Jak pies z kotem (VI)

with 17 komentarzy

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłości

Zdrętwiałam. Ton był niby żartobliwy, ale skądś pojawiła się pewność, że on wcale nie żartował. I szczerz mówiąc, nie mam pojęcia z jakimi kobietami miał dotąd do czynienia oraz jak reagowały one na tak roszczeniowe słowa, ale ja nie byłam jakąś tam kobietą. Bogaty? W dupę niech sobie wsadzi te swoje tysiące! Przystojny? No i co kurna z tego! Nie on jeden po tym świece chadzał.

Jedno krótkie zdanie zniszczyło wszystko. Ośmielam się stwierdzić, że Łukasz nie tylko słabo mnie znał. On w ogóle nie miał pojęcia, z jakim typem baby ma do czynienia. I chyba wcale nie chciał tego wiedzieć. Miałam być kolejną słodką idiotką, która da się przelecieć za marzenie. Marzenie o mrocznym księciu na białym rumaku, marzenie żywcem wycięte z ckliwego romansu.

Problem polegał na tym, że nie miałam zamiaru zbawiać niczyjej duszy. Nie miałam też ochoty potulnie zgadzać się na rolę płochliwego dziewczęcia, co to dzięki niemu, stopniało kamienne serce pewnego przystojniaka, dotychczas grającego nieczułego drania.

Wsadź sobie w dupę swoje inwestycje! – warknęłam, używając możliwie najdosadniejszych słów, jednocześnie odsuwając się na bezpieczną odległość.

Tak? Chcesz oskarowej roli niedostępnej dziewicy? – zadrwił, mierząc mnie pożądliwym wzrokiem. – Niestety Majeczko, to nie ten film. Do tego, ja sam piszę scenariusz.

Niestety Łukaszku – otuliłam się połami płaszcza. – W takim razie źle obsadziłeś główną rolę żeńską.

Na razie trwa casting…

Rozzłościł mnie. Nie tyle słowami, co spojrzeniem, lekceważącym tonem głosu. Traktował mnie tak, jakby moje „nie” było tylko głupim kaprysem. Albo czymś udawanym, jakbym się z nim przekomarzała. Od razu pojawiła się myśl, aby pokazać, że z kimś takim jak ja, nie warto zaczynać.

Każ mu się zatrzymać – wskazałam na szybę, za którą siedział szofer.

Po co?

Ja wysiadam.

– Nie bądź głupia. – Łukasz zmarszczył brwi. Nadal nie wierzył w autentyczność mojego sprzeciwu. – Jest zimno, a to pustkowie. Zwłaszcza o tej porze roku i dnia.

Każ mu się zatrzymać! – syknęłam rozwścieczona.

Jak sobie życzysz! – warknął, po czym zapukał w szybę oddzielającą nas od szoferki. Chwilę później stałam na poboczu zaśnieżonej, pustej drogi, całkiem sama i w osłupieniu gapiłam się w znikające światła samochodu. Gdyby nie wszechobecna biel, to stałabym również w całkowitych ciemnościach, bo niebo było zasnute grubą warstwą chmur.

No co za bydlak! Zostawił mnie! Zostawił mnie w taką pogodę, na takim pustkowiu i w takim ubraniu! Wręcz na wpół nagą!

Ta zniewaga krwi wymaga, pomyślałam z furią, dygoczącymi z zimna rękoma, wygrzebując z torebki telefon. Z nikłą ulgą odnotowałam fakt, iż był zasięg. Zaraz potem komórka jakimś cudem wyślizgnęła się z mojej dłoni, lądując w sporej zaspie śniegu. Klnąc jak szewc, wydobyłam ją stamtąd i wtedy nastąpiło clou programu.

Uszkodzona przed miesiącem obudowa przepuściła wilgoć i niestety, to sprawiło, że komórka po prostu przestała działać. Nie pomogło chuchanie, dmuchanie, pukanie i coraz bardziej wściekłe prośby. Ekranik co prawda nadal pokazywał śmieszną tapetę z mordą kota oraz godzinę, ale to wszystko. Ani drgnął. Wściekłość zastąpiła kiełkująca rozpacz.

Rozejrzałam się dookoła.

Nic, tylko drzewa. Za mną drzewa, przede mną drzewa, po prawej drzewa, po lewej też te cholerne drzewa. Pamiętałam, że w takim otoczeniu jechaliśmy kilka minut zanim posprzeczałam się z tym palantem i zanim pozbył się mnie, jak niepotrzebnego śmiecia. A ja miałam na nogach cieniutkie pończoszki, kozaczki na wysokim obcasie, elegancki płaszczyk. Za to brakowało mi rękawiczek, szalika oraz czapki.

Znów zaczął padać śnieg. Sypał płatami, osiadając na moich włosach, dygoczących z zimna ramionach.

Miałam dwa wyjścia.

Stać w miejscu, klnąc na własną głupotę, lżąc Łukasza i czekać, aż całkiem zamarznę. Mogłam też robić dwie pierwsze rzeczy, równocześnie ruszając przed siebie. Oraz ryzykując złamanie jakiejś części ciała. Na przypadkowego stopa wolałam nie liczyć, bo cholera wie, kto się nawinie, a mój strój mógł skusić jakiegoś amatora tirówek. Chociaż która by stała w taką pogodę…

Udało mi się pokonać kilka metrów, gdy za plecami usłyszałam anielską muzykę.

Coś nadjeżdżało.

Stanęłam na poboczu, zastanawiając się, co powinnam zrobić. Wiać do lasu, czy wystawić skostniałą z zimna rękę i pomachać. Ponieważ moje zęby wydzwaniały właśnie pierwszą symfonię, zdecydowałam się na to drugie.

Samochód zaczął zwalniać. W końcu zatrzymał się kilka metrów ode mnie. Ruszyłam ku niemu prawie biegiem, ale wtedy się poślizgnęłam. Z głośnym jękiem, runęłam jak długa.

Zamiast bluzgnąć wiązanką przekleństw, zamknęłam oczy, usiłując się uspokoić. Wolałam nie wywierać złego wrażenia, na osobie, która miała robić za mego wybawiciela. Zaczęłam liczyć. Przy pięciu usłyszałam chrzęst kroków na śniegu, przy siedmiu uniosłam ze stęknięciem głowę.

I zdębiałam.

Co ty tu robisz? – spytałam słabym głosem.

Ratuję nasze małżeństwo – odpowiedział zgryźliwie. Jakoś nie chciało mi się protestować, gdy mnie podniósł, a potem posadził na miejscu pasażera. Otulił też kocem, który wyjął z bagażnika, chociaż i tak samo ogrzewanie sprawiło mi niewysłowioną przyjemność. Przemek jeszcze zapiął mój pas, po czym usiadł przed kierownicą i ruszył w drogę powrotną.

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie 😉 Za to Łukasz coraz mniej. Mam nadzieję, że Majka daruje sobie zemstę na nim, bo facet nie jest wart jej spojrzenia, a co dopiero uwagi, którą musiałaby poświęcić, żeby przeprowadzić zemstę. Dobrze, że Przemek myślał do przodu ( głównie pewnie przez zazdrość). Bo wszystko mogłoby skończyć się tragicznie. Nie dość, że ją uratował, to jeszcze opiekował się nią i został na noc. Szkoda, że sen okazał się tylko snem 😉 Ale Przemek zaczyna mocno plusować, co mnie wielce cieszy. Oby tak dalej 😉

  2. Mona
    | Odpowiedz

    A mnie się żaden nie podoba. Może ktoś dodatkowy się zjawi?

  3. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jestem bardzo ciekawa jak Łukasz się zachowa. To, że niepokoił się o Majkę nie zmienia faktu, że zachował się jak skończony dupek. I zdaje się, że to jego norma w traktowaniu kobiet. Taki niby milusiński, a tak naprawdę to zwykłe chamidło. Mam nadzieję, że Majce się nie odmieni i Łukasz nie zacznie jej znowu obchodzić. Nie, żebym optowała za rzuceniem się w ramiona Przemka, bo on wcale lepszy w traktowaniu kobiet nie jest. Sprawia wrażenie, że zależy mu na Majce, ale czy tak jest naprawdę, czy to tylko część planu, żeby ją zaliczyć? A tak w ogóle, to przecież Majka wcale nie musi wybrać któregoś z tych dwóch patafianów. Ani nie musi się pojawić jakiś trzeci. Szczęśliwym zakończeniem może być to, że Maja nie pozwoliła się sobą zabawić żadnemu z samców, zarobiła kasę na leczenie mamy i nabrała życiowego doświadczenia, o!

    • Lite
      | Odpowiedz

      To by chyba było najlepsze dla Majki zakończenie! Bo niestety nie ma biedna w czym wybierać 🙂

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    Wiecie, mam przeczucie, że uda mi się Was zaskoczyć 😉

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Tatuś Przemka wkroczy do akcji? 😛

      • Babeczka
        |

        Nie, to już było 😉

      • Tony Porter
        |

        Kumulacja trzech buców to byłoby okrucieństwo nie do przyjęcia:) Zaskakuj, Babeczko, zaskakuj. Oby się tylko nie okazało, że Przemuś i Łukasz założyli się, który wcześniej Majkę zaliczy. Ale to by było za proste. Chociaż, często najprostsze rozwiązania są tymi właściwymi.

  5. Monika G.
    | Odpowiedz

    Prawdziwa kobieta! Najpierw: zatrzymaj auto, wysiadam. Potem: jak on mógł mmie zostawić 😂😂😂
    Jak to mówiła Bożena D. W “Wyjście awaryjne”: podłość ludzka nie ma granic😂
    To się Majce oczy otworzyły ze zdziwienia.

    • Tony Porter
      | Odpowiedz

      He, he, uwielbiam ten film – Bożenka D. w najlepszej odsłonie:) Miodzio. Majka patrzy, patrzy i oczom nie wierzy – wpierw Łukasz podlec i okrutnik, potem Przemuś do rany przyłóż – dziewczyna gotowa wytrzeszczu dostać:)

      • Babeczka
        |

        W sumie to Przemuś do tresury lepszy, bo młodszy 😉 Teoretycznie…

      • Tony Porter
        |

        Może by tak obu do klateczek i poobserwować:) Przemuś to zepsuty gówniarz, a Łukasz cynik. Cechą wspólną jest gówniane traktowanie kobiet. Pytanie, czy są reformowalni i da się ich naprawić. Czy pod tą grubą skórą znalazłoby się coś wartościowego i dobrego. I czy zawsze tacy byli, czy nabyli wredności z wiekiem.

      • Babeczka
        |

        Reformacja jednego z nich już wkrótce 😉

  6. Ann
    | Odpowiedz

    Ja bym Łukasza nie skreślała.

    • Anonim
      | Odpowiedz

      A mnie się on nie podoba i basta! Tylko nie Łukasz Babeczko!!!

      • Babeczka
        |

        Czas pokaże…

  7. Lite
    | Odpowiedz

    Kiedy coś nowego? 🙂

Napisz nam też coś :-)