Jak wiatr (I)

with 10 komentarzy

romantyczny ebook dla kobiet
 
Natchnienie na erotyczne przygody Bestii nie tyle zdechło, co posłałam je na urlop z braku czasu 🙂 Dlatego postanowiłam, że mój bezpłatny tekst będzie ukazywał się w poniedziałki, czasami na zmianę z newslletterowym ebookiem. I tak zaczynamy dziś coś innego, co nieczęsto wychodzi spod moich stukających paluszków 🙂 Nie będzie pyskatych bab, warczących samców, przemocy, przyciskania do ścian czy lodówek 😉 kajdanek, policjantów, wielkiego świata. Będą dwie osoby, tajemnica i moja wersja jednej z baśni. Nie powiem jakiej, domyślicie się w trakcie lub dowiecie na końcu. Przyjemnej lektury!
 

Przeskakiwała z kamienia na kamień ze zręcznością sarny, wolna, szczęśliwa. W strugach ulewnego deszczu, który sprawił, że sukienka lepiła się do jej ciała. W huku gromów, w świetle błyskawic, które swym jasnym, oślepiającym światłem rozpraszały panujący półmrok.

Nic poza własnymi myślami nie było potrzebne do szczęścia.

Nie musiał istnieć świat, inni ludzie.

Znalazła się w rzeczywistości, którą określał jej oddech, bicie serca, pulsujące radością serce. Bose stopy migały w powietrzu; unosiła opalone ramiona by utrzymać równowagę. Przechylała głowę do tyłu, aby złapać wprost pomiędzy rozchylone wargi krople deszczu. Delektowała się chwilą wieczności, jedyną w swym rodzaju, bo pozwalającą w pełni być sobą.

Nikim innym.

Troski i zmartwienia zostawiła daleko, gdzieś w tyle, w innym wymiarze, w życiu należącym do zupełnie obcej osoby. Już nią nie była. Nie tu i nie teraz.

Jak szalona okręciła się wokół własnej osi.

Bosa stopa ześlizgnęła się z twardego głazu o ostrych krawędziach. Lecz dziewczyna wyglądała, jakby w ogóle tego nie poczuła, jakby kompletnie nie przejmowała się takimi błahostkami.

Znów ruszyła przed siebie.

Coraz słabiej padało, coraz bardziej oddalał się ogłuszający ryk żywiołu.

Przystanęła zdyszana na skraju strumienia. Potem zwinnie go przeskoczyła.

I chociaż przekroczenie niewidzialnej granicy sprawiło, iż znów wróciła do swego świata, to jej ciało nadal pulsowało trudną do wytłumaczenia słowami radością.

Odwróciła się w kierunku, z którego przybyła. Otuliła ramionami, przesuwając smukłymi, opalonymi palcami po mokrych, pokrytych gęsią skórką barkach.

Pomyślała, że jeszcze tu wróci. Być może kiedyś na stałe. Zamieszka w chacie pośrodku lasu. Sycić się będzie ciszą zimowych, mroźnych poranków, upajać słodyczą aromatów w upalne, lipcowe popołudnia, koić nerwy podczas pełnych melancholii, deszczowych jesiennych wieczorów. Jej własne miejsce, jej ukochany świat, bez ludzi, bez pośpiechu, bez nakazów i zakazów.

Świat, który na razie istniał tylko w marzeniach.

– Przepraszam…

Drgnęła zaskoczona. Błyskawicznie obróciła się na pięcie, stając oko w oko z nieznajomym.

Nie był wysoki. Włosy miał w kolorze dojrzałego złota, kędzierzawe, twarz szczupłą, harmonijną, cerę smagłą. Oczy ni to szare, ni to niebieskie, nieśmiałe spojrzenie. Nad nimi wyraźnie zarysowane brwi, niczym mewy unoszące się nad bezmiarem morza. Delikatny ślad zarostu. Dołeczek w brodzie. I usta, o których można byłoby napisać niejedną historię opuszkiem palca czy czubkiem języka.

– Przepraszam – kontynuował, najwyraźniej sam zakłopotany tym, że tak bezczelnie przerwał tę intymną chwilę samotności. – Zgubiłem drogę.

Dopiero teraz zauważyła za jego plecami samochód. Dostrzegła też wiele innych szczegółów. Walizki na dachu, tył zapakowany kartonami. Odrapany błotnik, wgnieciony zderzak, pękniętą boczną szybę. Ubranie, które z pewnością nie należało ani do nowych, ani do drogich. Przeciwnie, wyglądało na to, że wciągnął na siebie to, co miał pod ręką.

– A gdzie chcesz dojechać? – spytała, bezczelnie przechodząc na ty.

– Ja… – zająknął się, w popłochu wygrzebując z kieszeni skrawek papieru. – O, tu! Tu mam adres – dodał z ulgą.

– Faktycznie, zabłądziłeś – oświadczyła w roztargnieniu. – Kupiłeś tę ruinę?

– Tak jakby – zakłopotał się, nerwowym gestem wciskając ręce w kieszenie. – Odziedziczyłem.

– Tam nikt nie mieszkał od ponad ćwierć wieku.

– Wiem.

– Jesteś krewnym pana Wacława?

– Tak. Kacper – wyciągnął ku niej lekko drżącą rękę. Przekrzywiła głowę, przypatrując się mu z uwagą. Wyraźnie wydawał się być nieswój. Czy to dlatego, że przez mokry materiał jej sukienki przebijały sutki? Cóż, nic na to nie poradzi. Niech patrzy w inną stronę.

– Helena – odwzajemniła uścisk. Dłoń miał ciepłą, twardą, silną. To była dłoń człowieka, który nie stronił od fizycznej pracy, nie wydelikaconego gogusia. – Jeśli mnie podwieziesz, to wskażę ci drogę. Nie tak łatwo tam trafić.

– Oczywiście. Bardzo chętnie.

Samochód nie był pierwszej młodości. Mężczyzna z wyraźnym trudem szarpnął drzwiami, a gdy te w końcu się poddały, rozległ się głośny, przenikliwy zgrzyt.

– Trochę się zacinają – wyjaśnił zakłopotany.

Posłała mu kpiący uśmiech, ale nic nie powiedziała. Był uroczy, kiedy w tak wyraźnie nieporadny sposób usiłował sprawiać wrażenie szarmanckiego. Zajął miejsce obok i ruszył do przodu kierując się jej wskazówkami. Milczał, a ona bez skrępowania patrzyła na jego profil. Lubiła obserwować ludzi, wpatrywać się w ich twarze. Tak wiele się w nich kryło. Emocji, historii o niezbyt szczęśliwych zakończeniach, marzeń czy pragnień. I tak wiele można było wyczytać ze szczegółów; z nieznacznego zmarszczenia brwi, z asymetrycznego uśmiechu czy spojrzenia oczu. Z każdej zmarszczki, w niezwykły sposób rzeźbiących ich oblicza. Ludzie byli najbardziej fascynującymi obiektami do obserwacji.

Nawet jeśli mężczyznę peszył jej wzrok, nie dał po sobie niczego poznać. Prowadził w skupieniu, bez zbytniej brawury, ostrożnie. Nic dziwnego, pomyślała z ironią, samochodem trzęsło jakby w każdej chwili miał się rozlecieć.

– Teraz w prawo i do końca. Ostrzegam jednak, że droga nie jest najlepszej jakości.

– Wytrzymamy – mruknął, mając pewnie na myśli zarówno samego siebie, jak i samochód. Zaraz potem się zreflektował. – Miałem cię podwieźć!

– Sam byś nie trafił. Jedź!

Nie sprzeczał się z nią. Skupił na omijaniu co większych dziur i wystających korzeni drzew. Kiedy dojechali na miejsce, z ulgą odetchnął. Po czym spojrzał na stojącą po prawej stronie chatę i głośno jęknął.

– A mówiłam – mruknęła, obserwując uważnie jego reakcję. – Tylko desperat zgodziłby się tutaj zamieszkać.

– Mówiono mi, że to ruina, ale nie sądziłem, iż będzie tak źle.

Wysiedli z samochodu. On wpatrujący się z wyraźną rozpaczą w swe włości, ona lekko rozbawiona. Nagły poryw wiatru szarpnął jej sukienką, a wtedy dziewczyna zadrżała z zimna.

– Może jakąś bluzę czy coś?… – zaproponował niepewnie, obserwując jak otula się ramionami.

– A masz pod ręką czy będziesz musiał wygrzebywać?

– Pod ręką.

Zanurkował w głębi wozu i po chwili wynurzył się stamtąd z triumfującym wyrazem twarzy. Podał jej szarą bluzę, mocno zużytą, ale czystą, pachnącą świeżością. Ubrała ją, wzdychając z ulgą, a potem się roześmiała. Nic dziwnego, mężczyzna kiedy tylko zahaczył spojrzeniem o jej mokrą sylwetkę, od razu płochliwie odskakiwał wzrokiem. Na dodatek wyraźnie było widać, że jest zmartwiony stanem domu. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, bo budynek bardziej wyglądał na obiekt przeznaczony do wyburzenia, niż do zamieszkania.

Zaciekawiona podeszła bliżej, mijając resztki czegoś, co kiedyś było płotem. Dom był piętrowy, ze spadzistym dachem, oczywiście w starym stylu. Okna ledwo trzymały się zawiasów, większość szyb była wybita, a drzwi w ogóle nie zauważyła. Dwa stopnie prowadziły do pogrążonej w mroku sieni.

– Jesteś bosa – zauważył, stając tuż obok. – A tam widać pełno rozbitego szkła.

– Ominę – oświadczyła niefrasobliwie. – Chyba że możesz również pożyczyć jakieś trampki. Od biedy ujdą.

– W sumie to mam.

Po raz kolejny wrócił do samochodu, chociaż tym razem poszukiwania trwały nieco dłużej.

– Mam klapki. Nowe – dodał, podając jej buty. – Tylko musisz uważać, bo chyba są z pięć rozmiarów za duże.

– Najwyżej cztery. – Przymierzyła i cmoknęła z uznaniem. – Dam radę. Biegów w nich nie zamierzam uprawiać.

Przepuścił ją po dżentelmeńsku w progu. Sień była niewielkich rozmiarów. Po obu stronach było widać drzwi. Na wprost, lekko po lewej zauważyła zmurszałe schody. Dalej, w głębi było jeszcze jedno pomieszczenie i jeszcze jedno przejście, pewnie do jakiegoś pokoju.

– Przytulnie, nie ma co – zakpiła, podczas gdy on ostrożnie usiłował sforsować pierwszą przeszkodę. Udało mu się to połowicznie, bo drzwi runęły do środka z głośnym hukiem.

– Chyba kuchnia – powiedziała Lena, zaglądając z ciekawością. – Tam stoi stary kredens, a tam resztki stołu i jedno krzesło. Na podłodze walają się też skorupy naczyń. Zauważyłam słupy z prądem, ale na bieżącą wodę i inne luksusy, to chyba bym nie liczyła.

– Wiem – westchnął. Wyglądał na przygnębionego, ale dostrzegła też wyzierającą z jego oczu ciekawość. Bacznie przyglądał się otoczeniu i… jej! Robił to jednak niezbyt dyskretnie, jakby nie potrafił oderwać od niej wzroku.

– Mieszkasz w sąsiedztwie? – spytał, lekko jąkając się przy ostatnim słowie.

– Powiedzmy.

– A może przyjechałaś na wakacje?

– W takim razie moje wakacje trwają cały rok – roześmiała się perliście. – A ty? Zjawiłeś się tu na stałe?

– Tak.

– Czyli desperat.

– Ja… Nie, to nie tak. – Przygryzł wargę. – Od dawna szukałem pretekstu, aby wyrwać się z miasta. Nie lubię zgiełku. Poza tym miałem nadzieję, że tutaj znajdę wystarczająco dużo miejsca na moje… hobby – zakończył z oporem.

– Miałeś też nadzieję, że hobby stanie się czymś więcej, prawda? – spytała domyślnie.

– Tak.

– A jakie ono jest?

– Nic ciekawego – bąknął, opuszczając głowę.

– Czyli jak w okolicy zaczną ginąć młode, piękne dziewczyny, to będziesz ty?

– Dziewczyny? – Chyba nie zrozumiał ironii jej słów. Wszedł do kuchni, omijając przeszkodę w postaci zrujnowanych drzwi, po czym wyciągnął rękę, aby jej pomóc. I chociaż w zasadzie poradziłaby sobie sama, poczuła nagłą ochotę, aby znów dotknąć jego szorstkiej dłoni. Spodobał jej się, chociaż sprawiał wrażenie nieco nieobecnego, przytłumionego i zagubionego. Wyglądało na to, że naprawdę wybrał ucieczkę z miasta, gdy tylko nadarzyła się okazja.

– Będziesz remontował sam?

– Tak.

– Znasz się na tym?

– Tak, trochę znam. Poza tym dostałem tylko ten dom i kawałek ziemi, nic więcej.

– Rozumiem. – Naprawdę rozumiała. – Mogłabym ci pomóc.

Z wrażenia potknął się i o mało co, nie wylądował w podejrzanie wyglądającej kupie śmieci.

– Nie przy remoncie, ale przy wynoszeniu tych wszystkich gratów – wyjaśniła cierpliwie jak dziecku. – I tak nie mam nic lepszego do roboty.

– W sumie… – zawahał się, ale chyba jej propozycja stanowiła kuszącą ofertę. – W sumie to chętnie.

– Zamierzasz tu spać?

– Nie wiem – rozejrzał się zamyślony. – Dach nad głową jest, to najważniejsze, a noce są teraz ciepłe.

A więc naprawdę nie bał się samotności. Już bardziej jej. Spoglądał na nią z mieszaniną fascynacji i zakłopotania. Pomyślała, że jeszcze żaden mężczyzna tak na nią nie patrzył. Bezpośrednio, bez skrępowania, a jednocześnie z dziwną nieśmiałością, tak nie pasującą do tego wszystkiego.

To lato zapowiadało się ciekawie. Bardzo ciekawie. Uśmiechnęła się do własnych myśli, niefrasobliwie przeczesując palcami krótkie włosy. Wciąż były mokre, przesiąknięte wodą, ale Lenie to nie przeszkadzało.

– Muszę wracać do domu – powiedziała z żalem.

– Tak, oczywiście. Podwiozę cię – zaoferował szybko.

– Nie, lepiej nie – pokręciła głową, smutniejąc. – Ale obiecuję, że zjawię się jutro przed południem. Mogę zatrzymać bluzę?

– Tak. A buty? Pójdziesz boso? – spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– Tak. Nie martw się, nic mi nie będzie. To nie pierwszy raz.

Nie potrafiła oprzeć się pokusie. Dała krok do przodu, opierając obie dłonie o jego pierś i lekko wspiąwszy się na palce, pocałowała szczupły policzek.

– Do zobaczenia.

Nie odpowiedział. Wpatrywał się w nią bez słowa, zaskoczony, a w szaro niebieskich oczach ukazało się coś na kształt nadziei.

Biegnąc leśną drogą wciąż miała przed sobą jego szczerą twarz. Lecz ona nie mogła zaoferować mu nic poza całkiem zwyczajną znajomością. Posmutniała, jak i niebo nad jej głową. Znów zaczął padać deszcz. Przyspieszyła, a kiedy dostrzegła znajome kontury domu, zdjęła bluzę i ukryła ją pod korzeniami ogromnego dębu. Wystarczy że będzie musiała tłumaczyć się z tak długiej nieobecności, nie potrzebne jej dodatkowe kłopoty. Poza tym mogłaby je sprowadzić również na nowego znajomego.

Odetchnęła głęboko i w ponurej zadumie ruszyła w kierunku głównej bramy. Zazwyczaj gdy wracała, całkiem traciła dobry humor, lecz dziś była dziwnie szczęśliwa, a w jej ciele buzowała nieokiełznana radość.

Pomyślała o Kacprze i mimowolnie się uśmiechnęła.

Tak, to lato zapowiadało się wyjątkowo ciekawie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    MariTH
    | Odpowiedz

    Oj nie tylko lato zapowiada się ciekawie 🙂

  2. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Eee… za epicko, nie babeczkowo

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Zgadzam się z Anonimem, jest inaczej, ale nie gorzej. Mi się podoba. Bose stopy zapewne mają większe znaczenie…. Tylko jakie? One są podpowiedzią!!!!
    Czuję tajemnicę, jestem zaintrygowana… Zobaczymy.
    Bestia zdechła? To przez klątwę wiecznego wzwodu tak? Mi zdycha Sarninka, bo fabuła prowadzi mnie w całkiem mroczne rejony mojej wyobraźni, a to się wam ni spodoba. Dla relaksu będzie Julek za…. za niedługo 😉

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Myślisz, że bose stopy są kluczem do tajemnicy? 🙂 Ciekawe, ciekawe…:)
      Ha, ha, “klątwa wiecznego wzwodu” 🙂
      To Sarninka nie zdycha, tylko zmienia się w bestię 🙂 Spodoba się, spodoba, spokojna głowa, amatorzy fantasy obeznani są z mrocznością.

      • J.Gibson
        |

        Tak mi się wydaje, że te bose stopy są tu nie bez znaczenia. No bo… Jak to tak? Może dziewczyna to taka syrenka XXI wieku. I jej kapcie po domu niepotrzebne😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Ty wiesz, że to niezła hipoteza? 🙂 Tylko, czy syrenka nie powinna marzyć o jakimś jeziorku, a nie o chatce w lesie? No chyba, że jest tam i jeziorko.

      • J.Gibson
        |

        Jak to blisko plazy, to wystarczy piwnice poglebic😈😈😈 i bedzie jeziorko.

      • D
        Dominika Kolasa
        |

        Super, cos innego

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jednak mi gdzieś komentarz wcięło – kara za prywatę na pracowym komputerze 🙂
    A mnie się bardzo Babeczka w takim wydaniu podoba i chętnie czytałabym więcej jej tekstów w takim właśnie stylu. Pierwsza część jest bardzo opisowa, malownicza, jest zadatek tajemnicy – i Lena, i Kacper mają swoje historie do opowiedzenia, jest cień niepokoju – przed kim dziewczyna będzie się musiała tłumaczyć. Bardzo mi się podoba wstęp – taniec Leny, jej odczucia. A i rodzi się pytanie, czy ta “niewidzialna granica” to coś magicznego, czy raczej mentalnego. Jaka to bajka to nie mam pojęcia 🙂

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Kiedy pojawi się kolejny rozdział? Historia mocno obiecująca 🙂

Napisz nam też coś :-)