Jak pies z kotem (IX)

with Brak komentarzy

Zasada zakupu jest prosta. Zakładacie konto lub nie, jak wolicie. Płacicie przelewem, bo sms jeszcze nie działają. Dostajecie maila, że możecie pobrać plik, przy czym to na razie nie idzie z automatu, muszę robić ręcznie 😉

Cieszycie się nowym tekstem :-)))

Zostawiacie komentarz!!!!

zabawne, nieco zwariowane opowiadanie o miłości

 

Tak, chcę – odpowiedziałam stanowczo. – Gdyby było inaczej, już byś szukał w zamrażalce woreczka z lodem.

Wiem – zaśmiał się cicho. – Zabezpieczasz się?

Nie, więc…

– Nie bój się – znów mnie pocałował. – Wycofam się w odpowiednim momencie.

Dalej nie było już zbędnych słów czy wyjaśnień.

Nakrył mnie swoim ciałem, a ja opasałam go nogami i ramionami. Pocałunki z namiętnych, przeszły w bardziej chaotyczne, wręcz zachłanne. Twardy członek ocierał się o moje podbrzusze, doprowadzał do szaleństwa, bo tak bardzo chciałam w końcu poczuć go w środku. Nawet chyba błagałam, ale Przemek nie zamierzał tak szybko zdobywać mety.

Kiedy ja w środku wrzałam od tylu doznań i emocji, on pozostawał dziwnie spokojny. Przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie spojrzałam w jego oczy.

Dostrzegłam tam szaleństwo, którego się przestraszyłam.

Nie skrzywdzisz mnie? – wyrwało się z moich ust, a jednocześnie zadrżałam, trochę ze strachu, trochę z podniecenia.

Skrzywdzę? Nie powiedziałbym – uśmiechnął się jak kocur na widok tłustej zdobyczy. – Ale obiecuję, że będziesz krzyczała…

Adaś usłyszy! – wymknęło mi się.

Nie odpowiedział. Wstał, a ja chyba po raz pierwszy miałam okazję przyjrzeć się jego ciału. Ze wszystkimi szczegółami.

Aż zachłysnęła się, widząc jego sterczący, gruby członek. Przecież on się we mnie nie zmieści, pomyślałam z przerażeniem. Przemek uśmiechnął się szeroko, widząc wyraz mojej twarzy, po czym chwycił mnie na ręce i pomaszerował do góry.

Teraz będziesz mogła krzyczeć – oświadczył z zadowoleniem. Wiedziałam dlaczego. Sypialnie były tak usytuowane, że chyba tylko huk wybuchu bomby, dotarłby do pokoi na dole. Kopnięciem zamknął drzwi, a potem rzucił na łóżko. Sam stanął tuż obok, sycąc oczy moją nagością.

Teraz Majeczko, ładnie uklęknij – rozkazał, ujmując w dłoń sterczącego kutasa. – I weź go do buzi.

Bez sprzeciwu zrobiłam co rozkazał. Uklękłam, wypinając pupę i opierając się na rękach, kawałek po kawałki smakowałam tego olbrzyma. Był zbyt duży, abym zmieściła go całego, ale już połowę dałam radę bez problemu. Lizałam, ssałam i pieściłam go z zapałem, do czasu do czasu podnosząc wzrok i napotykając jego spojrzenie. Oddychał coraz szybciej i głośniej, aż w końcu zdecydował się przyłączyć. Położył dłonie na mojej głowie i przytrzymał ją. Zakrztusiłam się, szarpnęłam, ale Przemek nie puścił. Dopiero kiedy niemal zabrakło mi tchu, pozwolił odrobinę się wycofać. Ledwo odetchnęłam, a powtórzył to. I chociaż na początku miałam ochotę go zabić, to bardzo szybko moja złość zmieniła się w podniecenie. Zaczęło mi się to podobać. Chyba to zauważył, bo roześmiał się głośno.

Niegrzeczna dziewczynka – wyszeptał, pochylając się nade mną. Potem z całej siły uderzył w pupę.

Au! Zwariowałeś? – Oczy mi łzawiły, a teraz na dodatek piekły pośladki.

– Nie! – syknął. Brutalnie pchnął mnie na łóżko, obrócił na brzuch i chwyciwszy za biodra, uniósł w górę. Leżałam teraz z policzkiem przyciśniętym do pościeli, wypięta i wręcz zapraszająca, aby ze mnie skorzystać. Oczywiście, chciałam zaprotestować, ale wtedy wbił się w moje wnętrze. Krzyknęłam głośno, gwałtownie odrzucając głowę do tyłu. Bynajmniej nie z bólu, bo byłam tak mokra, że bez problemu zanurzył się w całości.

Ależ jesteś cudownie ciasna! – wystękał, zaczynając się poruszać. – Majka!

Pchnięcie, wycofanie się, coraz głośniejsze jęki. Ale chyba było mu mało, chociaż ja powoli zmierzałam do stanu, gdzie nie istniało nic, prócz nieskończonej przyjemności. A kiedy wyjął go, jęknęła z zawodem.

Już? – obejrzałam się przez ramię, lecz Przemek wcale nie zamierzał kończyć.

Uklęknij i ładnie się dla mnie wypnij – zażądał.

A jak tego nie zrobię? – zmrużyłam oczy. Pochylił się, przytulając do moich pleców.

To zajmę się twoją drugą dziurką.

Poczułam odrobinę niepokoju. W taki sposób jeszcze nie uprawiałam seksu. I jakoś nie miałam na to ochoty. Co prawda gróźb Przemka nie potraktowałam serio, ale posłusznie uklękłam, podparłam się wyprostowanymi ramionami i kusząco zakręciłam tyłeczkiem.

Podobasz mi się taka – stwierdził. I wymierzył klapsa. Ani słabego, ani mocnego, za to takiego, który sprawił, że poczułam jeszcze większe podniecenie. Kilka takich uderzeń i nie tylko moje pośladki zapłonęły ogniem. Zrozumiałam też, że cholernie mi się to podoba. Wilgoć spływała mi po udach, tak bardzo byłam mokra w środku. Mało brakowało, a sama błagałabym go, aby we mnie wszedł. Na szczęście nie musiałam.

Przemek nie uklęknął, ale przykucnął i na lekko ugiętych nogach, wbił się w moją cipkę. Zajęczałam przeciągle, bo taka pozycja była nie tylko dla mnie nowością, ale też dostarczyła zupełnie nowych doznań. Zebrał moje włosy i pociągnął, palce zacisnął na szyi. Niezbyt mocno, bynajmniej nie po to, aby zrobić mi krzywdę, ale bardziej w celu podkreślenia swojej przewagi.

I w końcu pokazał na co go stać.

Jęczałam, krzyczałam, błagałam o więcej i o koniec, a on poruszał się w coraz szybszym tempie. Słyszałam jego świszczący oddech, czułam siłę i rozkosz, płynąca z władzy, którą nade mną miał.

Moje piersi ocierały się o pościel, głos ochrypł od krzyku, a palce zaciskały się i rozwierały konwulsyjnie. Przemek zacisnął ręce na moich ramionach i oszalał. To nie tylko był seks – to było prawdziwe rżnięcie. Zachowywaliśmy się, jakby obojgu nam odbiło. Byle szybciej, byle zaspokoić w końcu ten głód, zaznać spełnienia.

Pogrążona w ekstazie, miałam wrażenie, że trwa to całe wieki. Aż nadeszło ostatnie uderzenie, ostatni skurcz i ostatni krzyk, towarzyszący prawdziwej eksplozji.

Opadłam na łóżko. On również, dysząc głośno.

I dopiero po chwili zorientowałam się, co się stało.

Przemek – zaczęłam, patrząc na niego z przerażeniem.

Cicho – pocałował mnie czule, a później przytulił i okrył nas kołdrą. – Wiem, nawaliłem. Ale przysięgam, że jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze. I jak miałem się wycofać – uśmiechnął się szeroko. – Zresztą, co się martwisz? Ślub już mamy.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)