fbpx

Kalejdoskop zmysłów (XIV)

with 2 komentarze

ozdobnik

No to mamy przedostatni odcinek "Kalejdoskop zmysłów". Publikuję tak dużo, żeby Ci ułatwić przekonanie się, czy to książka dla Ciebie. 

Pamiętaj dwie rzeczy:

  1. Tylko do soboty możesz kupić książkę w przedsprzedaży, a tym samym otrzymać bezpłatny e-book "Pomyłka telefoniczna", która później będzie w sprzedaży
  2. Zapisując się na listę W FORMULARZU OBOK (lub pod) otrzymasz ekskluzywny mail, w którym zdradzę Ci, co w tych piętnastu rozdziałach wydarzyło się naprawdę i jest zaczerpnięte z mojego życia. Naprawdę sporo tego. Praktycznie każdy rozdział zawiera sporą część mnie

Rozdział czternasty

Kuszenie

Rozmowa z Przemkiem, którą odbyliśmy w kawiarni, była czymś w rodzaju zawieszenia broni pomiędzy nami. Przeszliśmy w stan ni to kumplostwa, ni to sparowania. Polegało to w głównej mierze na tym, że na imprezach tworzyliśmy niby parę, lecz taką, która owszem, tańczyła ze sobą, rozmawiała i bawiła się świetnie jako duo, lecz nie znikaliśmy innym z oczu. Widziałam, że większość zastanawia się, czy uprawialiśmy już seks, czy jeszcze nie. Nie było seksu i nie było pocałunków. Było podniecenie Przemka i niestety podniecenie narastało we mnie. Odnosiłam coraz częściej wrażenie, że on robi to z premedytacją. Pokazywał mi, jak bardzo mu się podobam i to, że go kręcę fizycznie. Równocześnie jednak był ostrożny w czynach, lecz bynajmniej nie w słowach. Opowiadał mi namiętnie o swoich podbojach. Często te opisy były tak pikantne, że nie wiedziałam, jak reagować. Bulwersował mnie i szokował, ale i intrygował, podniecając przy okazji. Chciałam wciąż więcej i dokładniej. Zadawałam pytania, w końcu dociekałam.

Byliśmy na wyjeździe w NY. – Pierwszy podany przez niego fakt zaskoczył i wzbudził we mnie zazdrość. – Pięciu facetów i wszystkim się chciało – mówił i obserwował, a ja widziałam jego obserwowanie. – Zadzwoniliśmy po panienkę. Chcieliśmy mieć jedną i tylko nie wiadomo było, czy jedna da radę tylu. I wiesz co?

Co? – zapytałam odruchowo i dopiero po chwili stwierdziłam, że zostałam podpuszczona i złapałam się na haczyk.

No i przyjechała taka jedna. – Uniósł brwi i rozszerzył oczy. – Pomyśleliśmy, że taka chudzina nie ma szans przy naszym popędzie, ale ona nas przetrzymała. – Zawiesił głos.

W jakim sensie? – Musiałam popchnąć jego opowieść.

No dobra, nie musiałam. Ciekawość mnie zeżarła. Siedzieliśmy w knajpie i popijaliśmy trunki. On kawę, bo zmotoryzowaną jednostką był. Mi przypadło piwo i właśnie dopijałam resztówkę. Kiedy ja je osuszyłam?!

Wyjebała nas wszystkich, po czym stała goła, z miną pełną pogardy na środku pokoju hotelowego i krzyczała, że mamy wstawać i brać chuje w ręce. – Zaśmiał się do wspomnienia, nie patrząc na mnie, ale gdzieś na ścianę, ponad moim ramieniem. – Wyzywała nas od cieniasów i powiem ci, że pozostali faceci byli zdruzgotani. Nie pomogła nawet ilość koki, wciągniętej wcześniej w krwiobieg. Żaden z nas nie podniósł się, by ruchać ją dalej. Leżeliśmy jak szmaty.

Po jego słowach zapadła cisza. Nie wiedziałam, co na takie wyznanie powiedzieć, jak zareagować. No bo co tu odpowiedzieć na relację z seks sesji, podczas której pięciu facetów nie dało rady jednej kobiecie? Przecież nie znałam się na porządnym rżnięciu z jednym facetem, co tu mówić o tylu facetach na raz?!

Byliśmy z kumplem i naszą kierowniczką w ekskluzywnym hotelu w Londynie. – Opowiadał innym razem. – Wzięliśmy trzy osobne pokoje, lecz wylądowaliśmy w jednym, razem. To, co wyprawiała tam laska, jest ciężkie do opisania. – Skrzywił się. – Nie wiedziałem, że kobieta potrafi zmieścić dwa fiuty w jednym otworze! – Pochylił się ku mnie. – Widziałem to w jakimś filmie pornograficznym, ale nie kosztowałem tego owocu dotąd. Kobieta potrafi dużo. – Kiwał głową, mrużąc oczy i zaciskając usta. – Niby taka eleganciara, ale braliśmy ją w cipkę na raz! Pieprzyliśmy w jednym tempie i nie wiem, czy podniecaliśmy ją my, czy ten ekskluzywny hotel. Wykwintne miejsce, przeciw dwu kawałkom twardego mięcha. Najarała ją sytuacja tak, że dymaliśmy jej tyłek na dwa baty, później cipkę we dwóch, a ona krzyczała jak zarzynana świnia. Miała orgazm. – Przytakiwał, nie patrząc na mnie. – Oj miała.

Czułam jego ciepły oddech na twarzy i zapach kawy, którą wcześniej wypił. I jeszcze te perfumy, woń rozgrzanej skóry. Był blisko, a jego brak konsumpcyjnego nastawania na mnie skutkował tym, że miałam ochotę na skonsumowanie go sama. Coraz częściej przyłapywałam siebie na fantazjach o seksie z nim i tym, o czym mi opowiadał. On mówił, co robił innym kobietom, ja widziałam w nich siebie.

Skubany! Musiał wiedzieć, że jestem nierozbudzona seksualnie i skurczybyk zaczął od budzenia mojej psychiki! Rozbudzał najbardziej erogenną część mnie, czyli mózg. Robił to po mistrzowsku.

W poprzednim związku byłam powłoką. Ciałem, które służyło do zaspokojenia potrzeb. Bardziej adekwatnym określeniem było jednak nazwanie mnie spluwaczką. Używana jako miejsce, w które można odpuścić nadmiary z kręgosłupa. Onanizowano się mną, ja zostawałam poniżona. Poniżałam sama siebie. Nie wymagałam, by mnie zaspokojono. Pozostawałam zawsze w przedsionku podniecenia. Ledwie widziałam je w oddali przed sobą. Nie mogłam lubić siebie, bo pozwalałam na użytkowanie i zużywanie mnie. Teraz miałam kontrast. Pobudzono mą wyobraźnię i rozpalono zmysły. Co najciekawsze, rozpalono je bez dotyku. Wyłącznie opowieści i modulacja głosu, odpowiednie spojrzenie i zabawa moimi długimi włosami.

Dwie osoby po dwu stronach knajpianego stolika.

Wiesz, co bym ci zrobił najchętniej. – To było wypowiedziane tak cichym głosem, że musiałam się nachylić, by cokolwiek usłyszeć. – Związałbym ci nadgarstki i kostki nóg. – Bawił się moją bransoletką, a ja odczuwałam to jak najdoskonalszą pieszczotę. Pieszczotę wibracji, przenoszonych przez srebro biżuterii i ciepła emanującego na mój nadgarstek. – Przywiązałbym cię do kaloryfera i wyszedł.

Przywiązał? – Głos mi zadrżał, drżałam w tym momencie cała.

Tak. – Przytaknął, wbijając we mnie wzrok. – Zaczekałbym, aż skruszejesz. Później rżnąłbym cię do upadłego.

Widział, jak działają na mnie słowa. Nie zabiegi zdobycia mnie i nie kasa, którą wydawał, ale słowa właśnie. Zbereźność wypowiadana po cichu, jakby obietnicą miało to być i pieszczotą dla uszu. Pieszczota uszu przenosiła się dalej w głąb ciała i podgrzewała je. Czy to normalne, by tak się rozpalać? Nie pod wpływem ust, palców, lecz słów właśnie? Nietykalna dotykowo, lecz łatwopalna audio.

***

Poczułam się w firmie bezpiecznie. Praca była fajna, ludzie byli ciekawi i tylko wciąż obserwowali. Wyczekiwali momentu, gdy przyłapią mnie z gołym tyłkiem i śladami spermy na twarzy, czy też plemnikami wijącymi mi się między zębami. Ktoś podszedłby wtedy do mnie, złapał za ogonek plemnika i trzymając go za ten ogonek, podstawił mi pod nos i oskarżył o bycie jedną spośród reszty. Udowodniłby mi słabość. Nie dałam im tej satysfakcji, czy może potwierdzenia po prostu mojej normalności. Minęło pół roku i nikt mnie nie miał, a tym samym nic na mój temat nie posłał dalej.

Jedno mnie we współpracownikach dziwiło. Nie wymyślano sensacji na temat nikogo. Nie tworzono bajek. Nie musiałam się obawiać, że ktoś opowie o mnie opowieść o tym, jak to puściłam się w długą z kimś tam, gdzieś tam. Wiedziałam, że tak długo, jak nie wypnę tyłka, o tym tyłku nie powstaną bajki.

Trwałam sobie więc w bezpiecznej już przestrzeni firmy. Napalałam się na Przemka, a ten napalał się na mnie i pewnym pocieszeniem był fakt, że nie zabawiał się z kobietami z firmy. Ze mną zabawiłby się, ale powstrzymywał go mój opór. Dziwne to wszystko było i nie wiem, jak długo trwałabym w tym dziwnym czymś, gdybym nie poszła na studia. Zapisałam się, weszłam w studencką rzeczywistość i ta była nudna. Mało ciekawi ludzie i ich rozmowy na tematy związane wyłącznie z programem nauczania. Moja niechęć do chodzenia na wykłady i mnóstwo wolnego czasu w momencie, gdy inni wsłuchiwali się w słowa wykładowcy. Darowałam sobie chodzenie na wykłady i wolny czas spędzałam z książką na kolanach, a moim ulubionym miejscem był zaułek przy szatniach. Zero ludzi, cisza i możliwość palenia. Obok stała popielniczka, kaloryfer dogrzewał chłodne październikiem plecy, a uchylone okno wyciągało dym. W tym zaułku miałam chwile permanentnej wolności i szczęśliwości. Nikt mnie nie zaczepiał, nie przeszkadzał mi, nic ode mnie nie chciał.

Mogłabym przetrwać i całe życie w tej permanentnej szczęśliwości całkowitej spokojności, gdyby nie pewne zjawisko, które nawiedziło me oczy pewnego poranka.

Była sobota rano i zmęczony umysł spał. Cały tydzień pracy i zadymiania go fajkami, oraz środowy wypad do knajpy, zmęczyły mnie przed czasem nauki weekendowej. Szłam po schodach, bo te właśnie schody prowadziły do sali, w której miały odbyć się ćwiczenia z najbardziej nielubianych zajęć ekonomii. Nie o przedmiot chodziło, ale o prowadzącą, która jednostajnym głosem usypiała i obezwładniała, zamiast podawać nam wiedzę w młodociane mózgownice.

Szłam po schodach, starając się obudzić. Przede mną szły dżinsy, a te posiadały nogi w nogawkach. Nogi szły, prężąc pośladki i to je miałam prawie przed nosem. Po raz pierwszy poczułam potrzebę dotknięcia czyjejś pupy i taką pupę właśnie miałam przed sobą! Ponad pupą były plecy, pod kratką koszuli. Jeszcze wyżej wisiał kucyk ciemnych włosów i wtedy coś ścisnęło mnie w gardle. Facet z kucykiem… idealny odwłok, zakończony tak kształtnymi pośladkami i jeszcze te ruchy.

Jeśli w człowieka może trafić grom z jasnego nieba… jeśli może zdarzyć mu się miłość od pierwszego wejrzenia, jeśli nie wiedząc o kimś nic, chce się go posiąść i mieć, to w tamtym właśnie momencie trafiło to we mnie. Trafiło i zniknęłam nagle. Jeszcze sekundę wcześniej byłam zwykle trzeźwo myślącą jednostką, a tu nagle sfokusowałam się na istocie, której twarzy nawet nie widziałam. Zakołysał ten samiec biodrami przede mną i sfiksowałam. Nie widziałam przecież jego twarzy, czy oczu, lecz wiedziałam, że to jest ten. Ten co? Może nie miłość mojego życia, lecz na pewno samiec, którego chcę poczuć w sobie.

Tak naprawdę, to nie czułam dotąd czegoś tak mokrego między udami i mrowiącego w brzuchu. Dziwne, bo w końcu twarzy delikwenta jeszcze nie widziałam. Omam mam

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    W takim momencie… tak zaciekawiłaś mnie tą historia, że nie wiem kiedy te 14 cześci nawet przeczytałam. Już nie mogę doczekać dalszych losów Marleny😉

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Bardzo się cieszę 🙂 Dziękuję :-*

Napisz nam też coś :-)