Marzenie (II)

with 1 komentarz
spełniając swoje marzenia

Jak tam święta? Ja miałam odpoczywać... Miałam 🙂 Uwaga, mam ochotę zrobić konkurs dla Was, tutaj i na fb, dotyczący bohaterów moich książek. Do wygrania... to zdradzę później!

 

Idziemy?

Tak.

Ulice były zaśnieżone i pełne pędzących dokądś ludzi. Czuła się wyjątkowo bezpiecznie, gdy tak trzymał jej dłoń, lawirując pomiędzy przechodniami i uśmiechając się łobuzersko, gdy tylko ich spojrzenia się spotykały. A knajpka faktycznie znajdowała się nieopodal.

Weszli do środka, strząsając z siebie śnieg. Uderzyła w nich fala gorąca, apetycznych zapachów i gwaru ludzkich głosów.

Daj, powieszę – wyjął z jej rąk kurtkę. – Tam jest nasz stolik – wskazał w głąb pomieszczenia.

Przytulnie tu – rozejrzała się z roztargnieniem i błyskawicznie zdrętwiała, gdy męskie ramię otoczyło jej talię.

Spokojnie, nie chcę cię zgubić – roześmiał się, dostrzegając tę reakcję.

Aż takiego tłumu tu nie ma – mruknęła, lecz pozwoliła zaprowadzić się na miejsce.

Usiedli przy okrągłym stoliku, na wygodnej kanapie, całkiem blisko kominka, w którym wesoło podrygiwał płomień ognia. Jurij sięgnął po menu, podając jedną kartę Sarze, ale ta pokręciła przecząco głową.

Wybierz coś dla mnie – poprosiła. – Sycącego, bo naprawdę jestem głodna.

Zgoda. A co do picia?

Herbata. Najchętniej z konfiturą, lecz gdyby nie było, to może być z miodem i cytryną.

Bardzo szybko zjawiła się kelnerka, która przyjęła zamówienie. Sara przeprosiła na chwilę, umykając do toalety, a kiedy wróciła, dostrzegła, że przyniesiono już herbatę, a Jurij trzyma w ręku skrzypce, którym przygląda się z uwagą.

Z wdziękiem zajęła swoje miejsce, łapiąc baczne spojrzenie niebieskich oczu.

Lubisz to? – spytała, oplatając smukłymi palcami gorący kubek. – To głupie pytanie, bo przecież odpowiedź jest oczywista.

Kocham byłoby odpowiedniejszym słowem.

Tak, to daje się zauważyć.

A ty?

Co ja?

Na czym grasz?

Na czym? – roześmiała się. – Głównie rodzicom na nerwach.

Uniósł zdumiony brwi.

Dlaczego?

Dlaczego? Pamiętam że jako dziecko marzyłam o fortepianie. Ale po pierwsze nie mieliśmy nawet miejsca na tak duży instrument, a po drugie, teraz rozumiem, że nikt mnie nie wspierał w moich pragnieniach. Tylko tyle.

A skrzypce?

Za trudne.

No co ty! – zaprotestował z ogniem. – Zaczekaj, zaraz ci pokażę, że to wcale nie takie trudne.

Dla ciebie nie. Dla mnie to niedościgłe marzenie.

Nie odpowiedział, tylko bez namysłu wcisnął skrzypce w jej ramiona.

Musisz mieć dobry punkt oparcia – tłumaczył. – Struny są cztery, mniej niż w gitarze. Jesteś praworęczna?

Tak – potwierdziła zarumieniona. Ze złością pomyślała, że od kiedy się spotkali, to ona wciąż się czerwieni i ogólnie robi za głupią gęś. Pora z tym skończyć. Dlatego z uwagą wsłuchiwała się w instrukcje Jurija i wcale nie miała mu za złe serdecznego śmiechu, gdy w końcu wydobyła pierwszy dźwięk.

Okropne! Jakby ktoś przeciągnął ostrzem noża po szkle – stwierdziła.

No, Paganiniego to na początek nie zagrasz – zakpił.

Na początek to ja nawet „wlazł kotek” nie zagram.

Za sztywno trzymasz palce. Rozluźnij je – rozkazał, chwytając jednocześnie jej dłoń. – I co mówiłem o małym palcu na smyczku? To nie herbatka u królowej.

Byli tak zaabsorbowani sobą, że nie zwrócili uwagi na to, iż pojawiła się reszta zespołu. Pojawiła się i wrosła w ziemię, gapiąc się na nich bez słowa.

On jej dał swoje święte skrzypce! – wyszeptał w końcu Evgeni w nabożnym zdumieniu. – Ja pierdolę! Trzy dni temu pokłócił się z Tatianą, bo ośmieliła się przestawić futerał. Jakby go otworzyła, to chyba przegryzłby jej gardło.

Nigdy nie lubiłem Tatiany – stwierdził filozoficznym tonem jego towarzysz. – Nie zatęsknię za nią.

Mówisz?

Sam popatrz! Jemu kompletnie odbiło!

Mnie odbiło? – Jurij w końcu zwrócił na nich uwagę. – Co tak długo?

Dosiedli się do stolika, wymieniając dwuznaczne uśmieszki.

Autobus miał awarię – mruknął Gawriel.

A widzicie, mówiłem że krótki spacer się przyda. Co tak dziwnie na mnie patrzysz? – zwrócił się do milczącego dotąd drugiego skrzypka.

Hm… To! – wskazał na Sarę, która właśnie przymierzała się do zamaszystego ruchu. – Nawet mnie byś łeb ukręcił, gdybym chwycił twoje skrzypce.

E tam – Jurij machnął ręką. – A co niby miałaby zepsuć?

Osłupienie na czterech twarzach wystarczyło mu za odpowiedź. Parsknął śmiechem.

Nie przesadzajcie – stwierdził z lekceważeniem. – I jak? Spróbujemy?

Lepiej nie. Przepłoszę gości – zażartowała.

I dobrze. Szybciej nas obsłużą.

To akurat doskonały argument, bo umieram z głodu. – Przez przypadek uderzyła gryfem o ścianę. Głuchemu dźwiękowi towarzyszyły cztery, zgodne jęki. – Przepraszam, nie chciałam. Chyba nic się nie stało? – dopytywała się zaniepokojona.

Pewnie że nic. – Nawet przez moment nie zmienił wyrazu twarzy. Za to miny jego towarzyszy szalenie go bawiły, chociaż doskonale znał powód ich zdumienia. Instrument, który tak nieporęcznie trzymała Sara, kosztował go nie tylko masę pieniędzy, ale też kilka lat wyrzeczeń. Dlatego nie pozwalał nikomu go dotykać, wręcz chorobliwie broniąc swojej własności. Ale jak mógł jej odmówić? Nijak. Więcej, zamierzał zaproponować parę darmowych lekcji. Pod warunkiem, że zostanie w Moskwie kilka dni.

Zapomniałbym. Jak długi planujesz pobyt?

W niedzielę muszę wracać – odparła, oddając mu skrzypce. – W maju bronię pracy magisterskiej i nie bardzo mogę pozwolić sobie na dłuższą przerwę.

O! – Wyraźnie się ucieszył. Pięć dni? Cudownie! – A co studiujesz?

Nie bardzo artystyczny kierunek.

Nie wykręcaj się, tylko mów – rozkazał stanowczo. – Ja studiowałem aktorstwo. Kilka lat służyłem w wojsku…

Parsknęła popijaną właśnie wodą.

Że co? – spytała osłupiała. – Za karę?

Nie, z przymusu. – Zauważyła, że rozbawiła towarzystwo.

To mnie zaskoczyłeś. W wojsku?

Konkretniej w marynarce. Fajnie było, ale to jednak nie dla mnie. Wróciłem i próbując odnaleźć się w szarej rzeczywistości wpadłem na pomysł publicznych występów.

Bardzo dobry pomysł.

A wy? – odważyła się w końcu zwrócić do reszty zespołu, chociaż wyraźnie było widać, że interesuje ją tylko rozmowa z jedną osobą.

No chłopcy! Co dziś tacy milczący?

Nie możemy dojść do siebie po tym, co przed chwilą zobaczyliśmy – mruknął Dymitr, zapalając papierosa. – Wiesz że do tej chwili, jeśli ktoś dotknąłby chociażby małym paluszkiem tej jego świętości, to Jurij zamieniłby się w dziką bestię?

Skrzypiec? – spytała zdumiona. – Ale mnie dał…

Możemy skończyć ten temat? Idzie nasz posiłek – zatarł z zadowolenia ręce. Sara również się ożywiła, bo jednak pusty żołądek wyraźnie dawał się jej we znaki.

Jedzenie było pyszne, wręcz rozpływało się w ustach. Dała się również namówić na lampkę wina, zaznaczając, że tylko ta jedna i nic poza tym. Trzech przyjaciół Jurija jadło w zasadzie milcząc, tylko on sam utrzymywał ciężar konwersacji. Opowiedział kilka zabawnych anegdotek, wypytywał Sarę o podróż i wrażenia, a na końcu z całą powagą, na jaką było go stać, ponowił swoją propozycję.

Nie widzę w tym sensu – pokręciła przecząco głową. – Czego mogę się nauczyć przez pięć dni, sam powiedz?

Może więcej niż myślisz – nalegał, bo wizja tego, jak ona trzyma skrzypce, a on podchodzi od tyłu i przytula się do szczupłych pleców, aby udzielić pierwszej lekcji, wywołała w jego ciele nieoczekiwany dreszcz. Zresztą sam Jurij był przyzwyczajony do szybkich podbojów i niezobowiązujących znajomości, głównie takich opartych na seksie. Tutaj również miał nadzieję na dobrą zabawę.

Na razie jestem zmęczona i chyba wrócę do motelu, aby się wyspać – uśmiechnęła się lekko, obserwując zgromadzonych dookoła ludzi. – To świetne miejsce. Cieszę się, że mnie tu zaprosiłeś.

Zmęczona? – Mina chłopaka powiedziała więcej niż słowa. – Noc jeszcze młoda, a ty chcesz iść spać?

Tak.

Ale…

Proszę, nie nalegaj. Jutro też jest dzień.

Wiem – odparł przeciągle, kątem oka notując, jak koledzy zaczęli robić zabawne miny. – Mogę cię chociaż odprowadzić?

O ile sama trafię – wybuchnęła śmiechem. – Możesz, będzie mi miło.

Kiedy byli już na ulicy, Sara podała mu karteczkę z adresem.

Byłam tam tylko zostawić bagaż i jak na złamanie karku, pędziłam na wasz pokaz.

To całkiem niedaleko – wskazał w prawo. – Pięć minut szybkim spacerkiem.

Dobrze, bo naprawdę marzę tylko o wygodnym, ciepłym łóżku – uśmiechnęła się.

Chodź! – Znów chwycił jej dłoń, prowadząc we wskazanym kierunku. – Wiesz, nadal wydaje się to nieprawdopodobne, że pokonałaś taki szmat drogi, żeby nas zobaczyć.

Każdy bywa czasem szalony.

Było chociaż warto?

Nieładnie, domagasz się komplementów – zakpiła. – Jednak odpowiem na twoje pytanie. Tak, było warto. To miasto jest magiczne, zresztą wasza muzyka także.

Uważaj! – podtrzymał ją, gdy nieoczekiwanie się potknęła. I już nie puścił. Spodobała mu się ta dziewczyna. Wyczuwał w niej szczerość i coś, czego nie potrafił nazwać odpowiednim słowem. Widać było szczęście w jej oczach, radość w każdym uśmiechu, entuzjazm w każdym słowie, chociaż twierdziła, że jest zmęczona.

Dziękuję. Nogi same mi się plączą. Zbyt wiele emocji na dziś.

Pisałaś do mnie… Niech pomyślę? Kilka dni temu, prawda?

Tak.

Czyli to była szybka decyzja?

Tak. Coś szalonego, wybiegającego poza schematy. Jurij, to tutaj – wskazała na nieco odrapane drzwi. – Żaden luksus, ale to mi niepotrzebne. Ważne jest wygodne łóżko i spokój.

Aha – potwierdził, zastanawiając się, czy gdyby zaproponował jej nocleg w swoim mieszkaniu, nie zostałby źle zrozumiany. – Przyjemnie tu – dodał bez przekonania, podskakując dla rozgrzewki.

Wcale tak nie myślisz.

Skąd wiesz, o czym myślę?

Stała dwa stopnie wyżej, z głową przechyloną lekko na bok, z półuśmiechem na ustach. Tak cholernie śliczna i pociągająca, że nie potrafił ani na sekundę oderwać od niej wzroku. Ciekawe jak by zareagowała, gdyby ją pocałował? Miał na to szaloną ochotę, ale z drugiej strony bał się odtrącenia. Po raz pierwszy w życiu bał się czegoś takiego i to go onieśmielało, denerwowało.

Minę masz dość sceptyczną – roześmiała się perliście. – Pewnie stąd.

Co planujesz na jutro? – zręcznie zmienił temat. – Oprócz lekcji u mnie oczywiście – dodał żartobliwie.

Oczywiście – potaknęła lekko kpiąco. – Sama nie wiem… Chyba będę zwiedzać miasto.

Super! – ucieszył się. – Mam wolne, więc zgłaszam się na przewodnika.

Przygryzła dolną wargę, uniosła w górę wzrok i westchnęła. Rozbawiona, szczęśliwa. Przyjechała tutaj tylko po to, aby przekonać się, czy może zrobić w swoim życiu coś szalonego, zupełnie nietypowego. I nieoczekiwanie znalazła coś jeszcze.

Opłaty mam niskie, ze zniżką dla studentów – szeroko się uśmiechnął.

Czyli?

Czyli musisz przyjąć jedno zaproszenie na kolację.

No dobrze. Biorę.

Ósma? Siódma?

– Oszalałeś? – Wymierzyła mu żartobliwego prztyczka w nos. – Jestem strasznym śpiochem. Najprędzej jedenasta.

Tak późno? – jęknął.

Wytrzymasz – pokiwała głową z poważną miną, chociaż oczy nadal się jej śmiały. Wyciągnęła dłonie i jakby od niechcenia poprawiła kołnierz jego kurtki. Potem oparła je o szerokie ramiona. Był od niej sporo wyższy i nawet te dwa stopnie nie dały dużej przewagi. Lekko pochyliła się, zawisła nad jego twarzą. Cisza mroźnej nocki otuliła ich, zamknęła w objęciach. Wirujące płatki śniegu zamieniły się w kurtynę, tłumiącą odgłosy wielkiego miasta, a chybotliwe światło najbliższej latarni, prześlizgiwało się cieniami po twarzach, wydobywając i ukrywając każdy szczegół, każdy najdrobniejszy detal.

Postaram się być gotowa wcześniej – wyszeptała.

Najchętniej w ogóle bym się z tobą nie rozstawał – odpowiedział również szeptem i bardzo delikatnie pogładził zaróżowiony od mrozu policzek. Z ledwością nad sobą panował, bo nigdy wcześniej nie odczuwał tak przemożnej ochoty, aby kogoś pocałować.

Mam bardzo wąskie łóżko… – Nieposłuszny kosmyk wymknął się spod wełnianej czapeczki i musnął wierzch jego dłoni. Ciepło jej oddechu przyjemnie łaskotało, zapach ciała oszałamiał, a w ciemnych oczach już dawno utopił cały swój rozsądek. Bardzo powoli dotknął wargami jej ust, tak delikatnie, że wydawało się to zaledwie muśnięciem. Zadrżała, lecz nie odepchnęła go. Bardziej poczuł niż zobaczył, że Sara się uśmiecha.

Pójdę już – powiedziała z ociąganiem. – Przyjdź po mnie jutro o dziewiątej.

O ósmej ze śniadaniem do łóżka – zażartował. Musiał to zrobić, bo inaczej nie potrafiłby jej puścić. Zaczarowała go, zauroczyła, chociaż nie potrafił podać ani jednego racjonalnego powodu swego zachowania. Czyste szaleństwo, ale akurat on nie miał nic przeciwko szaleństwu. Uwielbiał je!

Dobranoc. – Drobna dłoń w grubej rękawiczce wyślizgnęła się z jego ręki. Trzasnęły drzwi i nagle świat może nie stracił wszystkich swych kolorów, ale zdecydowanie poszarzał. Jurij jeszcze długą chwilę stał w bezruchu, gapiąc się w ciemne prostokąty okien. Na próżno, widocznie miała pokój z drugiej strony. Westchnął głośno, po czym chuchnął w skostniałe z zimna palce i ruszył w kierunku swojego mieszkania.

***

Nie spodziewała się go spotkać dokładnie w tym samym miejscu, w którym się wczoraj się rozstali. Stał wpatrzony w drzwi kamienicy, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę. Wcale jej to nie zdziwiło. W taki mróz!

Punkt dziewiąta. Zdumiewasz mnie.

Dlaczego?

Po artyście spodziewałabym się raczej roztargnienia.

Nie jestem artystą. Ja tylko gram na skrzypcach – roześmiał się i nie mogąc się oprzeć pokusie, pochylił się, aby pocałować miękki, zaróżowiony policzek. Pokusę, aby pocałować również lekko rozchylone wargi, z trudem opanował. – Jadłaś śniadanie?

Jadłam. Ale i tak chętnie napiłabym się kawy.

Na czubku języka miał propozycję, aby poszli do niego. Nie, to głupi pomysł. Wśród ludzi będzie mu łatwiej opanować pragnienia, które od wczoraj nim rządziły. O obiecanych lekcjach nauki na skrzypcach wolał w tej chwili nie myśleć.

Nie ma sprawy. Na początek kawa. – Oświadczył pełnym entuzjazmu głosem. Sara wsunęła dłoń pod jego łokieć, lekko się przytulając. Drugą ręką poprawiła szalik.

Czy wczoraj było równie zimno? – spytała z zadumą.

Tak. Nie zauważyłaś?

Rozpalały mnie emocje. Podróż i szaleństwo też widocznie pomagają się rozgrzać.

Nie tylko to potrafi rozgrzać.

Pominęła milczeniem ostatnie jego słowa. Nie wiadomo skąd pojawiła się w niej dziwna nieśmiałość. Wystarczająco silna, aby wolała rozmawiać na bardziej neutralne tematy. W zasadzie wolała nawet milczeć. Było jej tak dobrze w ten mroźny, zimowy poranek, w obcym mieście, u boku mężczyzny, którego jeszcze dwa dni temu zupełnie nie znała.

Znowu zaczęło padać. – Jurij zadarł głowę w górę. Po czym zrobił coś niespodziewanego. Wysunął koniuszek języka, łapiąc na niego wirujący płatek śniegu. Potem to powtórzył. Patrzyła na niego zafascynowana, po czym zrobiła to samo.

Smakuje jak zawsze – roześmiała się.

A zapowiadali, że dziś śnieżynki będą miały smak owoców tropikalnych – odparł z tak autentycznym rozczarowaniem, jakby naprawdę w to wierzył.

Wolałabym kokosowe.

Te zapowiadali na pojutrze.

Jeszcze bardziej ją rozbawił. Jakie to dziwne, że w jego towarzystwie czuła się tak rozluźniona, szczęśliwa? Przecież był obcy. Na dodatek dyskusja o smaku płatków śniegu w innej sytuacji wydałaby się jej taka infantylna, dziecinna. Lecz nie teraz, nie w tej chwili.

Kiedy następny koncert? – spytała, jeszcze bardziej przytulając się do jego boku.

Za miesiąc albo dwa.

Szkoda.

Jak chcesz może być i jutro. Ale to będzie solo, chyba że zechcesz mi akompaniować?

Na bębenku?

Dlaczego na bębenku?

To jedyny instrument, którego obsługa wydaje mi się prosta.

Może zaśpiewasz?

Tym razem Sara roześmiała się w głos.

Lepiej nie. Jak zacznę, to areszt mamy jak w banku. Za zakłócanie porządku publicznego.

Spojrzał w dół, a ona w tym samym momencie uniosła głowę. Uwielbiał tonąć w tych ciemnych oczach, błyszczących ekscytacją, obiecujących tak wiele na przyszłość.

To ja będę śpiewał, a ty zagrasz na skrzypcach – powiedział z powagą.

Żartobliwie pchnęła go w bok.

Czy to tutaj? – wskazała na lokal przed którym przystanęli.

Tak. Idziemy czy poprzestaniemy na przekąsce ze śnieżynek?

Pokręciła głową, niby z rezygnacją, ale tak naprawdę była jedynie rozkojarzona.

W środku było ciepło, przytulnie, pachniało kawą oraz czekoladą. Zajęli miejsce przy oknie, z którego mieli wspaniały widok na zaśnieżone ulice i przemykających nimi ludzi.

Pomógł jej zdjąć kurtkę, po dżentelmeńsku odsunął krzesło. Szybko zamówili dwie filiżanki kawy i dwa kawałki ciasta, które poleciła im kelnerka. Potem Sara rozglądała się dyskretnie, a on po prostu na nią patrzył. Podziwiał każdy szczegół, każdą miękką linię ciała, zachłannie, w milczeniu. W tej chwili nie potrzebował słów.

W końcu przestała się rozglądać i spojrzała prosto w jego oczy.

Przyjemnie tutaj.

Tak, lubię to miejsce. No i mają czterdzieści rodzajów kawy.

Zauważyłam. W tym taką o smaku kokosowym – uśmiechnęła się promiennie, a jemu ziemia usunęła się spod stóp.

Ślicznie się uśmiechasz – powiedział cicho, a gdy na i tak zaróżowionych od mrozu policzkach ukazała się intensywniejsza czerwień, taktownie zmienił temat.

Skąd tak dobrze znasz rosyjski? Zdradza cię tylko akcent, ale rozumiesz doskonale każde słowo.

Moja babcia pochodziła ze wschodu. Jak byłam dzieckiem śpiewała mi rosyjskie kołysanki, recytowała rosyjskie wierszyki. To może zabrzmi dziwnie, ale bardzo szybko pojawiła się we mnie chęć, aby nauczyć się tego języka. Chociaż dopiero w szkole średniej poznałam alfabet, to mówić umiałam już całkiem nieźle.

I nigdy wcześniej nie byłaś w Rosji? – spytał z niedowierzaniem.

Marzyłam o tym, żeby zabrać babcię i pojechać w jej rodzinne strony, ale niestety umarła, kiedy miałam siedemnaście lat. Nie zdążyłam – dodała ze smutkiem. Przykrył ręką jej dłoń, leżącą w bezruchu na stole.

A konkretnie jakie?

Podolsk. To nawet niedaleko, prawda?

Niedaleko? To bardzo blisko. Chcesz to pojedziemy – zaproponował.

Pociągiem?

A nie, lepszy będzie samochód. Pożyczę od Jakima, to ten chłopak co grał wiolonczeli. Mój stoi w warsztacie, a dotychczas wolałem miejską komunikację. Wygodniej i nie trzeba stać w korkach.

Wiesz… Dopiero dziś do mnie dotarło, jakie to miasto jest ogromne. – Podparła ręką głowę. – No i jak to jest, że na niebie nie ma ani jednej chmurki, a mam wrażenie jakby wciąż padał śnieg?

Magia – odparł z tajemniczym uśmiechem.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    Wiesz, że mało…. Więcej i częściej… 😁😁😁😁

Napisz nam też coś :-)