Kapciuszek (I)

with 20 komentarzy

baśnie dla dorosłych

 

Kobieta krytycznie przyglądała się stojącej przed nią dziewczynie. Ładna, oceniła niechętnie. Za ładna. Zaraz potem na jej okrągłą jak księżyc w pełni twarz, wypłynął szeroki uśmiech. W zamierzeniu miał być serdeczny oraz stanowić zapowiedź matczynej troski i tak też został odebrany przez większość. Przez większość, ale nie przez wszystkich.

Marysia niezauważalnie zmarszczyła brwi. To był leciutki grymas, prawie nie do uchwycenia przez mało bystrego obserwatora. Tylko że jej macocha do takowych nie należała. Od razu zalęgło się w niej podejrzenie, że pasierbica nie do końca jest łagodnym spolegliwym dziewczęciem, o niewinnym spojrzeniu ogromnych oczu w kolorze gołębim. Lecz nie dała tego po sobie poznać. Dalej rozdawała uśmiechy, częstowała słówkami pełnymi słodyczy, wychwalała wystrój domu i maniery pasierbicy. Ani słowa o własnych córkach, ani słowa o przyszłych planach.

Towarzystwo bawiło się wyśmienicie. Świeżo upieczony pan młody dyskretnie adorował swą małżonkę. Dwie krzykliwie ubrane pannice chichotały, zajadając się ciastkami. Nieliczni zaproszeni znajomi, raczyli wszystkich najnowszymi plotkami, a służba krążyła dookoła, pozornie niewidoczna, ale jednocześnie dysząc niezdrową ciekawością.

Tylko Marysia była wściekła.

Na ojca, za niespodziankę, którą jej sprawił. Na tę babę, która zajęła miejsce należące do świętej pamięci matki. Na wszystkich i na cały świat. Jednak wściekłość Marysi nie objawiała się tak, jak u innych. Rozgniewana, pochmurniała, posępniała i ogólnie zaczynała wyglądać, jakby niebo zwaliło jej się na głowę. W końcu miała dosyć, więc dygnąwszy jak dobrze ułożona panienka, poprosiła o pozwolenie opuszczenia salonu. Zarumieniła się przy tym uroczo, co miało dać obecnym do zrozumienia, że chce się udać w dyskretne miejsce, gdzie i król chadza piechotą. Pozwolenie oczywiście dostała, lecz zamiast udać się do wygódki, pomknęła schodami w górę, na sam strych. Przeszła przez pomieszczenie, gdzie zimą suszono pranie, potem przez dwa kolejne, aby na końcu znaleźć się w malutkim pokoiku na wieży, z widokiem na królewski zamek i leżące u jego stóp miasteczko.

Rozluźniła szczękę, pozbywając się psychopatycznego uśmiechu, po czym zaczęła sapać ze złości. Wymierzyła kilka ciosów wyimaginowanemu przeciwnikowi, na końcu sapnęła po raz ostatni i ciężko zwaliła się na sofę, stojącą tuż pod oknem.

Mam przechlapane – odezwała się ponurym, pełnym przygnębienia tonem, zupełnie nie pasującym do tak subtelnej panienki, odzianej w jedwabie i atłasy. Na dodatek w kolorze słodkiego różu, gdzie od samego patrzenia na ten sympatyczny kolorek mogło zemdlić co bardziej wrażliwe osobniki. Splotła ramiona, przeżywając w duchu własną klęskę. Nici z objęcia ojcowizny. Już ta baba znajdzie sposób, aby położyć na wszystkim łapę. Pazerność miała wypisaną na twarzy, aż dziw, że ojciec tego nie zauważył. Ciekawe dlaczego? Czyżby jakieś czary? Zafrasowana Marysia podrapała się po nosie. Czary? Doskonały pomysł! Może ona też…

Marysiu! Marysiu! Gdzie jesteś? – wionęło subtelnie od strony tarasu.

W czarnej dupie! – warknęła rozeźlona, po czym zwlokła się z sofy, poprawiła idiotyczną kieckę, którą kazano jej włożyć i z powrotem przywołała grymas, który z powodzeniem imitował serdeczny oraz dobroduszny uśmiech. Schodząc po schodach, zdążyła jeszcze pomyśleć, że zwariuje od tego wszystkiego, po czym wpadła w prawdziwe oko cyklonu.

Bo macocha oznajmiła, że spodziewa się dziecka.

***

Dzidziuś się nie pojawił, chociaż szanowny rodziciel do samego końca nie tracił nadziei. Czyli do chwili, gdy jego statek wraz z załogą pogrążył się w odmętach oceanu. Macocha została panią na włościach, jej latorośle dziedziczkami, a Marysia, z uporem udająca niewinną i płochliwą, trafiła do kuchni. Konkretnie do szorowania garów, bo pomoc kuchenna rzuciła ciepłą posadkę, idąc w diabły. Z każdym upływającym dniem pozbawiano ją coraz większej ilości przywilejów, aż w końcu wyglądem przestała się różnić od służby. Ba! Nikt nie rozpoznałby w brudnej, nabzdyczonej dziewce, pierworodnej córki dawnego właściciela. Jej odzienie bardziej przypominało szmatę do podłogi, włosy były szare i matowe od popiołu, który wybierała z pieców, a twarz umazana sadzą. Samej Marysi nie bardzo to przeszkadzało, bo mogła w końcu pozbyć się tych okropnych różowych fatałaszków. Z miejsca doceniła też swobodę będącą skutkiem braku gorsetu, ogromnych majtasów, niewygodnych pończoch i całej reszty rusztowania, będącego na wyposażeniu każdej szanującej się panienki. O idiotycznej peruce nie wspominając. Swoje obowiązki spełniała w milczeniu, dobrze wiedząc, że chociaż zajęcie niewdzięczne, to przynajmniej była bezpieczna. Do dnia, w którym skończy dwadzieścia jeden lat i stanie się oficjalną dziedziczką. Czort wie, co knuła macocha, ale z pewnością w jej planach nie było miejsca na żywą pasierbicę.

Właśnie o swej nie nazbyt świetlanej przyszłości rozmyślała Marysia, zawzięcie i z ponurym grymasem szorując podłogę, gdy w miasteczku wybuchła bomba. Oczywiście nie taka prawdziwa, ale bomba towarzyska.

Książę szukał żony. Nie wśród zamorskich księżniczek, ale wśród panien z własnego królestwa. W tym celu postanowił wydać wielki bal, na którym będzie miał możliwość rozejrzeć się wśród kandydatek i wybadania rynku panien na wydaniu.

Zarówno Gryzelda jak i Anastazja latały po całym domu, drąc się jak opętane. Za nimi pędziła równie rozgrzana sensacją macocha, aż jej się peruka przekrzywiła na głowie. Marysia miała w nosie ich emocje, ale kiedy zabrudziły dopiero co wypastowaną posadzkę w holu głównym, wstała, otrzepała kolana i z impetem rzuciła szmatą o ścianę.

Jak za darmo, to żadna cholera nie doceni! – mamrotała pod nosem, taszcząc wiadro z brudną wodą. Szmatę zostawiła jako wyraz sprzeciwu przeciwko marnotrawieniu jej pracy. Pewnie te nagrzane, nieprzytomne z emocji baby tego nie zauważą, ale co tam. Może się któraś o nią potknie i nabije sobie pięknego, dorodnego siniaka. W sam raz na bal.

Wzięła z koszyka kilka jabłek i pomaszerowała w głąb ogrodu. Zatrzymała się dopiero tam, gdzie graniczył z rzeką, płynącą przy jego wschodniej flance. Usiadła na miękkiej trawie, rozmyślając o dobytku, który udało jej się zgromadzić. W końcu nie mogła uciekać z obszarpanej sukni na grzbiecie i z miotłą w dłoni.

Głośne chrząknięcie było jak uderzenie pioruna z jasnego nieba. Marysia zakrztusiła się kęsem jabłka, dziwnie powarczała, poczerwieniała i w końcu doszła do siebie. Po czym odwróciła się, posyłając przybyszowi miażdżące spojrzenie. W zasadzie przybyszce. Babina była mała, chuda i zgarbiona, ale w pomarszczonej twarzy oczy lśniły jak dwie gwiazdy. Na bezzębnych ustach wykwitł serdeczny uśmiech, co do którego Marysia miała dziwne podejrzenie, że jest również lekko kpiący.

Tyś jest nadobna dzieweczka, córka właściciela tego domostwa? – Stara machnęła ręką w bliżej nieokreślonym kierunku.

Jamże jest – burknęła nadobna dzieweczka, wracając do konsumpcji.

Jestem twoją matką chrzestną – oświadczyła starowina pompatycznym tonem.

Możliwe. Matula miała dziwny gust – zgodziła się z nią Marysia, rzucając do rzeki ogryzek. Musiała ugryźć się w język, aby nieuprzejmie nie spytać, czego ta najwyraźniej poszkodowana na umyśle baba chce.

Bal! – kontynuowała tamta z pietyzmem. – Za pięć dni wielki bal!

I co z tego?

Jam jest twoja matka chrzestna…

Wprowadzisz mnie kuchennymi drzwiami?

– …i wielka wróżka!

Ty? – Marysia przestała jeść, przyglądając się staruszce z łagodnym zaciekawieniem. Dotychczas nie spotkała w swym życiu żadnego wariata. – A nie wyglądasz – dodała.

Ty też nie wyglądasz na łagodną i niewinną – odgryzła się wróżka. Po czym podkasała kieckę, usiadła obok zdumionej dziewczyny i bez pytania poczęstowała się jabłkiem. – Minę masz wyjątkowo jędzowatą.

Wypraszam sobie! Egzystencja mnie dobija, to dlatego – zaprzeczyła oburzona Marysia.

Dlaczego?

Wypucowaną podłogę mi zadeptali – wymsknęło się jej. Wróżka zarechotała zupełnie jak stara, sparszywiała czarownica.

Dobre, dobre! – powtarzała, klepiąc się po kolanach. – Co z ciebie za panna, że zamiast o balu, ty o sprzątaniu rozmyślasz?

Nie lubię balów. Peruka wściekle gryzie mnie w głowę, a obecna moda jest do bani. Żadnych balów! – zdenerwowała się Marysia.

A książę?

W nosie mam księcia. Jestem emancypantką!

Emancy… co? – Staruszkę wyraźnie zatkało. – I pucujesz podłogi?

Chwilowo – oświadczyła godnie Marysia. – Ale na pewno nie będę się uganiać za jakimś wypierdkiem o wybujałym ego, trefionych blond włoskach i umięśnionej klacie.

A! Widziałaś portret na mieście – odparła domyślnie wróżka. Po czym pochyliła się i spytała konspiracyjnym szeptem.

Cały widziałaś?

Nie rozumiem…

Pytam, czy widziałaś na tym portrecie księcia w całości. No wiesz, twarz jak twarz, klata jak klata, ale mnie chodzi o to poniżej pasa.

A co jest poniżej pasa? – Marysia była nieufna i podejrzliwa. – Nogi?

Poniżej pasa i powyżej nóg – zachęcała staruszka. – Nie wiesz co jest pomiędzy?

Trochę się nasłuchałam przez ostatnie miesiące, więc zielona nie jestem. Ale twojego pytania nie rozumiem.

Nie szkodzi. Wyślę cię na bal, to zrozumiesz.

Nie chcę na żaden bal. – Dziewczyna zerwała się z miejsca, mierząc wróżkę pełnym niechęci spojrzeniem. – Coś ty się tak uwzięła na mnie? Idź szukaj innej chętnej.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Meska
    | Odpowiedz

    Czy ta i inne bajki beda pisane na bazie wszystkim znanych bajek dla dzieci? Czy moze mniej znanych wersji Braci Grimm?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Na razie miałam tylko “wizję” Kopciuszka, ale u mnie plany tekstowe szybko się zmieniają 😉 Poza tym akurat przy Kopciuchu wersja dla dzieci nie odbiega tak mocno od wersji dla dorosłych. Łagodna jest bez obcinania pięt, palców i chyba tego krwawego, gołębiowego show na końcu.

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    Noooo i w koncu prawdziwe oblicze kobiety potarganej przez zycie!
    Alez mi ulzylo, ze to nie bedzie taka slodka do uzygu dzieweczka o krowich oczach i oddechu fiolkow.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Przede wszystkim Marysia to pesymistka 😉 Jakoś nie widzę jej gnącej się w silnych, męskich ramionach, przy akompaniamencie ochów i achów, targanej namiętnością. I to nie chłop nią, a ona chłopem miotnie ;-)))

      • Monika G.
        |

        Juz nie moge sie doczekac kiedy Marysia zacznie miotac synem lesniczego ?

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    He, he, wizja wróżki rechoczącej jak stara, sparszywiała czarownica przyprawiła mnie o… rechot:) Marysia bardzo mi się podoba – charakterek i upodobanie do swobody zdecydowanie w moim guście. To “pomiędzy” u księcia musiało być udane, skoro wedle wróżki wynagradzało trefione blond włoski:) Oj, czuję, że będzie zabawa. Kapciuszek do boju!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Bo ksiaze ma pomiedzy az dwa ???

      • T
        Tony Porter
        |

        Myślisz, że aż tak hojnie (hmmm… chojnie) natura księcia obdarzyła? 🙂 Urządzenia wielofunkcyjne teraz w modzie:)

      • Babeczka
        |

        Perwersji nie będzie 😉

  4. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Ciekawie się zapowiada??

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Osobiście jestem zadowolona ze sceny z wilkami :-))

  5. Anonim
    | Odpowiedz

    Przykro mi ale mało wciągająca ta historia,proponuję dokończyć inne już zaczęte opowiadania

  6. L
    Lena
    | Odpowiedz

    Super mi się Ciebie czyta Babeczko. Historia płynie wartko niczym górski potok i jak zwykle zbyt krótka się wydaje

  7. Majsan
    | Odpowiedz

    Sorry ale jakieś to wymęczone… Fabuła i dialogi drętwe. A ten rodzaj słownictwa (nie wiem nawet jak go określić) zupełnie mi nie leży:(

  8. K
    Kaska
    | Odpowiedz

    Bardzo zabawne i zupełnie inne niż ostatnie teksty. Już nie mogę się doczekać kolejnej części :))))))))

  9. Babeczka
    | Odpowiedz

    Wiecie… Tęskniłam za większą ilością komentarzy, ale teraz to daliście czadu! Cztery ostatnie: nie podoba się, podoba się, nie podoba się, podoba… 😀

  10. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Od kilku dni (i po nocach) pochłaniam twórczość Jo Nesbo (cykl o Harrym) i “Kapciuszek” idealnie nadał mi się na reset umysłu:) Ubaw przedni. “Gryzia” – doprawdy, śliczne zdrobnienie:) Uwielbiam takie zabawy formą, słowem… zdrowym rozsądkiem:) Bardzo jestem ciekawa, jakimże to osobnikiem okaże się Książę i czy warto by było zgubić dla niego wygodny bucik:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A może wygodny stanik? Albo super wygodne majtasy? Czas na zmiannnyyy… 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Tak w sumie, to łatwiej jest kupić wygodne majtasy niż wygodne buty:) Gorzej z wygodnym stanikiem:) Z trojga złego optymalną zgubą okazują się majtasy:)

      • Babeczka
        |

        Wyobraź sobie… Miłościwie nam panujący król ogłasza, że klejnoty księcia otrzyma na własność tylko ta nadobna dziewoja, na którą będzie pasował ten niezwykłych rozmiarów cyckonosz… ;-)))

Napisz nam też coś :-)