Łup! (II)

with 14 komentarzy

lekkie opowiadanie o miłości

 

W sobotę skończyłam czterdzieści lat... Ale powiem wam, że chociaż teoretycznie połowa życia za mną, to jakoś się staro nie czuję. E tam, czuję się dokładnie tak samo jak tydzień temu, nawet leczona kanałowo siódemka łupie mnie tak samo mimo zatrucia ;-D nie dając spać po nocach 😉 Na razie pochłonęło mnie zakończenie Warstw, Łupa mam już gotowego, prawdopodobnie będzie się ukazywał do połowy października. A w zapowiedziach Kapciuszek, gdzie nadobna Marysia będzie walczyła nie o zostanie książęcą małżonką, a o emancypację panien w całym królestwie :-)))

 

Rodzice Piotrka i Sebastiana kilka lat temu kupili przepiękną posiadłość nad jeziorem. Cisza, spokój, dużo przestrzeni i masa wolnych pokoi. A jakby tych zabrakło, to była jeszcze stodoła, domek gościnny i stara przyczepa. W sumie pięć tuzinów gości dałoby radę pomieścić się bez większego problemu.

Uwielbiałam to miejsce, spędzając tam prawie całe wakacje. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego pakowaliśmy z Piotrkiem bagaże, a potem fruuu! na łono natury. Najczęściej w towarzystwie Sebastiana oraz jego pokręconych kumpli i aktualnych podrywek. W zeszłym roku nie mogliśmy przyjechać, bo cała posiadłość przechodziła gruntowny remont. Tym bardziej cieszyłam się na tegoroczny wyjazd. Wręcz drżałam ze zniecierpliwienia.

Biorę sypialnię na wieży! – wrzasnęłam, wpadając do środka. Za mną podążała cała reszta towarzystwa.

Na wieży? – Izka, seksowna brunetka uwieszona na ramieniu Sebastiana, kapryśnie wydęła wargi. – To mnie ją obiecałeś, pamiętaj!

Liska ma pierwszeństwo – odparł stanowczym tonem.

Tak? – Nadąsała się jeszcze bardziej. – Ale to nie ona będzie cię budzić lodzikiem pod kołdrą, zdajesz sobie z tego sprawę?

Liska jest dla nas jak siostra, więc nie dyskutuj za pomocą niedorzecznych argumentów – spojrzał na mnie ostrzegawczo, bo już nabierałam powietrza w usta, aby powiedzieć coś tej kretynce. Lodzik pod kołdrą! Też wymyśliła! – Idź pączusiu, rozgość się. Wieża jest cała twoja.

Czy on mógłby nie nazywać mnie pączusiem? Zwłaszcza w tak licznym towarzystwie, które właśnie wymieniało porozumiewawcze uśmieszki. Miałam imię, całkiem przyzwoite zdrobnienie od tego imienia, więc dlaczego zwraca się do mnie tak idiotycznie?

Rozpakowałam się, podziwiając nowy wystrój wnętrza. Wykąpałam, bo akurat do tej sypialni przylegała mała łazienka z dużą wanną. A potem owinięta w ręcznik stanęłam w zadumie przed szafą.

Był tu taki jeden, który cholernie mi się spodobał już od pierwszego spojrzenia. Ja mu chyba też, bo wcześniej zdobył mój numer telefonu i wysyłał coraz bardziej pieprzne eski. Kręciło mnie to, nie powiem. Na wieczór zaplanowano huczną imprezę, tańce, hulanki, swawole. Umówiłam się z nim pod rozłożystym dębem, rosnącym na samych obrzeżach posesji. I sama przed sobą nie ukrywałam, że chciałabym czegoś więcej niż rozmowa.

Ba! Specjalnie na tę okazję schudłam kilka kilogramów i teraz podziwiałam swoją nową sylwetkę. Całkiem nieźle to wyglądało. Kupiłam też kieckę, buty i frywolną bieliznę. Włosy rozpuściłam swobodnie, dziwiąc się jak bardzo urosły. Dodałam dyskretny makijaż i z zadowoleniem gapiłam się na siebie w lustrze. Sukienka miała doskonały krój, uwydatniała to co miała uwydatniać, maskowała to co powinna zamaskować. I była w ślicznym, turkusowym kolorze, w którym było mi wyjątkowo do twarzy. Z obuwiem nie zaszalałam, bo wolałam coś bardziej stabilnego niż odlotowe szpilki na pokaz. Całość jednak zgrała się idealnie.

Liska! – Piotr bez pukania wsadził głowę i aż gwizdnął z podziwu. – To dla Artura?

Tak. Jest dobrze?

Żartujesz? Jest doskonale! Gdybym nie był zakochany, to sam nie wiem – zachichotał. – Idziemy? Zuzka już czeka na dole. Napijemy się tradycyjnie szampana i odprowadzimy cię na miejsce schadzki.

Nie trzeba, daj spokój.

Posprzeczaliśmy się jeszcze z kilka minut, po czym ruszyłam na spotkanie przeznaczeniu. Z drżącym sercem stanęłam pod rozłożystym drzewem i nerwowo potarłam dłonie. Nic dziwnego, Artur był seksowny, wysportowany, a na dodatek starszy o całe trzy lata. Pewnie już wiedział co z czym i dlaczego. To dobrze, przyda mi się ktoś doświadczony, a nie taki żółtodziób, jak ja. Mam tylko nadzieję, że to go nie zrazi? Spojrzałam w górę, na rozgwieżdżone niebo. Z żalem pomyślałam o telefonie, który zostawiłam na łóżku. W ten sposób nie miałam pojęcia, która jest godzina. Wydawało mi się, że czekam już wieki, a nie kilka minut. Lecz czas mijał, a nikt się nie pojawił. W końcu zaniepokojona opuściłam wybrane miejsce i popędziłam z powrotem do pokoju.

Nic. Zero wiadomości. Przeczytałam poprzednie, te, w których ustalaliśmy godzinę i miejsce. Wszystko się zgadzało, niczego nie spartoliłam.

Po prostu on nie przyszedł.

Gdyby nie to, że musiałam się napić, padłabym na łóżko, zalewając się łzami. A więc to tak! Najpierw prosi, błaga, a potem po prostu nie przychodzi. Co za drań! Jeśli myśli, że zaszyję się gdzieś w kacie roniąc łzy żalu… Parsknęłam ze złości, ruszając z kopyta na poszukiwania niefortunnego adoratora.

Wielkiego trudu to nie wymagało. Siedział przy stole, na jego kolanach jakaś wychudła maszkara i całowali się zawzięcie. O ile to możliwe, wściekłam się jeszcze bardziej.

Ty! – ryknęłam mu nad uchem. Efekt przeszedł moja najśmielsze oczekiwania, bo oboje spadli na ziemię z hukiem. – Pamiętasz to! – podsunęłam mu ekran telefonu przed nos. – Pamiętasz fiucie?!

Nie zamierzałam być delikatna, już i tak go skreśliłam. On również nie wyglądał na zmieszanego, za to wyraźnie był rozgniewany.

Pamiętam i co z tego? – wzruszył ramionami, a wychudła maszkara zawisła na nim z pełną satysfakcji miną. – Odpuściłem sobie i tyle. Coś jeszcze, bo jestem zajęty?

Tak – poświadczyłam pełnym słodyczy głosem i przywaliłam mu w tą bezczelną gębę. Nie spodziewałam się tylko tego, że zechce mi oddać. Miał jednak pecha, bo po chwili leżał na ziemi, powalony silnym ciosem, a nad nim stał rozjuszony Sebastian.

Nie! – zaprotestowałam. – Daj spokój!

Normalnie uciekłabym gdzie raki zimują, z daleka obserwując wynik walki. Ale tym razem nie chciałam, aby taki incydent zepsuł nam wieczór. Stanęłam przed Sebastianem, kładąc obie dłonie na jego piersi i odważnie patrząc w pełne szaleństwa oczy.

 

.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Oj Babeczka! Jak ja sie wzruszylam! Zakochalas mnie w Sebastianie i co teraz? To takie fajnie, zabawne, lekkkie! Nie tak jak moje kotlety ?
    Ten fragment o turlaniu do wody mnie roztrzaskal. Przez te moja wyobraznie oczywiscie bo zapomnialam, ze woda przy brzegu moze byc plytka. Minute sie zastanawialam jak on na glebokiej wodzie, lezy na brzuchu i jeszcze jest w stanie tak glowe wygiac by ja utrzymac nad powierzchnia. No magik jakis! Ale potem czytam, ze wlazl po pas i i i i sie zorientowalam w sytuacji. Az mi klepki pod czaszka zafurgotaly jak walnelam czolem o ekran telefonu smiejac sie z wlasnej (mam nadzieje chwilowej) glupoty.

    No i najwazniejsze: wszystkiego naj naj naj najlepszego. Zeby ten humor cie nie opuszczal. Zeby cie zycie rozpiescilo a plec brzydka na rekach nosila! Jestes genialna. Slyszysz? Po prostu Genialna!

    (Tutaj miejsce na przystojnego Sebastiana, ktory w ramach zatrudnienia na umowe o GIF bedzie robil striptis spiewajac happy birthday)

  2. K
    Kornelia
    | Odpowiedz

    Babeczko, przede wszystkim spóźnione życzenia urodzinowe 🙂 Najważniejsze zdrowie, a więc życzę zdrowia, dużo miłości, żeby dzieci były mniej problematyczne, a sobie życzę żebyś dalej dla nas czytelników pisała 🙂
    Opowiadanie bomba, ja też zakochałam się w Sebastianie! Gdzie tu teraz zrobić miejsce Piotrkowi? Nie wyobrażam sobie.

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Babeczko wszystkiego najlepszego 🙂 ja tez mam nadzieje ,że Liska będzie z Sebastianem 😉

  4. E
    Ewa
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego! 🙂
    A co do opowiadania, to zakończone w takim momencie, że… 😉

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Dołączam do pań powyżej, chcę związku Sebastiana i naszej bohaterki! ? I wszystkiego najlepszego Babeczko, dużo zdrowia przede wszystkim! ???

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Sto lat, sto lat! Oby dni pięknych i radosnych było o wiele, wiele więcej niż tych niedobrych i wnerwiających.
    Tak sobie myślę, że Sebastian nie przyłoży ręki Liski do swego serca, tylko do innego pulsującego organu:) Gościu ewidentnie czuje do Elizy miętę, tylko boi się, że ona go wyśmieje, więc błaznuje. Niby taki cwany, a jednak nie do końca. Skoro do połowy października, to znaczy, że jeszcze z 4-5 części będzie – no, Piotrek ma jeszcze szanse wystartować. Tylko, że nie bardzo wiem, jakby się to miało stać, żeby oboje z Liską odkryli nagle, że się kochają ponad życie. Jak dla mnie, to lepiej by było utemperować Sebastiana. Utemperować w sensie skakania z kwiatka na kwiatek, oczywiście, bo reszta charakteru będzie mu potrzebna w pożyciu z zadziorną Elizą. Ech, temperamentny byłby to związek:)

  7. J
    J.
    | Odpowiedz

    Babeczko, wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia, spokoju, szczęścia i radości. I oby nigdy nie zabrakło Ci pomysłów na opowiadania 😉

  8. Babeczka
    | Odpowiedz

    Za wszystkie życzenia ślicznie dziękuję 🙂 Pomysłów nie zabraknie, nawet z czasem może będzie lepiej, bo w końcu posłałam moją młodszą pociechę do przedszkola i razem z Miką przystępujemy do frontalnego ataku 😉 Co na razie oznacza porządki na stronie, usystematyzowanie dodawania poszczególnych opowiadań i ogólnie łączy się z machaniem wirtualną miotełką 😀
    Dziś mam pierwszy, prawdziwie wolny dzień, ale “odwiedziła” mnie moja stara znajoma, migrena, więc większość czasu i tak spędziłam nad miską w pozycji horyzontalnej :-)))

    A co do Łupu! Nie podoba wam się Piotruś? Może jeszcze pokaże pazurki? Olśni go, rzuci Zuzkę i padnie na kolana przed Liską? Wolicie Sebastiana? Toż to drań przecież! :-)))

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Bo my kochamy drani ????

      • K
        Kate
        |

        Oj tak kochamy. I nic tylko Sebastian proszę. 🙂

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie Sebastian Babeczko ,Piotruś niech sobie żyje spokojnie z Zuzką?

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    babeczko kochana, wszystkiego najlepszego i oby marzenia Ci się spełniły, a przede wszystkim nie kończ pisać bo twoja pasja jest przecudowna,

  11. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Tylko żebyście z Miką nie przesadziły z tym machaniem wirtualną miotełką, bo wiecie… miotełka i do latania służy:) Jak już, to nie odlatujcie poza zasięg internetu:)
    “A co do Łupu!” To nie chodzi o Piotrusia, o którym tak właściwie nic nie wiemy, ani o Sebastiana, o którym wiemy co nieco, ale zdaje mi się, że sporo w tym pozorów, ale… o Zuzę! Nie można dziewczynie łamać serca i prowokować jej do myśli, że jej ukochany przez cały czas kochał inną dziewczynę.
    A Eliza niech nabędzie kolejną figurkę kotka i tym razem trafi Sebastiana w głowę. Może wtedy ten gieroj nabierze rozumu. Odrobinę.
    Ps. Moja mama cierpiała na migreny przez wiele lat, więc teoretycznie wiem z czym się to je. Cud nastąpił gdy wreszcie trafiła na odpowiedniego lekarza i obecnie głowa boli ją nie częściej i nie mocniej niż innych śmiertelników.

  12. D
    Dana
    | Odpowiedz

    No i łupnęło!!!

Napisz nam też coś :-)