fbpx

Kalejdoskop zmysłów (X)

with 4 komentarze

Wchodzimy na ostatnią prostą przedsprzedaży. Tylko do 26 września Do książki lub e-booka "Kalejdoskop zmysłów" otrzymujesz mojego bezpłatnego e-booka "Pomyłka".
"Pomyłka" to historia Martyny beznadziejnie zakochanej w Pawle. Nie ma śmiałości by go zaczepić, zagadać. Marzy o nim do momentu, gdy przez przypadek, a właściwie przez pomyłkę telefoniczną do jej samochodu zamiast rodzonego brata wsiada Paweł. Ten sam, którego wyśniła, a który teraz z jakiejś przyczyny zainteresował się nią. Wydawać by się mogło, że to romantyczna historia miłosna. Nie do końca. Paweł kryje tajemnicę i pragnienia, które chce zrealizować z Martyną, bo ta wydaje się być idealna do wymyślonego przez niego scenariusza.


Rozdział dziesiąty

Pojednanie

Kurna! – Wkurzałam się po śląsku. – Teraz to jestem porządnie wydygana przed najbliższą imprezą.

No i po co? – Agnes patrzyła na mnie, jak na zbuka. – Masz pozycję u Moniki, bo coś ci jest winna i obiecała co nieco. Teraz tylko uśmiechanie się podczas kolacyjki i finito ciężka robota.

No niby tak, ale… – Zamyśliłam się nad własnymi wątpliwościami.

Przestań marudzić i pomyśl lepiej, co założyć na sobotę. – Aga traciła już do mnie cierpliwość.

Pancerne majty. – Wyliczałam, wyłamując palce lewej ręki prawą. – Cyckonosz pod prądem i sztuczną szczękę powleczoną czymś agresywnym dla organizmu osobnika płci męskiej. – Podsunęłam zgryźliwie.

Walnięta jesteś. – Parsknęła. – Ale w tym twoja siła. Wydaje mi się, że inni nie wiedzą czy cię lubić, czy uciekać od ciebie, gdzie pieprz rośnie. Zostają z ciekawości dla zjawiska.

Czyli jestem jak małpa?

Jesteś. – Potwierdziła. – Tyle, że taka z dwoma ogonami i trzema ślepiami.

Dzięki, kurwa… – Udałam oburzenie, ale tak naprawdę to podniosła mnie na duchu.

Sobota nadeszła szybko. Zajęcia w ramach pracy nie pochłaniały, więc mieliłam namiętnie własną sytuację. Miałam dosyć podsumowań w głowie. Byłam ciekawa, co przyniesie TEN wieczór.

***

Ubrana w miarę seksownie, lecz nie nazbyt seksualnie, udałam się do pobliskiego klubu i tam zamówiliśmy kolację. Skład ten sam, co ostatnio. Ci sami faceci, ja, oraz Monika. Oni bardziej spięci, ja bardziej czujna i tylko Monika wyluzowana i rozsyłająca swoje uśmiechy, jak promienie słońca w deszczowy dzień. Równie abstrakcyjne i mało wiarygodne, lecz wydawało się, że tylko dla mnie.

Co robimy później? – Zagadał ten nieanglojęzyczny.

Klub go go? – Zaproponował Przemek.

Rzuciłam Monice spanikowane spojrzenie, a ta uspokoiła mnie samym wzrokiem. Miałam wyluzować i nie panikować. Tak to odebrałam.

Kolacyjka trwała, panowie wlewali w siebie mililitry wykwintnych alkoholi, w wygórowanych cenach, ja pilnowałam swojego piwa. Nie spuszczałam butelki Desperados’a z oczu i choć nie przepadam za piwem, to wiedziałam, że tylko to piwo usprawiedliwi picie trunku prosto ze szkła. Kawałek cytryny, wystający z jej szyjki był dodatkowym argumentem „za” i blokował wpust podejrzanych substancji, nie dając zbyt wielu możliwości do zaprawienia go jakimś ogłupiającym mój umysł, specyfikiem. Piłam małymi łykami, oni tymczasem walili brudzie z częstotliwością jednej setki na dwie minuty. Nie wiem, z czego zbudowane były ich organizmy, lecz przyswajały alkohol jak gąbka. Nie wyglądali na pijanych i nawet języki im się nie plątały. Co najwyżej byli weselsi i głośniejsi.

Zapłacono rachunek i poproszono o fakturę na naszą firmę. Kurwa! Kim trzeba być, żeby móc takie fory w budżecie mieć?! Toż to nieuczciwe!

Cicho, durna! – odezwał się mój wewnętrzny głos. – Patrz i ucz się. Takie coś zdarza się rzadko, więc nie jojc, tylko czerp czerepem, głąbie!

Czerpać. Jasne! Widzę przepijanie funduszu, przewalanie kasy iluś tam ludzi, na rozrywki jednostek wyżej postawionych i mam być spokojna?! Pewnie! Wszędzie się to dzieje… A jeśli to norma? W jakim ja świecie żyję? Przecież tu ze dwa tysiące przechlano, w półtorej godziny!

Kwota przepita na wstępie była niczym w porównaniu do pieniędzy, które zostały skonsumowane w następnym miejscu „postoju”.

Jak ci się tu podoba, Marlenko? – To polskojęzyczny towarzysz w pitce tyle, że już lekko bełkotliwie.

Dziękuję, oglądam – odparłam, markując rozglądanie się, choć miałam mu ochotę kazać mówić w inną stronę.

Odór trawionego alkoholu, papierosów i potrawy mocno naczosnkowanej, tworzył mieszankę zapachową w wydychanym przez niego powietrzu, od której nawet mucha końska by padła w locie. Co tu dopiero mówić o kimś z tak wyczulonym aparatem powonienia.

Zajęliśmy jedną z vipowskich loży. Kanapa w kształcie podkowy, pośrodku masywny, podświetlany stół i rura biegnąca od blatu do sufitu. Domyśliłam się jej przeznaczenia, toteż gdy giętkim krokiem weszła nań piękna dziewczyna, nie zdziwiłam się. Może nie jej twarz zachwycała, lecz wyćwiczone i ledwie odziane ciało. Mięśni nóg, rąk i brzucha mogłaby jej pozazdrościć większość kobiet. Kelnerka oblepiona skrawkami połyskliwego lateksu przyniosła szklanki i butelkę trunku. Nie mam pojęcia oczywiście, co to był za alkohol. Pierwszy raz w życiu widziałam butelkę w kształcie karabinu. Osobliwe dosyć. Pozostałam przy Desperadosie i to jego picie symulowałam. Dziwne było, że nikt na mnie nie nastawał i nie napastował fizycznie, czy psychicznie. Nie traciłam jednak wężowej czujności. Czekałam na rozwój wypadków.

Nigdy dotąd nie widziałam tańca na żywo, że już nie wspomnę o prywatnym występie. Nie był on dedykowany mnie, ale nie potrafiłam oderwać oczu od tego, co na rurze potrafiła z ciałem wyczyniać ta artystka. Głowa w górze, po chwili w dół. Lewitujące kółka, gdy jedyną podporą było udo zaciśnięte na metalu lub tylko ręce dla odmiany. Jej czołgające ruchy, przepełnione seksualnością, oraz wargi sromowe, wystające spod mikrospodenek z obstrzępionego dżinsu, gdy odwracała się do nas tyłem i gwałtownie wypinała pośladki. Panowie szaleli, Monika z pobłażliwym wyrazem twarzy obserwowała zjawisko, do którego była widać przyzwyczajona, ja natomiast zmartwiałam, nie mogąc oderwać oczu od dziewczyny. Była nieziemsko wygimnastykowana i musiała widocznie dojrzeć moje zainteresowanie, gdyż w pewnym momencie skierowała swój występ… do mnie! Nie chciałam, lecz podniecałam się widząc, że tę giętkość mi dedykuje. Każde spojrzenie, rzucane spod rzęs i oblizanie ust, gdy czołgała się w moim kierunku, rozcapierzając zakończone czerwoną emalią palce, działało na wyobraźnię i przyspieszało puls. Przebiegła mi przez głowę myśl, że może jednak dodali mi coś do piwa, lecz wydały mi się własne reakcje tak naturalne, że to musiała być właśnie natura! Jej twarz kilkanaście centymetrów od mojej i dmuchnięcie mi miętowym oddechem w nos. Kokieteryjne mrugnięcie okiem i wycofanie się w tył, z mocno wypiętą ku górze pupą. Zostałam w niezmienionej pozycji, błogosławiąc stłumione, czerwone oświetlenie w lokalu. Spociłam się w tych kilkadziesiąt sekund i musiałam być czerwona jak burak, ale po prostu podnieciłam się! Ja? Kobietą? Bo przypełzła do mnie?! Fakt jednak zaistniał oraz musiał być wyraźnie dostrzegalny i zobaczyłam to w kpinie oczu Moniki i zaskoczeniu Przemka. Pozostali panowie byli nagrzani, w o wiele mniej subtelny sposób, czy raczej wulgarny nawet. Anglojęzyczny tarł odstający rozporek jedną ręką, drugą wymachiwał banknotem. Ten drugi cmokał do dziewczyny i również wabił ją ku sobie pieniędzmi. Skończyło się na tym, że dziewczyna bogatsza o cztery stówki, które wystawały jej ze stanika, równie rozkołysanym krokiem opuściła nasze towarzystwo i zniknęła z pola widzenia.

Podniecone widokiem kobiecego ciała zmysły i to, co ono obiecywało, pozostawiło naszych towarzyszy w stanie iskrzenia. Rozluźnienie alkoholowe, lekko zamglone spojrzenia, którymi obmacywali w tej chwili dwie, najbliżej siedzące samice, czyli Monikę i mnie. Czułam narastającą panikę i chęć ucieczki. Byłam o krok od wstania z kanapy i wyjścia z tej jaskini rozpusty. Czułam ich zamiary, intencje, a moja intuicja krzyczała, bym uciekała.

Chodźmy przypudrować noski. – Władczy ton głosu Moniki, pod woalem rozbawienia. – Przepraszamy na chwilę.

I pociągnęła mnie mocno za rękę, podrywając me skamieniałe ciało z miękkiego siedziska.

Zawsze ci się tak ręce pocą? – Skrzywiła się i uwolniła z uścisku, gdy znalazłyśmy się przed drzwiami toalety. – To jakaś choroba?

To szok! – wydarłam się, gdy drzwi się za nami domknęły. – Na coś takiego nie byłam gotowa! I co teraz? Zerżną nas tutaj dla rozrywki?

Nikt cię nie zerżnie, idiotko. – Ze spokojem pudrowała nos i robiła malownicze miny do lustra, poprawiając kreskę nad okiem, wyciągniętym z torebki eyelinerem. – Uprzedzałam, że się spiją, nagrzeją, a później przejmą ich profesjonalistki.

Chciałam się z nią podzielić swoimi obserwacjami i tym, co widziałam w ich oczach, lecz nie zdążyłam.

Byłam kiedyś na twoim miejscu. – Podjęła z własnej woli, wcierając błyszczyk w usta. – Przerażona chucią i zezwierzęceniem facetów, w których towarzystwie znalazłam się w takim klubie. Nie przekraczają ustalonych granic. I sorry.

Odwróciła się do mnie.

Za co? – Nie rozumiałam przeprosin.

Za tamto z tabletką w knajpie. – Nie czuła się dobrze, mówiąc te słowa. – Przegięłam. Wiem.

Spoko. – Nie umiałam jej spojrzeć w oczy. – Było, minęło.

Wracajmy – rzuciła zwięźle i skierowała się ku wyjściu z wc.

Poszłam za nią, czując się już trochę pewniej. Moja pewność siebie zniknęła, gdy dotarłyśmy do loży. Nie przetrzymam tego, co zastałam. Cholerny świat!

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Dlaczego zamiast rozdziau X jest IX

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Bo jestem totalna gapa 🙂 Już poprawiam i dziękuję za czujność :-*

  2. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Oj, istna jaskinia rozpusty😉 czekam na ciąg dalszy:)

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      🙂

Napisz nam też coś :-)