Kuchta (I)

with 7 komentarzy

Kuchta - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoruRozdział 1

- Jaka jestem wkurwiona! - Wydarłam się wprost w ścianę, przed którą stałam o centymetry. Tak było bezpiecznie, bo nikt poza Elką nie słyszał mojego jojcenia. - Co za szowinistyczna świnia! Że niby za gruba jestem?!

- Judi, wyluzuj. - Moja nader szczupła psiapsióła próbowała mnie uspokoić, ale wiedziała, że nie ma szans.

- Nie ma opcji! - darłam się nadal. - Szukam innej pracy! Mam dosyć takiego traktowania!

- I zostawisz mnie w tej małpiarni samą? - Elka zaplotła ramiona na piersiach, dzięki czemu wyglądała, niczym dżin.

- Elka, ja zwyczajnie nie wyrabiam z tym matołem. - Klapnęłam na niewygodny taboret w firmowej kuchni. - Wiem, że chciałby mnie przelecieć, a że nie wie, jak się do mnie zabrać, to mi wciąż dokucza.

- Ponoć takie podchody działają – mruknęła, wsypując do swojej kawy już szóstą łyżeczkę cukru.

- Może i działają, ale nie na mnie i nie przy tym jełopie. - Zabrałam jej cukierniczkę, odstawiłam poza zasięg rąk. - To, że nie masz tendencji do tycia nie oznacza, że możesz żreć cukier tonami! Pochorujesz się!

- Pochoruję się, to szybciej zejdę z tego beznadziejnego łez padołu. - Mieszała kawę, trąc łyżeczką o dno filiżanki. - Ty tak serio z tą pracą?

- Od dawna o tym myślę – wyznałam z powagą. - Ja chcę gotować! Pichcić, karmić ludzi! Muszę, albo się uduszę!

- Jakiś pomysł?

- Tak, ale nie chcę o tym mówić, nim nie będę miała potwierdzenia zasadności planów. - Ależ mnie korciło, żeby podzielić się z nią tymi planami!

- Dobra – mruknęła smętnie i wychyliła kawę, wypijając ją w trzech łykach. - Wracam do pracy, bo też się do mnie boss przychrzani.

***

- Judyta, czy ty wiesz, co chcesz zrobić?! - Rodzice chóralnie wykrzyknęli pełne przestraszonego oburzenia zapytanie.

- Mamo, tato, ja chcę coś zmienić w swoim życiu. - Musiałam im to jakoś zdroworozsądkowo wyjaśnić. - Jestem po trzydziestce, nie mam męża i nie szukam. Wiem! - Gestem dłoni zastopowałam matkę na wdechu widząc, że będzie chciała przejść do tyrady o moich usychających jajnikach. - Chcesz być babcią, ale tutaj nie ma kandydatów na tatusiów. Nie chcę o tym mówić! Faceci w firmie to patafiany i z żadnym nie potrafiłabym począć. Jak już by począł, to by nie kontynuował bycia rodzicem. Poza pracą nie poznaję ciekawych ludzi, to i nie ma normalnych kandydatów.

Mama wypuściła powietrze i widziałam, że postanowiła zrezygnować z tyrad. I dobrze. Widać moje racjonalne argumentowanie podziałało.

- Proszę was o pożyczkę i zapewniam, że nie stracicie pieniędzy – kontynuowałam, mając ich pełną uwagę. - Wyremontuję chałupę dziadka, zrobię agroturystykę ze swojskim jedzeniem. To chyba lepsze warunki do wychowywania małego dziecka, prawda?

To była wstrętna podpucha ale widziałam, że zadziałała. Obojgu zaświeciły się oczy, a rysy twarzy złagodniały w sekundę.

- Jeśli mi nie wyjdzie, czego oczywiście nie dopuszczam w najczarniejszych myślach, to sprzedam wyremontowaną chatę i zwrócę pieniądze.

- Nie musisz. - Tata pomasował się po wydatnym brzuchu, zaplótł na nim ramiona. Mama też świetnie gotowała i to po niej odziedziczyłam smykałkę. - Wiemy, że ci się uda.

- Dzięki – stęknęłam zaskoczona.

Mama nie odzywała się, ale również wyglądała na spokojną.

- Myśleliśmy kiedyś o odremontowaniu domu po dziadku, ale nie chcieliśmy ci się wtrącać w plany, bo w końcu to tobie dziadek zapisał spadek. - Mama uśmiechnęła się przepraszająco. Jakby miała za co przepraszać! - Pomożemy ci i wiedz, że możesz na nas liczyć.

- Jakiś pokoik dla staruszków przewidzisz? - Mój poważny tata też się uśmiechał!

Dlaczego nie rozmawiali o tym ze mną wcześniej? Dawno bym się za to zabrała!

- Tata! - Przyoblekłam twarz w oburzoną minę. - Pokoik z najładniejszym widokiem i łazienką z wanną!

- No to mamy „dil”.

Kiedy mama nauczyła się takich powiedzonek?

***

- Czyli jednak. - Kłapouchy przy Elce byłby szczytem humoru. - I ty tak na serio chcesz się przeprowadzić? A co z mieszkaniem?

- Muszę sprzedać, bo potrzebuję całej kasy na inwestycję. - Wzruszyłam ramionami, odpakowując własnoręcznie przygotowaną kanapkę. Znów siedziałyśmy w firmowej kuchni, bo tylko tam miałyśmy spokój, by porozmawiać. - A co, chcesz je kupić?

- Nie, wariatko. - Znów bezbarwny ton i kolejna łyżeczka cukru do kawy. - Nie wyobrażam sobie pracy i życia tutaj bez ciebie.

- To jedź ze mną! - Ja dla odmiany zawsze byłam nadpobudliwa, co równoważyło się przy Elce. Gruba i energiczna ja i chuda flegmatyczka ona. Świetny duet!

- Kretynka – skwitowała moje słowa i wypiła kawę w trzech łykach.

Skrzywiła się, po chwili wiedziałam dlaczego. Nie rozmieszała cukru i wypiła gorzką. Ulepek został na dnie. Wzięła łyżeczkę i wyżarła cukier z dna, dopakowała suchym z cukierniczki.

- Ja walę – mruknęłam, czując mdłości. - Ty powinnaś mieć kroplówkę z roztworem wysoko nasyconym w cukier.

- Zazdrość dupę ściska? - Jedna brew uniosła jej się o centymetr.

- Tak, kurwa! - warknęłam, upijając wodę mineralną. - Jakbyś absorbowała kalorie z powietrza, też byś tak miała!

- Przynajmniej masz cycki – znowu głos a'la Kłapouchy.

- Kurwa! Ja wszystkiego mam w nadmiarze!

***

Rozstałam się z kluczami mieszkania, pomachałam im na pożegnanie, ale nie czułam smutku. Mieszkanie zeszło na pniu, ale wiedziałam że tak będzie. Świetna dzielnica robiła swoje. Parking pod oknami i super piekarnia w pobliżu były bonusem. Ceny za nieruchomość nie windowałam, bo zwyczajnie szkoda mi było czasu na sprzedaż. Chciałam się zmieścić w trzymiesięcznym okresie wypowiedzenia w pracy, włączając w to przeniesienie się na wieś, a to już nie mogła być tak szybka akcja.

Część ulubionych rzeczy zapakowałam do bagażnika auta, większość popakowałam w kartony i dałam na przechowanie rodzicom. Jak ogarnę remont, „poukładam się” na wsi, to zabiorę i te pudła. Teraz większość bagażnika wypełniały moje kuchenne skarby. Mogłam nie mieć torebek i butów, ale ostre noże, konkretne garnki i patelnie musiałam wziąć. Bez kawiarki też się nie mogłam obejść. To chyba logiczne.

Rodzice wyściskali mnie, wycałowali, kazali dzwonić codziennie. To codziennie wynegocjowałam, bo mam chciała, bym dzwoniła trzy razy dziennie, a tego bym nie zniosła.

Elka zapowiedziała się z odwiedzinami za tydzień. Złożyła wniosek urlopowy i oznajmiła szefowi, że jeśli ten go odrzuci, to ona w odpowiedzi da wypowiedzenie. Jarek nie mógł sobie pozwolić na utratę drugiego przeszkolonego pracownika w tak krótkim czasie, więc nie oporował. Byłyśmy umówione, ja dodatkowo podekscytowana, ona jak zwykle nieziemsko stabilna.

Do wsi dojechałam w przeciągu dwóch godzin. Później już nie szło mi tak łatwo. Przejechanie dziurawymi drogami prowadzącymi częściowo przez pola, a częściowo pośród lasów nie było łatwym zadaniem. Wyhuśtało mnie tak, że aż miałam nudności, ale po kolejnej półgodzinie dotarłam przed ogrodzenie chałupy i aż westchnęłam pod naporem wspomnień z dzieciństwa.

W tym domu spędziłam większość wakacji, to w tutejszym sadzie całowałam się po raz pierwszy. Podczas wakacji też, gdy miałam lat czternaście, pierwszy raz miesiączkowałam, co dziadek skwitował powitaniem z bukietem polnych kwiatów. Witał mnie, jako prawdziwą kobietę. Pamiętam, że poczułam wtedy niekłamaną dumę i okropny ból cycków.

Teraz wyciągnęłam z auta skórzany worek z kluczami i wysypałam je na siedzenie pasażera. Spośród nich wybrałam te, które wyglądem pasowały mi do kłódki w bramie. Jako trzeci wetknęłam w pokrytą rdzą dziurkę odpowiedni, a po minucie parkowałam już na podjeździe przed gankiem domu.

- Witaj przygodo! - wydarłam się do zamkniętych drzwi. - Przybywam, by być szczęśliwą!

Kolejne pięć minut straciłam na dopasowywaniu klucza do drzwi wejściowych. Udało mi się w końcu, a wszystko dzięki coli. Wlałam ją do dziurki od klucza i to pewnie ona odblokowała zamek, odrdzewiając go skutecznie.

- Muszę ograniczyć spożycie tego świństwa – obiecałam sobie wiedząc, że tego uzależnienia nie okiełznam. Zwyczajnie uwielbiam pepsi!

Pchnęłam drzwi, te z upiornym zgrzytem wpuściły mnie do wnętrza. W niewietrzonym od ponad roku budynku śmierdziało niemiłosiernie. Pomieszanie odoru grzybów, pleśni, mysich pierdów i samoistnie kremujących się trupów owadów. Nie wspomnę o gęstwinie ciemnych piegów mysich bobków, które malowniczo pokrywały drewnianą podłogę, szafkę, półkę i każdy płaski blat..

- Kurwa – sapnęłam, tracąc częściowo zapał. - No to czeka mnie przeprawa przez gówno. Ja jebie! Jestem odważna, czy zwyczajnie lekkomyślna? Że głupia, to na pewno!

Ogarnęłam wzrokiem dolną izbę, w której stałam, sapnęłam i ruszyłam ku oknom. Trzeba poodmykać ciężkie okiennice, wywietrzyć pokoje, posprzątać je, zgarniając pajęczyny. Gołym okiem było widać ogrom prac, które mnie czekały.

- Zdecydowanie jestem zdrowo walnięta! - krzyknęłam przed siebie, próbując zignorować chrupanie rozgniatanych mysich bobków pod stopami. - Mam niewiele lat i multum energii, więc nikt mi nie zabroni. Witaj przygodo!

I pchnęłam okiennicę, za którą stało owłosione na gębie i torsie przystojne stworzenie.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    ” mysich pierdów i samoistnie kremujących się trupów owadów ” – i tym mnie przekonałaś !
    Darmowe musi być , jakby powiedział Gombrowicz .
    Czytam Was od dawna i jestem naprawdę zaszczycona że mogę .

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “Soczyste”. To moja pierwsza myśl po lekturze powyższego tekstu. Pan na okładce też jest… soczysty:) Podoba mi się relacja Judyty i Eli (Kłapouchej). Też taka… soczysta:) Mocno smakowicie się opowieść zapowiada. Soczyście:) Mam dzisiaj głupawkę zaprawioną czarnym humorem, bo wściekł mi się tydzień łażenia po Karkonoszach:( A traperki były już zwarte i gotowe:( Na Śnieżkę napalone:(
    Czy owłosione stworzenie (yeti?!) dostało okiennicą po przystojnej twarzy?
    “Komedia erotyczna” – ciekawy gatunek literacki:)

  3. K
    Kasia
    | Odpowiedz

    Zapowiada się ciekawie 😉 Już się nie mogę doczekać następnej części! ?

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    kiedy następna częśc?

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Jak Aga skończy “Łup” 🙂

  5. Anonim
    | Odpowiedz

    A kiedy skończy Łup?

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Zdaje się, że w tym tygodniu 🙂

Napisz nam też coś :-)