Jak pies z kotem (VIII)

with 1 komentarz

NA RAZIE TYLKO PRZELEWY!

Zasada zakupu jest prosta. Zakładacie konto lub nie, jak wolicie. Płacicie przelewem, bo sms jeszcze nie działają. Dostajecie maila, że możecie pobrać plik, przy czym to na razie nie idzie z automatu, muszę robić ręcznie 😉

Cieszycie się nowym tekstem :-)))

Zostawiacie komentarz!!!!

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłości

Chcesz wrócić do domu?

Tak. Ty nie musisz. Wystarczy że zamówisz dla mnie taksówkę, a wszystkim powiesz, że źle się poczułam. W końcu jestem w ciąży – dodałam kpiąco.

Wrócę z tobą.

Rozumiem, nadzieja umiera ostatnia.

Nie, najwyraźniej nie rozumiesz! – odparł. – Gdybyśmy naprawdę byli małżeństwem, to przecież nie pozwoliłbym ci wrócić do domu, a sam zostałbym, alby dalej imprezować.

Przecież nie jesteśmy.

Ale o tym wiemy tylko my dwoje i moja matka.

Dyskutując, w międzyczasie dotarliśmy do szatni. Przemek jeszcze zapuścił żurawia w mój dekolt, po czym westchnął teatralnie, gdy zapinałam płaszcz. W taksówce milczeliśmy. Ja dlatego, że byłam senna. On wyglądał raczej na zamyślonego. Po dotarciu do domu, również milczeliśmy. Pożegnał mnie suchym dobranoc i tyle go widziałam.

Co za dziwy? – mruczałam, zmywając makijaż. Senność przeszła mi jak ręką odjął. Przestałam się zastanawiać, co czuję do Przemka, za to głowiłam się nad tym, co on do mnie czuje. Po pierwsze pożądanie. W porządku, to akurat było zrozumiałe, bo sroce spod ogona nie wypadłam, mogłam się podobać, podrasowana ciuchami oraz makijażem nawet bardzo. Po drugie ta dziwna troskliwość, okazywana w najmniej spodziewanych momentach. Pół biedy jeśli w czyimś towarzystwie, w końcu uchodziliśmy za szaleńczo zakochanych, ale jak miałam wytłumaczyć, że Przemek bywał troskliwy również bez świadków? Po co? Swoista gra, aby zdobyć to, na co miał ochotę? Możliwe. Westchnęłam żałośnie przypominając sobie Łukasza. Coś ostatnio nie miałam szczęścia do facetów… Co jeden, to większe kuriozum. A może to moja wina? Może to ja zachowywałam się dziwnie, nietypowo, prowokowałam, wysyłałam sprzeczne sygnały?

Od tego rozmyślania rozbolała mnie głowa. Szybko umyłam zęby, ubrałam piżamę, po czym wskoczyłam do łóżka. Byłam przygotowana na długie i żmudne liczenie baranów, gdzie te parzyste miały twarz Przemka, a nieparzyste oblicze Łukasza, lecz zupełnie niespodziewanie zasnęłam przy sto dwunastym baranie, który, o dziwo, przypominał mnie samą.

Pewnie to była baranica…

***

Musimy porozmawiać.

Zaczepiłam go, gdy wychodził z łazienki. Co prawda miał własną na górze, ale o poranku korzystał z tej, która znajdowała się na parterze.

Dzisiaj nie – wykrzywił twarz. – Mam mało czasu.

Mało?

Sesja się zbliża.

No tak. To by wszystko wyjaśniało, chociaż poczułam się dziwnie staro. Ja swoje studia skończyłam dwa lata temu.

Jutro kochanie, obiecuję – powiedział, po czym cmoknął mnie w policzek i w pośpiechu popędził na górę.

Zwariuję z nim! Jakie kochanie do diaska?!

Przemek wyjechał. Pani Irenka zabrała Adasia i też wyjechała. Zostałam całkiem sama, zamyślona, poirytowana i poddenerwowana. Naprawdę chciałam porozmawiać. Nie, nie o nas. Nie było żadnych nas. O tym, żeby przestał się wygłupiać.

Niewiele miałam do sprzątania. Wsadziłam pranie do pralki, zaścieliłam łóżka. Przygotowałam obiad. Wypiłam kawę. Skasowałam sto dwadzieścia pięć smsów od Łukasza nawet ich nie czytając. Wyjęłam pranie i je rozwiesiłam. Po raz kolejny zapakowałam pralkę. Wypiłam drugą kawę. Normalnie czas wolny wykorzystywałam bardziej twórczo, ale nie dziś. Dziś krążyłam po domu, niczym tygrys po zamkniętej klatce. Na wspomnienie wczorajszego zajścia, raz robiło mi się dziwnie błogo na duszy, innym razem byłam na siebie nieziemsko wściekła. To już nie było irracjonalne zachowanie. To było zachowanie kretynki, która sama nie wie, czego chce.

Za oknem pogoda dopasowywała się do mojego zmiennego nastroju. Najpierw szalała śnieżyca, a zaraz potem świat rozjaśniał słoneczny blask. I znów wiatr, pędzący śnieg, później złocisty blask, odbijający się we wszechobecnej bieli.

Poczułam chęć na spacer. Ubrałam się i w pośpiechu wybiegłam na zewnątrz. Odruchowo zmrużyłam oczy, bo słońce właśnie wyrwało się z objęć ogromnej chmury. Oczywiście ruszyłam w przeciwną stronę niż posesja Łukasza, ale to nic nie dało.

Majka! – Silna męska dłoń, zacisnęła się na moim ramieniu. Zatrzymałam się pośrodku parku, mierząc go wrogim spojrzeniem.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Łukaszek znowu się popisał – wyrachowany cwaniak. Dobrze, że wysadził Majkę wtedy w nocy, bo to otworzyło jej oczy i wreszcie zobaczyła go tak, jakim naprawdę jest. A Przemuś zbiera punkciki – normalnie, czary:) Dobra wróżka Majka go odmieniła.

Napisz nam też coś :-)