Jak pies z kotem (IX)

with 6 komentarzy

niechęć, nienawiść i nagły wybuch namiętności
 

Niestety, dzień zamiast upłynąć mi na tym, co zawsze, czyli sprzątaniu, gotowaniu oraz praniu, spędziłam rozważając moje zapętlone życie osobiste. Głównie dlatego, że była to niedziela, a ja niedziele po przygotowaniu śniadania miałam wolną. Zaszyłam się we własnej sypialni, z puszką pierników oraz termosem kawy, rozpaliłam w kominku i usiłowałam pogrążyć w lekturze. Średnio mi szło, bo przeczytanie jednej strony zajmowało tyle, co zazwyczaj dziesięciu. Poddałam się jeszcze przed obiadem. Odłożyłam lekturę, wstałam, podchodząc do okna.

Śnieg znowu padał.

Westchnęłam, bo gdzieś tam w dali majaczyła posiadłość Łukasza. Po czym sięgnęłam po telefon, o którym kompletnie zapomniałam.

Kolejne kilkadziesiąt nieodebranych połączeń. Kolejny tuzin wiadomości. Uparty drań.

– Należało ci się – powiedziałam mściwie. Z jednej strony czułam satysfakcję, z drugiej jakoś mi ta znajomość dziwnie zobojętniała. Po numerze, który mi wywinął Łukasz, nie powinnam w ogóle się do niego odezwać. Westchnęłam po raz kolejny, po czym odpisałam krótko: żyję, ale jestem wściekła i lepiej dla ciebie panie inwestor, żebyśmy się na razie nie spotykali.

Nie odpuścił, bo po chwili moja komórka zawibrowała.

Pokazałam jej język, po czym z premedytacją odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon.

Na obiad była dziś kuchnia orientalna. Przemuś w końcu wynurzył się ze swego królestwa, łaskawie skonsumował posiłek, po czym udał się do łazienki. Nie mam pojęcia, co on tam robił przez bitą godzinę, ale z drugiej strony czy powinno mnie to obchodzić?

Poszłam na spacer. W przeciwną stronę niż dom Łukasza. Zmarzłam, palce mi skostniały, nos zamienił się w sopel lodu, nawet myśli stały się dziwnie niemrawe. Po powrocie przygotowałam sobie herbatę z miodem i znów zaszyłam się we własnej sypialni. Pani Irenka była nieinwazyjna jeśli chodzi o moje życie osobiste, bylebym tylko należycie wykonywała swoją pracę. Dziś również w roztargnieniu odpowiedziała na moją uwagę o pogodzie, po czym ciągnąc za sobą naburmuszonego Adasia, wsiadła do samochodu i po chwili już ich nie było. W domu zostałam tylko ja i Przemek, bo z pokoju na górze dobiegały dźwięki głośnej muzyki. Pewnie znów imprezował. Może i w towarzystwie…

Poczerwieniałam ze złości. W towarzystwie? Jakiejś blond cizi albo wytapetowanej brunetki? Co za sukinsyn! Nie będzie się gził pod moim nosem, o nie! Energicznie weszłam na górę i bez pytania otworzyłam drzwi do Przemusiowego królestwa. Po czym rozejrzałam się podejrzliwie, bo okazało się, że przyczyna mojej złości siedzi przed telewizorem, popija piwko i podjada chipsy.

– O! Majka! – ucieszył się. – A już myślałem, że zabarykadowałaś się w swoim pokoju.

– Sam jesteś?

– Sam. Panienkę wypchnąłem oknem, jak tylko usłyszałem, że nadchodzisz. Zazdrosna się zrobiłaś! – gwizdnął z zadowoleniem. – Super! Podoba mi się to!

– Niby o co mam być zazdrosna? – warknęłam.

– O mnie – odrzekł, skromnie spuszczając wzrok, chociaż w jego oczach dostrzegłam wesołe chochliki. – Nie, nie idź jeszcze. Chciałem ci coś zaproponować.

– Co? – Wolałam być podejrzliwa.

– Kolega organizuje dziś imprezę. W klubie. Morze alkoholu, półnagie dziewczyny i cały wachlarz innych atrakcji.

– To nie dla mnie – odparłam krótko. Takich imprez nie cierpiałam wręcz chronicznie. – Wolę poczytać.

– Nie ma mowy! – zerwał się z kanapy. – Będzie też moja niedoszła narzeczona. Musisz pójść.

Nie bardzo miałam ochotę, ale w końcu umowa zobowiązała mnie do roli nieocenionej małżonki. Skinęłam ponuro głową.

– Na którą godzinę mam być gotowa?

– Na szóstą. Możesz ubrać tę sukienkę, co wczoraj – Przemuś dziwnie się rozmarzył, a ja postanowiłam założyć na siebie wór pokutny. Nie zasłużył na mnie w seksi ciuszkach. Wzruszyłam jedynie ramionami.

Wracając na dół, zdążyłam obmyślić cały plan. Dam ja mu popalić! Z zapałem zaczęłam przeglądać własną garderobę, gdy ktoś zapukał do drzwi.

– Proszę! – zawołałam, nieco zdziwiona dyskrecją Przemka.

– Mam coś dla ciebie – oznajmił tajemniczym tonem, kładąc na łóżku płaskie, sporych rozmiarów pudełko. Kiedy je otworzył, zdębiałam.

To była sukienka. Czarna, połyskująca srebrem, na cieniutkich ramiączkach, z pewnością mega obcisła, mega krótka i mega wydekoltowana.

– Mam to założyć? – spytałam słabo. – Może lepiej od razu pójdę nago? Nikt nie zauważy różnicy…

– To nie koniec. – Przemek najwyraźniej był z siebie bardzo zadowolony. – Bieliznę też wybrałem – pochwalił się.

– Ta impreza to w jakimś burdelu? – Krytycznie oglądałam koronkowe cuda sztuk dwie. Plus cieniutkie jak pajęczyna samonośne pończoszki.

– Nie podoba ci się? – Wyglądał na autentycznie zaskoczonego.

– Obdarowane lasenscje nie tak reagują, prawda?

– Nie wiem – zirytował się. – Jesteś pierwsza. Dlaczego ci się nie podoba?

– Bielizna tak. Ale sukienka… Serio, mam to założyć?

– Tak. Nie wybrałem tylko butów, bo nie wiem, jaki nosisz rozmiar.

– A bielizny wiesz?

– Nooo – odparł przeciągle. – Dobrze, przyznam się. Zabrałem z twojej szuflady po jednej sztuce, żeby mi w sklepie dopasowali. Jakbym to zrobił z butami, to byś się szybko zorientowała, że czegoś brakuje.

– Bieliznę tak, ale sukienkę nie – oznajmiłam, wracając do meritum sprawy. Z całej siły starałam się też zapomnieć o fakcie, że w szufladzie prócz zwykłych bawełnianych majtek, miałam też dwie sztuki mało frywolnych majtasów w granatowe grochy. Prezent od babci na bardzo chłodne dni…

– Proszę!

– Za mało skutecznie prosisz.

Żartowałam, ale on potraktował moje słowa serio. Padł na kolana, patrząc na mnie błagalnie.

– Co ci tak zależy? – przyjrzałam mu się podejrzliwie.

– Po prostu mi zależy. Ogólnie nieciekawie się ubierasz. Chciałem wziąć sprawy we własne ręce.

Nie miałam powodu się oburzać, bo byłam w pełni świadoma zawartości własnej szafy. Z drugiej strony jak się ugnę, to będzie mi łatwiej przeprowadzić wymyślony plan.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    No nareszcie!!!!

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Z pewnością jedno z fajniejszych opowiadań 🙂 Bardzo mi się podoba jako całość. A zakończenie? Nie widzę lepszego, Babeczko 🙂

  3. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Czy opowiadanie można kupić w całości ? Przekierowanie nie jest podlinkowane 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Można, już uzupełniłam. Dziękuję za info 😉

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Niezłe ziółko z tego Przemka – kamerkę ma, łobuz. Znalazł się, miłośnik kina:) Chyba bym drania utłukła, gdyby bez mojej zgody i wiedzy osadził mnie w roli:) No i proszę, jaką siłę sprawczą mają sznurowadła – z chłopaczka zrobiły mężczyznę. Zaciągnięciem do wojska to mnie Przemek zaskoczył na plus – pokazał, że nie jest aż takim maminsynkiem na jakiego wygląda. Majkę podziwiam, że zrezygnowała z awantury, bo ja bym chyba tego półrocznego milczenia nie puściła mu płazem. Ale i rozumiem, że ulga, że wrócił i naprawdę mu na niej zależy, wyszła na prowadzenie. Mamusia będzie musiała zaakceptować synową nie po swojej myśli, ale myślę, że ucieszy się, że jej synuś już potrafi sam sobie sznurowadła zawiązać. Fajne opowiadanie – takie optymistyczne.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Sznurowadła przechyliły szalę goryczy 😉
      Podałabym ci link do filmu, który był inspiracją, ale za nic nie mogę go znaleźć 🙁

Napisz nam też coś :-)