fbpx

Kalejdoskop zmysłów (VIII) – przedpremiera

with Brak komentarzy

Przedsprzedaż trwa do 26 września 2020. Do tego dnia w zestawie do książki, bądź e-booka dołączam drugi e-book gratis. "Pomyłka" - nowa wersja. Więcej o przedsprzedaży i bezpłatnym e-booku znajdziecie TUTAJ

W najbliższych dniach spodziewaj się kolejnych części żeby móc stwierdzić, czy to Twoje klimaty.

Osobom zapisanym na newsletter zdradzam zbieżności tego co dzieje się w książce z prawdziwymi wydarzeniami.

Jeśli chcesz poznać smaczki i tajemnice, to zapisz się na listę osób zainteresowanych SMACZKAMI

Do każdej z części dostaniesz ekskluzywny mail zawierający części i (tak je nazwałam) SMACZKI 😉


Rozdział ósmy

Układ

Do pracy przyjechałyśmy z Agą o czasie. Byłam wściekła, a zarazem przerażona konfrontacją z Moniką. Nie wiedziałam, jak zareaguje ona i jaka będzie w odpowiedzi moja kontra. Bartek, jeden z pracowników jej działu, przywitał mnie cichym „cześć”, po czym szybko odwrócił wzrok, wracając do swoich obowiązków. Nie on jedyny tak właśnie się zachowywał. Większość mnie „nie widziała” lub pozdrawiała jak zadżumioną.

Ocho – szepnęła mi w ucho Aga.

Co za „ocho”? – Wkurzała mnie jej tajemniczość.

Dziwnie się zachowują. – Wyjaśniła cicho. – Może powinnam przestać się do ciebie przyznawać? Nie wiem, na jakiej pozycji teraz jesteś. Przegrana, czy podziwiana.

To z ciebie interesowna suka jest. – Zakpiłam wiedząc, że żartuje.

Nawet nie wiesz, jak bardzo. – I mrugnęła zabawnie, odchodząc do swojego biurka.

Obserwowałam sobie innych, pozwalając zatrybić komputerowi i programowi, na którym pracowałam. Kilkanaście osób, które miałam w zasięgu wzroku, było pochłoniętych obowiązkami, jak nigdy. Z palarni nie dobiegały żadne odgłosy, a więc wszyscy musieli być na sali. Jakby na coś czekali… Biuro Przemka było zamknięte, a żaluzje zaciągnięte. Już chciałam wstać, by mu podziękować za ratunek, gdy ze swojego akwarium, symbolu wyższej od reszty, pozycji w hierarchii firmowej, wychynęła bogini zła. Szła do mnie, zaciskając usta w wąską linię i miotając gromy z oczu. Złość i pogarda w czystej formie, tym teraz była.

Chodź na papierosa – syknęła.

Ona na papierosa? Dziwne to było tym bardziej, że nie paliła i nie wchodziła nawet do palarni, by nie prześmierdnąć dymem. Poza tym, nie bratała się z pospołem, a teraz zamierzała? Obawiałam się tego, co mam usłyszeć, ale ciekawość zwyciężyła. Mam taką zasadę, że gdy się czegoś boję, to po prostu to robię. Jak inaczej zwalczyć w sobie coś, czego się nie akceptuje? Strachu nie akceptowałam. Ponoć mam tatarskie korzenie. Wierzę temu szczególnie, gdy z lustra kolą mnie własne kości policzkowe. No i jeszcze ta przekora przeciwko wszystkiemu, co mi ktoś inny chce narzucić. Poszłam za nią wyprostowana i gotowa na starcie. Odprowadziły nas zaciekawione spojrzenia oraz absolutna cisza, i tylko telefony domagały się natarczywie, by je ktoś odebrał. Zamknęła za nami drzwi i włączyła zagłuszający słowa wyciąg.

Wytłumacz mi się w tej chwili, co to za akcja z bratem miała wczoraj miejsce! – Już od początku rozmowy chciała pokazać, kto tu rządzi.

Zaskoczyła mnie tym „bratem”, ale szybko zrozumiałam, że musiała mieć na myśli Adama. Musiał się podać za moją rodzinę.

Źle się poczułam, więc go ściągnęłam – odparłam spokojnie.

Ty się źle poczułaś? – syczała jak żmija.

Nawet wężowe oczy jej się przy tych słowach zrobiły.

Doprawiłaś mi picie jakimś gównem, więc się ewakuowałam. – Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się niewinnie. – Wiem, że wzięłaś mnie tam, jako mięso na pożarcie lwom. Głupia nie jestem, chociaż za taką mnie masz.

Na chwilę ją zamurowało, po czym zaplotła ramiona pod piersiami i odwróciła się do mnie bokiem.

Dużo mi swoim wczorajszym wyjściem spieprzyłaś. – Wiele ją te słowa musiały kosztować szczególnie, że użyła wulgaryzmu. Kto, jak kto, ale Monika nie klęła. – Dam ci możliwość naprawienia tego, ale będzie powtórka imprezki. Rozumiesz?

Po co mam ci coś naprawiać? – Nie rozumiałam jej toku myślenia. – To tobie się spieprzyło. Ja ocaliłam tylko swój tyłek. W dosłownym tego słowa znaczeniu.

Nie wiesz, zdaje się, z jakimi ludźmi pracujemy. – Po raz pierwszy widziałam jej prawdziwe oblicze.

Nie grała, nie puszyła się. Była zdenerwowana.

Oświeć mnie. – Czułam, że powie mi coś kluczowego.

Ci faceci chcieli się zabawić, ale zniknęłaś. – Ręce opadły jej wzdłuż ciała. – Ja doszłam do swojego stanowiska przez łóżko. Kilka właściwie. Przez ciebie jestem zagrożona.

Co mi do tego, Moniko? – Zrobiło mi się jej żal, ale to nie moje życie było, a jej.

Zaproponuję ci układ. – Znów oczy zmieniły się w dwie szparki. – Powtórzymy imprezę i jeśli nie chcesz dawać tyłka, to nie dawaj. Będziesz do towarzystwa wyłącznie i tyle. Ich fiutami zajmie się ktoś inny.

A jeśli się nie zgodzę? – Musiałam wiedzieć, jaką broń na mnie wytoczy w razie odmowy.

Załatwię ci, że nie popracujesz tu dłużej niż miesiąc od dziś. – Teraz ona była wyjątkowo spokojna. – Jeśli się zgodzisz, dostaniesz podwyżkę. Zastanów się.

I zakończyła rozmowę wychodząc i waląc drzwiami w czyjąś głowę, przyciśniętą do nich, z drugiej strony. Zostałam osłupiała, wrośnięta w podłogę, na której walały się rozsypane zęby. Te ostatnie wyleciały na nią ze szczęki, która z hukiem spadła na kafelki. Poczłapałam do swojego biurka, opadłam na obrotowy fotel i zapatrzyłam się tępo w niebieski obraz na monitorze.

Ewerestowa! – Plik dokumentów do wklepania w system opadł na moje biurko, wyrywając mnie z zapatrzenia. – Sie bier do roboty, bo klient chce odebrać te papiery. Właśnie jedzie i będzie za piętnaście minut.

Spojrzałam na Krzyśka, lekko otyłego gościa, który na imprezie wpadł pod stół i tam ponoć przespał ją do rana.

Ok – bąknęłam tylko, wiedząc, że zajmie mi to co najwyżej z pięć minut.

Jak większość, odrabiałam zadania firmowe w przeciągu połowy dniówki na nią przeznaczonej. Jak większość również, nie przyznawałam tego na głos, bo nie pragnęłam większej ilości dorzuconej mi roboty. Wiedziało o tym szefostwo najwyższe tutaj rangą, czyli Przemek. Wiedzieli również jego przełożeni. Wszyscy akceptowali taki układ. Nie praca i wyniki się liczyły, lecz życie towarzyskie i rozrywki, których firma skutecznie dostarczała. Trzeba było odfajkować założone zadania, by móc się później pobawić i poszaleć. Mieliśmy tak duży fundusz reprezentacyjny, że cudem było, iż firma nie splajtowała jeszcze. No i wydaj tu człowieku taką kasę na imprezy! Cóż, była to w końcu korporacja międzynarodowa, a my stanowiliśmy małą kropeczkę na mapie.

Pracę wykonywałam mechanicznie, wstukując palcami prawej ręki cyferki, w klawisze numeryczne. Doszłam do takiej wprawy, że nie musiałam już na nie patrzeć. Mało z tego, przestawałam myśleć, a jedynie przenosiłam dane z papierowych stron w elektroniczny system mielenia danych. Ja wpisywałam tę część, ktoś inny inną i uzupełniał dane dotyczące danej sprawy. W każdym oddziale na świecie pojawiały się wstukiwane przez nas dane, ale żebym się jakoś lepiej z owym faktem czuła… No nie bardzo.

Pod koniec dnia, chowając zszywacz, znalazłam swoją torebkę. Grzecznie leżała w mojej szafce i nie ja ją tam wsadziłam. Kamień spadł mi z serca. Że też wcześniej o niej nie pomyślałam! Przemek? Muszę mu podziękować, ale to nie dzisiaj. Nie było go już w gabinecie.

***

I powiedz mi, kurwa, co ja mam teraz z tym całym bigosem zrobić?

Sączyłyśmy z Agą piwo w knajpie, a właściwie to sączyła Agnes. Ja plułam nim na boki, ku jej uciesze. Ilekroć miałam je przełknąć, wcześniej musiałam powiedzieć coś w stylu:

W końcu uda się któremuś mnie nadziać!

Albo:

Ja sobie naprawdę kupię pas cnoty! Już nawet w necie jeden oglądałam!

I tak się entuzjazmowałam i opluwałam do momentu, gdy Agnes przerwała, podsumowując całą sytuację.

Nie narzekaj tak, laska! – Widać miała już dosyć mojego ględzenia. – Zaproponowano ci podwyżkę za samo towarzystwo. Nie musisz się bzykać i tylko bardzo uważać na zakusy facetów. Teraz nie musisz nawet pić tego, czego nie odkapslujesz sama. Nie przypuszczam zresztą, by Monika chciała stosować ten sam numer po raz drugi.

Skąd wiesz? – Podobało mi się to, co mówiła i chciałam więcej podnoszących na duchu słów. – Nie wierzę jej na słowo, bo to suka.

Suka, ale i samotnie wychowująca dziecko, matka. – Zaskoczyła mnie, aż zaniemówiłam. – Jest po paskudnym rozwodzie, po którym została na lodzie bez mieszkania, środków do życia i zapewnienia córce choćby przedszkola. Brak ubezpieczenia, ojciec dziecka nie chciał córki nawet podciągnąć pod swoje ubezpieczenie, a kutas ma kasy, jak lodu. Postaw się w jej położeniu. Nie byłabyś równie bezwzględna? Ty możesz wrócić do rodziców i tyle twojego upokorzenia. Ona walczy o siebie i córkę, i na swoje siły wyłącznie może liczyć. Jaka by z niej suka nie była, to jest też samodzielnie walczącą suką. Od swojej rodziny guzik dostała, a jeszcze długi po własnym ojcu musiała spłacać.

No dobra. – Skapitulowałam, zastanawiając się w międzyczasie, dlaczego nosi obrączkę skoro jest rozwódką. – To powinnam przystać na ten układ?

Powinnaś, bo osiągnęłaś więcej samoobroną niż niejedna brakiem barier. – Podsumowała i umilkła. – Nawet ja przez przeszło rok niewiele zdziałałam. Ciesz się. Masz widocznie coś, co działa na facetów jak lep na muchy i powiem ci, że nie mam pojęcia co to jest.

Tym ostatnim mnie rozwaliła.

Resztę piwa, jak i całe kolejne, przegadałyśmy o własnym życiu, o ludziach z pracy i po raz pierwszy zaczęłam w nich dostrzegać normalne osobniki. Nie tylko rozhulane żądze, niezaspokojone instynkty. Każdy z nich miał jakąś opowieść. Coś, co czyniło z nich osobniki, goniące w poszukiwaniu szczęścia lub chwilowego choćby zapomnienia. Rozwodnicy, posiadacze nieudanych małżeństw z różnymi, zazwyczaj finansowymi, obciążeniami. Wszystko takie zwykłe i życiowe, i tylko trafili w miejsce, w którym można było poszaleć. Coś, czego nie zaznali dotąd. Szaleli i gubili się w tym, bo szczęścia tą drogą na pewno nie zaznali.

***

Dobra. – Rzuciłam do Moniki, mieszając kawę w kuchni.

Byłyśmy same i czułam, że ona czeka na mój ruch. Każdy, kto zapędził się w progi kuchni robił odwrót, rezygnując ze zrobienia sobie orzeźwiającego napoju.

Czego ode mnie oczekujesz? – Chciałam, by mi doprecyzowała moje, w tym wszystkim, zadanie.

Masz być, jak gejsza. – Stanęła do mnie przodem obserwując, jak reaguję. – Jeśli znasz to określenie.

Znam. – Przerwałam jej. – Mów dalej.

Dama do towarzystwa gotowa na oglądanie wszystkiego, co oni będą chcieli zrobić. – Kontynuowała. – Musisz wiedzieć, że większość imprez kończy się w burdelu i teraz też tak pewnie będzie.

Znów moja szczęka zaliczyła podłogę.

Tam już nas nie musi być, bo znajdą sobie zajęcie z profesjonalistkami – mówiła nadal, nie zważając na moją reakcję. – Jednak muszę cię uprzedzić, że to ten typ samców, który lubi zacząć już wcześniej, a czasami coś sobie zapoda.

Zapoda? – Musiałam usłyszeć doprecyzowanie.

Narkotyki, idiotko. – To powiedziała z sympatią.

Czyżby była kiedyś na moim miejscu?! Czuła się tak zagubiona, jak ja i równie zszokowana tym, co widzi?

Bądź gotowa na oglądanie wielu zachowań i nie okazuj oburzenia, czy zdziwienia. – Jej oczy były bardzo poważne. – Jeśli coś cię zniesmaczy pomyśl, że nie zajmuje to twych myśli w tej chwili. To pomaga. Ty grasz o pracę i podwyżkę, i nie czarujmy się. – Uniosła brwi w wyrazie wszechwiedzy. – Ani praca ciężka, ani płaca mała. Większość dałaby się ogolić za to stanowisko. Tutaj trafia się za to coś, co dopasowuje do reszty. Ty od tej reszty odstajesz, ale może tego właśnie tu brakowało. Wykorzystaj to.

I wyszła z kuchni, zostawiając mnie ogłuszoną. Zapowietrzyłam się i dopiero Smerfojad, jak nazywali maleńkiego człowieczka z mojego działu, wybił mnie z tego stanu.

Ewerestowa, zakochałaś się, czy śpisz? – Rzucił wesoło.

Ewerestowa? – Właśnie, co to znaczy? – Z jakiej dupy się to wzięło?

No jak to „z jakiej”?! – Parsknął i wsadził do mikrofalówki jajko. – Boś taka niedostępna ponoć.

I przekręcił pokrętło gotowania. Zamyśliłam się ponownie, ale tylko na półtorej minuty. Po tym czasie nastąpił huk i jajko rozerwane zostało we wnętrzu mikrofalówki na strzępy. Smród zaatakował chwilę później, wyganiając mnie skutecznie do obowiązków i wkurzająco dzwoniącego telefonu.

Napisz nam też coś :-)