fbpx

LoveBox (II)

with 6 komentarzy
zestaw love numer jeden

DZIŚ DRUGI ODCINEK 🙂

Postanowiłyśmy zrobić coś specjalnie na święta i oto przedstawiamy coś, nad czym siedziałyśmy od pewnego czasu.

Prezentujemy wam e-book, który:

  • jest zbiorem trzech świątecznych historii
  • jest zabawny, do pośmiania się i wzruszenia
  • książka pisana przez nas obie
  • romans i erotyka w odpowiednich porcjach

Postanowiłyśmy stworzyć ten świąteczny e-book. Nazwałyśmy go "LoveBox", bo to zbiór trzech świątecznych historii. To pierwszy z tomów świątecznych historii. Jeśli Wam się spodoba, to na Walentynki przygotujemy kolejny 🙂 To zależy od Was 🙂

W grupie facebookowej MOTYLEWNOSIE - GRUPA FANOWSKA NIE TYLKO O MOTYLOWYCH EROTYCKACH do której Cię serdecznie zapraszamy, czytamy kolejne odcinki na żywo. Jest zabawnie.

Jeśli chcesz posłuchać niefachowego czytania...

... to w poniższym nagraniu czeka na Ciebie czytanie przez Monikę

Jeśli wolisz czytać, to zjedź jeszcze niżej

"Operacja wigilijna opowieść"

Całkiem inne, nieco ironiczne spojrzenie na znane dzieło Dickensa. Marcysia jest wróżką i nie cierpi świąt. Wszystko przez operację "wigilijna opowieść". Musi nawrócić ze złej ścieżki jedną duszę. Tego roku tą duszą miał być szałowy przystojniak, co nie do końca okazało się prawdą.

"Formuła"

Beata jest singielką, ale nie cierpi z tego powodu. Nie przerażają ją nawet samotne święta. Ma plan by gotować, spędzić święta z rodzicami i ukochaną psiną. Podczas świątecznych zakupów w kolejce do kasy, staje za nią tajemniczy brunet. Ten sam mężczyzna wdziera się do jej samochodu i porywa ją, zmusza do bycia kierowcą z przymusu. Przymus bardzo szybko zmienia się w coś zupełnie innego, a Beata traci głowę i serce.

"Opowieść wigilijna"

Kacper to prawnik. Ma wszystko, czego pragnie. Pewnego śnieżnego wieczora w drodze do bogatego klienta wpada w poślizg i rozbija auto. Traf chce, że trafia do miejsca, którego brzydzi się najbardziej na świecie. Przytulisko w lesie i Tośka stają się jego domem na kilka dni do momentu, aż nie odzyska pamięci. W przeciągu tych kilku dni w Kacprze zachodzą ogromne zmiany, a serce z lodu topnieje i zaczyna płonąć dla Tośki.

fragment

"Operacja wigilijna opowieść"

autorka: Agnieszka Kowalska Bojar

cz. 2

On

Cholera! Ależ to bolało! Ciotka czy nie ciotka, jakbym dorwał zołzę, to bym jej z dupy zrobił jesień średniowiecza. Nawet spożyty w nadmiarze alkohol nie pomógł. Rozmasowywałem opuchnięty palec, ponuro gapiąc się w ekran telewizora. A kiedy sięgnąłem po butelkę, moja irytacja przybrała na sile.

– Kurwa jego mać!

Nie dosyć, że godzinę temu wypaliłem ostatniego ćmika, to teraz skończyła się wóda. Podrapałem się po podbródku, przy okazji mętnie myśląc, że w końcu będę musiał się ogolić. Niechętnie zlazłem z kanapy i poczłapałem do kuchni. Nadzieja, że gdzieś tam miałem awaryjną flaszkę, zdechła po kwadransie. W szafie znalazłem jedynie jakieś stare kanapki, zdechłe muchy i coś, co się ruszało.

– Jebać to! – zdenerwowałem się, nie wiadomo czym bardziej. Wizją przyszłych porządków czy brakiem trunku. Żeby wyjść musiałbym doprowadzić się do porządku, a na to nie miałem najmniejszej ochoty. Więc olałem prezencję. Pomógł mi w tym alkohol, który dziarsko bulgotał w moich żyłach. Na trzeźwo miałbym jakieś obiekcje, a tak przepłukałem jedynie wodą gardło, po czym zarzuciłem płaszcz i wyszedłem z mieszkania.

– Cholerne schody! – zakląłem, kiedy zjechałem tyłkiem po kilku stopniach. Wstałem, przytrzymując się ściany, czknąłem i wtedy ją zauważyłem.

Drobna, dziewczęca sylwetka, małe, jędrne piersi, których sutki bezwstydnie sterczały pod cieniutkim materiałem bluzki. Wąskie biodra, zgrabne nogi, owalna twarz o ogromnych błękitnych oczach i pełnych, apetycznych ustach. Do tego wijące się w kędziorach, długie, złociste pukle. Piękna i niewinna, taka jakie lubię deprawować.

Odruchowo przyczesałem dłonią włosy. Chciałem się też wyprostować, ale chyba nie do końca się to udało, bo świat jakoś tak dziwnie wirował. Znów czknąłem i tym razem puściłem pawia. Całe szczęście pobrudziłem sobie tylko buty.

– Witaj! – Nawet głos miała taki anielski. Zerknąłem na nią podejrzliwie i okazało się, że słusznie. – Jestem pierwszym z duchów, który odwiedzi cię tej nocy.

– Duchów?! – wytrzeszczyłem oczy. Faktycznie, taka jakaś rozmyta była. – Ja pierdolę! Nigdy wcześniej nie miałem zwidów po wódce.

– To nie zwidy – ujęła mnie za rękę i przez moment ujrzałem w wielkich, niebieskich oczach obrzydzenie. Zaraz potem zniknęło. – Jestem duchem przeszłości, tego co było. Pokażę ci, jaki byłeś kiedyś. Niewinny, niezepsuty, niezarzygany.

To ostatnie zabrzmiało nieco drwiąco.

– No nie wiem – zawahałem się. – Suszy mnie.

– Proszę. – I podała mi butelkę wody.

– Co to do chuja ma być? – warknąłem.

– Nie bądź wulgarny – odparła łagodnym tonem. – Wypij, poczujesz się lepiej. A wtedy zabiorę cię w podróż.

Butelka z hukiem wylądowała na przeciwległym końcu korytarza.

– Pocałuj mnie w dupę – oznajmiłem gromkim głosem. – Woda! Jak zwierzęta!

– Mój drogi – wyraz jej twarzy przeczył łagodnemu tonowi. – Pragnienie to twój najmniejszy problem w tej chwili.

– Pragnienie to mój jedyny problem. Odsuń się lala, bo…

– Dosyć mam tego czczego gadania! – rozzłościła się momentalnie tracąc ten natchniony, anielski i lekko psychopatyczny wyraz twarzy. – Zaczynamy! – Pstryknęła w powietrzu palcami i świat zawirował. Co bynajmniej nie spodobało się mojemu żołądkowi. Z trudem opanowałem szarpiące mną torsje, a zaraz potem zaryłem nosem w sporej zaspie. Nie zerwałem się jednak na równe nogi; nie byłem w stanie. Poczekałem aż zawroty ustaną, kilka razy głęboko odetchnąłem i dopiero wtedy spróbowałem wstać. Średnio mi szło, a ta wredna małpa patrzyła na moje starania ze słabo maskowaną drwiną.

W końcu zająłem pozycję pionową, pomacałem się po kroczu, jeszcze raz beknąłem i dopiero wtedy podejrzliwie zatoczyłem dookoła spojrzeniem.

– Co to jest? – spytałem surowo.

– Twoja przeszłość – odpowiedziała lakonicznie. – Czyli te złote czasy, gdy nie wyglądałeś jak niedomyty, zarośnięty i tłusty pijak.

– Nie jestem tłusty – burknąłem. – Korzonki mi nawalają.

– Co ma ta fałda do bólu krzyża?

– To nie fałda. To poduszka. – Posapując z wysiłku wygrzebałem ze spodni sporych rozmiarów poduchę.

– Ale dlaczego z przodu? – Spojrzała na mnie zdumiona.

Wzruszyłem ramionami, pozbywając się zbędnego balastu.

– Pewnie się obróciła. No, od razu lepiej – dodałem z zadowoleniem. Potem rozejrzałem się dookoła. – Gdzie jesteśmy? Miejsce jakby znajome.

– Cofnęliśmy się magiczne siedem lat do tyłu – wyjaśniła, dziwnie mi się przyglądając. – Pamiętasz te święta? Chata w górach, przyjaciele zastępujący rodzinę, której nigdy nie miałeś. Prawdziwi przyjaciele…

– No! – roześmiałem się głośno. – Adam i Magda. Tak, to były niezapomniane chwile. I co teraz?

– Teraz pokażę ci, jakim byłeś wtedy szczęściarzem – pstryknęłam palcami i znaleźliśmy się w przytulnym wnętrzu. Na kominku płonął ogień, a przed kominkiem… Ech, stare czasy, pomyślałem z melancholią, wpatrując się na baraszkujące w najlepsze trio. Adam leżał na plecach, na jego kutasie siedziała Magda, a ja posuwałem ją ostro od tyłu. Słychać było sapanie, jęki, postękiwania i plaskanie ciał.

– Co to jest? – usłyszałem pełne grozy i niedowierzania pytanie.

– Moje złote czasy – wyjaśniłem z tęsknotą. – Ależ daliśmy wtedy czadu! Trzy dni nieustannego rżnięcia. Wszystkie pozycje, jakie tylko zdołaliśmy sobie wymyślić. Orgazm za orgazmem, hektolitry spermy…

– Dość! – warknęła. – Co za!...

Nie dokończyła, bo właśnie rozległ się ochrypły kobiecy krzyk. Magda gwałtownie doszła, rzucając się konwulsyjnie pomiędzy naszymi dwoma ciałami. Po paru sekundach dołączył do niej Adam, a ja przyspieszyłem i zaraz potem też eksplodowałem, spazmatycznie jęcząc.

– Cholerny wywiad! – syknęła moja przewodniczka. – Ja tym skurwielom kiedyś obiję mordy! Żeby wyciąć mi taki numer!

– Miałem zobaczyć, jakie wspaniałe było kiedyś moje życie. Zobaczyłem.

– Niezupełnie o to mi chodziło.

– A o co? – spojrzałem na nią z ciekawością, macając po kieszeniach płaszcza. Po czym z triumfem wydobyłem z zakamarków napoczętą paczkę papierosów, a w niej nawet zapalniczkę.

– Eureka! – mruknąłem, wsadzając sobie jednego do ust i z lubością zaciągając się dymem. – Nie bądź taką cnotką niewydymką. Przyznaj, chciałabyś tak na dwa baty?

– Nie twoja sprawa.

– Nie? Dałbym głowę, że nawet na jeden masz kiepskie doświadczenie – zachichotałem, a ona spurpurowiała. Nadęła się przy tym godnie, usiłując wbić mnie w ziemię samym wzrokiem. Nic z tego, nie do takich numerów byłem przyzwyczajony.

– To co? Widziałem co miałem zobaczyć. Wracamy?

– Nie. Musimy tutaj zostać godzinę – wyjaśniła niechętnie.

– Po co?

– Rozkaz odgórny. Powinieneś płakać i rwać włosy z głowy, nad tym, co straciłeś.

– Rwać włosy? – Mało brakowało, a papieros wypadłby mi z ust. – Co za debili to wymyślił?

– Mój szef.

– Szef? A kto szefuje duchom?

– Na co dzień jestem wróżką – wyjaśniła niechętnie, ukradkiem łypiąc na trio, które powoli dochodziło do siebie po miłosnych uciechach. – I w jednym się zgadzamy, bo ja też uważam, że mój szef to kretyn.

Drzwi do chaty otworzyły się z hukiem i do środka wtłoczyło się kilka osób, bynajmniej niezmieszanych sytuacją, jaką zastało. Aż zatarłem ręce, bo doskonale pamiętałem tamten dzień. Taka orgia, że hej! Ależ sobie wtedy poużywałem.

– Co jest? – spytała zdezorientowana.

– Ciąg dalszy miłych wspomnień.

– Jaki niby… – zamilkła, bo jedna z nowo przybyłych dziewczyn, właśnie podeszła do mnie, uklękła i zaczęła pieścić ustami mojego więdnącego kutasa.

– Taaa, to były czasy – westchnąłem. – Pamiętam ją. Rewelacyjnie robiła loda. Tak wsysała – zademonstrowałem i zaraz potem się rozkasłałem. – Jak cholerny odkurzacz.

– Oszaleję! – wymamrotała blondyneczka i znów pstryknęła palcami. Wróciliśmy do punktu wyjścia, tam, gdzie zaryłem nosem w zaspę.

– Ejże! Co robisz?

– Nie będę tego oglądać!

– Bo?

– Bo… – poczerwieniała, chwilę nawet posapała. – Bo nie i basta! To wstrętne!

– Co niby? – spytałem zdezorientowany. – Seks?

– Parzyliście się jak zwierzęta. Fuj!

– Jakie tam fuj. Na samo wspomnienie mi staje – zerknąłem w dół, na gustowny namiocik w spodniach. – Szkoda że jestem niematerialny, bo bym do nich dołączył.

– Akurat – prychnęła z pogardą, otulając się ramionami. – Uciekliby w popłochu na sam twój widok.

– Mówisz? – Przeciągnąłem dłonią po nieogolonym policzku.

– A nie? – Kolejne pstryknięcie i przede mną stało lustro.

– Faktycznie, kiepsko wyglądam.
– Kiepsko? Przypominasz przepitego lumpa, zarośniętego, śmierdzącego i tak ohydnego, że strach cię trącić nawet kijem.
– Nie czepiaj się babo. Miałem złe dni.
– Chyba lata.
– Dni – uparłem się. O nagle coś mi przyszło do głowy. – A może ty… No wiesz. Może ty mogłabyś… – posłałem jej zachęcający uśmiech. Wzdrygnęła się, odsuwając na kilka kroków.
– Nie! I nie próbuj się do mnie zbliżyć – zastrzegła. – Bo cię zamienię w koński nawóz na drodze.
– Brutalna kobieto! Wracam do środka, chociaż sobie popatrzę, powspominam i takie tam.
– Wiesz, to mnie właśnie zastanawia – zagryzła wargę, zezując na mnie z ciekawością. – Co się stało, że z takiego ciacha, zostały takie nędzne resztki?
– Wcale nie nędzne! – warknąłem. – Wypraszam sobie smarkulo! Wcale nie nędzne, sama zobacz! – Energicznie szarpnąłem rozporkiem i…

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Powoli motylki stają się jak narkotyk😉kolejne opowiadania musiałam kupić bo przecież aż mnie skręcało z ciekawości od środka co też cudownego nasze Motylkowe dziewczyny napisały😃butelka wina już się chłodzi😉

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      No to na zdrowie i powiem jedno – dziękujemy :-*

  2. J
    Julia
    | Odpowiedz

    Ja pierdziele ale sie zaśmiałam 😂
    Biedna ona, same problemy z szefem ma.
    Pierw kanibal teraz to :3

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Powiem Ci, że czytając to na lajwie prawie się poplułam 😀 😀 😀

  3. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Kupiłam LoveBox vol. 1 i zauważyłam pewnie nieścisłości w opowiadaniu ,,Formuła” – akcja zaczyna się w sobotę rano, bohaterka jedzie na zakupy i potem nagle jest wieczór, na dodatek mówi, że ,,jutro w sobote pojade…” – dni i godziny się trochę nie zgadzają, plany jej dni nagle mieszają. Nie wiem czy to ja coś źle zrozumiałam czy błąd się wkradł

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Znając życie, pewnie błąd. Przyznam się, że po roku przeczytałam Piernikową magię i aż mi się gorąco zrobiło, bo tam taki babol logiczny był, że szkoda pisać 😉 Wcześniej, tyle razy czytałam ten tekst i ani razu tego nie dostrzegłam 😉 Ale dzięki, przekażę Monice ;-D

Napisz nam też coś :-)