Łup! (III)

with 8 komentarzy

lekkie opowiadanie o miłościRodzice Piotrka i Sebastiana kilka lat temu kupili przepiękną posiadłość nad jeziorem. Cisza, spokój, dużo przestrzeni i masa wolnych pokoi. A jakby tych zabrakło, to była jeszcze stodoła, domek gościnny i stara przyczepa. W sumie pięć tuzinów gości dałoby radę pomieścić się bez większego problemu.Uwielbiałam to miejsce, spędzając tam prawie całe wakacje. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego pakowaliśmy z Piotrkiem bagaże, a potem fruuu! na łono natury. Najczęściej w towarzystwie Sebastiana oraz jego pokręconych kumpli i aktualnych podrywek. W zeszłym roku nie mogliśmy przyjechać, bo cała posiadłość przechodziła gruntowny remont. Tym bardziej cieszyłam się na tegoroczny wyjazd. Wręcz drżałam ze zniecierpliwienia.

– Biorę sypialnię na wieży! – wrzasnęłam, wpadając do środka. Za mną podążała cała reszta towarzystwa.

– Na wieży? – Izka, seksowna brunetka uwieszona na ramieniu Sebastiana, kapryśnie wydęła wargi. – To mnie ją obiecałeś, pamiętaj!

– Liska ma pierwszeństwo – odparł stanowczym tonem.

– Tak? – Nadąsała się jeszcze bardziej. – Ale to nie ona będzie cię budzić lodzikiem pod kołdrą, zdajesz sobie z tego sprawę?

– Liska jest dla nas jak siostra, więc nie dyskutuj za pomocą niedorzecznych argumentów – spojrzał na mnie ostrzegawczo, bo już nabierałam powietrza w usta, aby powiedzieć coś tej kretynce. Lodzik pod kołdrą! Też wymyśliła! – Idź pączusiu, rozgość się. Wieża jest cała twoja.

Czy on mógłby nie nazywać mnie pączusiem? Zwłaszcza w tak licznym towarzystwie, które właśnie wymieniało porozumiewawcze uśmieszki. Miałam imię, całkiem przyzwoite zdrobnienie od tego imienia, więc dlaczego zwraca się do mnie tak idiotycznie?

Rozpakowałam się, podziwiając nowy wystrój wnętrza. Wykąpałam, bo akurat do tej sypialni przylegała mała łazienka z dużą wanną. A potem owinięta w ręcznik stanęłam w zadumie przed szafą.

Był tu taki jeden, który cholernie mi się spodobał już od pierwszego spojrzenia. Ja mu chyba też, bo wcześniej zdobył mój numer telefonu i wysyłał coraz bardziej pieprzne eski. Kręciło mnie to, nie powiem. Na wieczór zaplanowano huczną imprezę, tańce, hulanki, swawole. Umówiłam się z nim pod rozłożystym dębem, rosnącym na samych obrzeżach posesji. I sama przed sobą nie ukrywałam, że chciałabym czegoś więcej niż rozmowa.

Ba! Specjalnie na tę okazję schudłam kilka kilogramów i teraz podziwiałam swoją nową sylwetkę. Całkiem nieźle to wyglądało. Kupiłam też kieckę, buty i frywolną bieliznę. Włosy rozpuściłam swobodnie, dziwiąc się jak bardzo urosły. Dodałam dyskretny makijaż i z zadowoleniem gapiłam się na siebie w lustrze. Sukienka miała doskonały krój, uwydatniała to co miała uwydatniać, maskowała to co powinna zamaskować. I była w ślicznym, turkusowym kolorze, w którym było mi wyjątkowo do twarzy. Z obuwiem nie zaszalałam, bo wolałam coś bardziej stabilnego niż odlotowe szpilki na pokaz. Całość jednak zgrała się idealnie.

– Liska! – Piotr bez pukania wsadził głowę i aż gwizdnął z podziwu. – To dla Artura?

– Tak. Jest dobrze?

– Żartujesz? Jest doskonale! Gdybym nie był zakochany, to sam nie wiem – zachichotał. – Idziemy? Zuzka już czeka na dole. Napijemy się tradycyjnie szampana i odprowadzimy cię na miejsce schadzki.

– Nie trzeba, daj spokój.

Posprzeczaliśmy się jeszcze z kilka minut, po czym ruszyłam na spotkanie przeznaczeniu. Z drżącym sercem stanęłam pod rozłożystym drzewem i nerwowo potarłam dłonie. Nic dziwnego, Artur był seksowny, wysportowany, a na dodatek starszy o całe trzy lata. Pewnie już wiedział co z czym i dlaczego. To dobrze, przyda mi się ktoś doświadczony, a nie taki żółtodziób, jak ja. Mam tylko nadzieję, że to go nie zrazi? Spojrzałam w górę, na rozgwieżdżone niebo. Z żalem pomyślałam o telefonie, który zostawiłam na łóżku. W ten sposób nie miałam pojęcia, która jest godzina. Wydawało mi się, że czekam już wieki, a nie kilka minut. Lecz czas mijał, a nikt się nie pojawił. W końcu zaniepokojona opuściłam wybrane miejsce i popędziłam z powrotem do pokoju.

Nic. Zero wiadomości. Przeczytałam poprzednie, te, w których ustalaliśmy godzinę i miejsce. Wszystko się zgadzało, niczego nie spartoliłam.

Po prostu on nie przyszedł.

Gdyby nie to, że musiałam się napić, padłabym na łóżko, zalewając się łzami. A więc to tak! Najpierw prosi, błaga, a potem po prostu nie przychodzi. Co za drań! Jeśli myśli, że zaszyję się gdzieś w kacie roniąc łzy żalu… Parsknęłam ze złości, ruszając z kopyta na poszukiwania niefortunnego adoratora.

Wielkiego trudu to nie wymagało. Siedział przy stole, na jego kolanach jakaś wychudła maszkara i całowali się zawzięcie. O ile to możliwe, wściekłam się jeszcze bardziej.

– Ty! – ryknęłam mu nad uchem. Efekt przeszedł moja najśmielsze oczekiwania, bo oboje spadli na ziemię z hukiem. – Pamiętasz to! – podsunęłam mu ekran telefonu przed nos. – Pamiętasz fiucie?!

Nie zamierzałam być delikatna, już i tak go skreśliłam. On również nie wyglądał na zmieszanego, za to wyraźnie był rozgniewany.

– Pamiętam i co z tego? – wzruszył ramionami, a wychudła maszkara zawisła na nim z pełną satysfakcji miną. – Odpuściłem sobie i tyle. Coś jeszcze, bo jestem zajęty?

– Tak – poświadczyłam pełnym słodyczy głosem i przywaliłam mu w tą bezczelną gębę. Nie spodziewałam się tylko tego, że zechce mi oddać. Miał jednak pecha, bo po chwili leżał na ziemi, powalony silnym ciosem, a nad nim stał rozjuszony Sebastian.

– Nie! – zaprotestowałam. – Daj spokój!

Normalnie uciekłabym gdzie raki zimują, z daleka obserwując wynik walki. Ale tym razem nie chciałam, aby taki incydent zepsuł nam wieczór. Stanęłam przed Sebastianem, kładąc obie dłonie na jego piersi i odważnie patrząc w pełne szaleństwa oczy.

– Nie – powtórzyłam, tym razem spokojniej. – Chodź, mam ochotę się przejść.

– Z nim? – Artur parsknął śmiechem, ocierając zakrwawione oblicze. – A jak myślisz? Kto mi zabronił pojawić się na umówionym miejscu? Twój starszy pseudo braciszek. Wolałem zrezygnować niż mieć złamany nos i powybijane zęby. Więc pretensje kieruj tylko do niego.

– To prawda? – spojrzałam surowo na milczącego Sebastiana. Powoli skinął głową. I nagle przypomnieli mi się ci wszyscy chłopcy umykający w popłochu na mój widok.

– Idziemy! – wysyczałam, ciągnąc go za sobą. Nie protestował. Zatrzymaliśmy się z dala od całego towarzystwa, tuż pod niewielkim domkiem gościnnym.

– A teraz mów, co to ma wszystko znaczyć?! – wrzasnęłam, tarmosząc go za koszulkę.

– Nie umówił się z tobą na czytanie poezji i trzymanie za rączki.

– Przecież wiem! – Wplotłam palce we włosy i dla odmiany zaczęłam je tarmosić. – I co z tego?

– Powinnaś znaleźć sobie porządnego chłopaka, a nie takiego, który myśli tylko o jednym.

– A skąd ty to możesz wiedzieć?

– Bo robię to samo co on, podrywam, bawię się, a gdy pojawi się nuda, porzucam.

– A może ja bym chciała być porzucona? Przynajmniej miałaby co opowiadać wnukom!

Usiadł na ściętym pieńku,  a jego oczy znalazły się prawie dokładnie naprzeciwko moich.

– Co z Piotrkiem? Wszyscy myśleliśmy, że będziecie razem.

– Jest dla mnie jak brat. Żadnej chemii, żadnych motylków w brzuchu. Jest jak przyjaciółka. Najlepsza. Taka, której mogę się ze wszystkiego zwierzyć.

– Serio? – Sebastian wyraźnie się ożywił. – Ze wszystkiego? Omawiacie też techniki masturbacji? Plotkujecie na temat kupna wibratora?

Co ja miałam z nim zrobić? Kpiarz. Ale najwyraźniej się o mnie troszczył. Tak po bratersku, pomyślałam z nagłym przygnębieniem. Szkoda że tylko tak po bratersku…

– Idę się upić – oznajmiłam ponuro. – Co mi pozostało?

– Ja – oświadczył wesoło. – Chcesz się przyłączyć do mnie i Izuni?

– Weź się lecz erotomanie!

– Chciałaś mieć co opowiadać wnukom.

Popukałam się w głowę i dałam spokój. Był niepoprawny. Pozbawiona złudzeń co do randki z Arturem, ruszyłam na poszukiwania alkoholu. Możliwie mocnego i w dużej ilości.

Zaczęłam od piwa, przekąsiłam drinkami, a na sam koniec chwyciłam flaszkę szampana i pociągnęłam z gwinta. Było mi radośnie, lekko, tylko ten świat dookoła tak dziwnie wirował. Poza tym stwierdziłam, że noc nie tylko jest ciepła, ale i gorąca, a sukienka, którą kupiłam na szybko, strasznie niewygodna. Więcej nie pamiętam.

Nie było mi błogo po przebudzeniu. Wręcz przeciwnie, ból rozsadzał głowę, żołądek skręcił się w supełek, a poza tym od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że to nie mój pokój na wieży.

– Gdzie ja do cholery jestem? – mruknęłam, podejrzliwie rozglądając się dookoła. I wtedy otworzyły się drzwi, a do środka wkroczył rozbawiony Sebastian.

– Obudziłaś się pączusiu? – spytał, paradując przede mną w samym tylko ręczniku owiniętym dookoła bioder.

– Nooo – odpowiedziałam przeciągle, gapiąc się na niego bezmyślnie. – To twoja sypialnia?

– Tak.

– Ale co ja tu robię? – jęknęłam, a zaraz potem spojrzałam pod kołdrę. – O jasny gwint! Jestem naga!

– Zaraz tam naga. Robiłaś striptis na pomoście, bo chciałaś się kąpać na waleta, na szczęście zdążyłaś zdjąć jedynie buty i sukienkę.

– Ja robiłam striptis? Ja?! I dlaczego do cholery nie zaniosłeś mnie do mojego łóżka?!

– Tu było bliżej. Poza tym Izka mogła spędzić chociaż jedną noc na wieży. I obudzić mnie lodzikiem.

Walnęłam twarzą w poduszkę. Zaraz potem mnie poderwało, bo uświadomiłam sobie, że przecież w tych pościelach gził się pewnie ze swoją Izunią.

– A fuj! – wyskoczyłam jak oparzona, ale oczywiście potknęłam się i rymnęłam jak długa. Sebastian przyglądał mi się z ciekawością, nadal ubrany jedynie w ręcznik. – Co się tak gapisz?

– Raczej na co… – Jego wymowne spojrzenie spoczęło na moich półnagich pośladkach.

Obrażona, pomaszerowałam do swojej wieży, pomstując po drodze na wszystkich facetów świata. Obiecałam też sobie, że jeśli zastanę we własnym łóżku tę lafiryndę, to przysięgam, wypchnę ją przez okno! Na szczęście nie było takiej potrzeby. Szczerze mówiąc mój pokój wyglądał tak jak wczoraj, gdy wypadłam z niego w pośpiechu, z telefonem w dłoni. Zaścielone łóżko, niedopita herbata, ciuchy porozrzucane na podłodze.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kate
    | Odpowiedz

    Rany i znowu oczekiwanie na następny rozdział, oby szybko .
    Tak ja już widzę to troszczenie się Sebastiana jak starszego brata .Oj coś czuję że będzie się działo. 😋

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Ja również liczę na coś pikantnego między Izą a Sebastianem ☺

  3. Kornelia
    | Odpowiedz

    Sebastian ma chęć na Liske i to ogromną. Już nie mogę się doczekać następnej, tylko tyle czekania 🙁

  4. Nikozja
    | Odpowiedz

    Och oby to Sebastian był tą niespodziewaną miłością… 😍 Bo ten Piotruś jakiś taki mdły i nijaki.

  5. Kaja
    | Odpowiedz

    Czy inspirowałaś się może filmem
    ,, The kissing booth”? Fabuła opowiadania bardzo przypomina mi ten film 😀

  6. Weronika
    | Odpowiedz

    Przy poprzedniej części już padła odpowiedź na to pytanie, że tak 🙂

  7. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Zdaje się, że Izunia nie miała zbyt wielkiego pożytku z Sebastiana, skoro zajęty był pilnowaniem Elizy. Niby z myślą o bracie dba o jej cnotę niewieścią, ale czy aby na pewno? A może raczej upewnia się, że na 100% nie jest Piotrkiem zainteresowana i chleba z tej mąki nie będzie. Ma na Elizę ochotę, ale nie chce potraktować jej jak innych podrywek, a może i dopiero sobie tę ochotę tak gruntownie uświadomił. I boi się. Boi się, że Liskę skrzywdzi, albo że ona go wyśmieje, jeśli się przed nią odkryje. Niełatwo wyjść z roli “starszego brata”, kpiarza i prześmiewcy, i pokazać Elizie, że mu na niej zależy i raczej nie siostrzane uczucia wchodzą w grę. Roli dla Piotrka to ja tu za bardzo nie widzę, ale jeszcze nie stawiam na nim krzyżyka.

  8. Monika G.
    | Odpowiedz

    Jak ja tej Izie wspolczuje.

Napisz nam też coś :-)