Łup! (IV)

with 13 komentarzy

lekkie opowiadanie o miłości

W sobotę skończyłam czterdzieści lat... Ale powiem wam, że chociaż teoretycznie połowa życia za mną, to jakoś się staro nie czuję. E tam, czuję się dokładnie tak samo jak tydzień temu, nawet leczona kanałowo siódemka łupie mnie tak samo mimo zatrucia ;-D nie dając spać po nocach 😉 Na razie pochłonęło mnie zakończenie Warstw, Łupa mam już gotowego, prawdopodobnie będzie się ukazywał do połowy października. A w zapowiedziach Kapciuszek, gdzie nadobna Marysia będzie walczyła nie o zostanie książęcą małżonką, a o emancypację panien w całym królestwie :-)))

 

– To gdzie oni do licha spali? – mruknęłam, wchodząc do łazienki. Tutaj również nic. Umywalka sucha, dno wanny także. Wzruszyłam ramionami, postanawiając nie przejmować się głupstwami. Wykąpałam się, zdrzemnęłam, wypiłam kawę, a na samym końcu poszłam opalać. Towarzystwo miałam liczne, bo pogoda wręcz zmuszała do wylegiwania się na słoneczku lub przeciwnie, na plaży, w cieniu, tuż obok migoczącego lustra wody. Pogawędziłam z Piotrkiem, zagraliśmy z Zuzką w tysiąca, na szczęście nie rozbieranego, bo biedak musiałby paradować na golasa. Raz tylko się zirytowałam, kiedy mój sokoli wzrok spoczął na męskiej dłoni wmasowującej w zgrabne uda olejek do opalania. Potem Izunia zniknęła we wnętrzu domu, kusząco kręcąc pupą, lecz zaraz pojawiły się jej następczynie w ilości sztuk trzech. Aż mnie otrząsnęło, gdy tak lepiły się do niego, głupawo chichocząc. Poczułam też wstyd za cały rodzaj żeński i obiecałam sobie solennie, że chociaż ja będę trzymać fason. Co oznaczało plucie jadem, wzgardliwą oziębłość oraz pyskowanie, aż echo pójdzie po jeziorze.

– Coś ty taka nadęta? Pszczoły cię pokąsały pączusiu?

Tak się zamyśliłam nad przywarami własnej płci, że nie zauważyłam jak usiadł tuż obok.

– Sebastian – odwróciłam się do niego przodem, poprawiając okulary zjeżdżające z nosa. – Mam prośbę. Wiem że dla ciebie to zabawne, ale nie nazywaj mnie pączusiem. Przynajmniej w towarzystwie obcych osób.

– A widzisz tutaj kogoś obcego?

Milczałam potępiająco, godnie nadęta. Na dodatek zaczęło przypiekać mnie słońce, przed którym uciekłam i rozważałam właśnie zmianę miejsce. A może lepiej pójść coś zjeść? Lub namówić Piotrka i Zuzkę na wspólny wypad rowerowy?

Drgnęłam gwałtownie, gdy gorąca, męska dłoń przesunęła się po moich plecach.

– Co robisz?

– Powinnaś się nasmarować, bo będziesz wyglądała jak przypieczona frytka. – Powoli i metodycznie rozsmarowywał krem na mojej rozpalonej skórze. Delikatnie, jakby to była pieszczota, a nie zupełnie prozaiczna czynność. Do pierwszej ręki dołączyła druga, a obie powędrowały najpierw na moje ramiona, potem wróciły na plecy, zjechały niżej i niżej…

– Sebastian! – upomniałam go surowo. – Tam sama dam radę się posmarować.

– Wiem – westchnął, po czym energicznie przekulał się po trawie i wpadł z hukiem do wody. Leżał na brzuchu, a wystawała mu tylko głowa. Niby normalnie, ale miał podejrzaną minę. – Idziesz ze mną popływać?

– Przecież wiesz, że nie umiem.

– Tym bardziej chodź, nauczę cię – powiedział zachęcająco. – No dalej Liska, każdy powinien opanować chociaż niezbędne minimum. Już dwa lata temu nieźle nam szło.

– Akurat – mruknęłam, wspominając z niechęcią tamtą kompromitację, gdy podlec zepchnął mnie z pomostu, a na ratunek rzucił się oburzony Piotrek. – Chciałeś mnie utopić.

– Byłem zwolennikiem radykalnych metod. No chodź! Woda jest cudowna, zwłaszcza w tak upalne popołudnie – kusił.

– A co powie twoja lodziarka?

– Nic – zachichotał. Był już po pas w wodzie i trzeba przyznać że z mokrymi włosami, kropelkami połyskującymi na nagiej skórze, wyglądał jak milion dolarów. Cholera, nawet dwa. I jak ja miałam odmówić?

– Idę. Tylko żadnych podejrzanych numerów – zastrzegłam.

Różnica pomiędzy gorącym, nagrzanym powietrzem, a chłodną, przynoszącą ukojenie wodą, była kolosalna. Zanurzyłam się po samą szyję, zamknęłam oczy i przez moment delektowałam się tą przyjemnością. Zaraz potem coś z impetem uderzyło w moje łydki. Wrzasnęłam i zanurzyłam się znacznie bardziej. Po czym parskając i plując wyskoczyłam nad powierzchnię tafli wody.

– Sebastian! – wycharczałam. – Zabiję cię, przysięgam!

– No co? – pojawił się tuż obok. – Nurkować też cię nauczę.

Za długo nie poćwiczyliśmy, bo oczywiście robił wszystko, aby mnie zirytować. W końcu porzuciłam jego towarzystwo, wzgardliwie milcząc i nie reagując na rozbawione, a nawet trochę drwiące „Pączusiu, wróć!”. Od razu znalazła się chętna, aby mnie zastąpić, ale wtedy to Sebastian dał nogę.

Po posiłku zdrzemnęłam się godzinkę. Później starannie nasmarowałam balsamem, bo jednak słońce na spółkę z wodą, strasznie ją wysuszyło. Na końcu ubrałam zwykłe dżinsowe szorty oraz luźną koszulkę i podreptałam w kierunku jeziora, nad którego brzegiem właśnie rozpalano ognisko. Pomimo pijaństwa ostatniej nocy skusiłam się na malinowego redsa, po czym pogawędziłam sobie beztrosko, pośmiałam się z opowiadanych kawałów, a na końcu wzięłam udział w koncercie podpitego chóru, który zawodził tak, że chyba wszystkie ryby w jeziorze pozdychały, a pobliska zwierzyna uciekła w popłochu. Potem towarzystwo się rozpierzchło, zostało zaledwie kilka osób, w tym Sebastian, z przytuloną do ramienia seksowną blondynką. Przelotnie zastanowiłam się, gdzie się podziała Iza, ale takie jego postępowanie nie było dla mnie czymś zaskakującym. I czymś, nad czym bym długo rozmyślała.

– Zagramy? – zaproponował ktoś ochoczo.

– W karty?

– Tradycyjnie, w butelkę! Pytanie albo wyzwanie.

– Żadnych wyzwań! – wzdrygnęłam się, bo przy ostatniej takiej zabawie wylądowałam w pokrzywach. Pewnie doskonale podziałały na reumatyzm, którego mogłam się nabawić za pół wieku, za to znacznie gorzej na charakter. – Nie wyrośliśmy już z takich zabaw?

– Liska, daj spokój! – Zagłuszyli moje nieśmiałe protesty. W końcu stanęło na tym, że osoba, na którą wskaże butelka, będzie musiała zakryć oczy i odgadnąć, kto ją pocałował. Bez względu na płeć. Jak nie zgadnie, to musi coś z siebie zdjąć. Szczęśliwiec, który wygra, dodatkowo będzie musiał wykąpać się z jeziorze.

– Do ostatniej sztuki – upierał się rudowłosy chłopak, którego imienia za nic nie mogłam sobie przypomnieć.

– Zwariowałeś?! – Na szczęście dziewczyny go zakrzyczały i stanęło na bieliźnie. Podczas zażartej dyskusji usiłowałam dyskretnie się ulotnić, ale nic z tego. Posadzono mnie w kręgu dziewięciu osób, skarcono za brak entuzjazmu i podano kolejną butelkę piwa.

– Malinowym redsem to ja się nie upiję – mruknęłam z rezygnacją. Jakoś nie bardzo mi te pocałunki pasowały. Z drugiej strony to tylko zabawa. Powinnam wrzucić na luz, pośmiać się, a w odpowiedniej chwil dać nogę. Przecież nie przyprowadzą mnie z powrotem na siłę?

Ja piłam niskoprocentowe piwo, lecz inni nie byli już tak ostrożni. Piotrek z Zuzką ulotnili się jeszcze przed propozycją gry w butelkę, więc faktycznie siedziałam z obcymi sobie ludźmi, w przeważającej części znajomymi Sebastiana. On sam również zniknął. Męska płeć przeważała, bo facetów było pięciu, a nas tylko cztery. Ktoś przyniósł czarny szalik do przewiązywania oczu i zabawa zaczęła się na całego.

Miałam wyjątkowe szczęście, bo piekielna butelka zatrzymywała się przed każdym, prócz mnie. Po godzinie jeden chłopak siedział już w samych slipkach oraz skarpetkach, a drugi smacznie pochrapywał, rozebrany prawie do rosołu. Z dziewczyn tylko ja miałam na sobie komplet ciuchów, pozostałe trzy odważnie prezentowały światu swoje wdzięki. Niestety, rozbawiona oraz rozzuchwalona dobrą passą, zapomniałam, że miałam się ulotnić. No i w końcu padło na mnie…

– Nie podglądaj! – przykazała surowo rudowłosa Kaśka.

– Jak mam nie podglądać, jak kneblujesz mi usta, a nie zasłaniasz oczy? – spytałam z irytacją.

– A, sorry!

Musiałam jej pomóc, bo inaczej jeszcze by mnie udusiła. Po chwili siedziałam w bezruchu, wyprostowana jak struna, całkiem ślepa, otoczona przez chichoczące towarzystwo. Spodziewałam się zwykłego całusa, albo szybkiego macanka, bo nasi panowie nie byli już zdolni do czegoś więcej.

Męskie dłonie delikatnie ujęły moją twarz. Poczułam ciepło drugiego ciała, oddech z lekką nutą alkoholu, gorące, niemal parzące wargi. Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się, kto u diabła jest jeszcze na tyle trzeźwy, aby zdobyć się na taką subtelność. Zaraz potem przestałam myśleć…

Smakował mnie. Badał czubkiem języka wnętrze moich ust. Pieścił, drażnił. Objął w pasie i przyciągnął ku sobie, pogłębiając jednocześnie pocałunek. A ja zapomniałam o swej niechęci, o proteście. Zapomniałam o otaczających nas ludziach, o tym, że miała to być tylko zabawa. Objęłam jego szyję i nieudolnie, ale za to z ogromnym głodem, odpowiedziałam na ten pocałunek.

Zresztą, jaki pocałunek? To był grom z jasnego nieba! Z nocnego nieba! Rozpalił we mnie pożądanie, obudził wszystko, co z takim trudem próbowałam pozostawić w uśpieniu.

– Sebastian? – rozległ się zdumiony głos Piotrka. – Liska?

Momentalnie otrzeźwiałam. Z jękiem wyrwałam się, zrywając jednocześnie szalik zawiązany na moich oczach. I tak, to była prawda. Tuż obok siedział ten paskudnik, a na dodatek wyglądał na mocno zadowolonego, jak lis, który właśnie wkradł się do kurnika i załapał na królewską ucztę.

– Jak śmiesz?...

– Pączusiu nie irytuj się tak. To tylko zwykły pocałunek. Przyjacielski buziak. – Jeśli chciał mnie uspokoić, to raczej osiągnął całkiem odwrotny efekt. Wściekła byłam nieziemsko, a gdzieś tam w moim wnętrzu, kiełkowało potężne rozczarowanie. A więc dla niego to był tylko buziak? Przyjacielski? Skrzętnie ukryłam uczucie zawodu, eksponując jedynie gniew. Bluzgnęłam przekleństwem, po czym godnie oddaliłam się w kierunku jeziora. Musiałam się przejść, inaczej chyba bym eksplodowała. Zwykły pocałunek? Dla niego może był i zwykły, dla mnie… Szybko zniknęłam z ludzkich oczu. Schowałam się za gęstymi krzakami, usiadłam na powalonym pniu drzewa i skuliłam, podciągając kolana pod brodę. W wodach jeziora odbijało się światło naszego ogniska i tysięcy gwiazd, a ja właśnie myślałam, że mój pierwszy prawdziwy pocałunek wypadł tak beznadziejnie.

Dlaczego on mi to zrobił? Chciał się zabawić moim kosztem czy po był to tylko jeden z jego dowcipów? Pod powiekami zapiekły łzy. To nie tak miało być, nie z nim. A na dodatek zareagowałam tak żywiołowo, prawie się na niego rzuciłam.

– Liska, jesteś tutaj?

– Czego? – warknęłam, w pośpiechu ocierając mokre policzki. Niby było ciemno, ale kto tam wie. – Chcę być sama, tak trudno to zauważyć?

– Piotrek strasznie mnie skrzyczał. – Sebastian usiadł naprzeciwko, próbując złowić moje spojrzenie. Nic z tego, uporczywie odwracałam wzrok, patrząc na wszystko, prócz jego niewyraźnej sylwetki. – Serio, nie robiłaś tego wcześniej?

– Powiedział ci?

– Raczej wykrzyczał w gniewie. A podobało ci się? – spytał z nieukrywaną ciekawością.

– Ukatrupię cię, a zwłoki zawinę w prześcieradło, obciążę kamieniem i wrzucę do jeziora – wymamrotałam. – Bezduszny drań! Idź się bawić kosztem kogoś innego.

– Nie bawię się – odparł cicho. – Daj rękę.

– Po co?

– No, daj.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Oj Babeczka! Jak ja sie wzruszylam! Zakochalas mnie w Sebastianie i co teraz? To takie fajnie, zabawne, lekkkie! Nie tak jak moje kotlety 😭
    Ten fragment o turlaniu do wody mnie roztrzaskal. Przez te moja wyobraznie oczywiscie bo zapomnialam, ze woda przy brzegu moze byc plytka. Minute sie zastanawialam jak on na glebokiej wodzie, lezy na brzuchu i jeszcze jest w stanie tak glowe wygiac by ja utrzymac nad powierzchnia. No magik jakis! Ale potem czytam, ze wlazl po pas i i i i sie zorientowalam w sytuacji. Az mi klepki pod czaszka zafurgotaly jak walnelam czolem o ekran telefonu smiejac sie z wlasnej (mam nadzieje chwilowej) glupoty.

    No i najwazniejsze: wszystkiego naj naj naj najlepszego. Zeby ten humor cie nie opuszczal. Zeby cie zycie rozpiescilo a plec brzydka na rekach nosila! Jestes genialna. Slyszysz? Po prostu Genialna!

    (Tutaj miejsce na przystojnego Sebastiana, ktory w ramach zatrudnienia na umowe o GIF bedzie robil striptis spiewajac happy birthday)

  2. Kornelia
    | Odpowiedz

    Babeczko, przede wszystkim spóźnione życzenia urodzinowe 🙂 Najważniejsze zdrowie, a więc życzę zdrowia, dużo miłości, żeby dzieci były mniej problematyczne, a sobie życzę żebyś dalej dla nas czytelników pisała 🙂
    Opowiadanie bomba, ja też zakochałam się w Sebastianie! Gdzie tu teraz zrobić miejsce Piotrkowi? Nie wyobrażam sobie.

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Babeczko wszystkiego najlepszego 🙂 ja tez mam nadzieje ,że Liska będzie z Sebastianem 😉

  4. Ewa
    | Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego! 🙂
    A co do opowiadania, to zakończone w takim momencie, że… 😉

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Dołączam do pań powyżej, chcę związku Sebastiana i naszej bohaterki! 🙏 I wszystkiego najlepszego Babeczko, dużo zdrowia przede wszystkim! 🎂🎁🎈

  6. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Sto lat, sto lat! Oby dni pięknych i radosnych było o wiele, wiele więcej niż tych niedobrych i wnerwiających.
    Tak sobie myślę, że Sebastian nie przyłoży ręki Liski do swego serca, tylko do innego pulsującego organu:) Gościu ewidentnie czuje do Elizy miętę, tylko boi się, że ona go wyśmieje, więc błaznuje. Niby taki cwany, a jednak nie do końca. Skoro do połowy października, to znaczy, że jeszcze z 4-5 części będzie – no, Piotrek ma jeszcze szanse wystartować. Tylko, że nie bardzo wiem, jakby się to miało stać, żeby oboje z Liską odkryli nagle, że się kochają ponad życie. Jak dla mnie, to lepiej by było utemperować Sebastiana. Utemperować w sensie skakania z kwiatka na kwiatek, oczywiście, bo reszta charakteru będzie mu potrzebna w pożyciu z zadziorną Elizą. Ech, temperamentny byłby to związek:)

  7. J.
    | Odpowiedz

    Babeczko, wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia, spokoju, szczęścia i radości. I oby nigdy nie zabrakło Ci pomysłów na opowiadania 😉

  8. Babeczka
    | Odpowiedz

    Za wszystkie życzenia ślicznie dziękuję 🙂 Pomysłów nie zabraknie, nawet z czasem może będzie lepiej, bo w końcu posłałam moją młodszą pociechę do przedszkola i razem z Miką przystępujemy do frontalnego ataku 😉 Co na razie oznacza porządki na stronie, usystematyzowanie dodawania poszczególnych opowiadań i ogólnie łączy się z machaniem wirtualną miotełką 😀
    Dziś mam pierwszy, prawdziwie wolny dzień, ale “odwiedziła” mnie moja stara znajoma, migrena, więc większość czasu i tak spędziłam nad miską w pozycji horyzontalnej :-)))

    A co do Łupu! Nie podoba wam się Piotruś? Może jeszcze pokaże pazurki? Olśni go, rzuci Zuzkę i padnie na kolana przed Liską? Wolicie Sebastiana? Toż to drań przecież! :-)))

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Bo my kochamy drani 😂😂😂😂

      • Kate
        |

        Oj tak kochamy. I nic tylko Sebastian proszę. 🙂

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie Sebastian Babeczko ,Piotruś niech sobie żyje spokojnie z Zuzką😁

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    babeczko kochana, wszystkiego najlepszego i oby marzenia Ci się spełniły, a przede wszystkim nie kończ pisać bo twoja pasja jest przecudowna,

  11. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Tylko żebyście z Miką nie przesadziły z tym machaniem wirtualną miotełką, bo wiecie… miotełka i do latania służy:) Jak już, to nie odlatujcie poza zasięg internetu:)
    “A co do Łupu!” To nie chodzi o Piotrusia, o którym tak właściwie nic nie wiemy, ani o Sebastiana, o którym wiemy co nieco, ale zdaje mi się, że sporo w tym pozorów, ale… o Zuzę! Nie można dziewczynie łamać serca i prowokować jej do myśli, że jej ukochany przez cały czas kochał inną dziewczynę.
    A Eliza niech nabędzie kolejną figurkę kotka i tym razem trafi Sebastiana w głowę. Może wtedy ten gieroj nabierze rozumu. Odrobinę.
    Ps. Moja mama cierpiała na migreny przez wiele lat, więc teoretycznie wiem z czym się to je. Cud nastąpił gdy wreszcie trafiła na odpowiedniego lekarza i obecnie głowa boli ją nie częściej i nie mocniej niż innych śmiertelników.

Napisz nam też coś :-)