fbpx

Kalejdoskop zmysłów (XV)

with 4 komentarze

ozdobnik

No i koniec, choć tak na prawdę to początek książki 🙂

Właśnie opublikowałam ostatni z odcinków "Kalejdoskop zmysłów". Resztę z 412-tu stron przeczytasz w książce, lub e-booku.

Powiem Ci, że jestem autentycznie dumna z tej powieści. Między innymi dla tego, że pisałam ją w momencie swojego życia, gdy było mi na prawdę... Nie chcę pisać że ciężko, bo przecież każde trudne wydarzenie owocuje czymś pięknym. Zmiany w życiu są czymś nierozerwalnym z nim.

Początkowy tytuł tej powieści brzmiał "Nowe". Dlaczego go zmieniłam?
Po pierwsze dostałam ochrzan od moich dziewczyn z mastermindu. Nie będę ich tu cytować, bo zjechały mnie jak burą psicę, że chyba oszalałam, że chcę dać tak durny tytuł 🙂 Przeprowadziłam więc ankietę w naszej motylowej grupie na fejsbuku TUTAJ i grupowiczki i grupowicze potwierdzili, ze tytuł jest do bani.
Mamy więc "Kalejdoskop zmysłów" 🙂

Będzie kontynuacja.
W planach mam "Piekło zmysłów" i będzie to historia Przemka. Będzie ostro, plan mam już dokładny i wyjaśnię w tym tomie, dlaczego Przemek stał się taki, jakim jest w "Kalejdoskop zmysłów". Co przywiodło go do takiego hedonizmu i co czuł przy Marlenie, co sobą zmieniła w jego życiu.
W trzecim tomie zatytułowanym "Mapa zmysłów" znajdziesz zupełnie inną historię. To będzie powieść o Agnes, która... I tu nie mogę więcej zdradzić, bo spoilerowałabym "Kalejdoskop zmysłów" 🙂

Przyznam, że kusi mnie jeszcze, by rozwinąć historię Moniki, bo to też barwna postać. Zobaczymy. Na razie biorę się do tomu drugiego 🙂

 

ozdobnik

 

Pamiętaj dwie rzeczy:

  1. Tylko do soboty możesz kupić książkę w przedsprzedaży, a tym samym otrzymać W PREZENCIE e-book "Pomyłka telefoniczna", który później będzie w sprzedaży
  2. Zapisując się na listę W FORMULARZU OBOK (lub pod) otrzymasz ekskluzywny mail, w którym zdradzę Ci, co w tych piętnastu rozdziałach wydarzyło się naprawdę i jest zaczerpnięte z mojego życia. Naprawdę sporo tego. Praktycznie każdy rozdział zawiera sporą część mnie

I pamiętaj - masz pytanie - pisz do mnie na adres motylewnosie@gmail.com

Rozdział piętnasty

Strzała Amora

Ni cholery nie wiedziałam, czy chcę pozostać w tym stanie na zawsze, czy zobaczyć jego lico. A jeśli ma zeza i małpi wyraz twarzy? Może odwrócę się i pójdę sobie w siną dal, wyobraźnia podsunie mi błękit cudnych oczu i długich rzęs. Będę wzdychać do własnej wyobraźni i obrazów, jakie mi ona wyprodukuje. Tak, czas wiać. Bezpieczniej jest żyć w świecie bajek. One nigdy nie zawodzą. Po co mi ryzyko? Po tym, czego napatrzyłam się w pracy?! Nie ma mowy! Spadam.

Może i udałoby się uciec i nie spojrzeć mu w twarz… być może i małpią, gdyby nie fakt, że wchodząc na ostatni stopień nie wyhamowałam w porę, on tymczasem zatrzymał się gwałtownie przed kimś przebiegającym wzdłuż korytarza. Wpadłam mu na plecy i zaciągnęłam się cudownym zapachem.

Ponoć to, co dzieje się w ludzkim nosie, podczas obwąchiwania drugiej osoby jest tym samym, co dzieje się podczas pocałunku. Robimy wąchanej, czy też całowanej osobie analizę chemiczną pod względem dopasowania do nas. Jego ciepło pachniało tak, jak mogło sobie tylko wymarzyć moje tajne laboratorium w głowie. Przepadłam. Choć nie! Jest szansa, że będzie wymuskanym gogusiem albo tępym przygłupem, wtedy będzie bezpiecznie. Sam zapach nie załatwi sprawy.

Nie wiem, dlaczego tak poczułam. Tęsknota, która mną zawładnęła w momencie utraty kontaktu z jego wonią była tak silna, że wyciągnęłam szyję jak żuraw, by jeszcze raz powąchać. I tak mnie oczywiście zastał. W pozycji wąchającej i z nozdrzami rozszerzonymi, jak nad czymś smakowitym. W dodatku zamknęłam oczy. Debilka ze mnie, ale nie zapanowałam nad tym. Nie zdążyłam i nie wiedziałam właściwie, że coś takiego robię!

Sorry – bąknęłam.

On poszedł, ja zostałam i poczułam TO. Czytałam o TYM, widziałam TO w filmach, ale nie wierzyłam, że tak bajkowe rzeczy dzieją się w realnym świecie. Żołądek mi się skręcił, płuca zablokowały na wdechu, a w oczach pojaśniało. Stałam nadal w pozie żurawia, nie potrafiąc się ruszyć i blokując połowę schodów. Jego już nie było. Kiedy odszedł?

Te, a tobie co? – Potrącił mnie ktoś przechodzący, wyrywając ze skamienienia.

Nie odpowiedziałam, bo nie byłam w stanie. Odkleiłam dłoń od ściany, którą to nie wiem nawet kiedy na pionową powierzchnię przykleiłam i poczłapałam do sali ćwiczeń.

Zajęcia miały być wyjątkowo nudne, lecz cieszyło mnie to. Będę mogła podumać nad dziwnością własnych reakcji na czyjś zapach. No, jeszcze na kształt tyłka. Cholera! Nie zapamiętałam twarzy! Zapamiętałam za to pupę! Niedobrze ze mną…

To pewnie przez pracę w tak nabuzowanej seksualnością firmie. Nie może pozostać bez wpływu na psychikę ludzką ta rozbuchana atmosfera. No i jeszcze podchody Przemka i podpuszczanie mnie, że niby chce, ale nie skorzysta, gdyby mi się odmieniło. Nie odmieni mi się, ale takie zabawy w kotka i myszkę podniecały po prostu. Zgłupieję, o ile już nie zgłupiałam!

Gdy zbyt mocno się zamyślę, lub jestem rozbita wewnętrznie, to zjadam siebie. Tak czyniłam i w tym momencie, obgryzając dolną wargę. By obgryzanie mogło być bardziej skuteczne, dopychałam wargę dodatkowo palcem. Jeśli warga zaczynał już boleć, przerzucałam się na wewnętrzną część policzka. Gryzłam, symulując zasłuchanie w nudach przekazywanych przez profesorkę. Szkoda, że nie mogłam jeszcze wyciągnąć z torby lakieru do paznokci i pomalować ich sobie. To odprężało najbardziej.

Do jednego wniosku doszłam w tym momencie. Skoro fiksuję znaczy, że muszę nabyć wreszcie jakieś akcesorium do samogwałtu. Faceta na numerek sobie nie zorganizuję, bo to nie moje sposoby na kontakty męsko–damskie. Przecież ja już ponad rok nic… Nie no, jakieś własnoręczne zabawy owszem, były na porządku dziennym, ale widać libido podskoczyło. Z drugiej strony, ten facet miał taką dupcię, że jak tu było nie zgłupieć. Masz ją na wyciągnięcie ręki, ale przecież nie pomacasz, czy jest prawdziwa. Dobre! Zmacać faceta na schodach! Ciekawe, jak by zareagował.

Parsknęłam, by po chwili zamaskować odgłos kaszlem. Profesorka nie zwróciła na mnie uwagi, lecz wyraźnie czułam czyjeś spojrzenie. Rozejrzałam się po sali i napotkałam oczy.

Takiego błękitu, w dodatku okolonego czernią rzęs, nie powinien otrzymywać osobnik płci męskiej. Ten otrzymał. Siedział i przyglądał mi się. Nie wiem, co wyrażały jego oczy, bo tylko oczy widziałam i to przez krótką chwilę, w czasie której nie rejestrowałam szczegółów, a jedynie własne oburzenie. Usta i nos zakrywała dłoń, którą zwinął w luźną pięść i tą podpierał głowę. A może się ze mnie śmiał i tak właśnie to ukrywał. Miałam mu ochotę pokazać język, ale mogła to zauważyć profesorka. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, więc obrzuciłam faceta groźnym spojrzeniem ze zwyczajowo uniesioną brodą, po czym odwróciłam od niego oczy. Co za bezczel, czy ja wyglądam jakoś dziwnie? Właściwie żaden bezczel. Wiem, że wyglądam dziwnie, gdy siebie obgryzam, a w dodatku parskam w przerwie. Poprawiłam włosy, by dać upust kolejnemu spośród moich licznych tików i walczyłam z pokusą sprawdzenia, czy facet nadal na mnie patrzy.

Co, jak co, ale oczy to on ma cudne. Mogłabym siedzieć i patrzeć w nie bardzo długo. Nawet nie musiałby się odzywać. Nie! Zdecydowanie coś ze mną nie tak. U jednego jaram się tyłkiem, u innego oczami! Jeszcze jakiegoś z kształtną klatą powinnam znaleźć do kompletu, ustawić ich trzech w rządku. Przechadzałabym sobie od jednego do drugiego i macała do woli lub oglądała… No tak, to jeszcze czwartego by potrzeba!

Znów parsknęłam, pokryłam odgłos kaszlem i to niepotrzebnie. Wszyscy byli jak zombiaki, włączając profesorkę i jej monotonny przekaz ekonomicznych treści do nauczenia. Nie dziwota, że wpadli przez nią w somnambuliczny stan. Mnie, w przeciwieństwie do reszty, ogarniała coraz większa głupawka pomieszana z podnieceniem. Chcąc nie chcąc, lecz posiadając tak zwariowaną wyobraźnię jak moja, rozśmieszyłam samą siebie. Przypomniał mi się teledysk Madonny, naśladującej Marylin Monroe. Noszono ją tam na rękach, a ci noszący byli naprawdę niezłymi „ciachami”. Teraz to mnie niosły te „ciacha”, dokładnie cztery. Jeden miał tyłek gościa ze schodów, drugi oczy tego w sali teraz…

Spojrzałam na niego, on patrzył sobie w najlepsze na mnie. Drugą osobą, wbijającą we mnie oczy była blond piękność. Tę piękność znałam i była ona najlepszym kawałkiem dupy, jaką nasza uczelnia posiadała. Twarz Angeliny Jolie, figura Pameli Anderson, plus platyna aż do pasa. W sensie włosów. Wyglądało na to, że nie podoba jej się wzrok chłopaka przyglądającego mi się. Czyżby to był jej facet? Czym ona się niby denerwuje? Przecież każdy facet na uczelni dałby się pochlastać za półminutowy kontakt z jej cyckami. Wariatka jakaś. Nawet dziekan ślinił się na jej widok.

Postanowiłam ignorować oboje. Jego rozbawiłam, ją wkurzyłam. Głupie to. Przycisnęłam palce do gałek ocznych przez powieki. Znów parsknęłam wyobrażając sobie, że przyciskam otwarte oczy, a te wyskakują mi z oczodołów, zawisają na policzkach i dyndają, okapując krwią. Cholera, jakiś dziwny dzień mam dzisiaj. Może to dni płodne tak mi się objawiają?

Uratował mnie dzwonek budzący grupę z letargu i przerywający ciąg słów nauczycielki. Ktoś ziewnął, ktoś się nawet przeciągnął i zaczęto wstawać. Nie chciałam się cisnąć do drzwi, gdyż tak właśnie robią wszyscy. Podnoszą swe wewłoki z podestów do siedzenia i pakując po drodze wszystko do luźnych toreb, cisną w kierunku drzwi. Poprawka, ryją się, jakby współzawodniczyli o to, które z nich pierwsze wyjdzie na zewnątrz.

Zerknęłam na blondynę. Kurwa mać! Dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Żeby stworzyć coś tak idealnego? Składanka części ciała z takim nasyceniem seksapilu, że miało się ochotę naciągnąć sobie na głowę worek jutowy, pozostawiwszy jedynie dwie dziury do patrzenia. Czułam się przy niej marną namiastką kobiety. Westchnęłam, zgarnęłam książki planując, co by tu porobić podczas wykładu. Wytrzymałam nudy ćwiczeń, ponieważ były obowiązkowe, ale na wykładzie to ja już usnę i zaryję nosem w blat. Wolę poczytać dobrą książkę, siedząc w kącie. To był niezły plan.

Wstałam w momencie, gdy zbliżał się do mnie facet, który przyglądał mi się wcześniej najprawdopodobniej z nudów i dla zabawy. Gdyby chciał zobaczyć coś ładnego, powinien był patrzeć w innym kierunku, czyli na „platynę”. Przeszedł obok mnie, zaglądając przez moment z zaciekawieniem w oczy i zostawiając swój zapach.

Jak stałam, tak zostałam. Zdołałam tylko odwrócić głowę za nim i sprawdzić. Tak, to ten sam tyłek i te plecy. O matko, oczy też miał cudne!

Kurwa! Nie będzie czytania książek! Muszę znaleźć seks shop albo ocipieję!

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Cieszę się, że będą kolejne tomy:) no to teraz jeszcze z większą niecierpliwością będę czekać na książkę😊😊😊

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dziękuję :-* Mam nadzieję, że będzie się podobała.

  2. j
    julita
    | Odpowiedz

    Aż mnie ciekawi czy będzie z Panem sexi dupcia czy jednak ulegnie szefowi

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Po części dowiesz się z “Piekło zmysłów”, które jest tomem drugim 🙂

Napisz nam też coś :-)