Łup! (I)

with 12 komentarzy

lekkie opowiadanie o miłościJa i Piotrek. Papużki nierozłączki i wyjątek potwierdzający regułę. Oczywiście regułę, że przyjaźń damsko–męska nie istnieje.Urodziliśmy się tego samego dnia, w tym samym szpitalu, chociaż jeszcze wtedy nie znaliśmy swojej przyszłości. Trzy lata później nasze rodziny zamieszkały po sąsiedzku, w dwóch uroczych domkach na obrzeżu miasta. Właściwie, to nasz był uroczy. Ich przypominał rezydencję z amerykańskich filmów o milionerach, z basenem, jacuzzi i garażem na trzy super wypasione bryki. Ale nie to było ważne, bo właśnie od tej chwil zaczęło się nasze „razem”. Razem do tego samego przedszkola, razem do tej samej szkoły, razem w tej samej ławce. Razem na wycieczki rowerowe, razem na basen, razem… No, wszędzie. Nie będę wspominać jakie problemy miała z nami nauczycielka na wycieczkach szkolnych, bo przecież koedukacyjnych sypialni nie przewidziano. W końcu nadszedł jednak ten piękny okres, gdy człowiek zaczyna dorastać i na szczęście nasze „razem” przestało być priorytetem. Pozostaliśmy przyjaciółmi, nadal spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, ale zaczęliśmy też dostrzegać świat dookoła. Kiedy spotkał mnie pierwszy miłosny zawód, biegłam wypłakać się w ramionach Piotrka. Kiedy on stoczył pierwszą, poważną bójkę, też płakał na moim ramieniu. Kolejnych nie było, bo wkroczył jego starszy brat Sebastian, zarozumiałe bydlę, do którego laski lgnęły niczym muchy do miodu. Niechętnie musiałam również przyznać, że cholernie przystojne bydlę, które znakomicie umiało się bić. Tylko charakterek miał nieciekawy, zepsuty łatwymi podbojami.  Z drugiej strony, co się dziwić przy takim wyglądzie.

Skończyliśmy magiczne osiemnaście lat. Oczywiście, urządziliśmy też wspólną imprezę, zakończoną pierwszym, poważnym pijaństwem. Piotrek poderwał sobie na niej jakąś dziewczynę, kuzynkę naszej koleżanki czy coś w tym stylu. Laska miała nogi do nieba, anielski uśmiech i równie anielski charakter. Trochę byłam zazdrosna, bo to w końcu był jego pierwszy, poważny związek, ale tylko trochę. Zuzkę po prostu trzeba było lubić, sympatyczna była, uczynna, taktowna. Dodam tylko, że kompletne moje przeciwieństwo, także jeśli chodzi o wygląd.

– Jesz i jesz – gderałam, gdy poszliśmy na wspólną kolację. – A wciąż jesteś szczupła. Nie to co ja, popatrz! – poklepałam znacząco sadełko na pupie.

– Liska, przestań. Lubisz jeść. Uwielbiasz. Życie na korzonkach i sojowym latte to dla ciebie wizja piekła – powiedział Piotrek, podczas gdy Zuza zaśmiewała się do łez. – Miałaś nam powiedzieć, czy się dostałaś?

– Dostałam. – Nadal byłam ponura, bo z ledwością wcisnęłam się w moją wyjściową kieckę. – Dostałam. Na wszystko.

– Super! Musisz tylko wybrać i…

– Impreza? Beze mnie? – Tuż obok nas pojawił się Sebastian. Usiadł na wolnym krześle, gapiąc się zachłannie na siedzącą przy sąsiednim stoliku blondyneczkę. Przy czym słowo „usiadł” było eufemizmem. Raczej należało powiedzieć: rozwalił się niczym udzielny pasza w haremie.

– Przecież cię zaprosiłem. Powiedziałeś, że masz ciekawsze zajęcie niż moje towarzystwo – odparł Piotrek.

– Zmieniłem zdanie.

– Nic nowego.

Bynajmniej nie był zainteresowany kontynuowaniem kłótni. Nami również. Gapił się na blond cizię, posyłającą mu dwuznaczne uśmiechy i gapił. Wkurzające to było, ale przez tyle lat zdążyłam przywyknąć.

– My tu świętujemy – powiedziałam z naciskiem. – A ty wyglądasz jakbyś się wybrał na wycieczkę po rynsztokach.

– Tak? – W końcu na mnie spojrzał. Oczy mu się śmiały, w policzku ukazał się uroczy dołeczek. Nie cierpiałam go. Urocze dołeczki to powinien być atrybut kobiety, nie mężczyzny. Jakby kurna mało już tego uroku posiadał. – Dobrze, zaraz wrócę.

Oczywiście tym razem to ja zagapiłam się na jego zgrabny tyłeczek. Trudno było tego nie robić. Blondi obok też miała tam utkwiony wzrok, ale ja się chociaż nie śliniłam. Piotrek właśnie tłumaczył Zuzce, jak bardzo się cieszy, że oboje będą studiować weterynarię, podparłam więc głowę ręką i ponuro się zamyśliłam.

Osiemnastka za pasem i nic. Żadnych drgnień serca, żadnych przelotnych miłostek. Kurwa! Żadnego seksu! Dobrze że chociaż raz się całowałam, ale trudno to raczej nazwać przyjemnym doświadczeniem. Krystek sztywny był jak kołek, w dodatku miał zero wyczucia i język wtykał w moje usta niczym kij w mrowisko. Efekt osiągnął podobny, bo zamiast podniecenia poczułam jedynie irytację. A ja biedna aż do dnia dzisiejszego skazana byłam na milczenie, podczas gdy moje koleżanki plotkowały na potęgę. Nie, nawet nie chodzi o to, że z powodu nadwagi miałam jakieś kompleksy. Marudziłam czasami, ale to wszystko. W dupie miałam wyidealizowany model kobiecej sylwetki. Grunt to zdrowo się odżywiać. Nie schudłam od tego, ale za to cerę miałam olśniewającą, a włosy mi wręcz świeciły jak psu jajca. Czekałam na księcia z bajki i czekałam, zarastając pajęczyną, coraz bardziej pesymistycznie nastawiona do tego wielkiego uczucia, które miało na mnie spaść niczym grom z…

– Ależ masz durną minę. – Sebastian wrócił z przyzwoicie przyczesanymi włosami i czymś w rodzaju krawatu.

– Co to jest? Ukradłeś lejce dorożkarzowi?

– Najnowsza moda rodem z Paryża, nie czepiaj się. Co świętujemy?

– Nasze studia. – Piotrek na chwilę oderwał oczy od Zuzki, racząc odpowiedzieć bratu.  – My dostaliśmy się na weterynarię, Liska na dietetykę.

– Na dietetykę? – Mina Sebastiana wyraźnie się wydłużyła. Od razu wiedziałam, że będę musiała rozbić mu coś na głowie.

– Między innymi – oświadczyłam godnie. – To cię dziwi?

– Nie, skąd! – zapewnił mnie pośpiesznie, ale byłam pewna, że zaraz się zacznie. – Ale sama rozumiesz… Jak to leciało o tym szewcu i dziurawych butach?

– Sebastian!

– Będziesz specjalizacja dietetyka stosowana – pokpiwał dalej. – A może to sadełko hodujesz do zajęć teoretycznych? Wymyślisz dietę, zastosujesz ją na sobie i zaliczysz semestr z marszu!

– Sebastian!!!

– Pączusiu! Ja cię wcale nie obrażam! Kocham te twoje fałdki, rozłożystą dupcię, te wszystkie zaokrąglenia i…

Więcej nie zdążył powiedzieć. Szlag mnie trafił już przy rozłożystej dupci. Także z tego powodu, bo doskonale wiedziałam jaki był jego ideał kobiety. Wysoka, smukła, najlepiej blondynka o błękitnych oczach i nogach do nieba. Takie najchętniej podrywał. A ja byłam całkowitym przeciwieństwem. Niska, korpulentna, o ciemnych, związanych zazwyczaj w kucyk włosach i równie ciemnych oczach. Żadne tam zielenie czy błękity. Po prostu brąz. I do tego charakterek miałam paskudny, apodyktyczny, nie znoszący sprzeciwu. Może dlatego większość chłopaków omijała mnie szerokim łukiem? Często byłam pewna, że ten lub tamten chętnie by się ze mną umówił, po czym nagle obiekt mych westchnień dawał nogę i umykał chyłkiem gdzieś w siną dal. Przy jednym nie wytrzymałam, pytając wprost o co chodzi, ale wystękał z siebie mętne wytłumaczenie, po czym zwiał.

Normalnie przy pączusiu wpadałam w szał, a przy fałdkach dochodziło do rękoczynów. Lecz wczoraj chłopak na którego miałam chrapkę olał mnie ciepłym moczem, łamiąc moje serduszko na tysiące kawałków. No dobrze, odporność na takie rzeczy miałam krokodylą, ale i tak zabolało. Piotrek i Zuzka wydawali się tacy szczęśliwi, a ja wciąż byłam sama. Na dodatek pojawił się ten przebrzydły wampir i znów zaczął swoje. Tak, miałam nadwagę i zawsze pytałam „co z tego?”. Dziś miałam też doła stulecia, chociaż pozornie świętowaliśmy nasze sukcesy.

– Seba, zamknij się. Czy ty musisz jej dokuczać? – Piotrek od razu zrozumiał, co kotłuje się w moim wnętrzu. Wiedział też, że żarty starszego braciszka niejednokrotnie bolały, chociaż nie dawałam tego po sobie poznać.

– Jakie dokuczać? Przecież nie kłamię, prawda pączusiu?  Pączusiu? – dodał nagle zaniepokojony, bo w moich oczach pokazały się łzy. – Liska, daj spokój! Wiesz doskonale, że tylko…

Zerwałam się z miejsca i uciekłam. Musiałam to zrobić, bo inaczej rozbeczałbym się na dobre wśród tego tłumu obojętnych mi osób, a na dodatek przy tym bezdusznym bydlaku. Zostawiłam torebkę, sweterek i wypadłam na zewnątrz. Traf chciał, że restauracja znajdowała się w ogromnym parku, w którym teraz panował mrok rozjaśniony przez nieliczne latarnie.

– Liska! – Chwycił mnie za ramię, zatrzymując w miejscu. – Przepraszam! Przegiąłem.

– Przegiąłeś – potwierdziłam obojętnie, gapiąc się w górę, na zasnute chmurami niebo i starając powstrzymać łzy.

– Ale nie chciałem. Myślałem że cię to bawi.

Przy największych staraniach nie mógł wymyślić durniejszego powodu. Od razu przeszła mi chęć na rozklejanie się, wróciła furia, więc ujęłam się pod boki, patrząc w górę, prosto w zaniepokojone, zielone oczy. Sebastian prócz uroku osobistego oraz inteligencji, miał również figurę super modela i zawodowego koszykarza. Wyglądałam przy nim jak karlica, nie sięgając mu nawet do ramienia, mimo iż miałam na nogach buty na obcasie.

– Bawi mnie? – wysyczałam z wściekłością. – To spróbuj poderwać jakąś laskę na takie zabawne teksty. Zobaczymy jak ci pójdzie.

– Ale ja cię nie podrywam – roześmiał się bezczelnie, a potem zanurkował wzrokiem w moim dekolcie. – Delicje! Częściej powinnaś je odsłaniać.

– Przestań się gapić na moje cycki! – pogroziłam mu zaciśniętą pięścią przed nosem. – I wracaj do blond pudla!

– Jakiego znowu blond pudla? – zdziwił się.

– Tej laski z knajpy, co się śliniła na twój widok.

– A! Do tej. Nie, wolę zostać z tobą. Nie możesz się szwendać sama po parku i to nocą.

– Bo?

– Bo ktoś może cię zgwałcić.

– Wielbiciel fałdek i rozłożystych dupci? – spytałam z sarkazmem, ruszając w kierunku lokalu, który w takim pośpiechu opuściłam. Otuliłam się też ramionami, bo jednak było to bardzo chłodny wieczór, czego wcześniej nie zauważyłam.

– Liska! – upomniał mnie z wyrzutem, jednocześnie okrywając swoją kurtką. Trzeba przyznać, że poczułam się zaskoczona. Skąd u niego ta nagła opiekuńczość? Chociaż jak sięgnę wstecz, to wcale nie było coś nowego. Po prostu wcześniej nie zwracałam na to aż takiej uwagi. – Pączusiu…

Wymierzyłam mu solidnego kuksańca i od razu odzyskałam dobry humor.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kinia
    | Odpowiedz

    I znów czekać na następna :/

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tylko do środy ;-)))

  2. Kornelia
    | Odpowiedz

    Fajne opowiadanko, zapowiada się ciekawie 🙂 takie całkowicie na luzie

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Owszem, wyjątkowo na luzie 🙂

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Oby Sebastian wgryzl się w te delicje 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Piotrusia bym nie lekceważyła 😉

  4. Kasia
    | Odpowiedz

    Czyżby Sebastian miał chęć na naszą bohaterkę? Nieźle się zapowiada

  5. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Cieszę się, że tytuł roboczy się ostał:)
    Z zapowiedzi opowiadania wynikało, że miłość dopadnie dwojga przyjaciół, w treści pojawił się opiekuńczy lekkoduch Sebastian, a autorka radzi nie lekceważyć Piotrusia. Ufff, strasznie mącisz, Babeczko:) I rób tak dalej:) Zastanawiam się, czy źródłem troski Seby jest podświadome traktowanie Liski jak młodszej siostry (głupie żarty i dokuczanie nie są w rodzeństwie rzadkością), czy też ona najnormalniej w świecie mu się podoba, ciągnie go do niej, ale nie potrafi wyjść z ram podrywacza-bawidamka i przyznać się sam przed sobą, że sexi-blondi zdziebko mu się przejadły. Piotrusia mogłoby ruszyć realne zagrożenie – jakiś konkretny facet przy boku Liski. Może wtedy włączyłby mu się w głowie alarm, że przecież Liska jest jego! Bardzo jestem ciekawa co kogo ruszy i jak na kogo podziała:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ty chyba lubisz te moje pyskate, nieco pokręcone bohaterki? 😉 A co do Piotrusia, to eee… Nie powiem! 😀

  6. Kate
    | Odpowiedz

    Dlaczego nie mogę wejść na część drugą 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bo system dodaje automatycznie post, ale odnośniki muszę dać ja, o czym zazwyczaj zapominam… 😉 dzięki za zwrócenie uwagi, już wszystko działa 🙂

      • Kate
        |

        Dziękuję bardzo 😀

Napisz nam też coś :-)