Kuchta (VII)

with 12 komentarzy

Rozdział 7

Kuchta - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoru

Wiem, długa przerwa była, ale nie próżnowałam.
Dowód pod spodem. Dowód i zaproszenie.
Mam nadzieję, że na coś Ci się to przyda 🙂
ps. postaram się nie robić już takich przerw


Po kolejnym wieczorze, gdy to poszłam spać bardzo późno, bo aż po dwudziestej drugiej, szarość poranka przywitała mnie o piątej. Byłam zmęczona, niewyspana, ale też podekscytowana zmianami, przed którymi stanęłam. Szybkie opryskanie twarzy lodowatą wodą pompowaną wprost ze studni, naciągnięte na tyłek legginsy, luźna koszulka napisem „Go girl!” i byłam gotowa do rozpoczęcia obowiązków.

W kuchni nasypałam kawę do czajnika, nastawiłam ulubiony imbryczek. Przez głowę przemknęła mi myśl, że tutaj na wsi mam o niebo bardziej intensywne i wypełnione obowiązkami życie. O dziwo czarne myśli czasami tylko zaglądały mi do głowy, ale może to dlatego, że zwyczajnie nie miałam czasu na luźne myślenie, a wyłącznie na planowanie i oczywiście działanie.

Potrzebne będą jeszcze ze dwie chlebownice – mruczałam pod nosem planując spore zakupy żywnościowe i nie tylko. – Naczyń też by się trochę przydało. – Sięgnęłam po notes i zaczęłam spisywać najbliższe zakupy. – I jeszcze sztućce…

I wtedy dotarło do mnie, że nigdy nie gotowałam dla tylu osób. Impreza rodzinna jedna, albo dwie i to tyle. Posiłki planowałam dla maksymalnie pięciu osób.

Teraz nie dość że miało to być trzynastu chłopa, to jeszcze pełna regularność, zaopatrzenie i ścisłe planowanie. W dodatku według zasad, by spełnić założenia dietetyczne.

Czy ja się aby nie porwałam z motyką na słońce? – Wyjęłam ciepły jeszcze bochenek z maszyny do wypieku chleba. – Przecież jestem do tego sama.

Z Eli nie było zbytniego pożytku. Miałam oczywiście nadzieję, że gdy skończy się rekonwalescencja po operacji plastycznej, to i ona udzieli się w zwykłych, fizycznych pracach. Na razie nie musiała sprzątać i dźwigać i chociaż ziemniaki mogła obierać.

Karmienie armii Krystiana miałam zacząć w południe. Tak się umówiliśmy dnia poprzedniego, gdy to zobowiązał się wypatroszyć kurczaki. Nie zamierzałam tego robić osobiście, choć dopuszczałam myśl, że może kiedyś przywyknę do i tak makabrycznych zadań.

Nie mogłam też narzekać, bo oto zupełny przypadek przyspieszył realizację moich planów. Przecież miałam gościć ludzi i karmić ich przy okazji. Punkt pierwszy pominął się sam, zostało żywienie zbiorowe.

Siedziałam na werandzie z kubkiem kawy i kartką, na której spisywałam potrzebne warzywa i inne produkty, gdy do moich uszu dobiegło skrzypnięcie furtki. Wyprostowałam się, na prędce poprawiłam włosy pewna, że to Krystian przyszedł mnie odwiedzić. Ciągnie go do mnie i musiałam przyznać, że i mnie cieszyły te jego ciągoty.

Dzień dobry.

To była kobieta. Szczupła, a wręcz chuda, w wieku około czterdziestu lat. Przed sobą pchała wózek dziecięcy, w którym miejsce gondoli dla dziecka zajmował plastikowy pojemnik. Z pojemnika wystawały kurze nogi i zwisały zwiędnięte kurze łby.

Odłożyłam listę zakupów na schody werandy ciesząc się, że nie zjadłam jeszcze niczego na śniadanie. Widząc skrzynkę z kurzymi trupami poczułam mdłości i nim odpowiedziałam na powitanie kobiety, wpierw czknęłam donośnie.

Dzień dobry – odpowiedziałam słabo. – Pani od pana Edka?

No właśnie. – Przytaknęła, po czym jednym szarpnięciem podniosła skrzynkę z metalowego stelaża na kółkach. – Gdzie dać kury? Podeszła do mnie, ja starałam się nie patrzeć na zawartość skrzynki. – Będzie pani liczyła?

Nie, nie. – Aż się cofnęłam przerażona myślą, że miałabym przerzucać te opierzone truchła. – Tam do ziemianki. – Wskazałam drzwi prowadzące do piwniczki pod stodołą opodal.

No to pani otworzy drzwi, ja zaniosę.

Byłam jej wdzięczna i widziałam, że doskonale zdaje sobie sprawę z mojego stanu „przedwymiotnego”.

Dobrze utrzymana. – Rozglądała się po pomieszczeniu, którego jedynym oświetleniem była łysa żarówka zwisająca pod sklepieniem. – Widać, że dziadek znał się na budowaniu.

Dziadek znał się na wszystkim – westchnęłam z rozrzewnieniem. – Proszę postawić tam na skrzyni i zapraszam na kawę.

Chwilę później siedziałyśmy na schodach werandy. Kątem oka przyglądałam się kobiecie. Była bardzo drobna, wręcz chuda, ale nie można jej było odmówić krzepy.

Się pani nie krępuje i pyta. – Obróciła do mnie uśmiechniętą twarz.

Ale o co mam pytać? – Spojrzałam na nią zdumiona.

No jak to o co? – Upiła łyk kawy. – O podbite oko.

Dopiero teraz zauważyłam żółkniejący już siniak na policzku i pod okiem.

Nie zauważyłam. – Pochyliłam się ku niej zastanawiając się, ile tak naprawdę ma lat.

Gładka cera sugerowała jedno, chudość i przygarbione plecy drugie.

To Zdzisiek, mój stary – westchnęła, uśmiech na twarzy zgasł, zapatrzyła się w dal. – Głupi chłop mi się trafił. Cóż, takie życie. Dobrze, że chociaż dzieci się nie urodziły, bo by tylko źle na świecie miały.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć na to wyznanie. Że mi przykro? I co z tego? W czym jej to pomoże?

Może poradziłaby pani, gdzie kupić te rzeczy. – Podetknęłam jej listę zakupów, skutecznie zmieniając temat.

Na targowisku najlepiej. – Zmarszczyła brwi, podrapała się po nosie. – Ale to trzeba teraz jechać, bo później będzie mało co do wyboru. Dużo tego jedzenia! – Uniosła brwi, kręcąc głową. – Jak na dziesięciu chłopa!

Na trzynastu – poprawiłam ją. – A może pomogłaby pani w zakupach?

Ciekawiła mnie ta kobieta, a i przyszła mi do głowy myśl, że przydałaby się taka pomoc do gotowania.

Najpierw spojrzała na mnie nieufnie, zacisnęła usta w wąską linię, jakby obawiała się nieszczerych zamiarów.

Zapłacę za pomoc. – Nagle zaczęło mi zależeć na pomocy nowo poznanej. – Mam karmić podopiecznych pana Krystiana, który trenuje miastowych i obawiam się, że mogę nie dać rady sama ze wszystkimi obowiązkami. Chcę tu zamieszkać na stałe i wyremontować chałupę. Mam duże plany i nikogo do pomocy. Chętnie zatrudnię panią na próbę. Co pani na to?

Poskutkowało.

Anka jestem. – Odstawiła kubek na schodek, wyciągnęła do mnie rękę i gdy podałam swoją uścisnęła ją tak, jakby w tej drobnej dłoni miała imadło. – No to zbierajmy się.

Tylko pójdę po kluczyki do auta. – Szybka w działaniu była, ale to dobrze. Elka na razie była bezużyteczna, więc może ona będzie pomocna.

Pół godziny później parkowałyśmy przy targowisku. Ledwie weszłam między stargany, opadło mnie trzech starszych mężczyzn i dwie przekupki. Jeden przez drugiego proponowali warzywa, jaja i mleko. Ktoś mnie dotknął, a mi przez głowę przemknęła myśl o kieszonkowcach.

Ta pani jest ze mną! – Az podskoczyłam, słysząc donośny głos za plecami. – Wiemy czego nam trzeba. Damy sobie radę.

To była Anka. Mała, chuda, z głosem jak dzwon i dłońmi niczym imadła. Intrygowała mnie coraz bardziej. Wzięła mnie pod ramię i poprowadziła w głąb targowiska.

Trzeba uważać, bo można portfel stracić – mruknęła w moją stronę. – Jak kupować, to ino u sprawdzonych gospodarzy. Dzień dobry pani Krystyno! – Znów podskoczyłam słysząc okrzyk Ani. – My do pani po warzywa. Dużo warzyw.

Gospodyni rozbłysnęły oczy. Wyczuła dobrego klienta. Odwzajemniłam uśmiech, ale ten po sekundzie zgasł. Opodal nas, wpatrzony we mnie stał buc Jarek. Anka trajkotała, mówiąc coś do kobiety, ta starała się zwrócić moją uwagę, a ja zastanawiałam się, co tu do cholery robi mój były szef! Kobiety zajęły się sobą, nakładając skrzynki z produktami na niewielki wózek, ja starałam się im pomóc, ale szło mi bardzo nieporadnie. To skrzynka wyśliznęła mi się spomiędzy palców i tylko szybka reakcja sprzedawczyni uchroniła warzywa przed rozsypaniem się. To pojemnik z kapustą prawie położyłam na pomidory, co uczyniłoby z nich miękką czerwoną pulpę.

Ja się tym zajmę. – Ania stanowczo odsunęła mnie od pożyczonego przez gospodynię wózka.

Jak miło cię widzieć. – Znajomy tembr głosu zabrzmiał tuż za mną. – Właśnie zastanawiałem się, jak cię znajdę na tej wiosze.

A po co mnie szukałeś? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – I co tutaj robisz?

Czułam, że ciemne chmury zbierają mi się nad głową. Miasto i przeszłość doganiała mnie i postanowiła o sobie przypomnieć. Przecież to ten facet obrzydził mi pracę i przyspieszył sprzedaż mieszkania i przeprowadzkę.

Odpowiesz mi wreszcie? – syczałam, choć najchętniej wykrzyczałabym, żeby cofnął czas i wymazał się z mojego życia raz na zawsze.

Zszokowało mnie, jak wielką niechęć czułam do tego zapatrzonego w siebie dupka. Napastowanie w pracy to jedno, ale teraz to zakrawało na stalking!

Zrozumiałem, że w mieście nie ma już nic, co by mnie tam trzymało. – Zmrużył oczy, mówił bardzo cicho. – Rozważam pójście w twoje ślady i przeprowadzkę na wieś. Na próbę wynajmę tu pokój. Polecisz mi coś? A może wynajmiesz?

Chyba cię do reszty pojebało – warknęłam, pochylając się ku niemu. – Wynajmij i cały dom, byle jak najdalej ode mnie! Żebym cię nie musiała oglądać!

Odwróciłam się i prawie pędem pomaszerowałam do auta. Zostawiłam Ankę, ale zbytnio wzburzył mnie widok teko palanta. Zapomniałam już, że był taki przystojny. Właściwie to wstrząsnął mną natłok odczuć, które miotały moim wnętrzem.

Z dłońmi na kierownicy czekałam na powrót Anki. Nie rozglądałam się z obawy, że poszedł za mną i teraz obserwuje reakcje.

No dobrze, zareagowałam głupio, ale nie rozumiałam radości, która wykiełkowała mi w piersi, przyspieszając bicie serca.

Wygłodniała głupia cipa ze mnie i tyle – mruknęłam zaciskając palce na kierownicy.

Aoto co wyniknęło z tego opowiadania

Zatęskniło mi się za większym gotowaniem i zachciało mi się puścić to gotowanie w obieg.

Teraz chcę się tym z Tobą podzielić 🙂

 

WYZWANIE RUSZA JUTRO (środa 20 marca 2019)
dołączysz?

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Ja już czerpię z gastrofilka.pl i gorąco polecam!
    Co do Kuchty:
    W KOŃCU!
    Nie mogłam się doczekać. :*

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Po takiej długiej nieobecności spodziewałam się czegoś WOW! Ale ten rozdział jest strasznie słaby 🙁

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Jest obyczajowy 🙂 I taki życiowy. Nie spieszy mi się z rozwojem akcji. Za zbytnie przyspieszanie nie raz już dostałam ochrzan 😉

      • Jo Winchester
        |

        Pisz tak, jak Tobie to pasuje 🙂 Warto słuchać uwag czytelników, ale to nam, autorom, musi się przede wszystkim podobać 🙂 Ja już się tego nauczyłam, mam nadzieję. Ty to umiesz i widać to 🙂 To nie sztuka rozwalić akcję na kilka rozdziałów. Czasami trzeba wszystko uspokoić, rozleniwić, by później przyatakować 🙂
        Mika, realizuj co tylko sobie zamarzysz 🙂 Mi się rozdział podobał :)))

  3. Mikakamaka
    | Odpowiedz

    Jo – dzięki 🙂
    Kuchta jest czymś wyjątkowym, bo otworzyła mi gotowanie w głowie do tego stopnia, że wyszła z tego osobna strona internetowa 🙂
    Przyznam, że w tej części “Kuchta” miało być o sushi, bo chciałam tym samym zaprosić do wyzwania, które właśnie (za godzinę) zaczynam, ale Wiesz, jak to jest z planami. Ja sobie, a treść poszła, gdzie chciała i dobrze 🙂

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Doczekałam sie i ja 😊 w sumie moze i taki rozleniwiony ten rozdział ale mi sie podoba … lubię szykować sobie w głowie tła opowieści, akurat dzięki temu fragmentowi mi sie to udało…niesamowicie kojarzy mi sie to miejsce zamieszkania Judyty z opuszczonym juz niestety domostwem nie daleko mojej babci na wsi … spędzałam tam z przyjaciółmi całe wakacje. Zapewne ta Piwniczna tak mi sie skojarzyła 😅 czuje ze „kuchta” bedzie mi niesamowicie teraz bliska.
    Widzisz co narobiłas Mikamaka? Miał byc Krystian brutal i pomysły na obiadki, a mi sie w głowie o 360 stopni obraz przestawił 😂

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Och Asia!
      Wspomnienie takiej piwniczki pielęgnuję w pamięci i na Mazurach widziałam najpiękniejszą. Pamiętam chłód mimo, że na dworze był upał i ten specyficzny zapach…
      Ech, rozmarzyłam się 🙂

  5. Anonim
    | Odpowiedz

    Trochę powiało nudą ale fajnie, że jest kolejny rozdział 🙂

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Głowę popiołem posypać:) A potem otrzepać i pocałować spracowane czoło:) Stęskniłam się:)
    Przerwa była tak długa, że uznałam za słuszne odświeżenie pamięci i przeczytałam opowiadanie od początku, żeby wejść w świat Judyty z pełnym zrozumieniem:) Ha! Jarek! Aleś wyrósł – chciałoby się odruchowo zakrzyknąć ( serial “Dom” osiadł w mej pamięci na mur), ale wątpię, by przy Krystianie ktoś mógł wyglądać na wyrośniętego… no chyba, że King-Kong:) Jarka, to ja się już w ogóle w tej historii nie spodziewałam (myślę, że Judyta również i nie wiem, która z nas jest bardziej zaskoczona:)) – szacun za pomysł. I już rączki zacieram na samą myśl o spotkaniu Jarka z Krystianem, któremu zdaje się, że Judytę ma już zaklepaną i lada dzień ją posiądzie… “Już był w ogródku, już witał się z gąską”… lepiej niech uważa pod nogi. Tym bardziej, że odczucia Judyty są mocno zmieszane, czym sama jest mocno wstrząśnięta:) Oj, podziało się i zanosi się na niezłe manewry wokół Judyty. A! Zapomniałabym o Ance – no, miodzio postać – tylko dlaczego Zdziskowi nie przypie****i? Bo mąż świętym sakramentem zaślubiony? To tym bardziej powinna mu przypie****ić. I zostawić bydlaka. Elkę lubiłam, ale teraz wnerwia mnie koncertowo – duży biust zaszkodził jej na umysł, czy co? I dziwić się facetom, że głupieją przy cyckach:) Super część – i Anka, i Jarek… i dreszczyk emocji “co dalej, co dalej”, i co zrobi Krystian widząc gościa kręcącego się przy Judycie? I co wylezie z Jarka? Fajtłapa, czy jednak mężczyzna?

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Znów musimy czekać na kolejny odcinek

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    coś znowu się ślimaczy , w szczególności jak jest to coś z jajem

Napisz nam też coś :-)