Kuchta (III)

with 5 komentarzy

Kuchta - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoruRozdział trzeci

- Czemu włazisz mi do domu, drzesz się, nie przywitawszy wcześniej?! - Nie zamierzałam być miła, skoro brodaty bęcwał pozwalał sobie na takie zachowanie.

- A co to za dziwaczna składnia, kluseczko? - Brodaty zwrócił się do mnie słowami, za które najchętniej wydepilowałabym mu oblicze bez znieczulenia. - Drzwi otwarte, więc wszedłem.

- Gdybyś był w Stanach Zjednoczonych, to za coś takiego odstrzelono by ci łeb tuż przy samej dupie – syknęłam wstając, obracając się ku brodatemu. - Albo się wytłumaczysz, coś jest za jeden i czemu wchodzisz do mojego domu, albo wynoś się pan w cholerę i oszczędź widoku swojej durnej, owłosionej facjaty! Bez urazy, Tadku - zwróciłam się do grzecznego gościa. - Twoja facjata jest zupełnie inaczej owłosiona. Lepiej.

Wiedziałam, że mnie ponosi i że mówię brednie, ale dawno już nie spotkałam się z tak obcesowym potraktowaniem mnie. W dodatku na własnym, poświadczonym notarialnie terenie! Były szef potrafił być wredny i upierdliwy, ale jego zachowanie zawsze było podszyte słabo skrywanym zafascynowaniem moją osobą. Tutaj widziałam pogardę pomieszaną z niechęcią. Jakkolwiek w pracy był pewien przymus tolerowania Jarka, tak teraz byłam u siebie i żaden kretyn nie miał prawa do włażenia ze swoimi humorkami na moje podwórko. Mogłam go wynieść na obuwiu, jeśli taką miałam ochotę, bo byłam u siebie. Poprawka, mogłabym przy pomocy Tadka, bo samodzielnie pewnie bym nawet nie przesunęła brodatego gbura ani o milimetr. Wyglądał, niczym spojona z podłożem skała. Wielki sztywniak. Gburowate, owłosione, składające się z samych mięśni i chamstwa stworzenie.

Przyglądałam się brodatemu, on przyglądał się mi. Z mniejszą już niechęcią w oczach, bardziej chyba zaintrygowany, może zaskoczony moim brakiem pokory i buńczucznością. Ciszę przerwał chichot dobiegający od stołu. To Tadek śmiał się z naszej wymiany zdań, choć nam samym nie było do śmiechu. Pałaliśmy w kierunkach wzajemnych lodowatym ogniem niechęci i pragnieniem zgładzenia siebie nawzajem.

- To może ja dokonam prezentacji, bo możesz się jej nie doczekać. - Szurnęło krzesło, Tadek wstał od stołu. - To jest Krystian, trener i właściciel szkoły surwiwalu. Dziś mamy dzień głodówki, więc powinienem był odmówić poczęstunku. - Tadek podszedł, z nonszalancją ujął moją dłoń, uniósł ją do ust. - Nie potrafiłbym jednak odmówić tak pięknej kobiecie i jestem zachwycony twoim talentem kulinarnym. To danie, to majstersztyk. Orgia smaku!

Dłuższą chwilę trwał z ustami przy wierzchu mojej dłoni, mi w efekcie po plecach przebiegł rozkoszny dreszcz. Może to przez brodę, którą muskał skórę, a może przez ciepły oddech. Tadek był miły, przystojny i o wiele normalniejszy, niż jego trener.

Cofnęłam rękę, schowałam ją za siebie. Zupełnie, jak dziecko, które chce ukryć zabawkę. W efekcie wzrok Krystiana przesunął się po moim ciele w dół, na dłużej zawisając na biuście. To było równie bezczelne, co… intrygujące?

Nic nie odpowiedziałam, a jedynie uśmiechnęłam się i zabrałam do sprzątania naczyń ze stołu. Nie zamierzałam poświęcać ani krztyny uwagi gburowatemu trenerowi, wolałam też nie ośmielać zbytnio Tadka. Licho wie, co sobie pomyśli i czy nie najdzie go myśl, by odwiedzić mnie którejś nocy na tym odludziu. Kurczę, nie przerażała mnie taka wizja.

- Dziękuję za odwiedziny i na zdrowie – rzuciłam krótko, po czym zaczęłam układać naczynia w zlewie. - Do widzenia.

W ostatnim momencie powstrzymałam odruch odkręcenia wody, cofając dłoń z kurka. Ależ by mieli widowisko, gdybym zaserwowała im widok rodem z konkursu na miss mokrego podkoszulka. Dotarło do mnie ciche pozdrowienie Tadka i głośne szuranie ciężkich buciorów. Gdy panowie opuścili już pomieszczenie, zerknęłam na podłogę.

- Gorsi, niż stado warchlaków – warknęłam pod nosem, sięgając po miotłę. - Muszę czym prędzej naprawić ogrodzenie! Ten punkt przesuwam niniejszym na sam szczyt listy rzeczy do zrobienia!

Dzień szybko zaczął chylić się ku końcowi. Ledwie udało mi się ogarnąć główną izbę, a już słońce schowało się za drzewami, a wilgoć wieczoru zaczęła wnikać przez otwarte drzwi werandy. Zamknęłam drzwi, pozamykałam okna. Bojler nagrzał sporo gorącej wody, dzięki czemu mogłam zaserwować sobie długi, rozkoszny prysznic. Tuż przed północą z kubkiem gorącej herbaty, paczką suszonych owoców i książką, wgramoliłam się do łóżka. Nie zdążyłam upić ani łyka naparu, nie mówiąc o otwarciu książki, czy odpakowaniu owoców. Sen wessał mnie w błyskawicznie i już po chwili spałam snem sprawiedliwego.

***

Kolejnych sześć dni upłynęło mi na robieniu porządków, przeglądaniu pamiątek po dziadku i dopilnowaniu naprawy ogrodzenia. Kran wymieniłam sama i ta prosta, choć zarezerwowana mężczyznom czynność, sprawiła mi ogromną radochę. Zasapałam się co prawda przy tym i spociłam, niczym mysz kościelna, ale giętka bestia ze mnie, więc i leżenie z głową w szafce nie jest mi straszne.

***

Tego dnia wstałam bardzo wcześnie z przeczuciem, że wydarzy się coś pozytywnego. Ot zwyczajne przeświadczenie, a może podświadome przyciąganie dobrych wydarzeń?

Nastawiłam sobie właśnie kawiarkę ciesząc się, że mogę zacząć dzień tuż po szóstej rano. Kawiarka bulgotała radośnie, jakby obwieszczała czekające mnie obowiązki. Zamierzałam pomyć okna, wyprać firany, bo wreszcie dowieziono nową pralkę. Nie do końca nową, bo kupiłam ją w komisie. Nie mam problemu z używaniem przechodzonych rzeczy tym bardziej, że zazwyczaj udaje mi się je upolować za bezcen. Chciałam też zrobić plany ogrodu i sadu, by umiejscowić w nich domki dla gości. To będzie moment, gdy ruszę z poważnymi inwestycjami, więc muszę przemyśleć wszystkie wydatki i stworzyć biznesplan, oraz kosztorys. I tutaj właśnie doceniłam doświadczenie wyniesione z firmy. Miało mi się przydać, pomóc na nowej drodze życia.

Z dwa dni wcześniej przywiezionej ogromnej lodówki wyjęłam twarożek uwarzony z mleka od sołtysinych krów. Z szafki wyciągnęłam opasły słój ze spadziowym miodem z przykościelnej pasieki, a z chlebownicy ciepły jeszcze bochen chleba. Zabierałam się do krojenia solidnej pajdy, gdy rozdźwięczał stary, metalowo tradycyjny dzwonek przy furtce. Odłożyłam nóż, zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam przed dom.

- Judyta! - Aż przetarłam oczy nie wierząc w to co widzę i kogo słyszę. - No otwórz że mi!

- Ela? - Czyżby to ona? Ale taka inna! Odmieniona. - To ty?

- No ja, kretynko!

- No tak, to ty. - Kręcąc głową odemknęłam skobel z zapadką, po czym przekręciłam klucz w zamku furtki. - Co to za zmiany? - Wskazałam utlenione na biało włosy, które z długich do ramion straciły również i na długości. Teraz była obcięta na zapałkę.

- No cóż. - Wzruszyła ramionami, rozglądając się z zaciekawieniem wokoło. - Nie tylko ty pragniesz zmian.

- Okej – odparłam ostrożnie. - Kawa i śniadanie? - Przepuściłam ją, zamykając na wszelki wypadek furtkę.

- A masz wystarczającą ilość cukru?

Musiałam przyznać, ze w nowej odsłonie wyglądała nowocześnie i wyjątkowo atrakcyjnie. Kiedyś szara, zgryźliwa myszka, czy raczej zgredek, a teraz odmieniona i…

- Zaraz, zaraz! - Podparłam się pod boki, wpatrując w jej biust. - Czy ty sobie zrobiłaś cycki?!

- Tak, zrobiłam! - Uniosła zadziornie brodę. - Nie tylko ty możesz mieć fajny biust. Zawsze chciałam mieć trochę więcej, niż tylko jajka sadzone.

- Ale jak to?! - Bezradnie wskazałam na miejsce, gdzie kiedyś faktycznie było płasko, a teraz całkiem wypukło. - Przecież myśmy się nie widziały ledwie kilka dni!

- I co z tego? - Wzruszyła ramionami. Zauważyłam, że robi to powoli, wyraźnie zważając na ruchy. - Marzyłam o tym od dawna. Zainspirowałaś mnie do zmian, więc poszłam po bandzie.

- Co jeszcze wymyśliłaś? - Weszłyśmy do chałupy. W izbie sięgnęłam po kubek, nalałam jej mocnej, gorącej kawy i przysunęłam cukierniczkę.

- No cóż… - Zaczęła wsypywać do czarnego naparu kolejne łyżeczki białego, słodkiego kryształu. - Chyba cię zaskoczę.

Pół godziny później wciąż siedziałam w niezmienionej pozycji, a oczy schły mi od wybałuszania ich na Elkę.

- Chcę postawić sprawę jasno! - Wyglądała na poważną, mi też nie było do śmiechu. - Jeśli jesteś w stanie zaryzykować, to chcę w twój pomysł zainwestować całą gotówkę, jaką uda mi się zgromadzić. Nie jest tego mało, bo mam oszczędności, kasę od rodziców i sprzedam mieszkanie.

- Chcesz się przeprowadzić na wieś? - wydusiłam w końcu z siebie. - Porzucisz miasto i pracę?

- Kochana, od dawna trzymałaś mnie tam tylko ty. Nie to, żebym była lesbijką! Jestem hetero. - Tak szczerej, a przede wszystkim otwartej Elki jeszcze nie widziałam. - Jeśli każesz mi spierdalać, to zrozumiem i się nie obrażę. Chciałabym jednak zamieszkać z dala od smrodu miasta i odpocząć od tych zadufanych w sobie korpo - dupków. Tam nie czeka mnie nic. Tutaj mogę z tobą zmienić świat.

- O kurwa – stęknęłam, widząc tak diametralną przemianę w przyjaciółce. - Na pewno nie każę ci spierdalać i powiem ci, że nawet nie marzyłam o tym, że będę mieć swoją najlepszą kumpelę obok. Jasne, że chcę z tobą zmieniać świat!

Ja pociągnęłam nosem, czując zbierające się ze wzruszenia łzy. Elka pokiwała z aprobatą głową, po czym wstała i sięgnęła po torebkę.

- To potwierdzę firmie przeprowadzkowej, że mogą być za godzinę. - Wyciągnęła telefon, wybrała numer, przystawiła aparat do ucha. - Gdybyś mi kazała spierdalać, to miałabym niezły problem – zaśmiała się, po czym docisnęła dłoń do brzucha. - Kurwa, nie mogę się śmiać, bo mnie wszystko kurewsko boli. Piękno sprawia, że cierpisz. Takie życie. Coś za coś. Tak, tak, to ja – zmieniła ton głosu na pogodny. - Proszę przyjeżdżać pod wskazany adres. Poczęstujesz mnie swoim chlebem? - Wskazała brodą leżący na blacie kuchennym bochen. - Trochę zgłupiałam, co do kogo mówi. - Tylko nie żałuj masła, ani miodu. Wiesz jak kocham słodkie.

Zaczęłam się śmiać i nie potrafiłam przestać nawet wtedy, gdy bolał mnie już brzuch, posikałam się odrobinę i posmarkałam całkiem porządnie. Mogłam być pewna, że z Elką nie będę się nudzić i na pewno nie dopadnie mnie samotność. Tak właściwie to nabrałam pewności, że mogę z nią zmienić cały świat, który nagle nabrał żywszych kolorów.

Decyzja o przeprowadzce na wieś była zdecydowanie świetnym pomysłem i nie wydawało mi się, bym miała go żałować. Może i nie miałam męża, czy dzieci, ale właśnie stworzyłam namiastkę rodziny. Czas pokaże, czy będzie to miłość na wieki wieków amen. Oby tak. Z tą babą mogłam konie kraść!

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Judyta
    | Odpowiedz

    “Na pewno nie karzę ci spierdalać” – każę (kazać)
    “Czas pokarze, czy będzie to miłość na wieki wieków amen” – pokaże (pokazać)

    Usuńcie potem komentarz 😉

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Dżizas, ja to mam z tą ortografią 🙁

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    To opowiadanie zdecydowanie przypadnie mi do gustu już ze względu na sam charakter Judyty i jej język😉 Tadek jest milszy w obyciu, ale coś mi mówi, że być może Krystian nie pozwoli mu zbliżyć się za bardzo do naszej kucharki☺

  3. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Buc z tego Krystiana wyjątkowy – ciekawe, czy to poza, czy po prostu jest chamidłem. “Drzwi otwarte, więc wszedłem” – dobre sobie! A zapraszał cię ktoś, gburku? Panu trenerowi o “durnej, owłosionej facjacie” przydałoby się solidne szkolenie z podstaw dobrego wychowania. Wsparcie w osobie Eli bardzo się Judycie przyda, bo jest pewne, że to nie była ostatnia wizyta sąsiedzka. Bardzo jestem ciekawa, jak też się znajomości rozwiną i czy któryś z twardzieli zapała uczuciem do Eli. Zapałanie do Judyty wydaje się oczywiste, aczkolwiek wszystko się zdarzyć może i 100% pewności nie ma.

  4. Kornelia
    | Odpowiedz

    gdzie Kuchta? kolejna część?

Napisz nam też coś :-)