Kuchta (VI)

with 22 komentarze

Kuchta - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoru

No to Kochani, wszystkiego Najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia 😀
Żeby miłość otaczała Was przez kolejny rok, a Wasze marzenia niech się spełniają masowo 🙂
Pod rozdziałem niespodzianka 😉
Całusy :-*


Rozdział 6

Bezruch oszołomienia trwał dłuższą chwilę, po której zaczęło mną targać, ale tak od środka. Chociaż poprawka, to nie był bezruch, bo w moim wnętrzu szalał huragan! Podniecenie targało mną i byłam o krok od zarzucenia Krystianowi ramion na szyję, albo zdarcia z niego obcisłej koszulki.

No ale jak to tak?!

Ja idąca na całość?

Nigdy w życiu!

Nie z tym człowiekiem, jakby przystojny nie był. Nie z facetem, który tytułuje mnie per Kluseczka! Tym bardziej, że ma mnie za łatwą i przystępną!

Złość pomogła mi odzyskać rozsądek, ale też świadomie się podburzałam. Celowo szukałam argumentów na to, by nie paść tu i teraz, na ciepłą od promieni słonecznych i pachnącą trawę i nie tarzać się z osiłkiem, którego przyrodzenie coraz wyraźniej czułam na brzuchu. W końcu nie jestem jakąś pierwszą lepszą, której wystarczy wetknąć w usta język, żeby rozłożyła kolana z okrzykiem: „Bierz mnie i demoluj!”

Nie wyrywałam się, bo wiedziałam, że tylko pogorszę sprawę. Kto wie, czy nie rozochociłoby to tylko Krystiana. Wiedziałam, co zadziała lepiej. Skuteczniejsza będzie obojętność.

Zamarłam, zmuszając się do zaprzestania oddawania pocałunków. Nie było to łatwe, ale ja nigdy nie szłam na łatwiznę i byłam przyzwyczajona do wyzwań. Przez chwilę Krystian napierał na mnie ustami, przygniatał mnie do stalowych muskułów i wzwodu, który kusił i był bardzo obiecujący. Po kilkunastu sekundach oderwał się ode mnie i ze zdziwieniem zajrzał w oczy. Nie zamierzałam tłumaczyć się, tym bardziej przepraszać. Jego zdziwienie podjudziło mnie dodatkowo, bo ewidentnie oczekiwał mojej kapitulacji. Niedoczekanie gagatka!

- Takie podziękowania nie są w moim stylu – mówiłam cicho, ale to dla tego, że obawiałam się, że zacznie mi drżeć głos, gdy podniosę go bardziej. - Rozumiem, że bierzesz mnie za wygłodzone dziewczę z miasta. Nie jestem taka.

Krystian wypuścił mnie z objęć, cofnął się o krok.

- Chcesz podziękowania za korzystanie z twoich włości, to zapraszam cię na coś, co wychodzi mi najlepiej. - Postąpiłam krok w tył, lekko się zachwiałam.

- Co masz na myśli? – zapytał nieufnie, wietrząc podstęp.

Głos miał schrypnięty. To pewnie z podniecenia. Z ledwością powstrzymałam wzrok przed sprawdzeniem stanu, w jakim był poniżej pasa.

- Świetnie gotuję. – Podparłam się pod boki. Odzyskiwałam rezon. - I umiem gotować lekkostrawne i dietetyczne dania – dodałam, widząc powątpiewanie w jego oczach. - Zamierzam zajmować się tym zawodowo. Po to przeprowadziłam się na wieś i remontuję chałupę i posiadłość. Będę karmiła ludzi.

- Świetnie. - Zaplótł ramiona pod muskularną piersią. - Jeśli się wykażesz, to dam ci pierwsze zlecenie.

- Jakie? - Teraz to ja obawiałam się jego odpowiedzi.

- Karmienie kilkunastu chłopa trzy razy dziennie. - Przyglądał mi się zmrużonymi oczami. Jak wąż myszkę, na którą poluje. - Mam dosyć gospody, w której stołuję swoich obozowiczów. Drogo i nudno. Jeszcze tydzień takiego karmienia, a zaczną mi uciekać do miasta, żeby podeżreć coś innego. Zainteresowana? Dasz radę w tej swojej kuchni?

W tej swojej kuchni”?! A co jej dolega? To nie sprzęty decydują o udanej potrawie, a człowiek. Gdzieś ty się człowieku stołował?!

- Zgoda. - Odparłam, odwzorowując jego postawę, zaplatając ramiona pod piersiami.

W efekcie wzrok Krystiana spoczął na moim popiersiu i na nim pozostał.

- Mężczyźni! - sapnęłam, wymijając go, kierując się do swoich włości.

- Zaczekaj! - zawołał za mną. I dobrze, bo poczułabym się rozczarowana.

- Co? - Obróciłam się na pięcie.

- Zapomniałaś o jednym bucie. - Uniósł moją tenisówkę. - No i może odprowadzę cię do domu i powiem trochę o diecie moich chłopaków?

- Dobra. - Wyszarpnęłam but, pochyliłam się, by go założyć na stopę.

Skubaniec oczywiście stał blisko i jeszcze się przysunął, a jego owłosione łydki przyciągały wzrok. Facet ewidentnie lubił naruszać moją strefę prywatną, czy jak to tam się nazywa.

Wyprostowałam się, odetchnęłam głęboko, by się uspokoić i żwawym krokiem powędrowałam do domu. Krystian szedł obok.

- Dwunastu chłopa z zapędami do tycia – mówił, a ja miałam problem ze skupieniem się na jego słowach. Co chwila ocierał się o mnie przedramieniem, ja zastanawiałam się, czy robi to celowo. - Potrzebują dużo białka i warzyw, mało tłuszczu. Musisz gotować chudo, może coś na parze. Warzywa dobrze, by były surowe, sosy niech będą...

- Słuchaj no! - Stanęłam w miejscu przerywając kulinarny wywód i podparłam się pod boki. - Jestem dużą dziewczyną, co nie znaczy, że odżywiam się wyłącznie cholesterolem! Niektóre kobiety tak mają. Nie objadają się, a mimo to nie są w rozmiarze xs!

- Nie złość się, kluseczko. - Uniósł ramiona w geście poddania, ale widziałam, że świetnie się bawi całą sytuacją. - Ja chciałem tylko pomóc.

- Nie ucz kucharki gotować – warknęłam, ruszając. - Pichcenie to moje hobby i pasja. Nie znam osoby, której nie smakowałoby moje jedzenie.

- Byle nie było tuczące.

Zignorowałam ostatnie zdanie, bo facet ewidentnie mnie podjudzał. Szlam, prawie biegnąc. Na Krystianie moje tempo nie robiło wrażenia. Maszerował, gdy ja tymczasem regularnie potykałam się o wystające z podłoża korzenie drzew. Oczywiście podtrzymywał mnie wtedy, jakby chciał utrzymać regularny kontakt fizyczny. Cholernik jeden! Podobał mi się ten dotyk i włoski przedramienia ocierające się wtedy o moje przedramię. No i szorstka skóra dłoni. Taka, jaką powinien mieć facet. Porównałam to z gładkością dłoni Jarka, gdy podczas jednej z imprez integracyjnych, na których wypił może wódki, próbował zbadać kształt moich piersi. Zdecydowanie wolałam dotyk Krystiana.

- Dziękuję za odprowadzenie. - Jakoś musiałam się go pozbyć.

Byłam w hardym nastroju i zamierzałam to wykorzystać. Pójdę do Elki i ustalę zasady współżycia. Koniec z głośnym łupczeniem się w moim domu. Nie zniosę więcej odgłosów seksu tym bardziej, że sama mam takie braki. Albo przyjmie warunki, albo wróci do dawnego życia, do miasta. Ja bez niej dam sobie radę. Ona natomiast będzie miała ciężko. Wiedziałam, co postanowi.

- Nie ma za co. - Krystian przerwał tok moich galopujących myśli. - Może zaprosisz mnie na herbatę?

No proszę! Ktoś tu chciał się wprosić do domu. Zamierzałam jakoś grzecznie odmówić, ale wzrok mój przykuła postać stojąca przy schodach prowadzących na ganek. To był stary Edek, jak nazywał go jeszcze dziadek. Stał zapatrzony w zamknięte drzwi chałupy, z której dobiegały odgłosy dzikiego seksu. Pod pachą trzymał jakieś niewielkie, wierzgające stworzenie.

- Dzień dobry! - krzyknęłam z daleka, starając się przekrzyczeć jęki Elki. - Co pana sprowadza?

- Ano kure żem przyniós – zreflektował się szybko. - Pomyślał żem, że miastowe pewnie nie majo świeżego mięsa.

- Ano nie majo. - Weszłam w klimaty wiejskiej gadki. - A bedo potrzebować jej dużo.

- To ja z chęcio sprzedom. - Wyszczerzył twarz w wyszczerbionym uśmiechu.

- Ale nie żywe, ino ubite. - Skrzywiłam się patrząc na trzepoczący pod pachą drób.

- A to nie problem. - Sięgnął do kieszeni, wyciągnął kozik, otworzył go. - Zaroz będzie ubito.

Złapał kurę za łeb i przeciągnął zakrzywionym ostrzem po szyi kuraka. Ten skrzeknął, wierzgnął i pofrunął łukiem w górę, po czym upadł pod drzewo, gdzie trzepotał nadal. Edek splunął, po czym rzucił mi coś pod nogi. To był kurzy łeb. Zrobiło mi się niedobrze. Cofnęłam się w tył, wpadłam na Krystiana. Odruchowo złapał mnie, obejmując ramionami.

- To pan przyniesie jeszcze pięć – zaśmiał się, wykorzystując sytuację, wpasowując się biodrami w moją pupę. - Pomogę ci patroszyć ptactwo. Co kluseczko?

- Jak ja ci przyfanzolę zaraz za tą kluseczkę, to mnie popamiętasz! - Wyrwałam się z jego objęć, ruszyłam w stronę ganka. - Eeeeelkaaa! - Wydarłam się, otwierając z impetem drzwi. - Mamy do pogadania! - krzyczałam, wściekła jak osa. - Zejdź mi tu w te pędy, albo zaraz dostanę apopleksji i przyjdę do ciebie na górę! Uwierz, nie chcesz tego!

Trzy minuty później rozczochrana Ela, odziana jedynie w zwiewny, kwiecisty i ewidentnie przykrótki peniuar, zeszła na parter. Stary Edek oczywiście nie poszedł sobie, podobnie jak Krystian. Pierwszy przyglądał się z nieukrywanym zaciekawieniem Eli, drugi nie spuszczał wzroku ze mnie.

- Laska, mamy do pogadania – warknęłam, choć miałam ochotę na nią krzyczeć. - I albo dojdziemy do porozumienia, albo dzisiaj się rozstaniemy. Rozumiemy się?

- Jasne – stęknęła cicho Ela.

Głupia nie była i domyślała się, czego dotyczyć będzie rozmowa.

***

Wieczorem siedziałam na ganku i trawiłam wydarzenia tego dnia. Krystian okazał się być o wiele przychylniej do mnie nastawiony, niż wskazywało na to jego wcześniejsze zachowanie. W sumie ciekawe, z czego to wynikało. Na początku wrednie nieprzyjemny, a teraz co? Daje mi pracę, więc i zapewni przypływ gotówki. I dobrze, rodzice się ucieszą. Ledwie przyjechałam, nie zabrałam się porządnie za prace remontowe, a już pierwszy klient?

Głowę bombardowały mi myśli, że muszę pomyśleć o założeniu działalności gospodarczej, że muszę to wszystko jakoś poukładać, żeby nie działać na wariata. I znowu myśl, że może i w tej sprawie pomoże mi nowo zawiązana znajomość z Krystianem.

Ta ostatnia podniosła mnie trochę na duchu, bo skradający się wieczorny mrok sprzyjał ponurym myślom. Nie będę się zamartwiać, bo po co? Miesiąc temu pracowałam w mieście, z szefem kretynem. Ela była brunetką, a teraz jest cycatą blondyną z facetem u boku. Nie widziałam sensu w planowaniu dalej, niż tydzień na przód. Teraz musiałam zaplanować gotowanie dla trzynastu chłopa tak, by Krystian chciał się stołować na stałe. Później pomyślę o domkach dla gości i całej reszcie.

Sapnęłam, dźwignęłam się i podreptałam do domu. Pora spać, bo następny dzień zapowiadał się konkretnie. Zaczynałam chodzić spać z kurami i wstawać wcześniej, niż one.

- Same zmiany – westchnęłam, ubijając upijającą mnie komarzycę.

Na ramieniu została mi czerwona kropka. Jeden owad mniej.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Brawo Judyta!!! Tak trzymaj. Pogoń towarzystwo co nieco, bo inaczej na głowę Ci wejdą. Bardzo się cieszę, że Judyta nie wymiękła przy Krystianie i ustawiła Elkę do pionu. Przyjaźń obowiązuje w obydwie strony. Edek i kura – scenka miodzio:) Mocno ciekawa jestem jak patroszenie ptactwa będzie Krystianowi wychodzić… czy on wie, że trzeba kuraka osmalić nad ogniem? Jeśli przy patroszeniu będzie fantazjował w temacie Judyty i jej krągłości, to ja współczuję kurczakom:) A tak w ogóle, to Krystian chyba ma problem – uległ stereotypom, wsadził Judytę w ramki, a tymczasem ona wszelkim “ramkom” się wymyka, stereotypy ma w głębokim poważaniu…a Krystian wymyka się samemu sobie i na skrzydłach gna do Judyty:)

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      No i patrz, zaś sie czegoś muszę uczyć 🙂
      Dobrze, że mam kogo pytać o takie sprawy 🙂 Kobiety starsze, bardziej doświadczone, które nie jednego karpia ubiły i królika wypatroszyły 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Że starsza, to tak, ale z tym doświadczeniem w kwestii ubijania i patroszenia, to już nie za bardzo:) W wieku dziecięcym wielokrotnie brałam czynny udział w skubaniu i patroszeniu drobiu, ale obawiam się, że teraz miałabym z tym problem. Nie, żebym się nagle zaczęła brzydzić, ale musiałabym pokopać w pamięci, żeby sprawnie i zgrabnie kuraka sprawić. Czyżby w Twej gastronomicznej karierze nigdy nie trafił Ci się żywy drób, łypiący na Ciebie okiem? 🙂

      • Mikakamaka
        |

        Tony, ja widziałam taśmowe oprawianie na wsi. Gospodyni podawała kolejne kury, a gospodarz “jechał” sierpem po gardłach, aż po całym obejściu latały tylko bezgłowe kury (w sensie prób fruwania). A łby na trawnik obok. Tu kot podbiegł i taki łeb brał, to pies 🙂 Nie wiem, czy gospodyni coś z tych łbów jeszcze robiła.

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Powiem, że chyba dobrze, że nie doszło między nimi do stosunku już teraz . Nie chyba, a na pewno. Wiele romansów przeczytałam i muszę przyznać , że te, gdzie para szybko idzie ze sobą do łóżka, w większości później nie trzyma już żadnego napięcia. Choć dużo zależy od przebiegu dalszej akcji. Akcja z kurą przypomniała mi o odruchu wymiotnym. Mieszkam na wsi, więc świadkiem takich rzeczy byłam niejednokrotnie . W życiu nie wypatroszyłabym kury, kaczki, czy pieron wie czego!!!
    Współpraca zapowiada się obiecująco, dlatego czekam na efekty.

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Ale tak samo jest w życiu. Szybka konsumpcja nie pozostawia miejsca wyobraźni i rozpaleniu się emocji, a przecież seks rodzi się w głowie 🙂

  3. O
    Olka
    | Odpowiedz

    I seksu nie było… 🙁

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Co za szybko, to mało ogniście.
      Za czekanie lepsze… 😉

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ale jak juz bedzie to cie z majtek wyrwie! ???

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    Myślałam, ze nie mam problemów z patroszeniem czy skubaniem piór, tudzież opalaniem. Od kilku lat mam niestety tylko styczność z miesem wyporcjowanym. Ostatnio Wybralam piękna kurkę. Taka kuleczka hermetycznie zapakowana jak piłka. W domu otwieram i jak mnie ten dziób odskoczył, jak mnie te pazury mygnęły przed oczami to wrzucilam kure do lodowki i poszlam po pizze na obiad.

    Masakra jakaś.
    Nie dziwie sie Judycie, że miala odruch wymiotny. Dobrze, że bohater przyszedl z pomocą. Krystianek taki “kaloryczny”, że się biedna Kobieta bała, ze jej w tylek pójdzie????

    No bomba. Uwielbiam to opowiadanie.

  5. A
    Aga
    | Odpowiedz

    Hej ? kiedy kolejna część Kuchty? Świetne jest to opowiadanie!

  6. G
    Gibka
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część 🙂

  7. O
    Ola
    | Odpowiedz

    Już ponad miesiąc przerwy 🙁

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy nowa część

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Chcemy kuchty i to odpowiednio długi kawałek

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    Proszę, proszę ? Dodaj kolejny rozdział ?? Proszę ???

  11. Anonim
    | Odpowiedz

    no właśnie kiedy w końcu będę mogła zjeść pana zarośniętego?

  12. L
    Lena
    | Odpowiedz

    Ku-chta – Ku-chta – Ku-chta! Szybciutko… Bo inaczej będzie strajk generalny 😉
    PS. Mikuś, zlituj się plisss 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Przekażę, żeby nie przeoczyła 😉

  13. R
    Robin
    | Odpowiedz

    No…. pleaseeeee!

  14. Anonim
    | Odpowiedz

    prosimyyyyyyyyyyyyy litosciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii kuchty chcemy prosimy prosimy

Napisz nam też coś :-)