Jak pies z kotem (VII)

with 19 komentarzy

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłościWiem, że troszkę Was zaniedbujemy ostatnio, ani w komentarzach się nie udzielamy, ani słówka nie skrobniemy przy publikacji, ale mamy nadzieję, że jak już ruszy sklep, to wszystko się unormuje 🙂 I będą smsy, bo zarówno na stronie, jak i wysyłanych do nas mailach często o to pytacie. Za wszystkie życzenia świąteczne oraz noworoczne, ślicznie dziękujemy. A tak z ciekawości zapytam, o czym byście chętnie poczytali? Tekstów rozpoczętych mam sporo, aż się nie mogę zdecydować, który dać następny 🙂 Na wesoło? Może na smutno? Może na super smutno? Może coś o demonach? Macie prawo głosu, wykorzystajcie to! 😉

 

Niestety, dzień zamiast upłynąć mi na tym, co zawsze, czyli sprzątaniu, gotowaniu oraz praniu, spędziłam rozważając moje zapętlone życie osobiste. Głównie dlatego, że była to niedziela, a ja niedziele po przygotowaniu śniadania miałam wolną. Zaszyłam się we własnej sypialni, z puszką pierników oraz termosem kawy, rozpaliłam w kominku i usiłowałam pogrążyć w lekturze. Średnio mi szło, bo przeczytanie jednej strony zajmowało tyle, co zazwyczaj dziesięciu. Poddałam się jeszcze przed obiadem. Odłożyłam lekturę, wstałam, podchodząc do okna.

Śnieg znowu padał.

Westchnęłam, bo gdzieś tam w dali majaczyła posiadłość Łukasza. Po czym sięgnęłam po telefon, o którym kompletnie zapomniałam.

Kolejne kilkadziesiąt nieodebranych połączeń. Kolejny tuzin wiadomości. Uparty drań.

– Należało ci się – powiedziałam mściwie. Z jednej strony czułam satysfakcję, z drugiej jakoś mi ta znajomość dziwnie zobojętniała. Po numerze, który mi wywinął Łukasz, nie powinnam w ogóle się do niego odezwać. Westchnęłam po raz kolejny, po czym odpisałam krótko: żyję, ale jestem wściekła i lepiej dla ciebie panie inwestor, żebyśmy się na razie nie spotykali.

Nie odpuścił, bo po chwili moja komórka zawibrowała.

Pokazałam jej język, po czym z premedytacją odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon.

Na obiad była dziś kuchnia orientalna. Przemuś w końcu wynurzył się ze swego królestwa, łaskawie skonsumował posiłek, po czym udał się do łazienki. Nie mam pojęcia, co on tam robił przez bitą godzinę, ale z drugiej strony czy powinno mnie to obchodzić?

Poszłam na spacer. W przeciwną stronę niż dom Łukasza. Zmarzłam, palce mi skostniały, nos zamienił się w sopel lodu, nawet myśli stały się dziwnie niemrawe. Po powrocie przygotowałam sobie herbatę z miodem i znów zaszyłam się we własnej sypialni. Pani Irenka była nieinwazyjna jeśli chodzi o moje życie osobiste, bylebym tylko należycie wykonywała swoją pracę. Dziś również w roztargnieniu odpowiedziała na moją uwagę o pogodzie, po czym ciągnąc za sobą naburmuszonego Adasia, wsiadła do samochodu i po chwili już ich nie było. W domu zostałam tylko ja i Przemek, bo z pokoju na górze dobiegały dźwięki głośnej muzyki. Pewnie znów imprezował. Może i w towarzystwie…

Poczerwieniałam ze złości. W towarzystwie? Jakiejś blond cizi albo wytapetowanej brunetki? Co za sukinsyn! Nie będzie się gził pod moim nosem, o nie! Energicznie weszłam na górę i bez pytania otworzyłam drzwi do Przemusiowego królestwa. Po czym rozejrzałam się podejrzliwie, bo okazało się, że przyczyna mojej złości siedzi przed telewizorem, popija piwko i podjada chipsy.

O! Majka! – ucieszył się. – A już myślałem, że zabarykadowałaś się w swoim pokoju.

Sam jesteś?

Sam. Panienkę wypchnąłem oknem, jak tylko usłyszałem, że nadchodzisz. Zazdrosna się zrobiłaś! – gwizdnął z zadowoleniem. – Super! Podoba mi się to!

Niby o co mam być zazdrosna? – warknęłam.

O mnie – odrzekł, skromnie spuszczając wzrok, chociaż w jego oczach dostrzegłam wesołe chochliki. – Nie, nie idź jeszcze. Chciałem ci coś zaproponować.

Co? – Wolałam być podejrzliwa.

– Kolega organizuje dziś imprezę. W klubie. Morze alkoholu, półnagie dziewczyny i cały wachlarz innych atrakcji.

– To nie dla mnie – odparłam krótko. Takich imprez nie cierpiałam wręcz chronicznie. – Wolę poczytać.

– Nie ma mowy! – zerwał się z kanapy. – Będzie też moja niedoszła narzeczona. Musisz pójść.

Nie bardzo miałam ochotę, ale w końcu umowa zobowiązała mnie do roli nieocenionej małżonki. Skinęłam ponuro głową.

Na którą godzinę mam być gotowa?

– Na szóstą. Możesz ubrać tę sukienkę, co wczoraj – Przemuś dziwnie się rozmarzył, a ja postanowiłam założyć na siebie wór pokutny. Nie zasłużył na mnie w seksi ciuszkach. Wzruszyłam jedynie ramionami.

Wracając na dół, zdążyłam obmyślić cały plan. Dam ja mu popalić! Z zapałem zaczęłam przeglądać własną garderobę, gdy ktoś zapukał do drzwi.

Proszę! – zawołałam, nieco zdziwiona dyskrecją Przemka.

Mam coś dla ciebie – oznajmił tajemniczym tonem, kładąc na łóżku płaskie, sporych rozmiarów pudełko. Kiedy je otworzył, zdębiałam.

To była sukienka. Czarna, połyskująca srebrem, na cieniutkich ramiączkach, z pewnością mega obcisła, mega krótka i mega wydekoltowana.

Mam to założyć? – spytałam słabo. – Może lepiej od razu pójdę nago? Nikt nie zauważy różnicy…

To nie koniec. – Przemek najwyraźniej był z siebie bardzo zadowolony. – Bieliznę też wybrałem – pochwalił się.

Ta impreza to w jakimś burdelu? – Krytycznie oglądałam koronkowe cuda sztuk dwie. Plus cieniutkie jak pajęczyna samonośne pończoszki.

Nie podoba ci się? – Wyglądał na autentycznie zaskoczonego.

Obdarowane lasenscje nie tak reagują, prawda?

Nie wiem – zirytował się. – Jesteś pierwsza. Dlaczego ci się nie podoba?

Bielizna tak. Ale sukienka… Serio, mam to założyć?

Tak. Nie wybrałem tylko butów, bo nie wiem, jaki nosisz rozmiar.

A bielizny wiesz?

– Nooo – odparł przeciągle. – Dobrze, przyznam się. Zabrałem z twojej szuflady po jednej sztuce, żeby mi w sklepie dopasowali. Jakbym to zrobił z butami, to byś się szybko zorientowała, że czegoś brakuje.

Bieliznę tak, ale sukienkę nie – oznajmiłam, wracając do meritum sprawy.

Proszę!

Za mało skutecznie prosisz.

Żartowałam, ale on potraktował moje słowa serio. Padł na kolana, patrząc na mnie błagalnie.

Co ci tak zależy? – przyjrzałam mu się podejrzliwie.

– Po prostu mi zależy. Ogólnie nieciekawie się ubierasz. Chciałem wziąć sprawy we własne ręce.

Nie miałam powodu się oburzać, bo byłam w pełni świadoma zawartości własnej szafy. Z drugiej strony jak się ugnę, to będzie mi łatwiej przeprowadzić wymyślony plan.

 

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Aga
    | Odpowiedz

    Podoba mi się główna bohaterka. Baba z jajami 😀

  2. m
    mańka
    | Odpowiedz

    nie wiem jak reszta czytelniczek, ale ja bym chciala poczytac cos o kobiecie nie zaleznej od faceta, silnej majacej swoje zdanie ale pragnacej znalezc jednak ta milosc 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Sama nie wiem… Może połączymy to z życzeniem tekstu o demonach? Wtedy bym coś miała 🙂

      • J.Gibson
        |

        Może Demonicę zamiast Demona?

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Ooooo demonów dawno nie bylo!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No właśnie 🙂

      • T
        Tony Porter
        |

        O tak, demony raz poproszę:)

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Hmm mam po przeczytaniu niesmak do Przemka. Jak zaczął trochę punktować, to teraz traci znowu. Niby Majka mu się podoba, niby potrafi być miły, ale… Jest to ale. Narkotyki? Serio Przemuś? Z tego dobrobytu to Ci się w dupie poprzewracało, mój drogi! Majka to powinna się ewakuować z tego domu. Co jeden, to lepszy. Nie wiem, co teraz Przemek musiałby zrobić, żeby się zrehabilitować.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A ja proszę o coś bardzo wesołego. Jest zima, ciemno, pogoda często, gęsto paskudna. Potrzebuję dodatkowej dawki endorfin, więc w żadnym wypadku żadne smutne opowiadania.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Coś zrobi 😉 Poniekąd zaskakującego…

      • Jo Winchester
        |

        No weź! Specjalnie mi to robisz! A ja muszę czekać na kolejny rozdział, chlip, chlip 😀

  5. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Ciekawe czy Łukasz się jeszcze pojawi?

  6. P
    Pati
    | Odpowiedz

    Też bym wolała żeby to Łukasz się rehabilitował a nie Przemuś 😛

    • A
      Anonim
      | Odpowiedz

      Nie, tylko nie Łukasz!!!! Co to za mezczyzna który zostawia kobietę pośrodku lasu nocą?

  7. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    A ja chcę coś ponurego jak “Ponura niedziela”. Tak na dobicie…

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Z narkotykami, to Przemuś dał ciała po całości, ale muszę się z nim zgodzić, że Majka zachowuje się jak dzieciak. Wystroiła się w kieckę typu “przeleć mnie” i nie oporowała zbytnio, gdy Przemuś zaczął się do niej kleić całkowicie jednoznacznie. Ja rozumiem, że krew nie woda, a prawie cztery niby-piwa też zrobiły swoje, ale chyba wie, że z trzymania się za rączki i ciumasków, to Przemuś wyrósł dawno temu, więc czego się spodziewała? Jak na niego, to i tak zachował się nie najgorzej. Obaj absztyfikanci są zarozumiałymi dupkami i resztę świata mają w głębokim poważaniu. Majka ich pociąga i intryguje, bo nie dała się zaliczyć już na starcie, ale czy któryś z nich jest w stanie wykrzesać z siebie coś wartościowego? No nie wiem, może Majce uda się wykopać jakieś zalety spod tych grubych samczych skór:)

  9. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Ja padam po jednym redsie 😉

  10. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    A już sie ucieszylam a ty linki nieaktywne 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wkrótce będą aktywne 🙂

Napisz nam też coś :-)