Kapciuszek (II)

with 2 komentarze

baśnie dla dorosłych

 

Może zapolujemy?

Niby jak?

Masz zajebisty prawy sierpowy… – Spojrzała na niego uważniej, bo w męskim głosie wyraźnie dawał się słyszeć nieukrywany zachwyt.

Tak, pewnie – mruknęła, rozglądając się dookoła. – Ale kiepsko biegam. Jak przekonasz ofiarę żeby zastygła w bezruchu, to może nam się uda.

Żartowałem – zapewnił pośpiesznie, bo dziewczyna najwyraźniej chciała odwrócić się na pięcie zamierzając odejść. – Upolowałem tłuściutkiego zająca.

No i? – Przyjrzała mu się podejrzliwie. – Gdzie ten zając?

Przy siodle. Siodło na koniu. A koń za tamtym krzakiem – wskazał na miejsce, skąd przyszedł. – Zmierzcha, przyda się dach nad głową. Niedaleko stąd stoi opuszczona chata. Dojedziemy tam w mgnieniu oka.

Dojedziemy? – Skrzywiła się. Jakoś jej się nie spodobały spojrzenia rzucane przez syna leśniczego. – Wolałabym dojść.

Zrobi się zupełnie ciemno. Wtedy mogę nie trafić.

Niechętnie, ale uznała słuszność jego argumentów. Po czym na widok rumaka, ta niechęć zauważalnie wzrosła.

Większego nie mieli? – marudziła, podczas gdy Robert zachęcająco poklepał siodło. – Podfrunąć mam czy co?

Pomogę ci – zaofiarował się z zapałem.

– Jeszcze czego! Jakby miała jakiś pieniek czy coś – zamyśliła się Marysia, rozglądając dookoła. I nagle ją olśniło.

Na kolana! – rozkazała, wskazując nieco już udeptane miejsce tuż przy końskim boku. – Nie gap się tak, za podnóżek będziesz robił.

Ja? – Wyraźnie było widać, że ta myśl niezbyt mu się spodobała. – Mówiłem, że pomogę.

Już ja znam wasze pomogę – mruknęła Marysia, ujmując się pod boki. – No dalej, bo się coraz ciemniej robi.

W pierwszej chwili chciał po prostu wskoczyć na konia i zostawić marudną babę. Rzut oka w dekolt wyraźnie zbyt roszczeniowej panienki, przekonał go, że może warto ubrudzić sobie spodnie. Noc była długa, a chata na odludziu stwarzała spore możliwości. Poczęstuje ją winem z zamorskich krain, co to je tatko zamawiał jedynie na specjalne uczty, efekt murowany. A o poranku niech się baba dalej wścieka.

Dobrze – westchnął. Dziewczyna sprawnie wdrapała się na jego plecy, a stamtąd na siodło.

Marysia musiała przyznać, że jej nowy znajomy nie skłamał. Kiedy dotarli do niewielkiego domku, słońce całkiem zniknęło za horyzontem, a w panujących ciemnościach dostrzegała jedynie kontury tego, co ich otaczało. Oraz złocisty blask, wąskim paskiem wydostający się zza zamkniętej okiennicy.

Nie taka samotna ta chatka – odezwała się z przekąsem, bo była już solidnie zmęczona oraz piekielnie głodna. Nie miała ochoty na jakiekolwiek konwersacje, zarówno z poznanym synem leśniczego jaki i z kimś, kto znajdował się w środku.

Dziwne. – Przysięgłaby, że zmarszczył z niezadowoleniem czoło. – Zawsze stała pusta.

Dziś nie.

Musimy sprawdzić, kto jest wewnątrz. To niebezpieczne tereny.

To powiedziawszy, zeskoczył z konia. Marysia również, jednak niezbyt dobrze obliczyła odległość od ziemi i walnęła w nią, niczym worek z kartoflami. Szpetnie zaklęła, ale zaraz potem męska dłoń zakryła jej usta.

Cicho! Bo nas usłyszy!

Weź tę rękę, bo ci palce poodgryzam! – warknęła, sapiąc ze złości. Groźnych spojrzeń nie miała co posyłać, bo było zbyt ciemno.

Dobrze – zgodził się potulnie, wciąż mając w pamięci, jak sprawnie rozprawiła się z całą watahą wilków. – Podkradniemy się i zajrzymy przez tamtą szparę.

Szparę? Masz na myśli niedomkniętą okiennicę?

Właśnie. Tylko nie hałasuj jak szarżujący byk, zgoda?

Ja nie hałasuję jak szarżujący byk! – Obraziła się. – Jestem subtelna jak łania.

Skwitował to pełnym niedowierzania prychnięciem, pociągając ją za sobą. W końcu dotarli na miejsce, po drodze płosząc jedynie pająki, a później oboje, jak na komendę wystawili z ciekawością głowy.

I zamarli.

Gryzelda! – wyszeptała ze zgrozą Marysia. – Co ona tu robi? Na dodatek w towarzystwie tych drabów? Przecież powinna być na balu?

Jak widać nie tylko tobie książę nie przypadł do gustu – odparł z przekąsem Robert. – Znasz ją?

To moja siostra. Przyrodnia.

Niezła sztuka – podsumował ze znawstwem.

Niezła? – Marysia całkiem osłupiała. – Ma nadwagę, zeza i krzywy nos. Niezła?

Niezłe ma co innego – przyznał uczciwie, zachłannie gapiąc na rozkręcające się trio. – Na głowę zawsze można zarzucić jakąś szmatę.

No co za!… – resztę wymamrotała tak, że nie dosłyszał. Zresztą, mało go to obchodziło w tej chwili.

Marysię również. Z pełnym zgrozy niedowierzaniem patrzyła na przyrodnią siostrę, która stała pośrodku niewielkiego pomieszczenia, a dwóch spalonych słońcem dryblasów, pieściło jej nagie, pulchne ciało, pomrukując z zadowoleniem. Wyginała się przy tym i prężyła, jakby zapraszając do zabawy. Czasami namiętnie całowała z jednym, czasami z drugim. Marysia widziała wszystko bardzo dokładnie, bo punkt obserwacyjny był całkiem niezły.

Jasny gwint, ale przedstawienie! – Robert najwyraźniej był zachwycony. – Też bym tak chciał – dodał tęsknym tonem, bo nastąpiła nagła zmiana konfiguracji. Gryzelda uklękła i…

Co ona robi? – Marysi oczy wyszły wręcz na wierzch. – Przecież… przecież tak nie można!

Aż skuliła się przy szorstkiej ścianie budynku. A jednak nie mogła oderwać oczu od tego, co działo się w środku.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Klękłam przy krasnalach 😀 Bardzo lubię takie pseudo bajki, można nieźle rozwinąć przy nich wyobraźnię 🙂 Akcja pięknie się rozkręca i tylko coraz gorzej będzie czekało się na kolejny rozdział. W sensie, że ja do cierpliwych osób nie należę, ale co tam 😛 Dam radę 🙂

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    No to bedzie jazda! Nie wpadlabym na to ze mozna z Jasia i Malgosi zrobic bohaterow negatywnych ale jak widze wszystko na opak. To dobrze. Trudniej przewidziec co bedzie dalej.
    Tylko gdzie ta matka chrzestna? Nie zaniepokoila sie zniknieciem podopiecznej?

Napisz nam też coś :-)