Jak pies z kotem (V)

with 11 komentarzy

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłości

 

Miało być w czwartek, ale tak mi zdrowie zaczęło szwankować, że wszystko zajmuje trzy razy tyle czasu niż zwykle 🙁

.

.

Teraz to ja poczułam się zaskoczona. Tylko nie było czasu się nad tym zastanawiać, bo tatuś przystąpił do ofensywy.

Weźmiecie rozwód. A tobie zapłacę.

Wsadź sobie w dupę te pieniądze.

Jakaż subtelna ta twoja wybranka!

Jakiż palant z twojego ojca. – Jakoś nie miałam ochoty ustępować mu pola, chociaż pani Irenka dawała mi dziwne znaki, na przemian czerwieniejąc i blednąc.

Głodna jestem – oznajmiłam. – Muszę teraz jeść za trzech. Lekarz powiedział, że to ciąża bliźniacza – podrażniłam szanownego ojczulka.

– Bliźniacza? – Z jękiem opadł na kanapę. – To ja ci taką świetną przyszłość zaplanowałem. Dziewczyna z dobrego domu, majętna, kulturalna, piękna, a ty? A ty co?

– Też jestem z dobrego domu, kulturalna i piękna – odparłam urażona.

Ten dobry dom to podupadająca chałupa w jakiejś zapadłej wsi? Bezzębna mamusia i tatuś tulący na co dzień butelczynę jabola?

Nikt nie miał prawa obrażać moich rodziców. Nikt. Nawet ten nadęty snob.

Czekaj! Odwdzięczymy ci się na dzień dziadka! – zagroziłam, po czym ze spokojem zabrałam się za przygotowane na stole potrawy, bo faktycznie poczułam się głodna.

Zapadła cisza tak gęsta, że można by ją było przysłowiowo kroić nożem. Ja jadłam, oni się gapili. Przyznam, że trochę było to denerwujące.

Zapraszam – gestem wskazałam na zastawiony stół. – Bo wszystko wystygnie. Ty też! – wskazałam widelcem szanownego teścia, który już nabierał powietrza, aby ryknąć coś niecenzuralnego. – I bez awantur, bo poronię, jak będziesz mnie denerwował.

O dziwo, posłuchali. Wszyscy. Przemuś zajął miejsce przy moim boku i chyba tylko on jeden miał wesoły błysk w oku. Pani Irenka wyglądała na zakłopotaną, Adaś jak zwykle na znudzonego, bogini na zniesmaczoną, a szanowny tatuś mego małżonka na wściekłego. Lecz nie odezwał się nawet słowem. Atmosferę ogrzała jedynie mdła konwersacja mej chlebodawczyni z moją kontrkandydatką na temat wyprzedaży w jakimś super drogim, ekskluzywnym sklepie.

Zajadałam sobie ze spokojem, baby gadały, Adaś grzebał widelcem w talerzu, Przemuś ograniczył się do opróżnienia butelki z winem, a jego ojciec siedział, jakby połknął kij i gapił się na mnie z niechęcią. W końcu raczył wydać z siebie głos.

Co studiujesz? – spytał.

– Nic – odparłam zgodnie z prawdą. Zapowietrzył się, ale wtedy dodałam:

Już skończyłam. Bibliotekoznawstwo.

Jak to skończyłaś? – osłupiał. – Jesteś starsza od mojego syna?

Tak. Udzielałam mu korepetycji i tak to się zaczęło – zełgałam w natchnieniu.

Starsza – powiedział w zamyśleniu. Może to dziwne, ale jakoś go ten fakt nie rozzłościł. – Ile?

Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia ile Przemuś ma lat. Chyba dwadzieścia dwa, może trzy. Mogłam zełgać, bo z kolei teść nie miał bladego pojęcia, w jakim ja byłam wieku.

– Cztery – odparłam, kopiąc Przemusia pod stołem, aby przypadkiem nie wyskoczył z czymś głupim.

A jakich to korepetycji mu udzielałaś? – drążył szanowny rodzic. Za to ja z trudem wygrzebałam z zakamarków pamięci fakt, co studiował mój tak zwany małżonek. Medycynę. Kurczę, faktycznie, czego to niby miałam go uczyć?

Zasad ortografii i gramatyki. Strasznie dużo błędów popełniał.

Przemek? – Facet osłupiał. – Przecież on maturę z polskiego zdał na celujący!

Pani Irenka gwałtownie pobladła. W zasadzie to wyglądała, jakby za chwilę miała zemdleć. Ciekawe czy z tą maturą to nie była jakaś ściema?

Tato, chciałem ją poderwać, więc udawałem – wtrącił się Przemuś, patrząc na mnie pobłażliwie. – Co to za problem udawać półanalfabetę.

Chyba że tak. – Wciąż przyglądał nam się podejrzliwie. – Bo albo ona kłamie, albo byliście w zmowie z dyrekcją szkoły oraz całym gronem pedagogicznym i ta średnia sześć zero była kłamstwem.

Sześć zero? Całkiem nieźle, tym bardziej że miałam Przemusia za troglodytę, którego bardziej od nauki interesuje, którą by tu walnąć maczugą i zawlec do jaskini. No kto by pomyślał! Poczułam też nagłe zmęczenie. Udawanie żony tego bubka wydawało się być czymś prostym, a w rzeczywistości najpierw zostałam pobita, a teraz wystawiono na próbę moją cierpliwość. Miałam dosyć. Wstałam od stołu i oznajmiłam, że idę się zdrzemnąć. Jako ciężarna mogłam do woli grymasić. Uciekłam na piętro, do sypialni Przemusia, zachowując pozory prawdziwego małżeństwa.

Szlag mnie trafił już od progu, bo chociaż sprzątałam tutaj zaledwie wczoraj wieczorem, to pokój na powrót przypominał stajnię Augiasza.

Kochanie…

– Nie mów do mnie kochanie! – warknęłam. – Wiesz co byłoby ukoronowaniem tego? – wskazałam na bałagan.

Nie. A co? – zaciekawił się, wpychając mnie do sypialni i zamykając drzwi.

Jakbyś na środku nasrał! To byłoby ukoronowaniem!

Zachichotał, a później rzucił się na łóżko. Dłonie wsadził za głowę i tak wygodnie rozwalony, przyglądał mi się z wyraźnym zadowoleniem.

Marudzisz babo!

– Ty mi lepiej powiedz, dlaczego mówiłeś o swojej niedoszłej narzeczonej kaszalot? Dziewczyna jak ten róży kwiat, gdybym była facetem, sama bym ją wzięła bez żadnego sprzeciwu.

Pech. Ostatnio widziałem ją trzy lata temu i to był kaszalot, wierz mi.

Ale zmieniła się? – Przycupnęłam na brzegu łóżka.

No. I co z tego? Tak nie zamierzam się hajtać.

Idiota. Już to zrobiłeś.

Na niby się nie liczy.

Urzędowo się liczy – postanowiłam nie oddać mu pola bitwy bez walki. – I to jak najbardziej.

Nocy poślubnej nie było – odparł lekceważąco. – Nie liczy się.

– Urzędnicy nam pod kołdrę nie zaglądają. Dla nich się liczy – upierałam się, będąc pewną, że w końcu go mój upór zdenerwuje.

– Ach tak? – zmrużył oczy, a ja dla odmiany poczułam zaniepokojenie. Pijany nie był pomimo obalenia flaszki wina, pion trzymał, nie bełkotał, więc chyba nic mi nie grozi. Chyba. Rozsądnie byłoby przyznać mu rację, ale mój duch przekory właśnie nabrał powietrza w usta i głośno się wydarł.

Na niby to ja jestem jedynie w ciąży. Ciekawe jak to wytłumaczysz tatusiowi za kilka miesięcy?

– Hm… Może powinienem postarać się, abyś była bardziej wiarygodna?

Popukałam się w czoło.

Żadnego bicia. Idę na randkę.

Przemusia nagle jakby osa użądliła. Podskoczył na łóżku, przybrał pozę szarżującego byka, a czoło przecięła mu pionowa zmarszczka.

 

 

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Muszę powiedzieć, że po tym fragmencie mam jakiś niesmak do Łukasza. Przemek niby nie lepszy, ale to Łukasz bardziej mnie zdenerwował. Jak mu tak spieszno, niech łapy do kontaktu wepcha. Na pewno zrobi mu się gorąco. Mam nadzieję, że dojdzie do kolacji z Przemkiem. On jest ewidentnie zazdrosny. I coś mi się wydaje, że musiał się wściec po wyjściu Majki 🙂 Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział 🙂

    • Tony Porter
      | Odpowiedz

      Podzielam Twój niesmak Jo – Łukasz zapunktował ujemnie swoimi zachowaniem i finałowym tekstem. Chyba zmienię zdanie i postawię na Przemka. Wprawdzie bucem jest totalnym, a za niektóre teksty chętnie kopnęłabym go w przyrodzenie, ale wydaje mi się, że nie ma w nim bydlactwa. A Łukasz jakiś taki szemrany jest – niby się przejął rękoczynami sąsiada, ale sprawia wrażenie jakby zależało mu tylko na przeleceniu Majki. I zrobi wszystko, żeby ten cel osiągnąć. Zabawić się, a jak mu się Maja znudzi, to kupi jej jakiś kosztowny prezencik i się jej pozbędzie. Nie wiem, może się mylę – żądza rzuciła się Łukaszowi na umysł, serce pompuje krew do organu poniżej pasa, więc mózg nie pracuje w pełni sprawnie, ale ten facet zalatuje mi draństwem. Pod śliczną, intrygującą powłoką kryje się zwykły sku*****nek. Nie wiem, jak zachowa się Majka po tekście o inwestowaniu, ale ja poprosiłabym ślicznego Łukaszka o odwiezienie do domu. Przemuś zdecydowanie jest zazdrosny, chociaż nie przyzna się do tego nawet na torturach:)

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    Szczeka mi opadla! No to sie dzieje!
    Az potrzebuje lewarek by domknac paszcze.

  3. Lite
    | Odpowiedz

    Zaraz zaraz, od kiedy facet który co tydzień zalicza inna dziewczynę i do tego obnosi się z tym w tak ohydny sposób tylko po to żeby zademonstrować jak to bardzo “nie jest” zainteresowany, jest lepszy od faceta który nie leci na kilka frontów na raz tylko chce ciebie i tylko ciebie? Może zbyt otwarcie i ostatnie zdanie zabrzmiało przedmiotowo ale chyba lepiej utemperowac czyjś zapał i dojść do czegoś stopniowo niz się poniżać i brać tak przechodzony towar? Jak dla mnie to Mateusz jest kandydatem na to że zaliczy i zostawi dla kolejnych kochanek.

    • Tony Porter
      | Odpowiedz

      Jeśli tak się na to spojrzy, to rzeczywiście, trudno się z Tobą nie zgodzić, Lite. Moja nieufność wobec Łukasza bierze się chyba po części stąd, że tak właściwie nic o nim nie wiemy. Inna sprawa, że o Przemku wiemy same nie za dobre rzeczy. Coś na zasadzie “lepsze znajome zło”. Myślę sobie, że może być też tak, że Łukasz się kiedyś sparzył i zaczął traktować kobiety przedmiotowo, nie chce się angażować. Pytanie, czy Majka coś dla niego znaczy, czy jedynie jest na nią napalony. Pewnie, że lepiej utemperować czyjś zapał, tylko pytanie jak ten ktoś na to zareaguje. Czy Łukasz uzna, że warto lepiej Maję poznać i przystopuje, czy machnie ręką i powie, że może mieć takich jak ona na pęczki, więc albo seks, albo do widzenia. No nie wiem, chyba jakiś trzeci porządny absztyfikant by się przydał 🙂

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    A wiecie,że też pomyślałam o kimś trzecim? Cóż… Problem jest taki, że zakończenie mam już napisane :-))) I co z tym zrobić?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Trójka to już tłok, jak na mój gust. Jestem pewna, że masz doskonałe rozwiązanie na Przemka i Łukasza:)

      • Tony Porter
        |

        Po wnikliwej analizie poczynań obu panów i po trzech nałęczowskich śliwkach w czekoladzie, wzbogaconych pyszną kawką Barbados, skłaniam się ku Łukaszowi:) Jak mnie drań zawiedzie, to niech mu nałęczowska śliwka w gardle stanie:)

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    No zobacz 🙂 Ja też właśnie zajadam się nałęczowskimi śliwkami :-)))

    • Tony Porter
      | Odpowiedz

      Nałęczowskie śliweczki są boskie:) Ja nabyłam już niby na choinkę, ale… taaa… trzeba sprawdzić, czy wciąż tak samo dobre są. I świeże:) I tak właściwie, to szkoda je na choince wieszać. Dlatego też zakupiłam 2kg innych pysznych cukierków – z doświadczenia wiem, że za dużo to tych śliweczek nie zostanie:) Na dwie choinki na pewno nie styknie:)

      • Babeczka
        |

        Ja tak za śliwkami w czekoladzie nie przepadam, wolę pastylki miętowe 🙂 Ale ogólnie jestem słodkolubna, więc zjem wszystko ;-))) Poza tym moje dzieci są tak żarłoczne, że cukierki na choince może powiszą dwa lub trzy dni 😀

Napisz nam też coś :-)