami i chyba również ze złamanym sercem.

***

Znów padał ten cholerny śnieg. Chociaż może to dobrze, że ponura pogoda za oknem nie kontrastowała z moim samopoczuciem? Przygotowałam sobie kawę, ale nie mogłam jej wypić, bo bolał mnie żołądek. Cała reszta też. Serce, wątroba, chyba nawet ślepa kiszka. Odsunęłam filiżankę i zaparzyłam miętową herbatkę. Popijałam ją wolno, malutkimi łyczkami, zadumana, wpatrzona w oślepiający bielą krajobraz za oknem. Zdążyłam też już sprawdzić, że Przemuś zniknął z miejsca, w którym go wczoraj zostawiłam. Szczerze mówiąc, miałam w nosie gdzie poszedł. Jak dla mnie mógł się nawet utopić w wychodku.

Ale nie, takiego szczęścia nie doświadczyłam. Właśnie zbiegł po schodach, świeży jak pierwiosnek na wiosnę, promienny oraz roześmiany.

Coś ty taka ponura? – spytał na powitanie. – Masz minę jak postny śledź.

Odczep się.

– Bo się z tobą rozwiodę! – pogroził mi palcem i sięgnął po odstawioną przeze mnie filiżankę.

O, kawusia! – ucieszył się. – Dla mnie?

Tak. Dosypałam cyjanku – dodałam posępnie.

– Chcesz mnie posłać na tamten świat dzień po ślubie? – kpił. Dlaczego on u licha był w tak znakomitym humorze? Nigdy wcześniej go takim nie widziałam.

Rozważałam jeszcze użycie siekiery, ale musiałabym cię złapać pod prysznicem.

Dlaczego pod prysznicem? – zainteresował się gwałtownie.

Łatwiej wszystko wyczyścić.

Rozsądne. Będzie śniadanko?

Pytasz mnie jako żony czy jako gosposi? – spytałam jadowitym tonem. Boże! Jak on mnie denerwował! I wcale nie chodziło o wczorajsze zajście, ale o wszystko. Od samego początku miałam ochotę padalca udusić i pogrzebać w ogródku. Pod jabłonką na przykład, świetne miejsce.

Dobrze, zjem na mieście – zdecydował wspaniałomyślnie. – Masz wolne w ramach naszego miesiąca poślubnego.

Zejdź mi lepiej z oczu! – warknęłam.

Coś ty taka drażliwa?

Się dziwisz? Tak bywa po spotkaniu z damskim bokserem! – W końcu nie wytrzymałam. Miałam dosyć jego samozadowolenia i znakomitego samopoczucia.

– Damskim bokserem?! – Przemuś wybałuszył oczy. – Mówisz o mnie?

Tak. Uderzyłeś mnie.

Ja?! – Zamarł w pół ruchu, gapiąc się na z zaskoczeniem. – Że niby ja cię uderzyłem?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    JK
    | Odpowiedz

    To się porobiło!

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Coś mam wrażenie, że Przemek, jak dowie się o randce z Łukaszem, to wreszcie weźmie się za zdobycie swojej żony. A przynajmniej powinien poczuć zazdrość! ☺

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy będzie możliwa płatność SMS?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Staramy się jak możemy, więc będą tak szybko, jak to możliwe.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Tak się mocno zastanawiam i mimo wcześniejszej niechęci skłaniam się przy obstawieniu Łukasza – jego reakcja na wieść, że Przemek uderzył Maję była jak najbardziej prawidłowa. Tyle, że nie powinien na tym poprzestać, tylko pójść “rozmówić” się z sąsiadem. Przemuś zapewne nie omieszkałby go poinformować, że Majka jest jego żoną, co oczywiście nie oznacza, że może ją bić, ale Łukasz poczułby się oszukany i znowu strzeliłby focha. Jacyś totalnie do bani ci faceci. Po “poznaniu” teścia Majki już wiadomo po kim Przemuś ma geny – nie od dziś jestem zdania, że niektórzy nie powinni się rozmnażać. Trzymam kciuki za Maję i mam nadzieję, że to państwo-draństwo jej już bardziej nie skrzywdzi. A i pokłon dla Majki, że się teściowi odgryzła:)

Napisz nam też coś :-)