Łup! (V)

with 10 komentarzy

lekkie opowiadanie o miłości
W końcu udało mi się dodać słowo wstępu 🙂 To już ostatnia część i pora pożegnać się z kpiarzem Sebastianem i lekko szaloną Liską. Teraz w bezpłatnych opowiadaniach publikowanych bezpośrednio na stronie pałeczkę przejmie Mika i jej Kuchta. Kończę również Warstwy i daję coś nowego pod wiele znaczącym tytułem Jak pies z kotem. Wiem, wiem miało być Marzenie, ale rośnie we mnie chęć, aby w przyszłym roku wybrać się jednak do Rosji. Ktoś z Was był? Jakieś dobre rady? Konkretnie Moskwa, bo wymarzona kolej transsyberyjska musi zaczekać. To nie dla czterolatka 😉

 

Wcale nie mam ochoty na wyjazd czy rozmyślanie w samotności o twoich prawdziwych czy wyimaginowanych wadach – przyznałam szczerze. – Piotrek nie zasiał we mnie zwątpienia, on po prostu wydobył na wierzch niepokój, który siedział gdzieś głęboko, zakopany przez wydarzenia ostatnich dni.

Padł plecami na łóżko, pociągając mnie za sobą.

Ładnie to ujęłaś. W ogóle jak nie przeklinasz i nie rzucasz mięsem, to bardzo inteligentnie się wyrażasz.

Coś mało się przejmujesz moim niepokojem – mruknęłam, przesuwając ręką po jego płaskim, twardym brzuchu. Niżej i niżej, aż znalazła się u celu.

Liska, nie jesteś jakimś rozhisteryzowanym dziewczęciem. Skoro od razu nie dostałem wyraźnego kopa w cztery litery, to oznacza, że dałaś nam szansę. W przeciwnym razie, aby cię uwieść, musiałbym przeprowadzić zabieg lobotomii. – Przymknął oczy, podczas gdy moja dłoń wślizgnęła się za pasek spodni. – Nie, nie zabieraj jej stamtąd. Proszę!

Wcale nie zamierzałam. Cofnęłam się tylko odrobinę, bo było mi niewygodnie. Masowałam i pieściłam coraz bardziej twardego penisa, zastanawiając się czy jestem gotowa na seks oralny. Szczerze mówiąc, miałam szaloną ochotę to zrobić, spróbować go, posmakować. Sprawdzić jak zareaguje na moje pieszczoty. A na końcu zażądać rewanżu. Już na sama myśl o tym się oblizywałam. W ogóle gdy pomyślałam, ile ciekawych rzeczy moglibyśmy razem robić, w jakich miejscach się kochać, to od razu zaczynałam drżeć z podniecenia. Przestrogi Piotrka upchnęłam na razie w kąt, postanawiając wykorzystać sytuację.

Nie zabiorę – zapewniłam Sebastiana schrypniętym głosem.

Tego też nie robiłaś? – Otworzył jedno oko zerkając na mnie z ciekawością.

– Trenowałam na wibratorze, ale jak włączyłam średnią prędkość, o mało co nie pogubiłam zębów – przyznałam uczciwie. Aż uniósł głowę, gapiąc się na mnie z niedowierzeniem. – No co? Każdy ma prawo do błędów.

9.

Zaczął się śmiać, ale właśnie wtedy pochyliłam się i nie odsuwając materiału bokserek, zaczęłam go pieścić wargami. Od razu przeszła mu ochota na śmichy chichy. Moja ręka zjechała niżej i kontynuowała masaż u samej nasady, potem zacisnęła się na twardych, całkiem sporych jądrach. Trochę to było niewygodne, za to diabelnie podniecające.

Zdejmę spodnie – wydyszał.

Nie – zaprotestowałam. – Ja to zrobię. Unieś biodra.

Bez problemu zsunęłam z niego krótkie dżinsowe szorty, a później bokserki ozdobione śmiesznym napisem. Wprawy nie miałam, ale za to sporo zapału. Zresztą co tu dużo mówić, nie musiałam wkładać wiele wysiłku. Już był gotowy do akcji.

Powoli – wymruczałam, zastanawiając się od czego powinnam zacząć. – Gdzie ci się tak spieszy?

Liska, błagam!

O co?

– Masz minę jakbyś chciała mi go odgryźć. – Sebastian uniósł się na łokciach, obserwując z ciekawością moje podchody. I najwyraźniej skubaniec jeden dusił się ze śmiechu.

– To było podłe! – Nadęłam się z godnością. Nie powiem, zrobiło mi się trochę głupio. I przykro. Wrednie postanowiłam dać mu nauczkę. Co prawda nie odgryzłam mu niczego, lecz musiał mnie długo i z zapałem przepraszać.

Po prawie całej godzinie i jednym cudownym orgazmie, poddałam się i w końcu mu wybaczyłam.

***

Kolejne dni upływały nam na leniuchowaniu oraz wyszukiwaniu miejsc, gdzie można byłoby uprawiać seks czy chociażby się przytulić. To ostatnie miało konkretny powód. Przyjechało jeszcze z tuzin ludzi i poza sypialnią ciężko było o chwilę samotności. Oczywiście Sebastian przeniósł się do mnie, na górę, bo nie było co głupio się krygować. Piotrek nadal wyglądał na zaniepokojonego, ale chyba postanowił dać nam szansę i już więcej nic nie mówił.

Sielanka trwała dziewięć dni. Przez ten czas czułam się jak bohaterka starego romansu. W łóżku Sebastian przechodził sam siebie i spróbowaliśmy chyba wszystkiego, co możliwe. Z tych normalnych rzeczy rozumie się. Poza tym byłam adorowana, przytulana, całowana i obdarowywana kwiatami. Jedyne co mu szwankowało, to komplementy, a znienawidzona ksywka „pączuś” zaczęła powoli doprowadzać mnie do białej gorączki. Dziesiątego dnia ogłosiłam bunt i urządziłam karczemną awanturę.

Jakie „pączusiu”? Wypchaj się swoim „pączusiem”! – warczałam, podczas gdy on przygotowywał kawę. Moje słowa potraktował oczywiście z ironicznym pobłażaniem, co dodatkowo mnie rozjuszyło.

Liska, kochanie, już ci mówiłem, że uwielbiam nazywać cię pączusiem.

A ja nie uwielbiam jak nazywasz mnie pączusiem!

Dlaczego? – Jego brwi powędrowały ku górze w wyrazie zdumienia.

Bo czuję się gruba, brzydka i nic nie warta!

Liska, jesteś tak śliczna i apetyczna, że mam ochotę cię chrupać dwadzieścia cztery godziny na dobę…

 

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    ja z pytaniem o to nowe opowiadanie Kiedy będzie?

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Juz ci spiesze z odpowiedzia: bedzie wtedy, kiedy zostanie dodany nowy post informujacy o tym, ze to wlasnie juz.?
      Cierpliwosci
      Co sie odwlecze to nie uciecze a czekanie wzmacnia apetyt.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jak się coś skończy, to będzie Pies z kotem 🙂

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    Wlasnie takiego happyend potrzebowalam!
    Slodki, ze az mnie pruchnica zaswedziala.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      W Zielone było na smutno, więc musiałam nadrobić braki w cukrze ;-))

  3. G
    Gość
    | Odpowiedz

    zakończenie nie zaskakuje ale fajne 🙂

  4. K
    Kasia
    | Odpowiedz

    A kiedy będzie dostępny On? Bo nie mogę przeczytać całość i.

  5. K
    Kornelia
    | Odpowiedz

    Słodziutkie takie, pyszniutkie to opowiadanie 🙂

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No i dobrze – awanturka dla oczyszczenia atmosfery i słodkie pojednanie. Myślę, że Eliza i Sebastian będą dość często przerabiać ten scenariusz i mam tylko nadzieję, że to nie zabije ich relacji, tylko ich wzmocni i dojrzeją do związku – ognistego, acz zgodnego. Z całego serca im tego życzę. I aby z okazji ich Diamentowych Godów Piotrek musiał przyznać, że się mylił:) Jak ktoś trafi na całość opowiadanka, to będzie miał zdrowe, niekaloryczne ciacho do kawy/umilenie dowolnej pory dnia/odskocznię/porę relaksu:) A tego nigdy za dużo.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Osobiście marzy mi się jakiś kryminał, ale to musi poczekać, bo z kryminałami jest taki problem, że trzeba dobrze dopracować wątek czynu i sprawcy. A to na później, bo roboty po łokcie ;-)))

Napisz nam też coś :-)