Łup! (V)

with 15 komentarzy

lekkie opowiadanie o miłości
A dla patronów mała niespodzianka 😉 Zerknijcie na patronite!

.

Nie ufałam mu, ale z drugiej strony, co niby mi zrobi? Odgryzie ją? Podałam mu prawą dłoń, a on przyciągnął mnie do siebie i… Aż zachłysnęłam się z oburzenia. Szczerze mówiąc chyba po raz pierwszy w życiu, zabrakło mi słów.

– Ty!...

– Wiem – odpowiedział dość melancholijnym tonem. – Ostatnio jak przebywam w twoim towarzystwie, wciąż tak mam. A jak już cię dotknę… Liska, mogę cię pocałować?

– Eeee… – Niebywale inteligentnie, ale najwyraźniej odczytał to jako pozwolenie. Znalazłam się na jego kolanach, w jego ramionach i szczerze mówiąc, nie było to nieprzyjemne. Miał silne dłonie, gorące wargi i nawet wyraźny zapaszek alkoholu mi nie przeszkadzał. Utonęłam w tym pocałunku, nieoczekiwanie ogłaszając całkowitą kapitulację. Rozsmakowałam się w dotyku naszych warg, w subtelnej wymianie oddechów, w smaku jego języka, w każdej pieszczocie i w każdym dotknięciu. Poczucie rzeczywistości wróciło dopiero, gdy zaczął obmacywać moją pupę.

– Przestań! – zareagowałam, możliwe że dość niemrawo.

Posłuchał. Puścił mnie bez sprzeciwu, chociaż z wyraźnym ociąganiem.

– Nie podobało ci się?

– Nie w tym rzecz. To miał być tylko pocałunek.

– No tak – westchnął. – Uparta dziewczyna z ciebie.

Puścił, ale nic poza tym. Nadal siedziałam okrakiem na jego kolanach. Siedziałam, dziwiąc się samej sobie, z jakim spokojem przyjęłam obecną rzeczywistość. Przecież to był Sebastian! Stary, dobry Sebastian, którego widziałam w niejednej kompromitującej sytuacji. Na przykład wtedy, gdy uparł się przejechać się na karuzeli tuż po sutym obiedzie. Nie muszę dodawać, jak się to skończyło. Albo te chwile, gdy przyłapywałam go na obściskiwaniu z różnymi dziewczynami. Nawet nie zliczę, ile ich było. Sebastian, który wiecznie mi dokuczał, naśmiewał się z moich fałdek i przezywał pączusiem! Sebastian, któremu przynosiłam do łóżka ciepłe herbatki z lipy, gdy dopadła go grypa życia. Starszy brat, którego nie miałam, starszy o prawie cztery  lata czyli całe wieki! Żaden tam książę z bajki na białym rumaku.

Teraz miałam go przed sobą i pod sobą. Dziwnie spokojnego, patrzącego na mnie z wyraźnym zadowoleniem. No i co tu dużo ukrywać, mocno wstawionego. Czy to był właśnie powód jego zachowania?

– Porozmawiamy o tym wszystkim jutro, jak wytrzeźwiejesz.

– Chcesz sobie pójść? – Zdumiony uniósł brwi i jeszcze mocniej mnie do siebie przycisnął. – Liska, zostań! Proszę! Słowo harcerza, że już nie będę cię całował!

– To po co mam zostać? – wyrwało mi się, a zaraz potem warknęłam ze złością. Drań roześmiał się, po czym z głośnym pomrukiem zadowolenia, wtulił twarz w mój dekolt. Całkiem spory, bo latem sobie nie żałowałam ani kusych sukienek, ani mocno wyciętych bluzek. Lecz to było przyjemne, gdy tak owiewał oddechem spoconą skórę. I nie tylko to, bo dyskretnie zmusił mnie, abym zaczęła poruszać pupą, ocierając się o jego ciało. Milczałam i nie protestowałam, poddając się nakazowi jego rąk. A gdy wyraźnie poczułam efekt takiego postępowania, nie wycofałam się. Fala gorąca, trudnego do zniesienia żaru zalała moje ciało, wstrząsnęła duszą. Przygryzłam wargę i teraz już sama, z własnej nieprzymuszonej woli, kontynuowałam to, co on zaczął. Jedną dłoń położyłam na muskularnym ramieniu, drugą wplotłam w zmierzwione włosy, jeszcze mocniej przyciskając jego głowę do moich piersi. Sebastian głucho stęknął, ale nie był to protest. Przeciwnie. Obejmował mnie jednym ramieniem, palce zacisnął na pośladku, piersi pokrywał pocałunkami, lizał je, nawet lekko przygryzał. Potem natrętnie próbował dostać się głębiej, a może po prostu oswobodzić je z niewoli bawełnianego staniczka. Oboje milczeliśmy; słychać było tylko nasze przyspieszone, coraz głośniejsze oddechy. Nie wiem jak on, ale ja oddałam bym połowę życia, aby nasze ubrania magicznie zniknęły. Nigdy nie przypuszczałam, że podniecenie, pożądanie, może być tak obezwładniającą siłą. Czymś, czego nie dawało się pokonać głosem rozsądku. Jak tsunami zalewało falami moje ciało, sprawiało, że chciałam jedynie więcej i mocniej. Gdy podniósł głowę, zdążyłam zauważyć jego twarz wykrzywioną ekstazą, po czym pocałowałam go. Wgryzłam się w jego wargi, język bezczelnie i trochę nieudolnie wepchnęłam do środka, tłumiąc krzyk, który próbował wyrwać się z głębi mego jestestwa. Zamarłam, a potem moje ciało zaczęło drżeć. Palcami rozorałam skórę na jego przedramionach, odchyliłam głowę do tyłu. Nie wiem jak nazwać to, co przeżyłam, ale było to najlepsze doświadczenie w moim życiu.

Potem spojrzałam Sebastianowi prosto w oczy. On również dyszał, jakby przed chwilą wrócił z jakiegoś maratonu, czoło miał zroszone potem, spojrzenie zasnute mgiełką.

– Liska… – wyszeptał. – Pączusiu…

To „pączusiu” mnie ocuciło. Wydałam z siebie zdławiony okrzyk, po czym wyrwałam się z jego objęć, runęłam na ziemię, zaraz potem zerwałam na równe nogi i w pędem ruszyłam w kierunku domu, nie oglądając za siebie. Mało brakowało, a zabiłabym się pokonując schody. Drzwiami trzasnęłam z taką siłą, aż fundamenty zadrżały w posadach, oparłam się o nie plecami i dopiero wtedy zadałam sobie pytanie „co to do cholery było?”. Ciężko byłoby to nazwać seksem, ale przecież szczytowałam. Zresztą, on również, co uświadomiłam sobie dopiero w tym momencie. Że ja to raczej normalne, pewne potrzeby musiały w końcu dojść do głosu. Wystarczył impuls, alkohol plus odpowiednia sytuacja. Ale że Sebastian?...

– Boże! – Starym zwyczajem zaczęłam targać nieszczęsne włosy. – Jak ja mu jutro spojrzę w oczy? Jak ja jutro spojrzę samej sobie? Co mnie podkusiło u licha?...

Zasnęłam dopiero nad ranem, gdy słoneczko już wesoło świeciło nad horyzontem. Krótki był to sen i nie przynoszący ukojenia, głównie dlatego, że gdy tylko otworzyłam oczy, przypomniała mi się scena znad jeziora.

Cóż było robić? Miałam dwa wyjścia. Udawać że nic się nie stało, licho wie, może był tak pijany, że nic nie będzie pamiętał. Drugim wyjściem było spakowanie walizki oraz powrót do domu. Mimo wszystko pierwsze bardziej przypadło mi do gustu.

Los był dla mnie łaskawy i aż do późnego popołudnia udało mi się uniknąć spotkania z Sebastianem. Lecz kiedy wróciłam do sypialni po całym dniu plażowania, wykąpałam się i w samej tylko koszulce padłam na łóżko z ulubioną lekturą, ktoś energicznie zapukał.

– Proszę – powiedziałam odruchowo, możliwe że mocno zniecierpliwiona. W książce akcja się rozkręciła, a tutaj ktoś mi dupę zawraca.

– Cześć pączusiu!

Aż mnie poderwało. Zaraz potem szybko zmieniłam pozycję, starając się zakryć jak najwięcej. Niestety, piekielna koszulka sięgała mi do połowy uda, a nie pofatygowałam się z ubraniem bielizny.

Sebastian nie tylko wszedł do środka. Usiadł też na łóżku, bezczelnie gapiąc się na moje nogi.

– Mam ochotę to powtórzyć – oznajmił, po czym położył się tuż obok mnie, podpierając głowę łokciem. – Liska, spać przez ciebie nie mogłem.

Jęknęłam.

– Miałam nadzieję, że nie pamiętasz!

– Oszalałaś? Miałbym zapomnieć coś takiego?

– Nie byłeś pijany?

– Pod dwóch drinkach i jednym piwie? – roześmiał się, a potem wyciągnął ramię i zaczął leniwym ruchem wodzić palcem po mojej łydce. – Nie byłem. A teraz jestem trzeźwy jak świnia. No chodź tutaj do mnie…

– Nie, zaczekaj! – zaprotestowałam, rozpaczliwie go odpychając, chociaż najchętniej zrobiłabym coś zupełnie przeciwnego. – Nie możemy! Ty nie możesz! To nie fair, bo jak skończysz, to beztrosko ruszysz na kolejne podboje, a ja będę musiała sklejać moje połamane na tysiąc kawałków serduszko.

– Ty, poetycka? – Zachichotał, a zaraz potem spoważniał. – Nie myśl, że strzelił we mnie grom z jasnego nieba, nagle i niespodziewanie. No dobrze, może i tak, ale to było wtedy jak bawiliśmy się razem na sylwestrowej imprezie.

– Jak to wtedy? – wytrzeszczyłam oczy. – Przecież nie byłeś sam?

– Ale ty byłaś sama.

– Czy słusznie mi się wydaje, że to z twojego powodu? – spytałam złowieszczo.

– Słusznie – przyznał pokornie. – Nie podobał mi się ten Filip. Źle mu z oczu patrzyło.

– Kompletnie ci odbiło! – Chciałam się zerwać, a potem zepchnąć go z łóżka i wywalić z pokoju.

Nie zdążyłam. Sekunda i leżałam na plecach, on na mnie, na dodatek więżąc moje nadgarstki, bo chyba wyczuł, że zaraz wydrapię mu oczy. Lecz nie śmiał się. Był poważny, bardzo poważny. Rzadko go takim widywałam.

– Liska, nie jestem pewien, kto będzie po wszystkim sklejał swoje serce – wyszeptał cicho, patrząc na mnie czule. – Niepotrzebnie cię wtedy pocałowałem, ale byłaś taka smutna i zapłakana… No i pijana.

– Jak to smutna? Kiedy? Znaczy się my wcześniej?...

– Tak.

– I nic nie powiedziałeś?!

– Wolałem nie. Byłabyś wściekła – przyznał szczerze. – No i liczyłem na to, że mi przejdzie.

– Złaź ze mnie! – zażądałam ze złością. – Ale już!

– Nie po to tu przyszedłem – uśmiechnął się szeroko. Tylko że ja nie miałam ochoty na takie gierki. Na całą resztę też mi przeszła.

– Już! – Nieoczekiwanie dla siebie samej rozpłakałam się. Co za drań! – Wsadź sobie te przyjacielskie pocałunki oraz liczenie na to, że ci przejdzie, w dupę! Fiut jesteś i tyle!

– Eliza… – Mojego gniewu nie uśmierzył nawet fakt, że pierwszy raz w życiu widziałam Sebastiana tak zakłopotanego i poważnego. – Powiedziałem coś nie tak? Przecież nie mogę cię okłamywać.

– Zo… staw… mnie… – wystękałam, usiłując się uwolnić. – Puść!

– Pączusiu… Zawsze myślałem, że ty i Piotrek będziecie w końcu parą. Na dodatek zupełnie nie jesteś w moim typie, taka okrąglutka i mięciutka. Nie podziwiasz mnie, nie słuchasz, nie robisz maślanych oczu, za to często obrażasz i usiłujesz mną dyszkurować. A jednak przez ostatnie pół roku nie było dnia, żebym się nie onanizował myśląc o tobie.

– Sebastian! – jęknęłam. – Czy ty rozumiesz sens tego, co przed chwilą powiedziałeś?

– Że niby co? – Pochylił się, chcąc mnie pocałować, ale wykręciłam głowę i trafił prosto w ucho. W zasadzie powinnam być dumna słysząc jego ostatnie słowa, ale bardziej było mi przykro. I znów się rozpłakałam. – Przecież wczoraj też miałaś ochotę na coś więcej.

– Proszę, puść mnie!

Zmarszczył brwi, ale tym razem posłuchał. Skuliłam się na brzegu łóżka, wierzchem dłoni ocierając mokre oczy, a on siedział naprzeciwko, patrząc na mnie z niezadowoleniem. Nic dziwnego. Ciekawe czy kiedykolwiek spotkał się z odmową? A najgorsze było to, że nadal miałam ochotę rzucić się mu w ramiona.

– Idź sobie już.

– Nic nie rozumiem.

– To widać. Idź!

– Chodzi ci o seks? Mogę zaczekać, nie ma problemu. Będziemy spacerować trzymając się za rączki, słuchać śpiewu ptaszków i wymieniać koleżeńskie buziaki. Co ty na to?

– Sebastian!

– Wciąż tylko Sebastian i Sebastian – gderał, wstając. Chciałam rzucić mięsem i po raz kolejny kazać się wynosić, ale wtedy mój wzrok zahaczył o spore wybrzuszenie w spodniach i mnie przytkało. Może jego słowa były zbyt bezpośrednie i nieco podłe, ale chyba nie kłamał o tym onanizowaniu.

Wyszedł, a ja zostałam z takim chaosem w duszy i zamętem w umyśle, że przez dłuższy moment nie potrafiłam nic zrobić. Nie drgnęłam, nie poruszyłam się. Dopiero później mnie odblokowało, a łzy ruszyły z siłą wodospadu.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Przez was (niech sie te komentujace bija teraz po piersiach) obejrzalam ten glupi kissing booth i totalnie zaluje.😭😭😭😭
    Bo teraz mam wizje takich dwoch dzieciakow z podstawowki co im dopiero wlosy lonowe wyrosly…. Bleh bleh bleh…
    Wieczorem przeczytam jescze raz kochankowi to moze spojrze na to znow romantycznie. Ale nie! Kurde. Zapomnialam, ze mi sie kochanek skonczyl. O tak, stracilam glowe i nie powstrzymalam sie kiedy byla pora. Johny Walker jest juz pustym, ale nadal zimnym draniem. Zeby zdrade zamaskowac wlalam mu herbate. Ale to nie to samo. Nie odurza juz swoja moca. Weekend blisko. Czarno to widze. Máz sie zorientuje 😭😭😭😭😭😭😭
    Choc uwazam, ze opowiadanie lepsze od filmu to tych dzieciakow bawiacych sie w sexy nie moge wybic z glowy. Netflix powinien oznaczac filmy “dozwolone do lat 18”.

    Z powazaniem.
    Oddana czytelniczka

    PS
    Jeszcze tu wroce.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To zerknij na okładkę Łupu! i może to pomoże :-)))

      • Monika G.
        |

        Zerka, juz zerkam.

  2. Nieznajoma
    | Odpowiedz

    Nie mogę się doczekać kolejnej części

  3. Kornelia
    | Odpowiedz

    To opowiadanie jest fenomenalne, prawdopodobnie jedno z moich ulubionych. Miało być takie na luzie, ale ja się tak przejmuje czytając je, że nic nie mogę na to poradzić. Może dlatego, że jest takie życiowe. Czekam z niecierpliwością na kolejną część. Babeczko, jesteś wspaniała!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Na patrz! A takie pisane “na kolanie” 🙂 Super, że się podoba :-)))

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Czarno na białym widać, że z empatią to u Sebastiana krucho. Chwali mu się szczerość, ale mógłby z większym wyczuciem dzielić się z Elizą swymi odczuciami na jej temat. “Nie jesteś w moim typie, ale od pół roku ćwiczę nadgarstki myśląc o tobie i wciąż mam nadzieję, że przejdzie mi na ciebie ochota.” No, dzięki za piękne wyznanie. Nie dziwię się Elizie, że się popłakała i wykopała Sebastiana. Niby taki doświadczony i obyty, a zaczął od d… strony – i dosłownie, i w przenośni. Taaa, doświadczony, ale nie w temacie uczuć. Za “pączusia” zaraz po tym jak doszedł, to kopnęłabym go w przyrodzenie tak, żeby echo poszło:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      A mi sie paczus podoba. Nie wiem za co tu sie obrazac 😂

      • Tony Porter
        |

        No, sorry! Ale tuż po dojściu, chyba ma się prawo oczekiwać od faceta czegoś ciut innego, niż walenie po oczach świadomością, że waży się spory ciut więcej niż laski wcześniej przez niego zaliczone. Drogą kupna nabyłabym sporą ilość pączków z nadzieniem różanym i nakarmiłabym nimi Sebastiana… a potem wsadziła go na karuzelę:)

      • Monika G.
        |

        Hahaha dobre!
        Wydaje mi sie, ze Sebastian i tak by nie zrozumial bo:
        -“Paczusiu” to on sie do niej tak od zawsze zwracal, w roznych sytuacjach itd.
        – paczki sa najlepszym i najbardziej rozpoznawanym wypiekiem na swiecie.
        😂
        Ja bylabym dumna gdyby mnie moj malzonek nazywal paczusiem. Ale nie, ten piernik uczepil sie “delirka” i juz tak zostalo.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dlatego teraz czas na “resocializację” drania 😉

      PS. Można zapytać dlaczego “delirka”?

      • Monika G.
        |

        Delirka bo:
        Razu pewnego JeszzczeWtedyNieMaz zaprosil mnie do aquanarium. Nie uprzedzil, ze mam sie najesc przed a ja glupia myslalam, ze kazda randke zaczyna sie od zarelka. Mi cukier spadal a ten sie rozczulal nad kazdym zyjatkiem w kazdym szklanym zbiorniczku na kazdym pietrze aquanarium. Zaczely mi sie dlonie trzasc i jak Boga kocham, myslalam, ze schodze. Zaczelam mu panikowac. I od tamtej pory jakos mi przykleil te delirke….

      • Babeczka
        |

        Historia świetna 😉

  5. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Nie ma “Odpowiedz” przy Monice G., więc piszę tu 🙂
    Całkiem możliwe, że wedle Sebastiana określenie “Pączuś” jest czułe i takie “ich” – prywatny kod. Szkoda, że nie zauważa, że Eliza ma odmienne zdanie w tym temacie. Co mu zresztą wprost powiedziała, a on niespecjalnie się tym przejął. Słucha i nie słyszy, patrzy i nie widzi.
    “Delirka” – też ładnie:)

  6. Anonim
    | Odpowiedz

    czy wy też macie problem z tą stroną? nie wszystkie części ładują się od razu albo jest komunikat że strona jest niedostępna

Napisz nam też coś :-)