Łup! (VI)

with 3 komentarze

lekkie opowiadanie o miłościNie wyjechałam. Nie potrafiłam tego zrobić z wielu powodów. Piotrek chyba coś podejrzewał, ale zachowywaliśmy się z Sebastianem tak poprawnie, że przestał nam się w końcu przyglądać. Można powiedzieć, że było tak jak przedtem, ale niestety nie było. Ja snułam się po całej okolicy, unikając towarzystwa, on pokłócił się z Izą, która zaraz potem zniknęła. Nie podjął też kolejnej próby zbliżenia się do mnie, aby porozmawiać, a tym bardziej pocałować. Nic. Na powrót byłam jego pączusiem, znów za wszelką cenę usiłował wyprowadzić mnie z równowagi, nie wspominając już o odstraszaniu innych kandydatów. Podczas wycieczki rowerowej poznałam świetnego chłopaka. I co z tego? Zaraz obok pojawił się Sebastian, ze swoją roszczeniową postawą i szlag mi trafił obiecującą znajomość. Nic dziwnego, bo szczerze mówiąc, przy nim blado wypadłby miss uniwersum. Łaził za mną, pilnował, sprawdzał, czy trafiam do łóżka o przyzwoitej porze, aż w końcu nie wytrzymałam.

Urządziłam mu karczemną awanturę, która bardzo mu się spodobała. A gdy już umilkłam, sapiąc z wściekłości, czule pocałował w policzek.

– Daj spokój pączusiu. Muszę pilnować tego, co moje.

Mało brakowało, a bym drania zabiła. Pogroziłam mu tylko pięścią, a potem zostawiłam na plaży, w duchu obmyślając plan na dzisiejszy wieczór.

W pobliskiej miejscowości odbywał się coroczny festyn. W dzień część bardziej oficjalna, ze straganami, pieczoną kiełbasą i watą cukrową, wieczorem bardziej imprezowa, z koncertem i dużą ilością alkoholu. Głośno tupiąc pomaszerowałam na górę, po czym usiadłam przed szafą i zamyśliłam się.

Przed sobą nie musiałam ukrywać, że chciałam mu się podobać. Mimo wszystko było we mnie sporo próżności. Przez ostatnie dni dbałam o makijaż, fryzurę, odpowiednie ciuchy jak mało kiedy. A kiedy zerkał na mnie z uznaniem, czułam rozpierającą mnie radość. I powoli dochodziłam do wniosku, że jednak postąpiłam zbyt pochopnie. Należało z nim porozmawiać, wytłumaczyć kretynowi, co źle zrobił, a nie strzelić focha. Ba! Zaczęłam się nawet zastanawiać jak to odkręcić…

Wybrałam białą sukienkę, zwiewną, krótką, odsłaniającą ramiona. Do tego zwykłe espadryle w złotym kolorze, na niewielkim koturnie. Włosy zostawiłam rozpuszczone, jedynie troszkę je zakręciłam, aby uzyskać zamierzony efekt potargania przez wiatr. Nie były ani długie, ani złociste. Ledwo sięgały ramion, a i kolor miały całkiem zwyczajny. Opalenizna i biel sukienki zrobiły swoje. Przez długą chwilę podziwiałam swoje odbicie w lustrze, okręcając się dookoła własnej osi. Zadowolona, zachwycona. Potem pomyślałam o Sebastianie i trochę moja radość oklapła. Nie takie laski przy nim widywałam. Szczerze mówiąc kiepsko wypadłabym przy większości z nich.

W planach miałam rozdrażnienie mojego osobistego cerbera, ale jak to bywa z planami, czasami ulegają nieoczekiwanej zmianie.

Na festyn udałam się z Piotrkiem i Zuzą, co dziwnie mnie rozdrażniło. Głównie dlatego, że liczyłam na obecność Sebastiana. Nic z tego, od jego brata dowiedziałam się, że pojechał wcześniej, bo z kimś się umówił. Mój dobry humor zniknął, chociaż jeszcze zupełnie nie zdechł. Nastąpiło to dopiero na miejscu, gdy u boku Sebastiana ujrzałam taką laskę, że mi oko zbielało. Jakbym była facetem, sama bym ją poderwała. Miałam nawet wrażenie, że w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że się pojawiłam.

Nie, to nie, pomyślałam mściwie, zamawiając duże piwo z sokiem. Przynajmniej i ja zyskam szansę na interesującą znajomość. Alkohol już miałam, koncert właśnie się zaczął i jakaś nieznana mi bliżej wokalistka pastwiła się nad mikrofonem. Dookoła zauważyłam kilka znajomych twarzy, za to zgubiłam Piotrka i Zuzę. Machnęłam ręką na ich towarzystwo i ruszyłam w tłum, na łowy.

Pierwsze piwo przeszło bez problemu. Drugie postawił mi przystojny blondyn, całkiem niezłe ciacho. Z uwagi na ilość decybeli, konwersacja była mocno utrudniona, więc postanowiliśmy przenieść się w spokojniejsze miejsce.

I przenieśliśmy się, niech to piorun strzeli. Nad pobliskim jeziorem, w cieniu ogromnego drzewa, zaczął się do mnie bezczelnie dostawiać. Nie powiem, że byłam nastawiona sceptycznie do tych rzeczy, ale to przecież nie po kwadransie znajomości! Co on do cholery myślał, że wpakuje mi łapę pod kieckę, a ja rzucę się na niego charcząc: bierz mnie!? Nigdy w życiu!

Moja reakcja nie tylko go zaskoczyła, ale i rozzłościła. Przydusił mnie do pnia, wymierzył mocnego klapsa w wypięte pośladki, aż pisnęłam z bólu, po czym przylgnął do moich pleców i zaczął wpychać język prosto w moje biedne ucho. Chyba go to rajcowało? A może powodem podniecenia był okazywany przeze mnie opór? Nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć. Kombinowałam tylko jak by się tu od palanta uwolnić.

Przez dłuższą chwilę szamotaliśmy się w milczeniu, posapując złowieszczo. Potem poczułam jak ściąga mi majtki i usiłuje… Wrzasnęłam z całych sił, ale bydlak zasłonił mi usta dłonią.

Sekundę później byłam wolna, mój niedoszły gwałciciel uciekał w popłochu, znacząc drogę posoką, a obok stał najwyraźniej rozjuszony Sebastian.

– Ty kretynko! – warknął, chwytając moje ramię i potrząsając mną z wściekłością. – Tylko na moment spuściłem cię z oczu i już się szwendasz z jakimś podejrzanym typem po krzakach. Coś ty sobie myślała? Że będziecie wzdychać do księżyca, klepiąc się po rączkach?! – Darł się dalej, aż echo szło po okolicy.

– No nie… – zakłopotałam się, po omacku poprawiając odzież. Ręce mi dygotały i w duchu przyznawałam mu rację, ale przecież nie musiałam tego mówić.

– Wierzyłem że jesteś mądrzejsza – dodał ciszej, ale za to z goryczą. – Ale ciebie tak swędzi cipa…

– Że co?! – Teraz to ja wrzasnęłam oburzona. – Odszczekaj to draniu!

– Tak? Z tego co zauważyłem, to dałabyś dupy pierwszemu lepszemu.

– Tobie nie dałam – dodałam przesłodzonym głosem, piorunując go spojrzeniem. Swędząca cipa? Też coś! Jak on śmie tak do mnie mówić!

– Najpierw pielęgnowałaś te swoje dziewictwo, zarastając pajęczyną, a teraz rzucasz się na każdego faceta, który tylko zwróci na ciebie uwagę.

– Świnia! – Rozpłakałam się. Jak on mógł?! Zwłaszcza on! – Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! Nigdy, zrozu…

I to był koniec naszej burzliwej dyskusji, bo Sebastian mnie pocałował. W zasadzie to jeszcze nigdy nikt tak brutalnie mnie nie potraktował. Ścisnął w pasie, wgryzł się w moje usta, zdusił jakikolwiek sprzeciw, a z ciosów, jakie mu wymierzałam, nic sobie nie robił. I całował tak, że od razu poczułam wilgoć pomiędzy udami, a kolana zmiękły mi do tego stopnia, że z ledwością utrzymywałam się na nogach. Nie potrafiłam tego przerwać. Gorzej, całowałam go z taką samą pasją, jak on mnie.

– Wracamy – mruknął, przerywając.

– A twoja…

– Do diabła z nią. Chodź pączusiu, bo znowu spuszczę się w spodnie – wyszeptał, bezczelnie pchając dłonie pod materiał sukienki. – Jaka ty jesteś cudownie mięciutka! Liska! Nie dam rady…

Tyle z mojej złości. Chociaż do licha, dlaczego on myślał tylko o seksie? Do parkingu mieliśmy kilka metrów, które przebyliśmy prawie biegiem. Za to gdy stanęliśmy przed środkiem lokomocji, jakim dysponował, rozpętało się piekło.

– Nie wsiądę na motor – oświadczyłam twardo. – Za nic w życiu! Nie jestem dawcą organów.

– Mózgu z pewnością – zakpił, zakładając mi jeden z kasków. – Daj spokój, pojadę wolno. Musisz tylko pamiętać kilka zasad.

Nie objęłam go. Przykleiłam się, wessałam jak kleszcz, przy okazji szczękając zębami ze strachu. Podniecenie zniknęło, upojenie alkoholem również, ale już po pierwszej minucie nieco się rozluźniłam. Po pierwsze Sebastian dotrzymał słowa i nie szarżował, chociaż jazda na motorze, ciemną nocą, krętą drogą, po której obu stornach rósł las, z pewnością należała do rzeczy, które podnoszą ciśnienie. A po drugie, jak cudownie było czuć jego ciało tuż obok mojego. Napięte mięsnie brzucha, szerokie ramiona, zapach skórzanej kurtki oraz czegoś jeszcze, całkowicie nieuchwytnego, co kojarzyło mi się zawsze tylko z jego osobą, to odurzająca mieszanka. Trochę nas wytrzęsło, jak dotarliśmy do drogi gruntowej, ale na całe szczęście były to tylko dwa kilometry.

– Nikogo nie ma? – spojrzałam podejrzliwie na całkiem ciemne okna domu.

– Jest jeszcze wcześnie, widocznie nikt nie wrócił. – Wziął ode mnie kask, odłożył go, a później bez ostrzeżenia, złapał na ręce.

– Zaraz, zaraz – zaprotestowałam. – Jestem na ciebie obrażona! Pamiętasz?

– Nie, zapomniałem – zakpił. Zadrżałam, bo miałam dziwne przeczucie, że na całusach czy macanku się nie skończy. Nie wiedziałam tylko, co powinnam zrobić. – Będziesz mogła głośno krzyczeć.

Swoje ważyłam, a jednak wniósł mnie na samą górę bez odrobiny zmęczenia, biegiem pokonując całe schody. Kopniakiem otworzył drzwi, kopniakiem je zamknął. Rzucił na łóżko i od razu zdjął kurtkę, a potem ściągnął koszulkę.

– Ale ja nie wiem, czy chcę? – jęknęłam w panice.

Znieruchomiał z ręką na rozporku. Później westchnął głośno i usiadł obok mnie.

– Liska, przepraszam. Trochę się zapomniałem. – Przytulił dłoń do mojego zarumienionego policzka. – Nic na siłę, zaczekam.

Posmutniałam, bo te słowa wydały mi się jakieś dziwne.

– Chodzi o to – zaczęłam z wahaniem – chodzi o to, że czekałam tak długo, bo chciałam się zakochać.

– Więc to dlatego…

– I być kochaną – dokończyłam szeptem. – Wiem, naiwne. Nie śmiej się ze mnie.

– Nie będę – zapewnił poważnie. Potem położył się na boku i zachęcająco poklepał miejsce obok. – Chodź, uwielbiam cię przytulać. Jest do czego – roześmiał się. I dobrze, bo to od razu rozładowało napięcie.

– Jestem gruba, prawda? – pociągnęłam nosem. – Wszystkiego mam za dużo. Za to rozumu za mało.

– Kochanie, daj spokój. – Przygarnął mnie, objął ramieniem. Leżałam teraz wtulona w jego pierś, a gdy uniosłam głowę napotkałam surowe spojrzenie zielonych oczu. – Nie jesteś gruba. Wszystkiego masz w sam raz. Jesteś za to jedyna i wyjątkowa w swoim rodzaju.

– Jak to nie? Zobacz? – Chwyciłam jego dłoń, kładąc na pośladku. Traf chciał, że był to prawie nagi pośladek, bo sukienka podwinęła się frywolnie. Sebastian z trudem przełknął ślinę.

– Przestań, nie jestem z kamienia.

– Coś tam jednak masz twardego jak głaz – mruknęłam, zapominając, jak prowokująco może to zabrzmieć. – I nie mów do mnie kochanie.

– Liska… – zamknął oczy. – Dotkniesz go?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Pochoruje sie przez was z tego napiecia!😂

  2. Kornelia
    | Odpowiedz

    Babeczko, teraz to nas załatwiłaś. Jak tu teraz wytrzymać tyle czasu? Całe 7 dni! Opowiadanie jest po prostu niesamowite, tak się wkręciłam. Sebastian i Liska tak tak tak. To musi się udać, jednak ciągle tego Piotrka mam w głowie. Gdzie on się tam chcę wcisnąć? Nie mam bladego pojęcia.

  3. Maria Smolińska
    | Odpowiedz

    No zesz #$*&’€! Jak można skończyć w takim momencie? Toz to znęcanie się nad czytelnikami 🙁

Napisz nam też coś :-)