fbpx

LoveBox (III)

with Brak komentarzy
zestaw love numer jeden

Kolejna część zbereźno zabawnej historii 🙂

Prezentujemy wam e-book, który:

  • jest zbiorem trzech świątecznych historii
  • jest zabawny, do pośmiania się i wzruszenia
  • książka pisana przez nas obie
  • romans i erotyka w odpowiednich porcjach

Postanowiłyśmy stworzyć ten świąteczny e-book. Nazwałyśmy go "LoveBox", bo to zbiór trzech świątecznych historii. To pierwszy z tomów świątecznych historii.

Zapraszamy do naszej grupy facebookowej MOTYLEWNOSIE - GRUPA FANOWSKA NIE TYLKO O MOTYLOWYCH EROTYCKACH

Jeśli chcesz posłuchać niefachowego czytania...

... to w poniższym nagraniu czeka na Ciebie czytanie Moniki. Jeśli wolisz czytać, to zjedź jeszcze niżej.

"Operacja wigilijna opowieść"

Całkiem inne, nieco ironiczne spojrzenie na znane dzieło Dickensa. Marcysia jest wróżką i nie cierpi świąt. Wszystko przez operację "wigilijna opowieść". Musi nawrócić ze złej ścieżki jedną duszę. Tego roku tą duszą miał być szałowy przystojniak, co nie do końca okazało się prawdą.

"Formuła"

Beata jest singielką, ale nie cierpi z tego powodu. Nie przerażają ją nawet samotne święta. Ma plan by gotować, spędzić święta z rodzicami i ukochaną psiną. Podczas świątecznych zakupów w kolejce do kasy, staje za nią tajemniczy brunet. Ten sam mężczyzna wdziera się do jej samochodu i porywa ją, zmusza do bycia kierowcą z przymusu. Przymus bardzo szybko zmienia się w coś zupełnie innego, a Beata traci głowę i serce.

"Opowieść wigilijna"

Kacper to prawnik. Ma wszystko, czego pragnie. Pewnego śnieżnego wieczora w drodze do bogatego klienta wpada w poślizg i rozbija auto. Traf chce, że trafia do miejsca, którego brzydzi się najbardziej na świecie. Przytulisko w lesie i Tośka stają się jego domem na kilka dni do momentu, aż nie odzyska pamięci. W przeciągu tych kilku dni w Kacprze zachodzą ogromne zmiany, a serce z lodu topnieje i zaczyna płonąć dla Tośki.

fragment

"Operacja wigilijna opowieść"

autorka: Agnieszka Kowalska Bojar

cz. 3

Ona

Powietrze przeszył niekontrolowany wrzask.

Jasna kurwa, cholera jego mać, jebana w dupę!... – klął Czesio, dziwnie podskakując i trzymając się kurczowo za przyrodzenie.

Trzeba nosić bieliznę – pouczyłam go, z trudem tłumiąc wybuch śmiechu.

Czysta mi wyszła! – warknął. – A ile można chodzić w brudnych gaciach.

Taaa, czysta ci wyszła – pociągnęłam znacząco nosem. – Ośmielam się stwierdzić, że nie tylko bielizna.

Jakaś ty kurwa czepialska jest!

Bez brzydkich słów – upomniałam go pełnym słodyczy głosem.

– Bo co? – syknął, masując krocze i gapiąc się na mnie wyjątkowo ponurym wzrokiem. – Zamienisz mnie w krowie łajno na drodze?

Szczerze mówiąc, to już i tak niewiele się od niego różnisz – wyrwało mi się wrednie. Miałam w nosie nieprzepisowe odzywki. Scenka w chacie zirytowała mnie do tego stopnia, że poczułam ochotę porzucić tę całą szopkę, nawet pod groźbą kary. Orgia! Też coś!

Chcę wrócić do domu. Teraz, zaraz! I napić się czegoś!

Też był wściekły i poirytowany. Pomijając incydent z rozporkiem, musiały go wkurzyć te wspomnienia. Zagryzłam wargi, przypominając sobie Czesia z chaty. Zgrabny jak młody bóg, przystojny jak adonis, seksowny, z tym błyskiem zwycięzcy w oku. A teraz? To to co przede mną stało, przypominało żula spod budki z piwem i w dodatku takiego najgorszego rodzaju. Chociaż musiałam przyznać, że gdy już się pozbył tej poduchy, to przestał wyglądać jak pękaty kadłub.

Mówiłam. Godzina. No, teraz już trzydzieści dwie minuty – pstryknęłam palcami i wróciliśmy do środka chaty. Obowiązki wzywały. – Patrz, wspominaj i żałuj!

Orgia tam trwała w najlepsze. Salon połączony z kuchnią, wypełniały jęki, sapanie, dyszenie, klaskanie ciał i coraz głośniejsze krzyki. Nie podobało mi się to, ale nie miałam wyjścia. Poza tym doszłam do wniosku, że być może to da Czesiowi coś do myślenia. Oparłam się plecami o ścianę, zamykając oczy i modląc się, aby jak najprędzej się to wszystko skończyło.

Nadaremnie. Sam dźwięk wystarczył abym wbrew sobie zaczynała czuć podniecenie. Lekko uchyliłam powieki, wręcz wstydliwie omiatając spojrzeniem skłębione ciała. Pięciu mężczyzn, trzy kobiety. Z ciekawością zerknęłam na stojącego obok Czesia. Palił papierosa, zachowując wręcz kamienny wyraz twarzy.

Sądziłam że twoja przeszłość była nieco inna – zaczęłam, starając się zagłuszyć okrzyki rozkoszy. – Może jakaś nieszczęśliwa miłość lub cos w tym rodzaju.

Nieszczęśliwa miłość? – posłał mi spojrzenie pełne politowania. – Daj spokój. Pierwszy raz uprawiałem seks w gimnazjum. W liceum przeleciałem dwie nauczycielki, dojrzałe, znużone życiem małżeńskim. To pozwoliło mi zdać bez trudu maturę.

Nigdy nie byłeś zakochany?

Nie.

Coś w jego głosie nie pozwalało uwierzyć bez zastrzeżeń, ale jakoś nie miałam ochoty na słowne utarczki. Poza tym miałam wrażenie, że nie przyznałby się do tej hipotetycznej nieszczęśliwej miłości, nawet na torturach. Ciekawe, bardzo ciekawe… Moje rozważania przerwał przeciągły, wibrujący w uszach krzyk. Jedna z dziewczyn, brana na dwa baty, właśnie przeżywała orgazm. Z nagłym rozgoryczeniem pomyślałam, że tej to dobrze. A ja tu tylko stoję i się gapię. Krzyk urwał się w połowie, bo trzeci facet wetknął jej swojego fiuta prosto w usta. Zakrztusiła się, lecz nie zaprotestowała.

Może byśmy się przyłączyli? Nie możesz coś zrobić? Pstryknąć palcami, albo…

Nie. Regulamin zabrania ingerowania w przeszłość.

Szkoda. – Czesio zaciągnął się po raz ostatni, po czym rzucił peta na podłogę. – Kiepsko się bawię, tylko patrząc.

Za to wtedy najwyraźniej bawiłeś się wyśmienicie?

No… – potwierdził z tęsknotą. – Najlepsze święta w moim życiu!

Najlepsze? Nie kłóciłam się z kretynem, bo i po co?

Co się stało, że wyglądasz tak – uczyniłam nieokreślony ruch ręką – sam wiesz jak. Co jest lub było powodem takiego zaniedbania?

Pytasz dlaczego z tytana seksu został jedynie zapijaczony, śmierdzący staruch?

To twoje słowa. Ja chciałam być delikatna.

Bo ja wiem? Może z nudów?

Z nudów? – Poczerwieniałam gwałtownie. Z nudów? To łgarz!

Dobra, czas minął. Wracamy!

Towarzystwo w chacie właśnie dotarło do finału miłosnych uciech. Kobiecymi ciałami wstrząsały orgazmy, mężczyźni chrapliwie jęczeli, wyrzucając z siebie strumienie spermy. Jak na jakimś pieprzonym filmie porno, pomyślałam kwaśno. Jeszcze bardziej wkurzało mnie moje własne podniecenie. Majtki całkiem przesiąkły sączącą się wilgocią, sutki bezczelnie sterczały, co doskonale dawało się zauważyć pod cieniutkim materiałem bluzki. Pewnie miałam też purpurowe policzki i nabrzmiałe wargi. Cóż, nawet jako wróżka, na niektóre rzeczy po prostu nie miałam wpływu.

Wróciliśmy do mieszkania Czesia. Sapnął oburzony, rozglądając się dookoła dzikim wzrokiem. Za to ja zupełnie przypadkowo zanotowałam fakt jego podniecenia, czyli całkiem spore wybrzuszenie w spodniach.

– Odchodzę – oznajmiłam grobowym tonem. – A ciebie odwiedzi kolejny duch…

– Idę po wódkę – burknął zupełnie niezainteresowany odwiedzinami z zaświatów. I faktycznie, wyszedł z mieszkania.

Aż mnie zatchnęło ze złości.

Co za cham! – pogroziłam pięścią w kierunku drzwi.

Zaraz potem znalazłam się we własnym domu, nieziemsko wściekła, nieziemsko podniecona i na dodatek głodna, bo nie zdążyłam zjeść porządnej kolacji. Podeszłam do lodówki i wyjęłam zamrożoną pizzę. Mało świątecznie, ale aktualnie miałam to w dupie. Szybko się odczarowałam, przebrałam i dopadłam gorącego piekarnika. Zjadłam, parząc sobie usta, popiłam winem i z ponurą miną, podparłam głowę dłonią.

Co za życie… Inni sobie świętują, bawią się w najlepsze, a ja… – chlipnęłam w rękaw. Ale zaraz potem rozległ się alarm w telefonie, przypominający, że właśnie powinnam wkroczyć w drugi etap operacji „wigilijna opowieść”. Zmieniłam odpowiednio wygląd, przybrałam radosny wyraz twarzy i aż się otrząsnęłam, gdy ujrzałam swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam zupełnie tak, jakbym chciała kogoś pogryźć.

Cóż, należało skończyć tę farsę, pozbyć się cholernego alkoholika i resztę świąt spędzić na dużo przyjemniejszych rzeczach. Im prędzej, tym lepiej. Więc pstryknęłam palcami i znów znalazłam się w doskonale mi znanym mieszkaniu.

On

Patrzyłem ponurym wzrokiem w lustro, popijając ze świeżo co otwartej butelki. Przeciągnąłem nawet ręką po zarośniętym podbródku. Pomasowałem wciąż twardego kutasa. I wtedy powietrze przede mną zafalowało. Ukazała się kobieta, ale jaka kobieta! Pulchniutka, okrąglutka, apetyczna, z rudymi lokami tańczącymi wokół roześmianej twarzy.

Niech zgadnę! Duch dzisiejszych świąt? – spytałem filozoficznie.

Tak. Przybyłam…

Aby pokazać, jaki ze mnie sfrustrowany dupek.

Aby uświadomić ci, że znalazłeś się na rozdrożu. I tylko od ciebie będzie zależało…

Dobra, idę się wykąpać – oznajmiłem wspaniałomyślnie.

Nie mamy czasu na…

Mamy. Daj mi kwadrans.

Chyba ją rozzłościłem, ale miałem to w dupie. Zrzuciłem śmierdzące łachy, sięgnąłem po nożyczki i w pierwszej kolejności przyciąłem półdługie włosy. Krótko, bardzo krótko. Potem brodę. Golenie sobie darowałem, za to kąpiel była długa i odświeżająca. Zawinąłem jeszcze ręcznik wokół bioder i pomaszerowałem do pokoju. O bieliźnie mówiłem prawdę, ale jakieś tam czyste ciuchy powinny były leżeć w otchłani szafy.

O! – Kobieta wlepiła we mnie zaskoczony wzrok. – Wyglądasz… jakoś inaczej.

Ta – zerknąłem na nią z ukosa. Głos ten sam co poprzedni duch, tylko wygląd inny, byłem jednak pewien, że mam do czynienia z tą samą osobą. – Słuchaj, po cholerę zmieniasz wygląd?

Co?! – wlepiła we mnie zdumione spojrzenie.

Wygląd. Kiepski macie budżet, że do tak poważnej akcji zatrudnia się tylko jedną sztukę.

No cóż… – bąknęła zmieszana. – Wiesz jak to jest. Ogólnoświatowy kryzys i takie tam.

Kryzys? Jaja se ze mnie robisz? – Warczałem, wygrzebując z przepastnej szafy czyste spodnie i mocno pogniecioną koszulkę. Po czym zrzuciłem ręcznik, chcąc się ubrać i zamarłem. Ruda gapiła się na mnie zachłannie, a oczy miała jak dwie pięciozłotówki. Nie pofolgowałem sobie pod prysznicem, więc kutas wciąż mi stał i chyba to był powód jej zachowania.

Chcesz possać? – spytałem zachęcająco, a ona aż się wzdrygnęła.

W żadnym wypadku! – poczerwieniała. – W pracy jestem.

– W pracy? – zmrużyłem oczy, zaciskając palce na nabrzmiałym członku. – A zabierzesz mnie gdzieś, gdzie będę mógł sobie pofiglować?

Miejsce jest zawsze odgórnie wyznaczone – odparła, zagryzając wargę i odwracając głowę. – Ubierz się proszę, skończmy to jak najszybciej i będziesz mógł robić, na co przyjdzie ci ochota.

Śmieszyło mnie jej onieśmielenie. Wyglądała jak dziewica w noc poślubną. Ubawiony tym porównaniem, wrzuciłem na luz, ubrałem się w końcu i dyskretnie schowałem w kieszeni płaszcza płaską butelkę.

Dobra, rób te swoje czary mary.

Pstryknęła palcami i znaleźliśmy się w nieznanym mi miejscu. Jakby leśniczówka czy domek w lesie. Rozejrzałem się podejrzliwie, bo wyglądając odruchowo za okno, dostrzegłem ośnieżone szczyty. Potem skupiłem uwagę na przytulnym wnętrzu. Kuchnia, a w niej kilka krzątających się osób. Salon, płonący kominek, strzelista choinka. Stół, przy którym siedziało liczne towarzystwo. Nie znałem ich, prócz… Z trudem przełknąłem ślinę.

Tak powinny wyglądać święta – usłyszałem tuż obok moralizatorski ton. – Normalni ludzie, normalna wieczerza. A nie jakieś tam orgie. Poznajesz gdzie jesteśmy?

Nie – wyszeptałem, zaciskając pięści. – Ale poznaję dwie osoby.

Kogo? – spytała z ciekawością.

Bez słowa wskazałem kobietę pogrążoną w czułej rozmowie ze swoim towarzyszem.

Ją? To jest ta nieszczęśliwa miłość?

– Nie – wychrypiałem. – To jest suka, która mnie wykorzystała i porzuciła, gdy okazało się, że straciłem firmę. Wolała bogatszego, takiego, który może spełniać wszystkie jej zachcianki.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)